piątek, 16 września 2016

Rozdział XVIII

            Angela wysiadła z białego Dodge’a Charger’a. Czuła na sobie wzrok zazdrosnych uczniów. Westchnęła głośno i okręciła się w stronę chłopaka.
- Miłego dnia w szkole. - Matt uśmiechnął się do niej.
- Miłego dnia na uczelni. - powiedziała, po czym zamknęła drzwi auta.
Chłopak puścił jej oczko i odjechał. Szatynka ruszyła w stronę budynku. Będąc na korytarzu, podeszła do swojej szafki, schowała kurtkę i wyciągnęła potrzebną książkę. Do rozpoczęcia pierwszej lekcji było jeszcze pół godziny, dlatego uznała, że powtórzy materiał na geografię. W trakcie czytania przypomniała sobie, iż jej przyjaciółka powinna już dawno być w szkole, dlatego wyciągnęła komórkę i zadzwoniła pod dobrze znany numer.
- Cześć mała, kiedy będziesz? - spytała.
- Nie wiem, czy dziś przyjdę. - odpowiedziała blondynka.
- Dlaczego?
- Bo... czyszczę akwarium. - blondynka próbowała się wytłumaczyć.
- To ja zawsze je czyszczę. - westchnęła Ann. - Ruszaj ten zgrabny tyłek i chodź do szkoły.
- Zgrabny tyłek? Czy ty mnie podrywasz? - Emily zaśmiała się cicho. - Właśnie, wczoraj przyszli nasi ‘rodzice’ i pochwalili mnie, że mam taki porządek w domu.
- Ciekawe dzięki komu? - spytała retorycznie.
- Dzięki mnie, a co myślałaś? - odparła.
- Zbieraj się, masz zdążyć na pierwszą lekcję. - nakazała Angela.
Szatynka przekartkowała następną stronę.
- Nie wiem, czy się wyrobię. No, chyba że przyjadę moim moto...
- Nawet nie próbuj. - przerwała jej. - Zabraniam ci. Masz prawko dopiero od trzech tygodni i nie pozwalam ci przyjechać nim do szkoły.
- Dobrze mamo. - zachichotała Em. - Ale nie masz nic, co przekona mnie, do przyjścia.
- Dziś jest sprawdzanie szafek. - powiedziała poważnym tonem.
- Przecież jest piątek... bez sensu. To mnie nie przekonuje. - rzekła Emily.
Ann zastanowiła się przez chwilę.
- Carl upiekł dla ciebie pączki i mam je ze sobą.
Nagle usłyszała huk w słuchawce.           
- Niedługo będę! - krzyknęła szarooka i rozłączyła się.
Angela pokręciła głową i zabrała się za dalsze czytanie lektury.
            Dźwięk dzwonka na przerwę rozniósł się po całym pomieszczeniu. Szatynka nie zdążyła nawet sięgnąć po swój plecak, gdy Emily wybiegła prędko z klasy. Dziewczyna spakowała swoje rzeczy i także wyszła. Przez chwilę rozglądała się po korytarzu, aż dostrzegła przyjaciółkę, która stała przy swojej szafce. Szatynka podeszła do niej energicznym krokiem.
- Jednak przejęłaś się tym, że dziś sprawdzają? - spytała rozbawiona.
- Połowa rzeczy się klei, a połowy trzeba się pozbyć. - warknęła Em.
Blondynka otworzyła zamek. Ku zdziwieniu Ann, otworzyły się dwie pary drzwiczek, które były ze sobą zespawane.
- Zechcesz mi to wyjaśnić? - popatrzyła na nią z przymrużonymi oczami.
- Miałam tu za mało miejsca, więc wykupiłam szafkę obok, zdemontowałam ściankę między nimi, wzięłam z kantorka spawacz i połączyłam drzwiczki. - odpowiedziała. - Pomożesz mi?
Angela kiwnęła głową na znak potwierdzenia.
- Mamy trzy przerwy, by pozbyć się większości rzeczy i tu ogarnąć. - powiedziała poważnym tonem Em. - Ty idź do woźnego albo do klasy chemicznej, po jakiś żrący płyn, bo trzeba się pozbyć tego budyniu ze ścian, a ja zajmę się gofrownicą.
- Extraño, jaki ty masz tu syf! - zaglądnęła do szafki. - Gofrownica!?
Szarooka westchnęła i pokręciła głową.
- No mówiłam... tak mnie słuchasz.
- Co tu robi gofrownica? - spytała z lekką złością Ann.
- Pamiętasz, jak we wtorek miałam gofry na lunch? Tu je zrobiłam.
Blondynka wyjęła trampki z szafki i położyła je na podłogę.
- Skąd ty masz małą maszynę do lodów?! - Włoszka zaczęła wymachiwać rękoma.
- Dobre pytanie. Ukra... - zawahała się. - Pożyczyłam.
- Em... wiertarka? - popatrzyła na nią ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy.
- Ja tobie nie wypominam tego, co trzymasz w szafce! - krzyknęła, a kilkoro uczniów, którzy właśnie przechodzili obok, przyspieszyło kroku.
- Bo są tam tylko książki... - upomniała ją Ann.
Jasnowłosa spiorunowała ją wzrokiem.
- A u mnie jest wiertarka, budyń, odpowiedzi do testu z matmy, gofrownica, sekator, maszyna do lodów, jakaś książka, wiewiórka, pączki i kilka innych rzeczy. - zaczęła wymieniać.
- Emily! - pisnęła szatynka. - Znów ten szop?!
- To. Jest. Wiewiórka. - mówiła oddzielnie każdy wyraz, ponieważ zaczynała się denerwować.
Angela dobrze wiedziała, że jej przyjaciółka zaczyna się wściekać i nie powinna jej prowokować do dalszej kłótni, lecz obrzydzenie, jakie w tym momencie czuła, było zbyt silne.
- Fu! - pisnęła. - To kiedyś żyło!
- A może wciąż żyje? - Em spojrzała na futrzaka i dotknęła go ołówkiem. - No dobra, może i już nie żyje, ale ma chociaż ciepło.
- Rozkładające się zwłoki zwierzaka. - odeszła kawałek. - Sprzątaj to sama.
- Dobra, ja wezmę Dylan'a, a ty pójdź, po ten rozpuszczalnik, czy tam jakiś żrący płyn, bo ten budyń na ściankach zaczyna się ruszać.
- To nie budyń. - szepnęła z odrazą.
Emily wyciągnęła rękę, zamoczyła palec w brei i włożyła go do buzi.
- Masz rację, to chyba jednak nie budyń. - odparła szarooka.
- Jesteś obrzydliwa! - odwróciła się, kierując się w stronę sali chemicznej.
Gdy już miała wejść do klasy, jej drogę zaszedł Drake.
- Ann! - ucieszył się chłopak. - Jak się cieszę, że cię widzę.
- No cześć. - uśmiechnęła się pogodnie. - Coś się stało?
- Chciałem z tobą pogadać o... - ściszył głos. - Em.
- Mów proszę, o co chodzi... tylko w miarę możliwość szybko, bo Emily zje imitacje budyniu.
Szatyn przeczesał swoje włosy.
- Ale to nie ten w jej szafce, nie? Przecież to się rusza! - pokręcił głową. - Wracając do tematu. Wiesz, że ona mi się od dawna podoba. I ja jej też, a przynajmniej tak myślałem. Jakiś czas temu...przed waszym wylotem do Grecji, spotkałem się z nią i wszystko było super, nawet bardzo, a ona nagle mnie olała i wybiegła. Nie gadałem z nią o tym. Zachowywała się tak, jakby nic się nie stało. Kilka dni temu, znów do niej przyszedłem. Akcja się powtórzyła, a teraz ona nie chce ze mną gadać. - mówił szybko i kątem oka co chwilę zerkał na blondynkę, która próbowała łomem odkleić zwłoki wiewiórki od szafki.
- Pewnie coś jej zrobiłeś. - skomentowała krótko i skarciła go wzrokiem.
Nikomu, w żaden sposób, nie pozwoliłaby zranić swojej przyjaciółki.
- Ja? - zdziwił się, na słowa dziewczyny. - Przecież wiesz, że bym jej nie skrzywdził... gdy byliśmy w lekko... - odchrząknął. - Intymnej sytuacji, ona nagle mówiła, że nie może, bo coś zrozumiała. Nie wiem, o co jej chodzi.
- Pewnie coś jej powiedziałeś, zrobiłeś... z niczego to się nie bierze. - przewróciła oczami. - A teraz, jeśli pozwolisz... pójdę już. - ruszyła w stronę sali.
Chłopak złapał ją za nadgarstek.
- Jesteś jej przyjaciółką, pewnie wiesz, o co chodzi. Proszę, powiedz mi. - spojrzał na nią błagalnie.
- Zostaw mnie. - rzuciła mu ostre spojrzenie.
Nie miała pojęcia, o czym mówił Drake. Emily nie wspominała jej, że uciekła od niego. Nie zdziwiło ją to, bo po roku przyjaźni jej przyjaciółka wciąż miała pełno sekretów, którymi nie chciała się dzielić.
- Proszę, nie wiem, co mam robić. - ścisnął mocniej jej nadgarstek. - Kocham ją. Powiedz mi, o co jej chodzi, proszę.
- Zostaw mnie! - wrzasnęła tak głośno, że aż kilka osób spojrzało w ich stronę. - Nie mam pojęcia, co jej zrobiłeś, ale uważaj...
Szatyn nie dał jej dokończyć i jak oparzony, puścił jej nadgarstek.
- Ann. - cofnął się o krok. - Przepraszam, nie wiem co się ze mną dzieje.
Chłopak odwrócił się i pobiegł w głąb korytarza. Dziewczyna złapała się za rękę, którą Drake przed chwila ściskał.
- Bolało. - szepnęła do siebie i weszła do sali chemicznej.
W klasie nie było nauczyciela, dlatego dziewczyna szybko weszła do kantorka i zabrała potrzebną rzecz. Wiedziała, że nie powinna była tego robić, ale chęć pomocy przyjaciółce, była silniejsza. Nie ważne, jak bardzo była temu przeciwna, zawsze ulegała prośbą Latynoski. Gdy wróciła, Emily próbowała odkleić książkę od historii, która była przyczepiona do ścianki. Włoszka podała jej niewielką buteleczkę, a dziewczyna schowała ją do kieszeni. Nagle zadzwonił dzwonek na lekcję.
- Dalsze sprzątanie dopiero za godzinę. - westchnęła Em. - Nie mogę opuścić kolejnej lekcji. Co teraz mamy?
- Historię. - Angela spojrzała na książkę, która wciąż była przyklejona do drzwiczek.
- Pożyczę od ciebie. - cmoknęła szarooka. - Niech się cieszą, że mam zeszyt.
Emily zamknęła szafkę i objęła Ann w pasie, a następnie ruszyły w stronę klasy.
- Co ci się stało w rękę? - spytała.
Szatynka dopiero teraz zdała sobie sprawę, że ma czerwony ślad w miejscu, gdzie uciskał ją Drake.
- Uderzyłam się. - skłamała.
- Sierota... - zaśmiała się Em i przytuliła dziewczynę.
- A właśnie... co zrobiłaś z tą wiewiórką? - Angela spojrzała na nią z zaciekawieniem.
- Kojarzysz może Chloe McCartney?
- To ta nadęta kapitanka cheerleaderek. - stwierdziła. - Ta, która cię nie lubi.
Blondynka skinęła głową.
- Gdybyś za kilka minut zaczęła słyszeć jej głośne krzyki, to wcale nie dlatego, że Dylan jest w jej plecaku.
Szarooka wyminęła przyjaciółkę, a następnie obie poszły na lekcję historii.
            Gdy rozpoczęła się kolejna przerwa, Emily znów wybiegła z klasy jako pierwsza. Angela dopiero po chwili zjawiła się na korytarzu. Podeszła w stronę schodów, gdzie stał automat z napojami. Wrzuciła do niego kilka monet i wzięła wodę mineralną. Już chciała iść do Em, by pomóc jej w dalszym sprzątaniu szafki, lecz nagle poczuła wibracje w kieszeni, więc wyciągnęła swoją komórkę. Zdziwiła się, gdy zobaczyła, kto dzwoni. Oparła się o ścianę i odebrała.
- Nina?
- Annie! Odebrałaś! Los mi cię zesłał. - usłyszała piskliwy głos swojej przyjaciółki.
- Czy coś się stało? - spytała.
- To mało powiedziane. Mój lokaj Pierre miał mi zamówić nową parę kolczyków. Ale nie zgadniesz, co zrobił! Przez pomyłkę wpisał mój adres z Nowego York’u, a nie z Paryża. Toż to skandal! Jak można być tak nierozważnym... - lamentowała.
- I co ja mam z tym wspólnego? - zapytała Ann.
- I tu zwracam się z prośbą do ciebie. Mogłabyś pójść do mieszkania moich ‘rodziców’, odebrać paczkę i wysłać ją do mnie?
Angela zastanawiała się przez chwilę.
- Jasne. - odparła.
- Dziękuję, ratujesz mi życie. To limitowana kolekcja, nie znalazłabym drugiej takiej samej! - pisnęła przejęta. - A i przekaż Emi, żeby zaczęła ode mnie odbierać.
- Pewnie ma rozładowaną komórkę. - powiedziała z przekonaniem Ann.
- Ale od miesiąca? Przecież to nie możli...
- Słuchaj Nina, muszę kończyć, zaraz zacznie się fizyka. - przerwała jej. - Cześć.
- Annie! - usłyszała w słuchawce zdrobnienie, którego nie lubiła.
- Tak? - spytała z irytacją.
- Niech moc moich kolczyków będzie z tobą.
Szatynka zaśmiała się pod nosem i zakończyła połączenie.
            Na następnej przerwie Angela pomagała przyjaciółce w sprzątaniu. Choć wcale nie chciała tego robić, nie miała zamiaru pozwolić na to, by Em miała kolejne kłopoty w szkole.
- Nie wiem, jak ty to tu wszystko zmieściłaś. - podziała Ann i wyciągnęła pudełko śniadaniowe z szafki.
- Nie otwieraj! - wrzasnęła blondynka.
- Dlaczego? - spytała.
Szarooka zgryzła nerwowo wargę. Szatynka musiała przyznać, że Emily wyglądała w tym momencie uroczo.
- Na początku roku szkolnego zrobiłaś tę sałatkę warzywną... i tak trochę o niej zapomniałam.
- To znaczy, że są tu warzywka sprzed pół roku? - spytała cicho, lecz sama odpowiedziała sobie na to pytanie. - Wyrzuć to, wyrzuć!
Latynoska cofnęła się kilka kroków.
- Ty to trzymasz, ty to wyrzucasz. Ja się boję, że to wybuchnie. - jęknęła.
Angela popatrzyła z obrzydzenie na pudełko i jak najszybciej podeszła do śmietnika. Na szczęście przed dalszym sprzątaniem uratował ją dzwonek na lekcję.
            Szatynka wychodziła właśnie z toalety, gdy nagle wpadła na Drake’a. Tak bardzo chciała go dziś unikać. Na moment spojrzała w jego piwne oczy, lecz po chwili odwróciła wzrok i szybko go wyminęła. Dziewczyna podeszła do Emily.
- No nareszcie! - pisnęła zadowolona. - Wysprzątałaś wszystko.
- Jeszcze tylko kilka rzeczy i będzie perfekcyjnie. - blondynka uśmiechnęła się szeroko. - Spójrz na to.
Ann spojrzała na drzwiczki, do których przyczepione było zdjęcie jej i Em. Szatynka przytuliła przyjaciółkę i pocałowała ją w policzek.
- Muszę zadzwonić. - powiedziała i odeszła w głąb korytarza.
Wyciągnęła komórkę i wybrała numer.
- Cześć skarbie, coś się stało? - usłyszała przejęty głos Matt’a.
- Masz może teraz trochę czasu? - spytała z nadzieją. - Za godzinę mam włoski, a zostawiłam projekt w domu.
- Przywiozę ci go. - zapewnił.
- Dziękuję. - odetchnęła z ulgą. - Jest u mnie w pokoju na biurku. Masz klucze. Kocham cię.
- Ja też cię kocham. - powiedział, a następnie rozłączył się.
            Na następnej lekcji był w-f, czyli najbardziej przedmiot, którego Ann nienawidziła z całego serca. Rzadko ćwiczyła. Zazwyczaj symulowała ból brzucha, by usiąść na ławce. Dziewczyna zdziwiła się, ponieważ od dwudziestu minut nie mogła znaleźć przyjaciółki. Była jeszcze bardziej zaskoczona, ponieważ grali w koszykówkę, a Emily nie przegapiłaby tego z własnej woli.
            Gdy zadzwonił kolejny dzwonek, Angela wyszła z szatni i poszła w stronę wejścia głównego, by poczekać na swojego chłopaka. Ku jej zdziwieniu, Matt stał na korytarzu i rozmawiał z Em. Najprawdopodobniej kłócili się, ponieważ blondynka wymachiwała rękoma jak opętana. Ann podbiegła do nich. Niebieskooki od razu zamilkł i odwrócił się w stronę swojej dziewczyny.
- Mam swój projekt. - powiedział Matthew i podał jej teczkę.
- Dziękuję. - szepnęła i pocałowała go.
Szybko się od niego oderwała, bo przypomniała sobie, że Emily wciąż stoi obok, ze złością wymalowaną na twarzy. Nagle drzwi wejściowe otworzyły się z hukiem, a wszyscy uczniowie zamilkli. Angela zauważyła dwóch policjantów, których miny nie zapowiadały nic dobrego. Obaj ruszyli przed siebie i zatrzymali się obok Matt’a.
- Emily Extraño? - spytał jeden z nich.
Szatynka popatrzyła z przerażeniem na blondynkę, która także nie wiedziała, o co chodzi.
- Tak. - odpowiedziała pewnym głosem Em. - Czy coś się stało?
- Zostaliśmy powiadomieni o handlu narkotykami na terenie szkoły. - powiedział drugi.
Angela spojrzała na przyjaciółkę. Nagle jej wzrok przykuła tylna kieszeń dziewczyny. Wystawała z niej mała foliowa torebeczka. Nie mogła uwierzyć, że szarooka znów bierze narkotyki, a co gorsza sprzedaje. Szatynka wiedziała, że później będzie żałować, tego, co zaraz zrobi. Podeszła do Emily.
- To musi być jakaś pomyłka. Em nie handluje. - podczas mówienia sięgnęła po torebeczkę i szybkim ruchem zabrała ją, a następnie schowała do swojej kieszeni.
- Nie tobie o tym decydować. - odparł niższy z policjantów i złapał blondynkę za ramię. - Emily Extraño jesteś aresztowana pod zarzutem posiadania i handlu narkotykami. - drugi z nich spiął jej ręce kajdankami. - Wszystko, co powiesz, może zostać użyte przeciw to... - nie dokończył regułki, ponieważ dziewczyna zaczęła się rzucać, lecz mężczyźni byli silniejsi.
- Ann, to nie ja! - wrzasnęła, próbując się wyrwać. - Przecież wiesz!
Zaczęli prowadzić ją w stronę wyjścia, choć Latynoska wciąż próbowała im się wyrwać. Wszyscy uczniowie na korytarzu przypatrywali się całej sytuacji, szepcząc między sobą.
- Ann, to nie prawda! - krzyczała szarooka. - Nie wierz im, przecież wiesz, że nie biorę!
Policjanci wyprowadzili blondynkę z budynku, a Angela wciąż stała w osłupieniu na środku korytarza.

2 komentarze:

  1. Jeden z lepszych rozdziałów xD Najlepszy moment, jak Em odklejała wiewiórkę łomem :D ale co się dzieje na tej końcówce. Było wiadome, że znów bierze, bo dostała przecież prochy od Oly przed świętami ale że diluje?! A temu z całemu Pedro kilka rozdziałów temu zawierała się, że tego nie robi. A mina Ann musiała być piękna, gdy policja zawierała Emily. ;) czekam na kolejny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedy w końcu będzie następny rozdział?!

    OdpowiedzUsuń