Angela
wysiadła z białego Dodge’a Charger’a. Czuła na sobie wzrok zazdrosnych uczniów.
Westchnęła głośno i okręciła się w stronę chłopaka.
- Miłego dnia w szkole. - Matt uśmiechnął
się do niej.
- Miłego dnia na uczelni. - powiedziała,
po czym zamknęła drzwi auta.
Chłopak puścił jej oczko i odjechał.
Szatynka ruszyła w stronę budynku. Będąc na korytarzu, podeszła do swojej
szafki, schowała kurtkę i wyciągnęła potrzebną książkę. Do rozpoczęcia
pierwszej lekcji było jeszcze pół godziny, dlatego uznała, że powtórzy materiał
na geografię. W trakcie czytania przypomniała sobie, iż jej przyjaciółka
powinna już dawno być w szkole, dlatego wyciągnęła komórkę i zadzwoniła pod
dobrze znany numer.
- Cześć mała, kiedy będziesz? - spytała.
- Nie wiem, czy dziś przyjdę. - odpowiedziała
blondynka.
- Dlaczego?
- Bo... czyszczę akwarium. - blondynka
próbowała się wytłumaczyć.
- To ja zawsze je czyszczę. - westchnęła
Ann. - Ruszaj ten zgrabny tyłek i chodź do szkoły.
- Zgrabny tyłek? Czy ty mnie podrywasz? -
Emily zaśmiała się cicho. - Właśnie, wczoraj przyszli nasi ‘rodzice’ i
pochwalili mnie, że mam taki porządek w domu.
- Ciekawe dzięki komu? - spytała
retorycznie.
- Dzięki mnie, a co myślałaś? - odparła.
- Zbieraj się, masz zdążyć na pierwszą
lekcję. - nakazała Angela.
Szatynka przekartkowała następną stronę.
- Nie wiem, czy się wyrobię. No, chyba że
przyjadę moim moto...
- Nawet nie próbuj. - przerwała jej. -
Zabraniam ci. Masz prawko dopiero od trzech tygodni i nie pozwalam ci
przyjechać nim do szkoły.
- Dobrze mamo. - zachichotała Em. - Ale
nie masz nic, co przekona mnie, do przyjścia.
- Dziś jest sprawdzanie szafek. -
powiedziała poważnym tonem.
- Przecież jest piątek... bez sensu. To
mnie nie przekonuje. - rzekła Emily.
Ann zastanowiła się przez chwilę.
- Carl upiekł dla ciebie pączki i mam je
ze sobą.
Nagle
usłyszała huk w słuchawce.
- Niedługo będę! - krzyknęła szarooka i
rozłączyła się.
Angela pokręciła głową i zabrała się za
dalsze czytanie lektury.
Dźwięk
dzwonka na przerwę rozniósł się po całym pomieszczeniu. Szatynka nie zdążyła
nawet sięgnąć po swój plecak, gdy Emily wybiegła prędko z klasy. Dziewczyna
spakowała swoje rzeczy i także wyszła. Przez chwilę rozglądała się po
korytarzu, aż dostrzegła przyjaciółkę, która stała przy swojej szafce. Szatynka
podeszła do niej energicznym krokiem.
- Jednak przejęłaś się tym, że dziś
sprawdzają? - spytała rozbawiona.
- Połowa rzeczy się klei, a połowy trzeba
się pozbyć. - warknęła Em.
Blondynka otworzyła zamek. Ku zdziwieniu
Ann, otworzyły się dwie pary drzwiczek, które były ze sobą zespawane.
- Zechcesz mi to wyjaśnić? - popatrzyła na
nią z przymrużonymi oczami.
- Miałam tu za mało miejsca, więc
wykupiłam szafkę obok, zdemontowałam ściankę między nimi, wzięłam z kantorka
spawacz i połączyłam drzwiczki. - odpowiedziała. - Pomożesz mi?
Angela kiwnęła głową na znak
potwierdzenia.
- Mamy trzy przerwy, by pozbyć się
większości rzeczy i tu ogarnąć. - powiedziała poważnym tonem Em. - Ty idź do
woźnego albo do klasy chemicznej, po jakiś żrący płyn, bo trzeba się pozbyć
tego budyniu ze ścian, a ja zajmę się gofrownicą.
- Extraño, jaki ty masz tu syf! -
zaglądnęła do szafki. - Gofrownica!?
Szarooka westchnęła i pokręciła głową.
- No mówiłam... tak mnie słuchasz.
- Co tu robi gofrownica? - spytała z lekką
złością Ann.
- Pamiętasz, jak we wtorek miałam gofry na
lunch? Tu je zrobiłam.
Blondynka wyjęła trampki z szafki i
położyła je na podłogę.
- Skąd ty masz małą maszynę do lodów?! -
Włoszka zaczęła wymachiwać rękoma.
- Dobre pytanie. Ukra... - zawahała się. -
Pożyczyłam.
- Em... wiertarka? - popatrzyła na nią ze
zdziwieniem wymalowanym na twarzy.
- Ja tobie nie wypominam tego, co trzymasz
w szafce! - krzyknęła, a kilkoro uczniów, którzy właśnie przechodzili obok,
przyspieszyło kroku.
- Bo są tam tylko książki... - upomniała
ją Ann.
Jasnowłosa spiorunowała ją wzrokiem.
- A u mnie jest wiertarka, budyń,
odpowiedzi do testu z matmy, gofrownica, sekator, maszyna do lodów, jakaś
książka, wiewiórka, pączki i kilka innych rzeczy. - zaczęła wymieniać.
- Emily! - pisnęła szatynka. - Znów ten
szop?!
- To. Jest. Wiewiórka. - mówiła oddzielnie
każdy wyraz, ponieważ zaczynała się denerwować.
Angela dobrze wiedziała, że jej
przyjaciółka zaczyna się wściekać i nie powinna jej prowokować do dalszej
kłótni, lecz obrzydzenie, jakie w tym momencie czuła, było zbyt silne.
- Fu! - pisnęła. - To kiedyś żyło!
- A może wciąż żyje? - Em spojrzała na
futrzaka i dotknęła go ołówkiem. - No dobra, może i już nie żyje, ale ma
chociaż ciepło.
- Rozkładające się zwłoki zwierzaka. -
odeszła kawałek. - Sprzątaj to sama.
- Dobra, ja wezmę Dylan'a, a ty pójdź, po
ten rozpuszczalnik, czy tam jakiś żrący płyn, bo ten budyń na ściankach zaczyna
się ruszać.
- To nie budyń. - szepnęła z odrazą.
Emily wyciągnęła rękę, zamoczyła palec w
brei i włożyła go do buzi.
- Masz rację, to chyba jednak nie budyń. -
odparła szarooka.
- Jesteś obrzydliwa! - odwróciła się,
kierując się w stronę sali chemicznej.
Gdy już miała wejść do klasy, jej drogę
zaszedł Drake.
- Ann! - ucieszył się chłopak. - Jak się
cieszę, że cię widzę.
- No cześć. - uśmiechnęła się pogodnie. -
Coś się stało?
- Chciałem z tobą pogadać o... - ściszył
głos. - Em.
- Mów proszę, o co chodzi... tylko w miarę
możliwość szybko, bo Emily zje imitacje budyniu.
Szatyn przeczesał swoje włosy.
- Ale to nie ten w jej szafce, nie?
Przecież to się rusza! - pokręcił głową. - Wracając do tematu. Wiesz, że ona mi
się od dawna podoba. I ja jej też, a przynajmniej tak myślałem. Jakiś czas
temu...przed waszym wylotem do Grecji, spotkałem się z nią i wszystko było
super, nawet bardzo, a ona nagle mnie olała i wybiegła. Nie gadałem z nią o
tym. Zachowywała się tak, jakby nic się nie stało. Kilka dni temu, znów do niej
przyszedłem. Akcja się powtórzyła, a teraz ona nie chce ze mną gadać. - mówił
szybko i kątem oka co chwilę zerkał na blondynkę, która próbowała łomem odkleić
zwłoki wiewiórki od szafki.
- Pewnie coś jej zrobiłeś. - skomentowała
krótko i skarciła go wzrokiem.
Nikomu, w żaden sposób, nie pozwoliłaby
zranić swojej przyjaciółki.
- Ja? - zdziwił się, na słowa dziewczyny.
- Przecież wiesz, że bym jej nie skrzywdził... gdy byliśmy w lekko... -
odchrząknął. - Intymnej sytuacji, ona nagle mówiła, że nie może, bo coś
zrozumiała. Nie wiem, o co jej chodzi.
- Pewnie coś jej powiedziałeś, zrobiłeś...
z niczego to się nie bierze. - przewróciła oczami. - A teraz, jeśli
pozwolisz... pójdę już. - ruszyła w stronę sali.
Chłopak złapał ją za nadgarstek.
- Jesteś jej przyjaciółką, pewnie wiesz, o
co chodzi. Proszę, powiedz mi. - spojrzał na nią błagalnie.
- Zostaw mnie. - rzuciła mu ostre
spojrzenie.
Nie miała pojęcia, o czym mówił Drake.
Emily nie wspominała jej, że uciekła od niego. Nie zdziwiło ją to, bo po roku
przyjaźni jej przyjaciółka wciąż miała pełno sekretów, którymi nie chciała się
dzielić.
- Proszę, nie wiem, co mam robić. -
ścisnął mocniej jej nadgarstek. - Kocham ją. Powiedz mi, o co jej chodzi,
proszę.
- Zostaw mnie! - wrzasnęła tak głośno, że
aż kilka osób spojrzało w ich stronę. - Nie mam pojęcia, co jej zrobiłeś, ale
uważaj...
Szatyn nie dał jej dokończyć i jak
oparzony, puścił jej nadgarstek.
- Ann. - cofnął się o krok. - Przepraszam,
nie wiem co się ze mną dzieje.
Chłopak odwrócił się i pobiegł w głąb
korytarza. Dziewczyna złapała się za rękę, którą Drake przed chwila ściskał.
- Bolało. - szepnęła do siebie i weszła do
sali chemicznej.
W klasie nie było nauczyciela, dlatego
dziewczyna szybko weszła do kantorka i zabrała potrzebną rzecz. Wiedziała, że
nie powinna była tego robić, ale chęć pomocy przyjaciółce, była silniejsza. Nie
ważne, jak bardzo była temu przeciwna, zawsze ulegała prośbą Latynoski. Gdy
wróciła, Emily próbowała odkleić książkę od historii, która była przyczepiona
do ścianki. Włoszka podała jej niewielką buteleczkę, a dziewczyna schowała ją
do kieszeni. Nagle zadzwonił dzwonek na lekcję.
- Dalsze sprzątanie dopiero za godzinę. -
westchnęła Em. - Nie mogę opuścić kolejnej lekcji. Co teraz mamy?
- Historię. - Angela spojrzała na książkę,
która wciąż była przyklejona do drzwiczek.
- Pożyczę od ciebie. - cmoknęła szarooka.
- Niech się cieszą, że mam zeszyt.
Emily zamknęła szafkę i objęła Ann w
pasie, a następnie ruszyły w stronę klasy.
- Co ci się stało w rękę? - spytała.
Szatynka dopiero teraz zdała sobie sprawę,
że ma czerwony ślad w miejscu, gdzie uciskał ją Drake.
- Uderzyłam się. - skłamała.
- Sierota... - zaśmiała się Em i
przytuliła dziewczynę.
- A właśnie... co zrobiłaś z tą wiewiórką?
- Angela spojrzała na nią z zaciekawieniem.
- Kojarzysz może Chloe McCartney?
- To ta nadęta kapitanka cheerleaderek. -
stwierdziła. - Ta, która cię nie lubi.
Blondynka skinęła głową.
- Gdybyś za kilka minut zaczęła słyszeć
jej głośne krzyki, to wcale nie dlatego, że Dylan jest w jej plecaku.
Szarooka wyminęła przyjaciółkę, a
następnie obie poszły na lekcję historii.
Gdy
rozpoczęła się kolejna przerwa, Emily znów wybiegła z klasy jako pierwsza.
Angela dopiero po chwili zjawiła się na korytarzu. Podeszła w stronę schodów,
gdzie stał automat z napojami. Wrzuciła do niego kilka monet i wzięła wodę
mineralną. Już chciała iść do Em, by pomóc jej w dalszym sprzątaniu szafki,
lecz nagle poczuła wibracje w kieszeni, więc wyciągnęła swoją komórkę. Zdziwiła
się, gdy zobaczyła, kto dzwoni. Oparła się o ścianę i odebrała.
- Nina?
- Annie! Odebrałaś! Los mi cię zesłał. -
usłyszała piskliwy głos swojej przyjaciółki.
- Czy coś się stało? - spytała.
- To mało powiedziane. Mój lokaj Pierre
miał mi zamówić nową parę kolczyków. Ale nie zgadniesz, co zrobił! Przez
pomyłkę wpisał mój adres z Nowego York’u, a nie z Paryża. Toż to skandal! Jak
można być tak nierozważnym... - lamentowała.
- I co ja mam z tym wspólnego? - zapytała
Ann.
- I tu zwracam się z prośbą do ciebie.
Mogłabyś pójść do mieszkania moich ‘rodziców’, odebrać paczkę i wysłać ją do
mnie?
Angela zastanawiała się przez chwilę.
- Jasne. - odparła.
- Dziękuję, ratujesz mi życie. To
limitowana kolekcja, nie znalazłabym drugiej takiej samej! - pisnęła przejęta.
- A i przekaż Emi, żeby zaczęła ode mnie odbierać.
- Pewnie ma rozładowaną komórkę. -
powiedziała z przekonaniem Ann.
- Ale od miesiąca? Przecież to nie
możli...
- Słuchaj Nina, muszę kończyć, zaraz
zacznie się fizyka. - przerwała jej. - Cześć.
- Annie! - usłyszała w słuchawce
zdrobnienie, którego nie lubiła.
- Tak? - spytała z irytacją.
- Niech moc moich kolczyków będzie z tobą.
Szatynka zaśmiała się pod nosem i
zakończyła połączenie.
Na
następnej przerwie Angela pomagała przyjaciółce w sprzątaniu. Choć wcale nie
chciała tego robić, nie miała zamiaru pozwolić na to, by Em miała kolejne
kłopoty w szkole.
- Nie wiem, jak ty to tu wszystko
zmieściłaś. - podziała Ann i wyciągnęła pudełko śniadaniowe z szafki.
- Nie otwieraj! - wrzasnęła blondynka.
- Dlaczego? - spytała.
Szarooka zgryzła nerwowo wargę. Szatynka
musiała przyznać, że Emily wyglądała w tym momencie uroczo.
- Na początku roku szkolnego zrobiłaś tę
sałatkę warzywną... i tak trochę o niej zapomniałam.
- To znaczy, że są tu warzywka sprzed pół
roku? - spytała cicho, lecz sama odpowiedziała sobie na to pytanie. - Wyrzuć
to, wyrzuć!
Latynoska cofnęła się kilka kroków.
- Ty to trzymasz, ty to wyrzucasz. Ja się
boję, że to wybuchnie. - jęknęła.
Angela popatrzyła z obrzydzenie na pudełko
i jak najszybciej podeszła do śmietnika. Na szczęście przed dalszym sprzątaniem
uratował ją dzwonek na lekcję.
Szatynka
wychodziła właśnie z toalety, gdy nagle wpadła na Drake’a. Tak bardzo chciała
go dziś unikać. Na moment spojrzała w jego piwne oczy, lecz po chwili odwróciła
wzrok i szybko go wyminęła. Dziewczyna podeszła do Emily.
- No nareszcie! - pisnęła zadowolona. -
Wysprzątałaś wszystko.
- Jeszcze tylko kilka rzeczy i będzie
perfekcyjnie. - blondynka uśmiechnęła się szeroko. - Spójrz na to.
Ann spojrzała na drzwiczki, do których
przyczepione było zdjęcie jej i Em. Szatynka przytuliła przyjaciółkę i
pocałowała ją w policzek.
- Muszę zadzwonić. - powiedziała i odeszła
w głąb korytarza.
Wyciągnęła komórkę i wybrała numer.
- Cześć skarbie, coś się stało? -
usłyszała przejęty głos Matt’a.
- Masz może teraz trochę czasu? - spytała
z nadzieją. - Za godzinę mam włoski, a zostawiłam projekt w domu.
- Przywiozę ci go. - zapewnił.
- Dziękuję. - odetchnęła z ulgą. - Jest u
mnie w pokoju na biurku. Masz klucze. Kocham cię.
- Ja też cię kocham. - powiedział, a następnie
rozłączył się.
Na
następnej lekcji był w-f, czyli najbardziej przedmiot, którego Ann nienawidziła
z całego serca. Rzadko ćwiczyła. Zazwyczaj symulowała ból brzucha, by usiąść na
ławce. Dziewczyna zdziwiła się, ponieważ od dwudziestu minut nie mogła znaleźć
przyjaciółki. Była jeszcze bardziej zaskoczona, ponieważ grali w koszykówkę, a
Emily nie przegapiłaby tego z własnej woli.
Gdy
zadzwonił kolejny dzwonek, Angela wyszła z szatni i poszła w stronę wejścia
głównego, by poczekać na swojego chłopaka. Ku jej zdziwieniu, Matt stał na
korytarzu i rozmawiał z Em. Najprawdopodobniej kłócili się, ponieważ blondynka
wymachiwała rękoma jak opętana. Ann podbiegła do nich. Niebieskooki od razu
zamilkł i odwrócił się w stronę swojej dziewczyny.
- Mam swój projekt. - powiedział Matthew i
podał jej teczkę.
- Dziękuję. - szepnęła i pocałowała go.
Szybko się od niego oderwała, bo
przypomniała sobie, że Emily wciąż stoi obok, ze złością wymalowaną na twarzy.
Nagle drzwi wejściowe otworzyły się z hukiem, a wszyscy uczniowie zamilkli.
Angela zauważyła dwóch policjantów, których miny nie zapowiadały nic dobrego.
Obaj ruszyli przed siebie i zatrzymali się obok Matt’a.
- Emily Extraño? - spytał jeden z nich.
Szatynka popatrzyła z przerażeniem na
blondynkę, która także nie wiedziała, o co chodzi.
- Tak. - odpowiedziała pewnym głosem Em. -
Czy coś się stało?
- Zostaliśmy powiadomieni o handlu
narkotykami na terenie szkoły. - powiedział drugi.
Angela spojrzała na przyjaciółkę. Nagle
jej wzrok przykuła tylna kieszeń dziewczyny. Wystawała z niej mała foliowa
torebeczka. Nie mogła uwierzyć, że szarooka znów bierze narkotyki, a co gorsza
sprzedaje. Szatynka wiedziała, że później będzie żałować, tego, co zaraz zrobi.
Podeszła do Emily.
- To musi być jakaś pomyłka. Em nie
handluje. - podczas mówienia sięgnęła po torebeczkę i szybkim ruchem zabrała
ją, a następnie schowała do swojej kieszeni.
- Nie tobie o tym decydować. - odparł
niższy z policjantów i złapał blondynkę za ramię. - Emily Extraño jesteś
aresztowana pod zarzutem posiadania i handlu narkotykami. - drugi z nich spiął
jej ręce kajdankami. - Wszystko, co powiesz, może zostać użyte przeciw to... -
nie dokończył regułki, ponieważ dziewczyna
zaczęła się rzucać, lecz mężczyźni byli silniejsi.
- Ann, to nie ja! - wrzasnęła, próbując
się wyrwać. - Przecież wiesz!
Zaczęli prowadzić ją w stronę wyjścia,
choć Latynoska wciąż próbowała im się wyrwać. Wszyscy uczniowie na korytarzu
przypatrywali się całej sytuacji, szepcząc między sobą.
- Ann, to nie prawda! - krzyczała
szarooka. - Nie wierz im, przecież wiesz, że nie biorę!
Policjanci
wyprowadzili blondynkę z budynku, a Angela wciąż stała w osłupieniu na środku
korytarza.