sobota, 21 maja 2016

Rozdział XV

            Emily przerzuciła plecak przez ramię i wyszła z wagonu metra. Zapięła kurtkę pod szyję, by zakryć czerwony ślady na szyi. Przepychała się przez tłum ludzi, gdy nagle zauważyła stojącą przy schodach Ann, która trzęsła się z zimna. Kiedy podeszła bliżej, szatynka zauważyła ją, podbiegła i przytuliła, choć po chwili odskoczyła gwałtownie.
- Co ty sobie myślisz? - spytała z wyrzutem Angela i popchała ją lekko.
- O co ci chodzi? - warknęła.
- Byłam w twoim domu i wiesz, czego się dowiedziałam od dziewczyn? Nie było cię od dwóch dni. Nie odbierasz komórki! Nie dajesz znaku życia! Najpierw myślałam, że mnie ignorujesz, bo zaprosiłam Matt’a na sylwestra. Gdzieś ty była?! I co ty masz na twarzy? - przybliżyła dłoń do zaczerwienionego policzka Emily.
Jasnowłosa odsunęła się szybko.
- Bateria mi padła. - odparła oschle. - Byłam na Brooklyn'ie, musiałam coś załatwić. A to... - wskazała na otarcie. - Wywróciłam się na chodniku.
Ann przeglądała jej się badawczo.
- Dlaczego ci nie wierzę? - uniosła jedną brew.
Nie zdziwiła się takiego pytania. W końcu nie powiedziała całej prawdy. Nie mogła.
- No tengo ni idea. - powiedziała w ojczystym języku. - Zakładasz, że się z kimś pobiłam?
- W końcu pojechałaś coś załatwić. - Angela zaczęła się denerwować.
- Coś, nie kogoś. - Emily rozejrzała się dookoła. - Skąd wiedziałaś, że tu będę?
- Ta stacja metra jest najbliżej ciebie, a do północy zostało niewiele czasu. - odpowiedziała Ann. - A nie ważne, jak istotna byłaby sprawa, którą załatwiałaś, nie ominęłabyś szansy na upicie Niny.
Blondynka zaśmiała się cicho.
- Masz rację. Nie mogłabym tego ominąć. - parsknęła. 
- A tak przy okazji, za dwa dni mamy spotkanie z kuratorem i ‘rodzicami’. - przypomniała jej Angela.
- Tak, tak wiem. Mam być trzeźwa i udawać miłą oraz grzeczną. - burknęła. - Wracamy? - zmieniła temat.
Szatynka schowała dłonie w kieszeniach płaszcza.
- Z wielką chęcią. - odpowiedziała Ann. - Nie lubię takich miejsc.
Zaczęły kierować się do wyjścia.
- Metra? - szarooka uniosła jedną brew.
- Pełno tu dziwnych ludzi. Nie wiadomo, czy ktoś przypadkiem nie ma broni. Często się słyszy o atakach terrorystycznych albo napadach.
- Przecież to Nowy York, a w dodatku Manhattan. Nie ma co się dziwić. - parsknęła szarooka. - W tym mieście ginie co najmniej kilka osób dziennie. - szepnęła do siebie.
- I pełno tu kieszonkowców. - dodała Angela, która na szczęście nie usłyszała komentarza Em.
Blondynka włożyła rękę do tylnej kieszeni czarnych spodni i wyciągnęła z niej zwinięty banknot. Wręczyła go przyjaciółce.
- Sorry. - rzuciła.
Szatynka szybko sięgnęła po torebkę i wyjęła z niej portfel.
- Jak ty to zrobiłaś? - spytała zaskoczona Ann.
Szarooka wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się pod nosem.
            Po kilkudziesięciu minutach dziewczyny stały pod domem Emily. Jasnowłosa zapukała do drzwi.
- Nie masz klucza? - zapytała Angela.
- A czy ja kiedykolwiek miałam klucz? - prychnęła. - Zawsze otwieram spinaczem. - dodała cicho.
Nagle drzwi się otworzyły, a w futrynie stanął Matt.
- Ty. - warknęła Em.
- Ja. - odparł z uśmiechem i wpuścił je do środka.
Emily odwiesiła kurtkę i przeszła do szalonu, w którym znajdowali się wszyscy przyjaciele. Olympia wraz z Niną kłóciły się o to, które kieliszki wybrać. Nathaniel, Alex i Drake przeglądali płyty z muzyką, a Carlos właśnie wyszedł z kuchni.
- No nareszcie! Patrzcie, kto się zjawił. - zaśmiał się Nate.
- Wróciłaś! - krzyknęła Oly, która następnie podbiegła do Emily i przytuliła ją. - Jak dobrze, że wróciłaś. Nigdy mnie z nią samej nie zostawiaj. Mam już dość Niny. - szepnęła. - Nie ważne, że masz dwie... trzy łazienki, przez nią i tak nie miałam, z której skorzystać.
Blondynka zaśmiała się cicho. Normalnie zdziwiłaby się, że Olympia się do niej przytula, lecz w tej sytuacji rozumiała ją. Objęła brunetkę, choć nadmierny kontakt fizyczny bardzo ją irytował.
- Dlaczego nie było cię tyle czasu? - wtrąciła Barbie. - Sama musiałam wszystko przygotować, a ty się szlajasz nie wiadomo gdzie.
Em zdjęła plecak i potrząsnęła w nim.
- Nie dramatyzuj tak. - odparła. - Zrobiłam zakupy przed powrotem.
- A jest tam, coś, co można... zjeść? - spytał Carl.
Szarooka otworzyła plecak i wyciągnęła jego zawartość. Kilka butelek alkoholu oraz winogrona.
- Po co te kuleczki? - zapytał Alex. - Picie w zupełności wystarczy.
- W Hiszpanii istnieje noworoczny zwyczaj, że o północy trzeba zjeść dwanaście winogron. Jedno na każdą sekundę bicia serca. - wytłumaczył Nathaniel. - A ja, Em i Drake jesteśmy z Hiszpanii.
Niebieskooki blondyn oparł się o stół i zaczął rozglądać po mieszkaniu.
- Emily, mam pytanie. - zaczął Matt.
- Nie, Angela nie może zajść w ciąże. - odparła oschle.
- Co? Nie! Nie o to chodzi. - zapewnił ją. - Jestem ciekawy, jak to jest możliwe, że tu mieszkasz.
Latynoska podeszła do lustra i poprawiła kołnierz swojej czerwonej koszuli.
- Jestem tu sobie. Śpię. Jem. - parsknęła. - Ann po mnie sprząta. - dodała.
Chłopak uśmiechnął się i pokręcił głową.
- Chodzi o to, że masz dość duży dom i to do tego na Manhattan’ie. - westchnął.  - Drogo. I to bardzo drogo. Jak to jest możliwe, że mieszkasz tu sama i stać cię na rachunki?
Jej twarz stężała.
- Rodzice przysyłają mi pieniądze. - skłamała.
Carlos przerwał im rozmowę, kiedy przyniósł szampany z kuchni i postawił je na stole.
- Nie to żeby coś, ale za chwilę będzie północ. - powiedział.
Jasnowłosa zrobiła wielkie oczy. Spojrzała na zegar i zdziwiła się, że zostało im zaledwie kilka minut. Chłopacy pobiegli po kieliszki, Nina umyła winogrona i włożyła je do miski. Angela, Olympia i Em wyciągnęły z szafki fajerwerki.
- Nie, nie moja droga. - Ann zabrała sztuczne ognie od Emily. - Ty ich nie odpalasz.
- Ale dlaczego?! - jęknęła.
- Bo masz zakaz i dobrze wiesz czemu. - przypomniała.
Szarooka spuściła głowę. Otworzyła drzwi tarasowe i wyszła na dwór. Po chwili wszyscy do niej dołączyli. Oly wbiła w ziemię fajerwerki. Nina rozdała każdemu kieliszki. Stali i patrzyli w niebo, a śnieg sypał na ich twarze.
- Jeszcze tylko chwila. - uprzedził ich Alex.
Gdy wybiła północ, wszystkie szampany zostały otwarte i rozlane. Emily, Drake i Nathaniel zjedli winogrona, a Matt i Olympia odpalali fajerwerki, które rozświeciły ciemne niebo, na różne kolory. Ann podeszła do Em i objęła ją w pasie.
- Oby ten rok był lepszy niż poprzedni. - powiedziała szatynka.
- Będzie. - zapewniła przyjaciółkę.
Obie stuknęły się kieliszkami i napiły szampana.
            Po godzinie nikt, oprócz Matt'a nie był trzeźwy. Uznali, że powinni w coś zagrać. Wtedy Matthew wszedł do salonu. Trzymał w ręce plik kartek.
- Zanim zaczniemy, proszę, abyście to podpisali. - powiedział poważnym tonem.
- Co to jest? - spytał Alex.
- Deklaracja. Będziecie zobowiązani do wykonania każdego zadania. - wyjaśnił blondyn.
- Podpisuje. - prychnęła Emily.
Po chwili namysłu wszyscy oprócz Niny podpisali papiery.
- Dawaj siostra! - Olympia podeszła do niej chwiejnym krokiem i objęła ją ramieniem.
- Obiecuję, że nie rozkażę ci zmywać tego tynku z twarzy. - Nathaniel położył rękę na sercu.
Barbie pisnęła głośno i zaklaskała.
- Podpisuje!
            Przyjaciele usiedli w kręgu na podłodze w salonie. Na środek położyli pustą butelkę po whisky.
- Kto kręci pierwszy? - spytał Carlos.
- Ja! Ja! - pisnęła Nina.
Dziewczyna złapała za butelkę i okręciła ją.
- Emi! - Barbie uśmiechnęła się zadziornie i spojrzała w stalowe tęczówki przyjaciółki. - Pokaż nam, jak się chodzi na wybiegu… w szpilkach. - skinęła głową na buty zwisające z żyrandola.
- Przecież to nie mój rozmiar. - warknęła. - A przy okazji, nie dosięgnę tak wysoko.
Drake z trudem wstał i sięgnął po buty. Następnie znów usiadł i złapał za nogę dziewczyny.
- Co kłamiesz, przecież to ten sam rozmiar. - prychnął.
Jasnowłosa zaczęła się wyrywać, lecz bez skutku. Z lekkim przerażeniem spojrzała na buty Francuski.
- Ja tego nie zrobię. - zaprotestowała. - Nina pomyśl. Co, jeśli złamałabym obcas w twoich szpilkach?!
- Miałam je na sobie, aż dwa razy. - zachichotała Barbie. - Czas na nowe! I wyższe!
- Nie zrobię tego! - oburzyła się Em.
Matt pomachał jej kartką przed twarzą.
- Musisz. - powiedział twardo.
Emily podniosła się na narożnik i założyła dwudziestocentymetrowe szpilki. Carl podszedł do niej i pomógł jej wstać. Dziewczyna próbowała złapać równowagę, co nie było proste, ponieważ była pijana i nigdy przedtem nie chodziła w tak wysokich butach. Nigdy wcześniej nie chodziła w szpilkach. Z trudem przeszła kilka kroków i wyłożyła się na stolik do kawy.
- Ja się poddaję! - jęknęła z bólu.
- Może i nie był to wybieg, ale chociaż przeszłaś te… sześć kroków. - zaśmiała się Nina.
- Kiedyś w odwecie, zetnę ci te żółte kłaki. - westchnęła ze zmęczenia Em.
- Nie, nie! - jęknęła Nina i chwyciła swoje intensywnie blond włosy.
Emily zdjęła szpilki i rzuciła je na korytarz. Jeden z nich wylądował w doniczce. Podeszła do przyjaciół, usiadła i zakręciła butelką.
- Olympia. - powiedziała poważnym tonem szarooka. - Musisz się przebrać.
- Nie stać cię na trudniejsze zadanie? - parsknęła Włoszka.
- Nie skończyłam. - Em sięgnęła po butelkę jakiegoś alkoholu i upiła trochę. - Masz założyć ciuchy, które są w tamtej torbie. - wskazała.
Oly wstała i podeszła do wyznaczonego miejsca. Wyciągnęła różowy, włochatych kożuch, tego samego koloru rurki, rękawiczki oraz boa.
- Przegięłaś. - warknęła, lecz podjęła się zadania.
Gdy już się przebrała, wszyscy wybuchli śmiechem. Dziewczyna wyglądała zabawnie, ponieważ zawsze ubiera się na czarno, a w tym momencie była cała w różu. Nathaniel ukradkiem zrobił jej zdjęcie. Po chwili znów założyła swoje ubrania i usiadła w kręgu, a następnie zakręciła butelką.
- Alex. - powiedziała Oly, a jemu zniknął uśmiech z twarzy. - Jesteś wysportowany, napakowany i całkiem przystojny. - wstała i chwiejnym krokiem podeszła do wieży, stojącej obok telewizora, a następnie włączyła muzykę. - Czas na striptiz.
Chłopak popatrzył na nią niepewnie. Wziął duży łyk whisky, a następnie stanął na środku salonu. Przez chwilę kołysał się w rytm muzyki, która zaczęła przyspieszać. Odurzenie alkoholowe było tak silne, że bez problemu wykonał zadanie. Gdy był już w samych bokserkach, Olympia wyłączyła muzykę. Wszyscy zaczęli się śmiać. Alex zakręcił butelką.
- Nina. - zaśmiał się chytrze. - Zmyj makijaż.
Blondynka pisnęła.
- Nie, nie, nie i jeszcze raz nie. - spojrzała na Nathaniel’a. - Obiecałeś, że nie dostanę takiego zadania.
- Powiedziałem, że ja ci tego nie zadam. - usprawiedliwił się Nate.
- To nie sprawiedliwe. - oburzyła się. - Okłamałeś mnie.
- Dawaj Nina. - powiedziała Emily. - Ja musiałam chodzić w tych twoich szpilach. Wykonaj swoje zadanie.
Barbie wstała i pobiegła do łazienki i zamknęła drzwi.
- Nie potrzebujesz jakieś szpachelki do tego tynku? - krzyknęła szarooka.
Wszyscy zaśmiali się głośno, gdy przypomnieli sobie o prezencie świątecznym, jaki dostała Francuska.
            Minęło co najmniej trzydziestu minut, zanim Barbie wróciła do salonu.
- Dobra, tylko nie krzyczcie. - uprzedziła ich.
Gdy podeszła do nich, wszyscy zrobili wielki oczy, a Em zakrztusiła się drinkiem. Pierwszy raz, od kiedy ją poznali, wiedzieli ją bez makijażu. Co zaskakujące, nie wyglądała aż tak źle, jak przypuszczali, choć po tylu latach używania mocnego tynku, jej twarz nie powinna wyglądać dobrze.
- Kim jesteś i co zrobiłaś z naszą Barbie?! - Emily krzyknęła dla żartu, gdy zobaczyła przerażenie wymalowane na twarzy Francuski.
- Jak to możliwe, że wciąż wyglądasz całkiem ładnie? - jęknęła Ann.
- Całkiem? - mruknęła pod nosem. - Na drugim końcu ulicy mam najlepsze SPA w Paryżu. - wyjaśniła Nina. - Nie patrzcie tak na mnie, bo czuję się dziwnie.
Dziewczyna usiadła obok nich i zakręciła butelką.
- Nathaniel. - rozejrzała się po salonie. - Musisz zjeść rybkę z akwarium.
- Tylko nie Rory’ego! - krzyknęła Emily.
Chłopak podszedł do akwarium, pełnego małych rybek. Włożył do wody siatkę i po dłuższej chwili wyłowił jedną z nich. Złapał ją w palce, ale rybka próbowała się wyrwać.
- Nie zrobię tego. - powiedział z obrzydzeniem.
- Musisz. - odparli wszyscy jednocześnie.
Latynos zbliżył rybkę do ust, a następnie połknął ja w całości. Zakrył dłonią buzię i pobiegł do łazienki.
- Mała niestrawność. - zachichotała Nina.
Gdy Nate do nich wrócił, był cały blady na twarzy. Zakręcił butelką.
- Matt... - zaczął chłopak. - Hmm... jakie zadanie.
Olympia nachyliła się i szepnęła mu coś na ucho.
- Już wiem! - Nathaniel poprawił swoje okulary. - Musisz napić się wody, którą Oly ma w torbie.
Blondyn zmarszczył brwi.
- I to tyle? - spytał.
- Tak. - przytaknął.
Matthew podszedł do stołu i sięgnął po torbę. Wyciągnął z niej butelkę wody. Odkręcił ją i napił się. Stał przez chwilę i nic nie mówił. Po chwili złapał się za brzuch, odłożył butelkę i pobiegł do łazienki.
- Co w tym było? - zapytała Ann.
- Środek przeczyszczający. - odparła ze śmiechem Olympia.
- Po co ci on? - Emily poklepała ją po ramieniu.
Dziewczyna przysunęła się do niej i zniżyła głos.
- To na wypadek, gdybym miała dość gadania Niny.
Em przybiła jej piątkę.
- Na to nie wpadłam. - rzuciła szarooka.
            Matt wrócił do nich po kilkunastu minutach. Wciąż trzymał się za brzuch.
- Jak mogliście. - jęknął.
- Sam chciałeś, żebyśmy wykonywali wszystkie zadania. - zaśmiał się Nathaniel.
Blondyn przewrócił oczami i zakręcił butelką.
- Carlos, mój przyjacielu. 
- Już się boję. - parsknął Carl. - Powinieneś, skoro gramy w chamską butelkę. - zaśmiał się Matt i spojrzał na Em. - Mam już dla ciebie zadanie.
- Zamieniam się w słuch. - rzekł brunet.
- Musisz pocałować... Emily. - wszyscy zaczęli piszczeć. - To ma być długi i namiętny pocałunek w usta.
Jasnowłosa nie uwierzyła w to, co mówił Matthew. Nie sądziła, że potrafi on wymyślić, takie zadanie.
- Czy ja mogę się wypowiedzieć? - spytała.
- Nie! - Nina, Ann i Olympia krzyknęły jednocześnie.
- Z języczkiem? - parsknął Carlos.
- A jakżeby inaczej. - odparł blondyn.
Em wzięła kilka łyków whisky. Podczas tej nocy wypiła tyle alkoholu, że żadne zadanie nie było jej straszne. Szatyn usiadł obok. Położył dłoń na jej policzku. Przybliżył się i dotknął wargami jej ust. Dziewczyna poczuła dziwne mrowienie w brzuchu, co jeszcze bardziej ją nakręciło. W tym momencie fakt, że chłopak był od niej o osiem lat starszy, nie miał znaczenia. Całowali się namiętnie, podczas gdy wszyscy przyjaciele im wiwatowali. Kiedy się od siebie oderwali, Emily zauważyła, że Carl jest cały czerwony na twarzy, a Drake patrzy na nich z wyrzutem.
- Z racji, że brałam udział w tym zadaniu... - zaczęła Em. - Teraz moja kolej.
Dziewczyna zakręciła butelką.
- Ann! - pisnęła szarooka. - Mam dla ciebie świetne zadanie.
Dziewczyna wstała i chwiejnym krokiem poszła do kuchni. Wróciła po chwili ze szklanką pełną przeźroczystego płynu. Podała ją przyjaciółce.
- Co to jest? - spytała podejrzliwie Angela.
- Wódka. - Odparła Em. - Do dna.
Matt uniósł rękę. 
- Nie ma mowy. - spojrzała na swoją brunetkę. - Obiecałaś mi, że nie będziesz dużo pić.
- Mam ci przypomnieć, że ona też podpisała deklarację. - wtrącił Alex.
- Zaliczy zgona, tak jak Drake. - zaśmiała się Olympia i wskazała na usypiającego przyjaciela.
- No dajesz Ann! - Emily położyła dłoń na jej ramieniu. - Do dna.
Szatynka zatkała nos i zaczęła pić. Gdy szklanka była pusta, odłożyła ją na bok i zaczęła głośno kaszleć.
- Moja głowa! - jęknęła. - Ja się muszę położyć.
Dziewczyna wgramoliła się na narożnik i schowała twarz w poduszkach. Po kilkunastu minutach spała jak zabita. Szarooka zaśmiała się cicho, z tego, że jej przyjaciółka ma tak słabą głowę do picia oraz na widok Matthew, który patrzył na nią ze złowrogą miną.
- Miałaś rację. - Em i Oly przybiły piątkę. - Zaliczyła zgona.
- Matt, ty też musisz się napić. - Alex trącił go w ramię.
Blondyn zmarszczył czoło.
- Nie, nie, ja dziękuję. - pokręcił głową.
- Jest nowy rok, trzecia w nocy, a ty jesteś trzeźwy. - oburzył się Nate. - Nawet Nina z nami piła.
- Słuchaj stary. - zaczął Alex. - Jesteś nowy, chcesz się wkupić do jej rodziny, ale tu, w Nowym York’u, to my jesteśmy jej rodziną. Chcesz się wkupić, musisz się napić.
- A jak nie to głowa do akwarium! - krzyknęła Emily.
Matt niechętnie spojrzał na szklankę pełną whisky, którą podała mu Oly.
- Niech wam będzie. - powiedział i napił się alkoholu.
            Szarooka obudziła się z bólem głowy. Gdy otworzyła oczy, zdziwiła się. Ręce i nogi miała przyklejone taśmą klejącą do podłogi. Dłuższą chwilę zajęło jej odklejenie się od paneli. Wstała i rozejrzała się dookoła. Nathaniel oraz Drake mieli narysowane wąsy i leżeli przytuleni do siebie na podłodze. Carl pod stołem, Nina na stosie różowych ubrań, które Olympia miała na siebie włożyć podczas zadania. Ann na narożniku, a ręka Matt’a wystawała zza futryny łazienki. Alex spał na siedząco, oparty o ścianę. Cały brzuch miał pomazany markerem. Emily parsknęła śmiechem, odwróciła się i podeszła do Oly, która siedziała przy stole.
- Nie pytaj, co myśmy zrobili w nocy, bo szczerze, to nie mam pojęcia. - powiedziała Włoszka.
- Ciszej trochę. Głowa mi pęka. - jęknęła Em i usiadła obok przyjaciółki.
Olympia sięgnęła po butelkę whisky, która o dziwo nie była pusta i rozlała zawartość do dwóch szklanek. Podała jej jedną.
- Pamiętaj, na kaca najlepszy jest alkohol. - Oly ziewnęła. - A płyny trzeba uzupełniać.
Emily uśmiechnęła się.
- Co racja, to racja.
Stuknęły się szklankami i wypiły do dna.