Emily nie spała
już od jakiegoś czasu. Błądziła wzrokiem po suficie, zastanawiając się, skąd
znalazły się tam pomarańczowe plamy. Gdy nie mogła znaleźć odpowiedzi na to
pytanie, jej wzrok powędrował ku kalendarzowi. Gwałtownie zerwała się z łóżka.
Dziś był siedemnasty października, urodziny jej najlepszej przyjaciółki Angeli
Amare, a także wyjazd większości jej przyjaciół: Olympii Pavarotti, Niny Le
Étoile, Alexandra Divino i Nathaniel’a Mente, którzy rok temu przyjechali do
Nowego York’u na wymianę. Pobiegła do łazienki, by choć trochę ustabilizować
swój wygląd. Po kwadransie, gdy już wróciła do pokoju, zawibrowała jej komórka.
Spojrzała na nadawcę wiadomości i przeszedł ją dreszcz. Matthew Casuma, internetowy przyjaciel Ann, do którego Emily nigdy nie pałała entuzjazmem. Tak
naprawdę nikt nie wiedział, kim jest. Przedstawiał się jako dziewiętnastoletni
chłopak, mózgowiec z wypchanym portfelem, ale w rzeczywistości mógł okazać się
kłamcą. Em postanowiła zaprosić go, jako gościa specjalnego na urodziny przyjaciółki. Miała nadzieję, że okaże się on kłamcą i straci w oczach Ann.
Ciągle tylko słyszała „... o Matt to, o Matt tamto, jaki to Matt jest
wspaniały, bla, bla, bla”. Miała dość tego, że jest ignorowana, przez przyjaciółkę, której nie wiedziała, jakim dokładnie uczuciem darzy. Od dawna
sądziła, że jest zakochana w Drake'u Amistoso, ale w niektórych chwilach nie
była pewna swoich uczuć do niego.
Przed godziną czternastą po domu rozniósł się dźwięk dzwonka do drzwi. Emily zbiegła ze schodów i zaprosiła przyjaciół do środka. Nina jak zwykle wbiegła jako pierwsza.
- Powiedz, że dopiero wstałaś Emi, bo masz straszne wory pod oczami. - powitała ją miło dziewczyna podobna do lalki Barbie.
- Odezwała się Pani Perfekcyjna. - odparła z ironią.
Nina zawsze uważała się za tą idealną, ale brakowało jej jednego – inteligencji i taktu. Po niej weszli: Oly,
Alex, Nate i Drake.
Po około dwudziestu minutach, gdy już wszyscy odwiesili kurtki i przywitali się z Emily, nadszedł czas, aby zacząć rozdzielać zadania. Francuska w tym czasie rozłożyła swoją kosztowną kosmetyczkę i zaczynała wklepywać puder w twarz.
- To tak… Oly i Nina biorą się za dekoracje, Em i Drake przygotowują przekąski, a ja i Alex ustawimy stół i kilka innych rzeczy. - Nate poprawił okulary i przedstawił im plan.
- No to do roboty, mamy tylko trzy godziny. - powiedziała Nina, klaszcząc w dłonie. - Szybciutko, szybciutko!
Przygotowania nie zajęłyby im dużo czasu, gdyby nie drobne wpadki. Jedną z nich było nieudolne wieszanie lustra, które miały odbijać kolorowe światła. Wszystko było dobrze, lecz przez ciągłe narzekania i uwagi niebieskookiej Francuski, szkło, które trzymał Alex, upadło na podłogę i rozsypało się na setki małych kawałeczków.
Emily i Drake siedzieli w kuchni, szykując różne przekąski. Nagle chłopak podniósł głowę.
- Mówiłaś, że masz dla naszej solenizantki jakąś niespodziankę. Co to jest? - rzucił pytanie.
Dziewczyna zamknęła drzwi lodówki i spojrzała na niego.
- A co, boisz się, że twój prezent będzie gorszy? - spytała, chichocząc.
- Nie, po prostu jestem ciekawy. - potarł dłonią swój kilkudniowy zarost.
- Dowiesz się w swoim czasie. - uśmiechnęła się tajemniczo i rozczochrała jego starannie ułożone, brązowe włosy.
- Nie tykaj! - uderzył ją lekko w rękę. - Ty zawsze masz najlepsze pomysły. - powiedział z uśmiechem. - Chcę wiedzieć.
- Nie mylisz mnie przypadkiem z Nate’em? - zaśmiała się, po czym odwróciła się w stronę salonu.
Wszystko było już uszykowane. Pozostało im tylko czekać na głównego gościa.
Tuż przed siedemnastą ktoś zapukał. Emily podbiegła do drzwi i energicznie
szarpnęła za klamkę.
- Wszystkiego najlepszego Ann! - wykrzyknęła, przytulając przyjaciółkę w progu, tak, że prawie obie straciły równowagę.
- Naruszasz dziś swoją przestrzeń osobistą? Chyba częściej musimy wyprawiać takie imprezy. - odpowiedziała z uśmiechem.
Nagle wszyscy zbiegli się wokół nowo przybyłej osoby, krzycząc głośno „100 lat”. Gdy złożyli życzenia, przeszli do wystrojonego przedtem pomieszczenia. Cała paczka usiadła przy stole, a Alex przyniósł tort z kuchni. Jasnowłosa miała nadzieję, że zasmakuje on przyjaciółce, ponieważ pieczenie go nie było tak proste, jak myślała.
- Ja chcę największy kawałek! - wypaliła Olympia.
Cała ona, jeśli tylko zobaczy słodycze, musi zjeść je wszystkie.
- Dupa ci urośnie. - wtrącił Drake.
Wszyscy zaczęli się śmiać słysząc komentarz Latynosa. Gdy każdy miał już swoja porcje, zaczęli jeść.
Po niecałej godzinie nadszedł czas na prezenty. Alex i Nate kupili płytę ulubionego zespołu Ann. Nina dała jej paryski szal, a Oly i Drake najnowszy aparat fotograficzny. Wtem po mieszkaniu rozszedł się dźwięk dzwonka do drzwi.
- Kto to może być? - spytała ze zdziwieniem Nina i przeczesała palcami swoje praktycznie żółte włosy. - Nikogo więcej nie zapraszaliśmy.
- Mój prezent właśnie dotarł. - powiedziała Em pewnym głosem.
- Striptizer? - zadrwiła Oly, a wszyscy wybuchli śmiechem.
Szarooka podeszła czym prędzej do drzwi, modląc się w duchu, by okazało się, że Matt to oszust i kompletne dno. Otworzyła drzwi, a przed nią ukazał się chłopak ubrany w elegancką koszulę oraz
młodzieżową marynarkę. „To jednak nie jest stary zboczeniec.” – pomyślała ze smutkiem.
- Cześć Matt, zapraszam do środka. - wycedziła przez zaciśnięte zęby.
- Witam. Miło cię poznać, ty pewnie jesteś Emily. - powiedział przyjaznym głosem.
Kiwnęła tylko głową i pokazała mu drogę do salonu. Gdy doszli do pokoju, wszyscy spojrzeli na wysokiego, przystojnego Włocha z czarującym uśmiechem i niebieskimi oczami. Em głośno odchrząknęła.
- To jest Matthew. - wskazała na chłopaka.
- Matt, to ty? - spytała Ann z wyczuwalną nutką nadziei w głosie.
- Tak. To ja, Angelo. - powiedział, po czym uśmiechnął się. - Wspaniale się w końcu spotkać, twarzą w twarz. - podszedł do niej i mocno ją przytulił, a dziewczyna zarumieniła się.
Po chwili jednak lekko odepchnęła go.
- Ale zaraz... jak ty, skąd, co? - zająknęła się.
- To wszystko był pomysł Emily. - tłumaczył się chłopak.
Ann popatrzyła na przyjaciółkę, która posłała jej wymuszony uśmiech. Gdy wszyscy witali się z Matt'em, przyjaciółki odbyły dyskretną rozmowę w korytarzu.
- Dlaczego to zrobiłaś? - szepnęła z wyrzutami, a w jej ciemnych, jak węgiel tęczówkach ukazał się strach.
- Masz dziś urodziny. - tłumaczyła się Em.
- Mam i co z tego?! - powiedziała, chowając twarz w dłoniach.
Szarooka oparła się o ścianę i po odpięciu guzików, wyciągnęła ręce przed siebie, by przyjaciółka podwinęła jej rękawy.
- Podziękujesz mi później. - skomentowała. - Pomyślałam, że się ucieszysz.
- Cieszę się, ale co, jak się nie dogadamy? Jeśli jest inny, niż mi się wydaje? - zaczęła zadawać masę pytań, gdy już skończyła wywijać materiał w jeansowej koszuli Em.
- Ty i twój pesymistyczny tok myślenia... - westchnęła blondynka. - Nie spróbujesz, to się nie dowiesz.
Angela spojrzała w lustro i poprawiła swoje brązowe włosy.
- Annie, Emi, nie ładnie tak zostawiać gościa! - krzyknęła piskliwym głosem Nina.
Emily położyła dłoń na ramieniu przyjaciółki.
- Idź i pogadaj z nim. - poleciła. - Jeśli okaże się inny, niż myślałaś, wykopię go za drzwi.
- Dobra, dobra, już idę. - powiedziała łamiącym się głosem i odwróciła się w stronę salonu.
Wszyscy szybko dogadali się z Matt'em, oprócz Em – właścicielki sztucznego uśmiechu, który przez większość rozmowy przyjmowała. Coś jej w nim nie pasowało. Był zbyt idealny. Miły, przystojny, bogaty i do tego zachowywał się jak dżentelmen. A może po prostu bała się, że przez niego straci kogoś ważnego? Tylko ona nie czuła się dobrze w jego towarzystwie. Nie miała zbyt wielkiej ochoty na rozmowę z nim. Jeśli już musiała się do niego odezwać, była to jakaś zgryźliwa docinka, więc wolała sobie tego oszczędzić. Nie chciała zniszczyć przyjemnego nastroju, w jakim znajdowała się reszta. Po pewnym czasie zdecydowała, że pójdzie do kuchni i tam spędzi resztę pobytu nietrafionego jej zdaniem prezentu urodzinowego.
Pijąc kakao, przysłuchiwała się konwersacji przyjaciół. Chciała wychwycić w jego słowach coś, co mogłaby później obrócić przeciwko niemu. Niestety nic takiego nie usłyszała. Chłopak wypowiadał się z taką precyzją, że z łatwością mógłby zostać dyplomatą.
- Matt przyniósłbyś jedną szklankę? - usłyszała głos swojej przyjaciółki.
- Oczywiście. - odparł radośnie. - A gdzie jest?
- Em siedzi w kuchni, pokaże ci.
Nagle usłyszała odsuwane krzesło i skrzypienie paneli. Nie miała ochoty nawet na krótką rozmowę. Spuściła wzrok na kubek kakaa, gdy tylko zobaczyła, że Matthew wszedł do kuchni.
- Pokażesz mi, gdzie są szklanki? - spytał spokojnie.
Nie odpowiedziała, tylko wskazała ręką na wiszącą szafkę przy oknie. Zauważyła, że pojawiło mu się kilka zmarszczek na czole. Znów spojrzała na kubek i tylko słyszała, jak chłopak szpera po szafkach. Gdy już znalazł szklankę, zaczął podążać w stronę wyjścia. Przechodząc koło Em, potknął się i uderzył ją ramieniem. Przez uderzenie, kubek wypadł jej z rąk, a kakao rozlało się po podłodze.
- Coś ty narobił, estúpido! - zaklęła w ojczystym języku.
- Nie denerwuj się tak. - powiedział speszony.
- Zrobiłeś to specjalnie! - wrzasnęła.
On tylko spojrzał na nią spode łba. Już miała na niego nawrzeszczeć, ale ktoś jej przeszkodził.
- Coś się stało? - usłyszała Nathaniel’a.
- Nie, wszystko w porządku, tylko rozlałam kakao. - odkrzyknęła słodkim głosikiem.
Miała ochotę wygarnąć mu, co myśli, ale wiedziała, że wtedy przyjdzie któreś z jej przyjaciół.
- Masz jakiś problem? - zniżyła ton głosu.
- Nie, to było przez przypadek. - odpowiedział cicho i spokojnie.
- Przez przypadek? Tak, akurat.
Przez chwilę stali w milczeniu. Emily wywróciła oczami, sięgnęła po szmatkę leżącą na blacie i zaczęła wycierać mebel.
- Zauważyłem, że ty jako jedyna mnie nie polubiłaś. - powiedział, wbijając w nią wzrok. - To trochę smutne.
- No popatrz, mnie akurat nie przeszkadza to, że cię nie lubię. - odparła z pogardą.
Chłopak wciąż wpatrywał się w nią bez słowa. Wziął drugą szmatkę i zaczął wycierać podłogę.
- No co, nic nie powiesz? - ciągnęła. - Myślisz, że jak tu sobie przyjechałeś, to wszystko ci wolno? - zadrwiła. - Nie myśl, że odbierzesz mi przyjaciółkę. Na to nigdy nie pozwolę.
- Nie śmiałbym. - odrzekł. - Nie chcę was rozdzielać.
- Moim zdaniem jest troszkę inaczej. - fuknęła.
- Nie chciałem, byś się tak poczuła. - jęknął. - Przepraszam.
- Zostaw nas w spokoju. - nakazała. - Zaprosiłam cię tylko po to, by Ann dowiedziała się jakim palantem
jesteś naprawdę.
- Chyba sprawy nie potoczyły się po twojej myśli. - zauważył. - Twoja przyjaciółeczka mnie ubóstwia.
Jasnowłosa podniosła głowę. Zdziwiła się, że usłyszała takie słowa z jego ust. Spojrzała na niego, lecz on
speszony odwrócił wzrok.
- Czego ty tak naprawdę od niej chcesz? - uniosła brew.
- Nic takiego, tylko przyjaźni. - powiedział tajemniczo.
Czuła jak wściekłość rozsadza ją od środka. Wiedziała, że coś kryje się za tą powłoką miłego i grzecznego chłopca. Chciała na niego nawrzeszczeć, uderzyć, ale nie mogła. Przyjaciele na pewno zaczęliby interweniować, co mogłoby wyjść na jej niekorzyść. Trudno było jej opanować emocje, lecz ciągnęła rozmowę dalej.
- Spróbuj ją tknąć, a pożałujesz. - zagroziła.
- Cóż za agresja. - odparł. - Ann opowiadała mi kiedyś, że miewasz napady złości.
- A co ci do tego. - czuła, że robi się czerwona na twarzy. - Ciesz się, że oni tu są, bo inaczej już dawno
byś oberwał.
- Uważaj lepiej na siebie mała. - warknął. - Nikt nie chce, byś zrobiła sobie krzywdę.
- Teraz będziesz mi groził? - powiedziała nieco głośniej. - Wiedziałam, że nie jesteś tak miły, na jakiego
wyglądasz.
- Nie wiem, o czym mówisz. - odparł beztrosko. - Chcę się tylko z tobą zaprzyjaźnić.
Przez chwilę milczeli. Gdy już prawie wszystko sprzątnęli, doszedł do nich głos z salonu.
- Matt, gdzie ta szklanka! - zawołał Alex.
- Już ją niosę! - odkrzyknął. - Pomagałem Emily posprzątać.
Przybliżył się do dziewczyny i ściszył głos.
- Naprawdę przepraszam, to było niechcący.
Ogarnęła ją furia. Nie mogła wytrzymać w jego pobliżu, więc wybiegła z kuchni do salonu. Zobaczyła chłopaków siedzących na narożniku, tuż przed telewizorem, ale nigdzie nie widziała żadnej z dziewczyn.
- Gdzie one polazły? - spytała zaciekawiona.
- Pobiegły do twojego pokoju. - powiedział Drake.
Tego się właśnie obawiała. Jeśli Nina dobrała się do jej szafy, to czeka ją godzinny wykład o tym, który ciuch jest modny, a który nie. Wbiegła szybko po schodach, prawie się przy tym przewracając. Pędziła przez korytarz, po czym wleciała do pokoju, jak burza. To, co zobaczyła, przerosło jej oczekiwania. Wszystkie ciuchy leżały na podłodze, a pościel walała się po całym pokoju.
- Co się tu stało? - pisnęła przejęta.
- Huragan! - pisnęła Nina wraz z Ann.
Emily wiedziała, że to powiedzą. Zawsze, gdy przychodziły razem, robiły kompletny nieład w jej pokoju.
- Jednak to prawda! Narnia istnieje! - krzyknęła rozentuzjazmowana Olympia, a zaraz po tym wyskoczyła z
szafy.
- Dziewczyno, ileś ty tego tortu zjadła? - zaśmiała się Em.
Oly zawsze po zjedzeniu czegoś słodkiego w dużych ilościach, dostawała szału cukrowego. Nikt w sumie nie wiedział, skąd jej się to wzięło.
- No kochana, te spodnie to z zeszłego sezonu. Teraz są już passe. - Francuska pokazała na ulubione jeansy
Emily. - Gdy znów przyjadę, wybierzemy się razem na zakupy.
- Błagam, nie! - jęknęła.
Wszyscy wiedzieli, że chodzenie z Niną na zakupy polega na ciągłym mówieniu, jak ładnie wygląda. Em podeszła do Olympii, która kręciła się w kółko na obrotowym krześle przy biurku. Złapała ją za ramiona i spoliczkowała.
- Ogarnij się!
- Ał! - wrzasnęła brunetka. - To bolało!
- Miało boleć. - zadrwiła jasnowłosa.
- Chcesz się bić? - zapytała z powagą.
Każdy, kto ją znał, wiedział, że może oddać. Doprawdy już raz miała rozprawę za pobicie i to po pierwszym dniu, kiedy jeden z uczniów nabijał się z tego, że ubiera się, jak got. Gdyby Alex nie wkroczył i nie powstrzymał jej przed dalszymi działaniami, chłopak miałby złamany nie tylko nos. Dziewczyny wybuchły śmiechem, a Oly patrzyła na nie, jak na bandę oszołomów.
- Laski, chodźcie na dół! - zawołał Drake.
Wyszły na korytarz, pozostawiając nieład w pokoju. Schodząc po schodach, usłyszały pukanie do drzwi.
- Kolejny striptizer? - prychnęła Nina.
Nagle Matt poderwał się z narożnika i podszedł w ich stronę.
- Postanowiłem, że zostanę jeszcze trochę w Nowym York’u. - powiedział dyplomatycznie. - Zaprosiłem mojego przyjaciela, jak i prywatnego kucharza, by też przyjechał. - ciągnął. - Chyba się nie gniewacie?
- Oczywiście, że nie. - zaszczebiotała Ann.
- On jest od was o jakieś osiem lat starszy, ale jest młody duchem. - zaśmiał się cicho.
Emily podeszła do drzwi i nacisnęła na klamkę. W drzwiach ukazał jej się wysoki, całkiem przystojny szatyn. Patrzył na nią przez chwilę, a potem na jego twarz wkradł się szeroki uśmiech.
- Cześć, jestem Carlos. Carlos Baker. - powiedział niskim, zmysłowym głosem. - Trafiłem do domu Emily Extraño?
- Tak, zapraszam. - powiedziała, po czym zrobiła mężczyźnie przejście w drzwiach.
Em zauważyła, że jest on trochę speszony. W sumie ona też by była, gdyby weszła do domu pełnego obcych ludzi. Pan Elegancik podszedł do Carlos’a i się z nim przywitał.
- Witaj Carl, miło cię widzieć. - rzekł z uśmiechem. - Poznaj, proszę moich nowych przyjaciół. - ciągnął. - To jest Angela, Olympia, Nina, a to Drake, Alexander i Nathaniel. - mówił, pokazując kolejno na wszystkich.
- Nikt w domu nie nauczył cię, że nie pokazuje się palcem? - wtrąciła się Barbie.
Dziewczyna miała obsesję na punkcie dobrego wychowania.
- Och, przepraszam. To się więcej nie powtórzy. - odpowiedział ze skruchą.
- Miło mi was poznać. - Carlos powiedział z uśmiechem.
Przyjaciele miło spędzili czas na rozmowie. Em szybko zaprzyjaźniła się z Carl'em. Grubo po ciszy nocnej impreza dobiegła końca. Wszyscy przeszli na korytarz, by założyć kurtki.
- No, to zobaczymy się dopiero podczas przerwy świątecznej. - powiedziała Oly, przeciągając się.
- Kilka miesięcy bez was... będzie dość nudno. - przyznała Em.
- Aż tak będziecie tęsknić? - spytał zafascynowany Nate, a szeroki uśmiech na jego dziecięcej, gładkiej twarzy wyglądał wręcz uroczo.
- No jasne. - rzuciła Ann.
Każdy z nich przyjechał kiedyś do Nowego York’u, z innego kraju. Angela, Emily i Drake, mieszkają już na stałe na obrzeżach Manhattan’u. Każdy, kto znał ich z osobna, nigdy by nie powiedział,
że coś z tego wyjdzie. Jeszcze rok temu nikt nie sądził, że pożegnanie będzie tak trudne.
- Piszcie i dzwońcie często. - poprosiła ich Ann.
- Nie ma sprawy. - odpowiedział Alex za wszystkich.
- No, może dla ciebie. Wątpię by papà pozwolił mi korzystać z komórki przez najbliższe dwa miesiące za to, co zrobiłam na początku roku… - powiedziała Olympia ze słyszalnym zmęczeniem w głosie.
Wszyscy się przytulili. Wiedzieli, że kilka miesięcy rozłąki, będzie dla nich trudne. Rozmawiali jeszcze przez chwilę, po czym przyjaciele wyszli z domu. W korytarzu zostało pięć osób.
- A tak właściwie Matt, gdzie zamierzasz mieszkać przez ten czas? - spytał Drake.
- Pod mostem? - Emily powiedziała pod nosem tak, by nikt jej nie usłyszał.
- Moi rodzice mają pusty apartament niedaleko Central Parku. Więc razem z Carl’em zamieszkamy tam przez jakiś czas. - ciągnął. - Zapraszam was wszystkich codziennie na obiad. Nie przyjmuję odmowy.
- Jutro o czternastej? - spytał Carlos.
- Nie ma sprawy. - powiedział Drake. - Em wpadnę po ciebie godzinę wcześniej, później spotkamy się z Ann i pójdziemy razem.
- Tylko wyślij mi adres Matt, musimy jakoś trafić. - zachichotała szatynka.
- Nie ma sprawy. - powiedział, po czym jako Pan Dżentelmen, pomógł jej założyć skórzaną kurtkę.
- Do jutra Emily. - powiedziała Ann, a Matthew powtórzył trochę oschle.
- Tak, do jutra. - odpowiedziała niezbyt przekonująco.
Przyjaciele pożegnali się i wyszli z domu. Em została teraz sama. Nie miała ochoty na sprzątanie, postanowiła to zrobić z samego rana. Poszła do kuchni po herbatę i powędrowała do swojego pokoju. Dalej wyglądał, jakby właśnie przeszedł tędy huragan, ale nie miała ochoty o tym myśleć. Jej głowę zaprzątały słowa Matt’a podczas ich kłótni. Obawiała się, że to, co powiedział może się sprawdzić. Z drugiej strony nie wierzyła w to, by Ann całkowicie mogła się od niej odwrócić. Rozmyślając o tej rozmowie, usiadła na łóżku i wzięła duży łyk herbaty. Smakowała trochę inaczej. Pewnie dla żartu, któreś z przyjaciół wsypało jej do herbaty sól zamiast cukru. Odłożyła kubek na szafkę nocną. W szybkim tempie zdjęła swoje ciuchy, nałożyła na siebie szary podkoszulek i czerwone spodenki, które robiły jej za piżamę. Zgasiła światło i położyła się na łóżku. Chwyciła w dłoń zawieszkę w kształcie litery „E”, która była przyłączona do srebrnego łańcuszka na jej szyi. Pomimo setek myśli zasnęła w ciągu kilku minut.