niedziela, 20 marca 2016

Rozdział XI

            Ann stała jak zaczarowana, na środku salonu. Nie dowierzała temu, co przed chwilą zobaczyła. Wpatrywała się w przyjaciółkę ze zdziwieniem. Nagle usłyszała kroki, dochodzące z kuchni.
- Skarbie, dostałem rachunek do zapłaty, przysłany z twojej szkoły. Czy Em znów podała im mój adres kie... - urwał, gdy wszedł do pomieszczenia.
Chłopak zrobił wielkie oczy i spojrzał na swoją dziewczynę.
- Tylko spokojnie. - powiedziała kojąco, kładąc mu rękę na ramieniu. - Wiem, że to źle wygląda, ale błagam, nie krzycz.
- Co to ma... jak ty to... skąd?! - nie potrafił dobrać słów. - Emily!
Ruszył w stronę blondynki, która z rozbawieniem na twarzy, schowała się za topniejącym bałwanem.
- Matt, nie. - Ann stanęła przed nim, by zagrodzić mu drogę. - To tylko pogorszy sytuację. Ja to załatwię.
Szatynka wzięła głęboki oddech i zaczęła iść w kierunku Latynoski. Z całych sił starała się ominąć wodne kałuże, lecz nie poszło jej zbyt dobrze.
- Em. - skrzyżowała ręce na piersiach i stanęła przed blondynką. - Co to ma być, ja się pytam?
- Okłamałaś mnie, tam wcale nie było Mikołaja. - odparła. - Więc tak, jak mnie prosiłaś, ulepiłam bałwana. - wskazała na topniejący śnieg. - Dla ciebie.
- Czemu nie zrobiłaś tego na dworze? - spytała z lekkim oburzaniem.
- Było mu za zimno. - posłała jej szeroki uśmiech.
- Dobra, ale dlaczego akurat tutaj... i jak ty go tu przyniosłaś.
- Elegancik mieszka najbliżej. - powiedziała Em. - Weszłam do holu i zamówiłam windę. Jak przyjechała, zaczęłam przynosić śnieg. Zapełniłam ją w połowie i pojechałam na górę.
Angela wpatrywała się w nią ze zdumieniem. Nie wiedziała, dlaczego Emily się tak zachowuje.
- Mała, czy ty coś ćpałaś? - złapała ją mocno za podbródek i spojrzała w jej burzliwie szare oczy. - Przecież ci mówiłam, że masz nie brać cukierków, od nieznajomych panów w parku.
Jasnowłosa przekrzywiła głowę, po czym wtuliła się w przyjaciółkę. Szatynka na chwilę wstrzymała oddech, a następnie objęła ją.
- Szukałam cię przez dwie godziny. - powiedziała spokojnie Ann. - Nie możesz tak znikać i nie odbierać komórki.
- Wiedziałam, że mnie znajdziesz. - odparła. - Nie ważne ile by ci to zajęło.
Dziewczyna o brązowych oczach zaśmiała się cicho. Nagle drzwi od kuchni otworzyły się, a w nich stanął mężczyzna z siatkami w rękach.
- Em, kupiłem ci pączki. - Carlos zatrzymał się. - Zostawiłem cię na kilkanaście minut samą, a ty zalałaś całą podłogę?
- Spokojnie, spokojnie. - zaczął Matt, pocierając dłonią czoło. - To się wytrze.
- Sorry stary, ale chyba nie mamy tak wielkiego mopa. - parsknął szatyn.
Blondyn rzucił mu karcące spojrzenie.
- Dobra, dobra, zaraz to sprzątnę. - powiedział szybko Carl. - Idźcie usiąść, bo jak będziecie tak łazić, to naniesiecie jeszcze więcej wody.
Szarooka zajęła lepsze miejsce na narożniku, więc Ann usiadła obok i szturchnęła ją w ramie. Matt widząc to, opuścił bezradnie ręce i poszedł napalić w kominku. Szatynka przez chwilę przypatrywała mu się uważnie, a następnie skupiła swój wzrok na Central Parku, który był dobrze widoczny, ponieważ w apartamencie, cała ściana wykonana jest z szyb. Blondyn odwrócił się i posłał jej szeroki uśmiech, po czym usiadł obok niej i objął ją ramieniem.
- Fu... nie przy ludziach. - jęknęła Em i rzuciła w nich poduszką.
- My się tylko przytulamy. - powiedział chłopak, robiąc unik. - Wiesz... jak para.
- Ale nie musicie przy mnie. - warknęła i przykryła się kocem.
- Ty i Drake też tak będziecie. - Ann szepnęła jej do ucha.
Jasnowłosa uderzyła ją lekko w ramie i zaśmiała się cicho.
- Jakoś wątpię. - odparła.
- A ja nie, ale do tego czasu... - wyrwała się z objęcia Matt’a i przytuliła przyjaciółkę. - Masz mnie.
- Może tak zostać. - szarooka wystawiła język w stronę chłopaka.
Na chwilę zapadła cisza.
- Dobra, posprzątane! - krzyknął Carl. - Em, następnym razem, postaraj się nie zalać całego mieszkania.
- Jasne, jasne. - cmoknęła.
- W takim razie może was odwiozę? - zaproponował blondyn.
- Świetny pomysł. - zaszczebiotała Ann.
            Gdy minęło pół godziny, samochód zatrzymał się przed domem Emily.
- Dobra mała, wpadnę do ciebie jutro. - powiedziała szatynka.
Nie usłyszała żadnej odpowiedzi. Odwróciła się przez ramie i zobaczyła, że jej przyjaciółka śpi rozłożona na tylnym siedzeniu. Jej ręce mocno się trzęsły, a klatka piersiowa szybko się unosiła. Gwałtownie okręciła głową i wydała z siebie zduszony krzyk. Widząc to, Angela położyła dłoń na jej kolanie. Blondynka otworzyła oczy i przez chwilę nic nie mówiła.
- Byłeś w moim śnie. - westchnęła zaspanym głosem, wskazując na chłopaka.
- Co ci się śniło? - spytała szatynka.
- Nie pamiętam.
- Więc, skąd niby wiesz, że ja tam byłem? - dopytywał.
- Bo obudziłam się z krzykiem. - odparła z uśmiechem, po czym schowała twarz w dłoniach. - Moja głowa... jak boli.
- Zaprowadzę cię. - powiedziała Ann, wychodząc z auta, wraz z przyjaciółką. - Matt, możesz jechać do domu. To zapewne trochę potrwa.
- Spokojnie, poczekam. - zapewnił ją.
- Ale żeby później nie było, robisz to na własną odpowiedzialność. - puściła oczko. - Chodź, mała.
Złapała ją za rękę i ruszyła w stronę drzwi. Będąc w domu, weszły na górne piętro, a następnie do pokoju Em.
- Była tu ostatnio jakaś impreza? - spytała szatynka, wskazując na puste butelki po whisky, leżące obok łóżka, po czym przypomniała sobie, oskarżenia Matt’a, na temat uzależnienia Emily.
- Nie mogłam zasnąć. - jęknęła, zaspanym głosem. - To znaczy, mogłam, ale po pijaku nic takiego mi się nie śni, a przynajmniej tego nie pamiętam. - westchnęła. - Chyba jednak trzeba rozważyć opcję przywiązania mnie do łóżka w nocy, może wtedy nie będę się budzić... na przykład na trawie pod domem. - parsknęła. - Gorzej tylko, jak zachce mi się siku.
Szarooka odłożyła okulary na komodę, zdjęła buty i położyła się na łóżku, a Ann usiadła obok. Ręką odgarnęła włosy z twarzy przyjaciółki.
- Wiem, że twoje koszmary cię przerażają, ale nie możesz ich zwalczać alkoholem. - szepnęła kojąco. - To naprawdę niezdrowe.
- Nie przerażają mnie. Po prostu ich nie lubię. - odparła. - Ja niczego się nie boję... klauny i pająki się nie liczą.
- Z tym o pająkach, to się zgadzam. - powiedziała Angela. - Choć wciąż nie wiem, co masz do klaunów.
- Jak to co? Kilo tapety na ryju, dziwny strój i kolorowe włosy, krwiożerczy błysk w oku, demoniczny śmiech. - zaczęła wyliczać na palcach. - Chowa się i czai, aż będzie mógł cię dopaść i wyżreć twoje wnętrzności.
- Czy ty opisałaś Ninę, kiedy wychodzi spod prysznica? - zaśmiała się i położyła rękę na jej policzku.
- Matt myśli, że jestem alkoholiczką, prawda? - Em spytała beznamiętnie.
- Wcale nie. - zaprzeczyła. - Po prostu uważa, że masz małe problemy.
Szarooka uniosła jedną brew.
- Nie ściemniaj. Może i nie jestem zbyt bystra, ale dobrze wiem, jak jest.
- Czyli jak? - spytała.
- Widzi we mnie tylko alkoholiczkę i narkomankę. - rzuciła oschle. - Wiem, że powiedziałaś mu, że brałam. Okej, może czasem zdarzy mi się wypić, więcej lub mniej, ale nie ćpam od dawna i dobrze wiesz, że wyszłam z tego bez pomocy. Poradziłam sobie nawet bez odwyku.
Słuchając tego, Ann poczuła kłucie w sercu.
- Wiem, skarbie. Jestem dumna, że ci się wtedy udało. Porozmawiam z nim, jeśli chcesz. - obiecała.
- Dobry pomysł. - kiwnęła głową.
- Idę już.
Wstała z łóżka, lecz Em złapała ją za rękę.
- Zostań. Proszę. - jasnowłosa zmieszała się lekko. - Dopóki nie zasnę.
Angela popatrzyła na nią z troską.
- Oczywiście. - uśmiechnęła się i położyła obok dziewczyny, a następnie objęła ją ramieniem.
            Ann leżała na łóżku i wpatrywała się w ścianę naprzeciwko. Wysiała na niej duża tablica korkowa z poprzyczepianymi zdjęciami całej paczki. Większość z nich była robiona z zaskoczenia, a zwłaszcza te, na których była Emily i Olympia. Większość fotografii przedstawiała Ninę. Dziewczyna od razu pomyślała o tym, że zapewne Francuska poprzyczepiała je przed wylotem.
- Em? - szepnęła cicho.
Nie usłyszała odpowiedzi. Patrzyła na śpiącą przyjaciółkę. Wyglądała tak spokojnie i uroczo. Z jednej strony szatynka nie chciała od niej odejść, lecz z drugiej strony, obawiała się, że Matt ciągle czeka pod domem. Delikatnie położyła dłoń na policzku blondynki i pocałowała ją w czoło. Powoli wstała z łóżka i bezszelestnie opuściła pokój. Zeszła na dół, a następnie wyszła z domu i zamknęła drzwi na klucz, który dorobiła jakiś czas temu. Spojrzała przez ramię i ujrzała samochód chłopaka. Podbiegła do niego i weszła do środka.
- Nie wierzę, że czekałeś. - westchnęła.
- Pozałatwiałem kilka spraw. - schował komórkę do kieszeni. - Ona serio zasypiała przez dwie godziny? - Blondyn odpalił silnik i ruszył.
- Możliwe, że zasnęła wcześniej, a ja tego nie zauważyłam. - odparła. - Ma tak wygodne łóżko, że sama prawie usnęłam... - zamyśliła się. - Albo naprawdę zasnęłam.
Chłopak o niebieskich oczach zaśmiał się pod nosem.
- To jak, odwieźć cię do domu? - spytał.
Dziewczyna kiwnęła głową na znak potwierdzenia. Samochód zatrzymał się w wąskiej uliczce. Szatynka patrzyła przez chwilę w okno, po czym spojrzała się na chłopaka.
- Może wpadniesz na kolację? Wiem, że jest już późno, ale chcę ci jakoś wynagrodzić to, że czekałeś. - powiedziała.
Blondyn nachylił się i ją pocałował.
- Z wielką chęcią. - odparł z uśmiechem.
Wyszli z auta i weszli do budynku. Po chwili znaleźli się w niewielkim przestronnym mieszkaniu znajdującym się na trzecim piętrze. Odwiesili kurtki i przeszli do kuchni.
- Wciąż nie rozumiem, dlaczego zostawiasz leciutko otwarte okno. - wskazał na salon. - Tam są schody pożarowe. Sugerujesz, że spalę kolacje i będzie trzeba uciekać? - uniósł jedną brew.
- Nigdy nie wiadomo. - droczyła się z nim. - Kiedyś sam zrozumiesz, dlaczego to robię, ale do tego czasu możesz się jedynie domyślać. - podeszła do lodówki, a następnie otworzyła ją. - Mam nadzieję, że masz ochotę na spaghetti, bo nic innego nie ma.
Chłopak zaśmiał się cicho i zaczął pomagać jej w przygotowaniach.
            Po kolacji usiedli na kanapie w salonie, by obejrzeć film.
- Powinienem iść. - powiedział i objął ją ramieniem. - Jutro jest piątek, masz szkołę.
- Przecież ci mówiłam, że ostatnie klasy mają jakieś projekty i mamy wolne. - odparła.
- A tak, zapomniałem. - spojrzał na zegar wiszący na ścianie, który wskazywał północ. - Choć to nie zmienia faktu, że jest już późno.
Dziewczyna złapała go za rękę.
- Posłuchaj. - odsunęła się od niego. - Musimy o czymś porozmawiać.
- Nie chcesz ze mną zerwać, prawda? - spytał powoli z lekkim przerażeniem w głosie.
- Głupi jesteś. - uśmiechnęła się i uderzyła go lekko w ramię.
- W takim razie, zamieniam się w słuch. 
- Chodzi o to... no wiesz. - westchnęła. - Trochę trudno mi to powiedzieć.
- Otwierasz buzię i słowa z niej wychodzą. - uśmiechnął się. - To jest proste.
Szatynka wzięła głęboki oddech.
- Emily myśli, że uważasz, iż jest alkoholiczną. - wypaliła.
- Nigdy tego nie powiedziałem. - bronił się. - Choć tak uważam. - dodał cicho.
- Wiem, że ona za tobą nie przepada...
- Mało powiedziane. - wtrącił.
- Ale nie możesz jej tak tego okazywać. - kontynuowała. - Kiedyś miała problemy z piciem.
- Kiedyś? A teraz, to co? - spytał z wyrzutem.
- Dobrze wiesz, że śnią się jej koszmary, a w nocy lunatykuje, czy coś takiego. Nigdy wcześniej tak nie miała. Nie wiemy, co się dzieje. - westchnęła. - Em uważa, że dzięki alkoholowi nie pamięta snów i dzięki temu czuje się lepiej.
- Wierzysz jej? - blondyn spojrzał na nią ze zdziwieniem.
- Nie. Tak samo, jak nie wierzę w to, że się nie boi. Może i tego nie okazuje, ale tak jest. Znam ją.
- Ona nie robi tego tylko przez sny. Pamiętasz, jak jechaliśmy po nią na komisariat, bo się schlała i wywołała bójkę w barze?
Dziewczyna milczała przez chwilę.
- Wtedy była na mnie wściekła. - powiedziała smutnym głosem.
- A jak kilka dni temu musiałaś jechać do podziemi, żeby zabrać ją z imprezy? Nie pamiętała, jak na nią trafiła. - rzucił oskarżycielsko. - Jej kartoteka jest tak długa, że odczytanie jej zajęłoby godzinę. - rzekł chłopak. - Nie wiem jakim cudem jeszcze tego nie zrobili, ale już dawno powinna być za kratkami. Przecież miała już kilka rozpraw. Myślisz, że ile jeszcze czasu ona może tak pogrywać z prawem? - spytał ze złością. - Może stracić zieloną kartę. Deportują ją do Hiszpanii, a wtedy na pewno ją stracisz.
- Masz rację. - przyznała niechętnie, po chwili namyślenia.
Matt złapał ją za ręce.
- Jesteście przyjaciółkami, musisz jej jakoś wytłumaczyć, że ma problemy.
- To nie jest tak proste, jak myślisz. - oparła się o poduszkę. - Już kiedyś próbowałam. Za każdym razem, jak poruszam ten temat, ona wybucha złością, krzyczy, mówi, że jej nie ufam i uważam ją za skończone zero.
- Przez alkoholizm opada się na samo dno. - powiedział spokojnie. - Mogę jej załatwić bardzo dobrą klinikę odwykową pod profesjonalnym nadzorem. Albo niech się zapisze na spotkania AA.
- O nie, nie. - rzuciła pospiesznie. - Ją jest trudno zaciągnąć do psychologa. Nie uda ci się jej nigdzie wysłać.
- W takim razie, musisz ją przekonać. Przecież to dla jej dobra.
Ann zastanawiała się chwilę.
- Nie wiem, czy mi się uda. - westchnęła.
- Może trzeba ją odizolować od alkoholu? - spytał.
Dziewczyna zaśmiała się gorzko.
- To jest niemożliwe do wykonania. Emily ma w swoim domu pełno skrytek... nawet w moim mieszkaniu gdzieś ma, a ja dalej ich nie znalazłam.
Blondyn odchrząknął, po chwili ciszy.
- Kiedy to się zaczęło? - zapytał. - Bo jakoś wątpię, że zaczęła pić tak po prostu.
- Nie jestem pewna. - zamyśliła się. - Kiedy pierwszy raz przyjechałyśmy do Nowego York’u, sprawiała jedynie trochę problemów. W przerwie świątecznej poleciała do Hiszpanii, a kiedy wróciła, zaczęła coraz więcej rozrabiać. Później powiedziała, że zostaje na kolejny rok i zaczęło się picie, ćpanie, chodzenie na imprezy. Wtedy się nienawidziłyśmy, więc nie mogłam... w sumie, to nawet nie chciałam nic z tym zrobić. - westchnęła. - Teraz się przyjaźnimy, a ja dalej nie potrafię jej pomóc.
- Spróbuję ci pomóc. - powiedział ochoczo. - Jej pomóc.
- Dziękuję. - odparła i pocałowała go.
Blondyn objął ją ramieniem. Siedzieli w milczeniu tak długo, aż zasnęli.
            Ann obudziła się wtulona w chłopaka. Spojrzała na zegar, który wskazywał ósmą rano. Postanowiła wstać, lecz nie chciała budzić chłopaka. Powoli podniosła jego rękę z ramienia.
- Dzień dobry. - usłyszała głos Matt’a, który następnie cmoknął ją w policzek.
- Masz ochotę na śniadanie? - spytała z uśmiechem.
Już miał odpowiedzieć, gdy za oknem rozniósł się głośny stukot.
- Co to było? - wstał szybko.
- Nic takiego. - odparła.
- A jeśli to włamywacz? - spojrzał na nią z troską.
- Uwierz mi, to nie jest włamywacz. - zapewniła.
Szatynka spojrzała w stronę, z której dobiegałby coraz głośniejsze dźwięki. Przez moment było widać w nim tylko budynek z naprzeciwka oraz schody pożarowe, lecz po chwili ukazała się w nim jasnowłosa dziewczyna, która podniosła wcześniej uchylone okno i weszła do środka.
- Buenos días! - powiedziała Emily i przeszła do kuchni.
Matt patrzył na nią ze zdziwieniem, a Ann parsknęła śmiechem. Szarooka wyciągnęła z lodówki jabłko i znów przeszła do salonu. W ciągu kilku sekund znalazła się znów na schodach pożarowych.
- Adiós! - zniknęła z ich pola widzenia.
Chłopak popatrzył na Ann.
- A nie mówiłam, że dowiesz się, czemu nie zamykam okna? - Angela roześmiała się perliście.