Emily
spiorunowała przyjaciółkę wzrokiem. Jej twarz nie wyrażała żadnych emocji, choć
w środku buzowała w niej wściekłość. Odwróciła się i po chwili zniknęła za
ścianą. Doszła do celi, w której chwilę temu się znajdowała, po czym weszła do
niej i zamknęła za sobą kratę.
- Ja tu zostaje! - krzyknęła. - A jemu oddaj pan kasę!
Ann podeszła do niej.
- Em nie zachowuj się jak dzieciak! Wyłaź już! - dziewczyna szarpnęła kratę i wyciągnęła przyjaciółkę z celi. - Nie będziesz tam siedziała. - posłała jej złowrogie spojrzenie. - Musimy porozmawiać.
- Estúpido, to boli! - szarooka próbowała się wyszarpać, lecz szatynka mocno ściskała jej nadgarstek. - Nie mamy o czym rozmawiać. - warknęła.
- Mamy. Nie szarp tak! - Angela spojrzała na Matt’a. - Pomóż mi ją stąd wyprowadzić. - chłopak niechętnie złapał Emily za ramiona i ją obezwładnił. - Dziękuje. - Włoszka podeszła do policjanta. - Przepraszam za zachowanie tej dziewczyny. - spojrzała na nią z wyrzutem. - Jest nieznośna, ale postaram się z tym coś zrobić. - młody policjant uśmiechnął się i podał papiery do podpisania.
Po dziesięciu minutach byli już na parkingu. Chodny wiatr rozwiał jasne włosy Emily.
- Matt, puść ją już, proszę. - powiedziała stanowczo Ann, a chłopak szybko wykonał polecenie. - Em, słońce. Wiesz, że ciężko doprowadzić mnie do takiego stanu. - potarła dłonią czoło. - Co mają znaczyć te porozwalane ławki? A ten facet, z którym się lałaś? Chlanie w barze? Czy ty myślisz?! Wiesz, że mogli cię zamknąć na dłużej? Gdyby nie Matt, siedziałabyś tam jeszcze!
- Co z tego, że by mnie zamknęli? - fuknęła. - I tak bym niedługo wyszła. - rzuciła lodowatym głosem. - I co, może powinnam mu teraz dziękować? - popatrzyła na niego z wyrzutem.
Blondyn powolnym krokiem podszedł do Ann i chwycił ją za rękę.
- O tak, zacznijcie się jeszcze lizać na środku ulicy! - wrzasnęła, po czym odwróciła się i ruszyła przed siebie.
- Em... - zaczęła szatynka.
- ¿Cómo pudiste? Es todo culpa tuya! - przerwała jej.
- Tak, ale postaw się na moim miejscu! - jęknęła.
Matthew przekrzywił głowę i spojrzał na szatynkę.
- Czekaj... ty ją rozumiesz? - zdziwił się.
- Nauczyłam się już na pamięć, po hiszpańsku „jak mogłaś, to wszystko twoja wina”. - westchnęła. - Zostaw nas na moment. - odeszła od niego i poszła w stronę Emily. - Wyjaśnijmy sobie coś. - złapała przyjaciółkę delikatnie za ramie.
- Nie mam na to ochoty. - szarpnęła ręką. - I nie dotykaj mnie, to boli. - powiedziała beznamiętnie.
- Przepraszam słońce... porozmawiaj ze mną, proszę. Nie chciałam krzyczeć, nie chciałam... - popatrzyła na nią błagalnym spojrzeniem.
Latynoska przeczesała ręką włosy i poprawiła sobie grzywkę, która przysłaniała jej lewe oko.
- Więc słucham? - nie ukazywała tego, ale w głębi serca czuła się zraniona. - Co masz mi do powiedzenia? - starała się uniknąć wzroku przyjaciółki. - Chyba że chcesz mi powiedzieć, iż tak naprawdę nic się nie zdarzyło, a to tylko moje kolejne urojenia... - zawahała się lekko. - Bo jeśli tak, to nie mamy o czym rozmawiać.
Włoszka podrapała się po policzku.
- Nie będę ci nic wmawiać. Jestem z Matt’em. - przyznała. - Miałaś się inaczej dowiedzieć.
- Kiedy? Jak byś mi pokazała test ciążowy? - oburzyła się. - Od kiedy chodzisz z Elegancikiem?
- Byłaś w szpitalu. - Angela skierowała wzrok gdzieś w dal.
- Tak, ale od miesiąca normalnie kontaktuje. - prychnęła.
Szatynka zaczęła chodzić po chodniku w jedną i drugą stronę.
- Prawie umarłaś, miałam cię jeszcze bardziej zdołować? - do jej oczu napłynęły łzy. - Jak miałam ci powiedzieć?
Latynoska wyśmiała ją.
- No wiesz Em, podlałam twoje kwiatki, przyniosłam ci kilka ciuchów, zaczęłam chodzić z Matt'em, powiedziałam w szkole, że przez najbliższy czas cię nie będzie i ostatnio spotkałam się z Drake'iem. - próbowała naśladować głos Ann.
Angela uśmiechnęła się lekko.
- Przepraszam słońce... powinnam powiedzieć ci wcześniej. - przybliżyła się do przyjaciółki i lekko ją przytuliła. - Nie gniewaj się na mnie. - szepnęła jej do ucha.
Przez dłuższy moment siedziały w ciszy. Szarooka chciała się od niej odsunąć, ponieważ kontakt fizyczny bardzo ją irytował.
- Jakoś tego nie trawie. - Emily odsunęła się od niej. - Ty i on.
- Posłuchaj. - zaczęła. - Wiem, że jest dla ciebie obcy, nie ufasz i potrzebujesz trochę czasu... - zrobiła krótką przerwę. - Ale on nie jest zły i myślę, że jak go lepiej poznasz, to się polubicie.
- Nie sądzę. - zauważyła stojącego nieopodal blondyna. - Dlaczego on się tak na mnie gapi? - spojrzała na Matt'a, który świdrował ją wzrokiem.
- Pewnie jest zły, że musi czekać. Swoją drogą powinnaś mu podziękować, bo pokryje koszty naprawy zniszczonych sprzętów.
- Nie będę mu dziękować. - wyrwała się z objęć przyjaciółki. - O nic go nie prosiłam.
- Ty i ta twoja pieprzona duma. - westchnęła.
Latynosk wywróciła oczami, gdy znów usłyszała to zdanie.
- Nie kazałam mu za nic płacić. To mój problem, nie jego. - szarooka wpatrywała się w niego morderczym wzrokiem.
- Co ty się tak go czepiłaś? Przecież on się stara. - Ann broniła go.
- Miziając się z tobą, kiedy ja byłam w szpitalu? - prychnęła z pogardą. - No tak, bardzo się stara.
- Ma uczucia, to takie dziwne? Przychodził do ciebie do szpitala, wiesz?. - kontynuowała. - To, że twoją wrażliwość uczuciowa mieści się w łyżeczce od herbaty, nie świadczy o tym, że wszyscy są tak upośledzeni.
Emily szybkim krokiem podeszła do chłopaka.
- Jaśnie pan raczy mi wybaczyć i zechce przyjąć moje przeprosiny. - rzuciła oschle, robiąc niedbały ukłon.
Włoch spojrzał na nią ze zdziwieniem, później zerknął na Ann.
- Nic się nie stało. - powiedział spokojnie.
- Naprawdę? Bo rozmawiając z twoją dziewczyną, odniosłam inne wrażenie. - warknęła.
- Jest okej, naprawdę. - wbił wzrok w ziemie.
- Coś jeszcze? - Em odwróciła się w stronę przyjaciółki.
Ann wpatrywała się w nią przez chwilę.
- Masz uroczy akcent, gdy się denerwujesz. - szatynka parsknęła śmiechem.
- Nie jest uroczy, tylko hiszpański. - mruknęła pod nosem.
Jasnowłosa wciąż była wściekła, choć słowa przyjaciółki wpływały na nią kojąco.
- Czas na twoje wyznania. - Angela podeszła do niej.
- O co ci chodzi? - zdziwiła się.
- Ten piękny syf na ulicy.
- Wiem, że jest piękny, nie musisz mi mówić. - spojrzała jej prosto w oczy. - A teraz wybacz, ale idę do domu.
- Em ni... - Matt złapał Ann za ramie, przerywając jej.
- Nie przejmuj się tym. Mówiłem, że to nie jest problem i wszystko załatwię. A teraz wsiadajcie do auta, podwiozę was, bo i tak jadę w tamtą stronę.
Emily zmierzyła go wzrokiem. Nie miała zamiaru nigdzie z nim jechać, choć czarny Nissan Maxima zachęcał ją do jazdy.
- Nie dzięki... chyba się przejdę. - powiedziała cicho.
- Mała wsiadaj, też muszę do ciebie zajechać. - zachęcała ją Ann.
- Po co? - zdziwiła się.
- Pamiętasz tą moją czerwoną sukienkę, którą miałam na sobie, jak ostatnio balowałyśmy? - spytała.
- To ta, na którą rzygnęłaś? - parsknęła śmiechem.
- Nie, nie. Tamtą wywaliłam gdzieś na mieście i paradowałam w bikini. - oblała się rumieńcem, ponieważ dopiero po chwili zorientowała się, że Matt stoi tuż za nią.
- Kochanie czego ja się tu dowiaduje? Przede mną tak w bieliźnie nie paradujesz. - zaśmiał się. - Wskakujcie do auta. - powiedział ochoczo.
- Teraz to mnie niemiło zemdliło. - spróbowała naśladować odruch wymiotny. - Jednak mam ochotę się przejść.
- Właź i nie marudź! - szatynka pociągnęła przyjaciółkę za rękę.
- Czy nie wspominałam, że wszystko mnie boli. - powiedziała, otwierając tylne drzwi, a następnie siadając na siedzeniu.
Dziewczyna, choć z niechęcią musiała przyznać, że Matt ma dobry gust, jeśli chodzi o auta.
- Zaraz dam ci coś przeciwbólowego. - powiedziała Ann, siadając z przodu.
- Przydałaby się też woda utleniająca, bandaże, plastry. - zakpiła Em.
- Czyżby? - podała jej apteczkę.
- Gdzie ty to do cholerny mieścisz? - zdziwiła się. - Teraz i tak nic z tym nie zrobię, bo nie poradzę sobie w aucie.
- Mam burdel w torebce, ale za to mam tam wszystko, co może się przydać. - zaśmiała się. - Swoją drogą muszę kupić nową, bo jak Nina zobaczy mnie z takim starociem, to będę musiała słuchać jej marudzenia. - zerknęła do tyłu. - Wiesz, że na święta wszyscy przyjadą? - uśmiechnęła się do przyjaciółki.
Latynoska zastanowiła się przez chwilę.
- Jak to, wszyscy przyjadą? Muszę ulepszyć zamek w szafie, zanim Barbie przyjedzie.
- Ewentualnie możecie wszystkich zgarnąć do mnie. - zaproponował Matt. - Mam duży dom i szykuje mi się remont. Może Nina pomoże mi wybrać kolory do pokoju i meble.
Emily wpatrywała się w niego z przymrużonymi oczami.
- Nie chcesz tego. - zapewniła go Em. - Widziałeś moje pomarańczowe plamy na suficie? Tak skończyło się dobieranie kolorów przez Ninę. - zaśmiała się. - Bo wiesz, ten nie pasuje, ten źle współgra z tamtym, ten nie pasuje mi do butów, ten jest za jasny do mojej karnacji, no a ten nie jest różowy.
- Mniejszy syf u ciebie, większy u niego. Super! - zaśmiała się Ann.
- Spokojnie Emily, damy rade. Ale nie ma nic za darmo. - powiedział dyplomatycznie.
- Hm? - Ann uniosła brew.
- W zamian pojedziecie ze mną teraz na zakupy i ja wam wybiorę ciuchy na święta.
- Warunek. - wtrąciła szatynka. - Jeden strój wybierasz ty, a drugi my.
- Dobrze, ale macie spędzić co najmniej godzinę w strojach, które wybiorę.
- Jak myślisz mała? - dziewczyna odwróciła się do tyłu i patrzyła pytająco na przyjaciółkę.
Emily nie była pewna, co powinna odpowiedzieć. Nie chciała spędzać z Matt’em więcej czasu niż musiała, a do tego bała się, że przyjaciółka zobaczy jej siniaki na żebrach, oraz krechę na plecach.
- Nie sądzę, by to był dobry pomysł. - odparła po chwili zamyślenia.
- Skarbie... proszę. To tylko chwila.
- To mają być szybkie zakupy. - powiedziała chłodno. - Nie chce, by ludzie wpatrywali się w moją pięknie rozwaloną twarz.
- Zaraz to zakryjemy. - zapewniła ją.
Jasnowłosa oparła się czołem o szybę, po czym zauważyła, że Angela odwróciła się w jej stronę.
- Dzwonili do ciebie? - spytała nagle Ann. - No wiesz... rodzice.
- Rozmawiałam z nimi przez chwilę na komisariacie. - odparła oschle. - Powiedzieli, że mam tak więcej nie robić, po czym rozłączyli się, bo podobno nie mieli czasu rozmawiać.
Przez chwilę w aucie panowała głucha cisza. Choć nikt nie wymówił choćby słowa, Emily przyuważyła, jak jej przyjaciółka przecząco kręci głową w stronę chłopaka, aby o nic nie pytał.
- To jak dziewczyny, jedziemy ? - Matt chciał rozluźnić atmosferę.
- Tak, a później podwieziesz nas do Em? - poprosiła szatynka.
- Z chęcią skarbie. - posłał jej buziaka.
Blondynka popatrzyła na nich z niesmakiem.
- Moglibyście się powstrzymać? - spytała. - Jak chcesz zakryć mi połowę twarzy?
- Zobaczysz słoneczko. - powiedziała i gdy samochód zatrzymał się na światłach, przesiadła się do tyłu.
- Co my tu mamy... - wyciągnęła z torebki: kremy, fluidy, tusz, cienie. Jednym słowem wszystko, czego nie używała Emily. - Zamknij oczy a ja naprawie ci tę śliczną buźkę. - koniuszkami palców dotknęła jej popękanych ust, a następnie pogłaskała delikatnie dziewczynę po policzku.
Szarooka poczuła dziwne mrowienie w brzuchu. Nie była pewna, czy stało się tak z powodu bliskiej obecności przyjaciółki, lecz chciałaby ta chwila trwała dłużej.
- Mam pęknięta wargę, rozcięty łuk brwiowy, limo pod okiem i rozbity nos. I ty niby chcesz to naprawić makijażem? - spytała Em.
- We mnie nie wierzysz? - Ann uniosła jedną brew.
- Boję się, że gdy skończysz, będę wyglądać jak bliźniaczka Niny. - zakpiła.
- Wolisz przypominać popaprańca z paki, czy sobowtóra Barbie?
Jasnowłosa zastanawiała się przez chwilę.
- Wydaje mi się, że wolę wyglądać, jak uciekinierka z więzienia.
- W takim razie bierz tabletki i wyjazd z auta. - Angela zaśmiała się cicho.
- Nie ma sprawy. - Em przesunęła się w stronę wyjścia.
Chłopak parsknął śmiechem, po czym odwrócił się w ich stronę. Dziewczyny wymieniły spojrzenia.
- Możesz wysiąść. - zwrócił się do Emily. - I tak już jesteśmy pod sklepem.
Słysząc to, przewróciła oczami, a następnie wszyscy wyszli z samochodu. Stali przed jednym z największych sklepów odzieżowych, w centrum Manhattan’u. Wchodząc do środka, Em zauważyła pełno wystaw świątecznych. Matt złapał Ann za ramię.
- Wy idźcie sobie coś pooglądać, a ja poszukam coś dla was. - powiedział, po czym odszedł.
- To jak, gdzie zaczynamy? - spytała Ann.
Emily zaczęła rozglądać się po sklepie do czasu, gdy zauważyła wystawę z koszulami. Ruszyła przed siebie szybkim krokiem, zostawiając przyjaciółkę w tyle. Po chwili dotarła na miejsce. Przeglądała wszystkie koszule po kolei, choć większość z nich miała w swojej szafie. Jej uwagę przykuła miętowo-czarna. Wyciągnęła rękę, by sprawdzić rozmiary, lecz ubrania zawieszone były zbyt wysoko.
- Ktoś tu nie dosięga? - usłyszała zza pleców rozbawiony głos Ann. - Oj mała, gdybyś nie była takim krasnalem, byłoby o wiele łatwiej. - powiedziała, po czym zdjęła z wieszaka odpowiedzi rozmiar blondynki.
- Jesteś tylko ze dwa centymetry wyższa. - prychnęła. - Nie masz się czym szczycić.
- Gdybyś nauczyła się chodzić na obcasie. - zachichotała, wskazując na swoje buty. - Dosięgałabyś do najwyższych półek, skrzacie.
Szarooka zmierzyła ją wzrokiem, a następnie udała się w stronę przymierzalni. Ujrzała Matt’a, który trzymał w rękach kilka różnych ubrań. Podeszła do niego niepewnym krokiem, lecz Angela wyprzedziła ją.
- Co dla nas masz? - podekscytowała się Ann.
- Coś, w czym chcę was zobaczyć. - zaśmiał się, po czym podał każdej komplet ubrań. - Drogie panie, przebieralnia w tę stronę. - powiedział, pokazując ręką w prawo.
Dziewczyny powoli ruszyły we wskazanym kierunku. Gdy znalazły się już obok, spojrzały na siebie.
- Powodzenia. - szepnęły wzajemnie i weszły do środka.
Nie minęło kilka sekund, nim pisk Latynoski rozniósł się po sklepie.
- Ann? - Angela usłyszała przerażenie w głosie swojej przyjaciółki. - Co się dzieje? - zapytała. - Czy ty też masz buty z dzwoneczkami w komplecie? - burknęła.
W tym samym momencie rozległ się śmiech dochodzący spoza przymierzalni.
- Matt! Czy ty sobie jaja robisz!? - warknęła oburzona Emily. - Chyba śnisz, że ja w tym wyjdę! - powiedziała poirytowana.
- Ależ coś za coś dziewczynki. - odparł dyplomatycznie. - Ann? Żyjesz? - podszedł bliżej przymierzalni, w której znajdowała się dziewczyna. - Ubrałaś się?
- Mniej więcej. - jęknęła.
Blondyn odsłonił lekko zasłonkę przebieralni i zobaczył, jak dziewczyna zakłada sweter, który jej wybrał. Ledwo powstrzymał śmiech.
- Mam tu coś dla ciebie. - wyciągnął rękę, na której zawieszona była czerwona, koronkowa bielizna. - Przed nimi paradowałaś w bikini. Przede mną będziesz paradowała w tym. - uśmiechnął się zawadiacko.
- To była prośba czy rozkaz? - dziewczyna uniosła brwi.
- To było twierdzenie, kochanie. - pocałował dziewczynę w usta i odsunął się od przymierzalni. - Dziewczyny... raz, dwa wychodźcie! Chcę was zobaczyć w tych kostiumach.
- O nie! Nie wyjdę! - protestowała Emily, gdy Ann w tym czasie odsłoniła zasłonę.
- Matt, to nie jest zabawne! - powiedziała, wskazując na swój strój.
Chłopak spojrzał na nią, po czym wybuchnął śmiechem. Biało-zielone legginsy we wzorki, krótkie czerwone spodenki z szelkami oraz sweterek z choinką na środku, a także buty z dzwoneczkami od razu rzucał się w oczy. - Matt?! - zdenerwowała się szatynka.
- Skarbie, to nie wszystko. - złapał ją w talii i lekko przycisnął, po czym ze sweterka wydobył się dźwięk świątecznej piosenki.
Ann zaczęła się śmiać, a chłopak cmoknął ją w czoło.
- Nareszcie uśmiech. - powiedział, przytulając Włoszkę do siebie.
- Widzisz, jak na mnie działasz? - stanęła na palcach i pocałowała go w usta.
W tym czasie Emily wychyliła głowę z przymierzalni.
- A myślałam, że to te ciuchy są obrzydliwe. - rzuciła w złości, a para oderwała się od siebie.
- Oj słońce. - Ann ruszyła w stronę przyjaciółki, a Matt zaczął się cicho śmiać. - Em, kochanie...
- Nie założę tego! - przerwała jej.
- Założysz, bo obiecałaś. - przypomniała.
- Czyżby? - rzuciła wściekle blondynka.
- Masz to założyć! - Ann oburzyła się.
- Zamknij się! Walczę z ramiączkiem od stanika.
- Pomogę! - szatynka pokręciła głową i weszła do przymierzalni, w której znajdowała się przyjaciółka.
O dziwo, nie dwa wielkie siniaki na żebrach przykuły jej uwagę, lecz niewielki tatuaż na lewej łopatce. Był to estetyczny napis „always and forever” oraz mały czarny ptaszek z rozpostartymi skrzydłami.
- Emily! Co to ma być do cholery?! - wściekła się.
- Eee... a coś tam mam? - spytała głosem małego dziecka.
- Nie udawaj głupiej. - oburzyła się.
- Obie wiemy, że jestem. - parsknęła Em.
- Nie, aż tak. - upomniała ją.
- Może jednak? - prychnęła.
- Nie zmieniaj tematu! Co to ma znaczyć!? Od kiedy to masz!? - Ann zaczęła gestykulować rękoma.
- Od no... e... - Emily próbowała wybrnąć z niezręcznej sytuacji.
- Nie ważne... ważniejsze jest, to kiedy chciałaś mi powiedzieć, o ile w ogóle chciałaś?!
- Nie dramatyzuj. - westchnęła.
- Świetnie. Moja przyjaciółka zrobiła sobie tatuaż i tak minimalnie mi ufa, że nawet mi nie powiedziała!
- Ann... nie rób scen. - poprosiła ją.
Angela rozdygotana wyszła z przymierzalni i usiadła na ziemi obok półki z czapkami mikołaja. „Dlaczego mi nie ufa?” – spytała w myślach samą siebie. Nie potrafiła znaleźć odpowiedzi na to pytanie. Matt podszedł do Em, która znów wychyliła się z przymierzalni.
- Ja tu zostaje! - krzyknęła. - A jemu oddaj pan kasę!
Ann podeszła do niej.
- Em nie zachowuj się jak dzieciak! Wyłaź już! - dziewczyna szarpnęła kratę i wyciągnęła przyjaciółkę z celi. - Nie będziesz tam siedziała. - posłała jej złowrogie spojrzenie. - Musimy porozmawiać.
- Estúpido, to boli! - szarooka próbowała się wyszarpać, lecz szatynka mocno ściskała jej nadgarstek. - Nie mamy o czym rozmawiać. - warknęła.
- Mamy. Nie szarp tak! - Angela spojrzała na Matt’a. - Pomóż mi ją stąd wyprowadzić. - chłopak niechętnie złapał Emily za ramiona i ją obezwładnił. - Dziękuje. - Włoszka podeszła do policjanta. - Przepraszam za zachowanie tej dziewczyny. - spojrzała na nią z wyrzutem. - Jest nieznośna, ale postaram się z tym coś zrobić. - młody policjant uśmiechnął się i podał papiery do podpisania.
Po dziesięciu minutach byli już na parkingu. Chodny wiatr rozwiał jasne włosy Emily.
- Matt, puść ją już, proszę. - powiedziała stanowczo Ann, a chłopak szybko wykonał polecenie. - Em, słońce. Wiesz, że ciężko doprowadzić mnie do takiego stanu. - potarła dłonią czoło. - Co mają znaczyć te porozwalane ławki? A ten facet, z którym się lałaś? Chlanie w barze? Czy ty myślisz?! Wiesz, że mogli cię zamknąć na dłużej? Gdyby nie Matt, siedziałabyś tam jeszcze!
- Co z tego, że by mnie zamknęli? - fuknęła. - I tak bym niedługo wyszła. - rzuciła lodowatym głosem. - I co, może powinnam mu teraz dziękować? - popatrzyła na niego z wyrzutem.
Blondyn powolnym krokiem podszedł do Ann i chwycił ją za rękę.
- O tak, zacznijcie się jeszcze lizać na środku ulicy! - wrzasnęła, po czym odwróciła się i ruszyła przed siebie.
- Em... - zaczęła szatynka.
- ¿Cómo pudiste? Es todo culpa tuya! - przerwała jej.
- Tak, ale postaw się na moim miejscu! - jęknęła.
Matthew przekrzywił głowę i spojrzał na szatynkę.
- Czekaj... ty ją rozumiesz? - zdziwił się.
- Nauczyłam się już na pamięć, po hiszpańsku „jak mogłaś, to wszystko twoja wina”. - westchnęła. - Zostaw nas na moment. - odeszła od niego i poszła w stronę Emily. - Wyjaśnijmy sobie coś. - złapała przyjaciółkę delikatnie za ramie.
- Nie mam na to ochoty. - szarpnęła ręką. - I nie dotykaj mnie, to boli. - powiedziała beznamiętnie.
- Przepraszam słońce... porozmawiaj ze mną, proszę. Nie chciałam krzyczeć, nie chciałam... - popatrzyła na nią błagalnym spojrzeniem.
Latynoska przeczesała ręką włosy i poprawiła sobie grzywkę, która przysłaniała jej lewe oko.
- Więc słucham? - nie ukazywała tego, ale w głębi serca czuła się zraniona. - Co masz mi do powiedzenia? - starała się uniknąć wzroku przyjaciółki. - Chyba że chcesz mi powiedzieć, iż tak naprawdę nic się nie zdarzyło, a to tylko moje kolejne urojenia... - zawahała się lekko. - Bo jeśli tak, to nie mamy o czym rozmawiać.
Włoszka podrapała się po policzku.
- Nie będę ci nic wmawiać. Jestem z Matt’em. - przyznała. - Miałaś się inaczej dowiedzieć.
- Kiedy? Jak byś mi pokazała test ciążowy? - oburzyła się. - Od kiedy chodzisz z Elegancikiem?
- Byłaś w szpitalu. - Angela skierowała wzrok gdzieś w dal.
- Tak, ale od miesiąca normalnie kontaktuje. - prychnęła.
Szatynka zaczęła chodzić po chodniku w jedną i drugą stronę.
- Prawie umarłaś, miałam cię jeszcze bardziej zdołować? - do jej oczu napłynęły łzy. - Jak miałam ci powiedzieć?
Latynoska wyśmiała ją.
- No wiesz Em, podlałam twoje kwiatki, przyniosłam ci kilka ciuchów, zaczęłam chodzić z Matt'em, powiedziałam w szkole, że przez najbliższy czas cię nie będzie i ostatnio spotkałam się z Drake'iem. - próbowała naśladować głos Ann.
Angela uśmiechnęła się lekko.
- Przepraszam słońce... powinnam powiedzieć ci wcześniej. - przybliżyła się do przyjaciółki i lekko ją przytuliła. - Nie gniewaj się na mnie. - szepnęła jej do ucha.
Przez dłuższy moment siedziały w ciszy. Szarooka chciała się od niej odsunąć, ponieważ kontakt fizyczny bardzo ją irytował.
- Jakoś tego nie trawie. - Emily odsunęła się od niej. - Ty i on.
- Posłuchaj. - zaczęła. - Wiem, że jest dla ciebie obcy, nie ufasz i potrzebujesz trochę czasu... - zrobiła krótką przerwę. - Ale on nie jest zły i myślę, że jak go lepiej poznasz, to się polubicie.
- Nie sądzę. - zauważyła stojącego nieopodal blondyna. - Dlaczego on się tak na mnie gapi? - spojrzała na Matt'a, który świdrował ją wzrokiem.
- Pewnie jest zły, że musi czekać. Swoją drogą powinnaś mu podziękować, bo pokryje koszty naprawy zniszczonych sprzętów.
- Nie będę mu dziękować. - wyrwała się z objęć przyjaciółki. - O nic go nie prosiłam.
- Ty i ta twoja pieprzona duma. - westchnęła.
Latynosk wywróciła oczami, gdy znów usłyszała to zdanie.
- Nie kazałam mu za nic płacić. To mój problem, nie jego. - szarooka wpatrywała się w niego morderczym wzrokiem.
- Co ty się tak go czepiłaś? Przecież on się stara. - Ann broniła go.
- Miziając się z tobą, kiedy ja byłam w szpitalu? - prychnęła z pogardą. - No tak, bardzo się stara.
- Ma uczucia, to takie dziwne? Przychodził do ciebie do szpitala, wiesz?. - kontynuowała. - To, że twoją wrażliwość uczuciowa mieści się w łyżeczce od herbaty, nie świadczy o tym, że wszyscy są tak upośledzeni.
Emily szybkim krokiem podeszła do chłopaka.
- Jaśnie pan raczy mi wybaczyć i zechce przyjąć moje przeprosiny. - rzuciła oschle, robiąc niedbały ukłon.
Włoch spojrzał na nią ze zdziwieniem, później zerknął na Ann.
- Nic się nie stało. - powiedział spokojnie.
- Naprawdę? Bo rozmawiając z twoją dziewczyną, odniosłam inne wrażenie. - warknęła.
- Jest okej, naprawdę. - wbił wzrok w ziemie.
- Coś jeszcze? - Em odwróciła się w stronę przyjaciółki.
Ann wpatrywała się w nią przez chwilę.
- Masz uroczy akcent, gdy się denerwujesz. - szatynka parsknęła śmiechem.
- Nie jest uroczy, tylko hiszpański. - mruknęła pod nosem.
Jasnowłosa wciąż była wściekła, choć słowa przyjaciółki wpływały na nią kojąco.
- Czas na twoje wyznania. - Angela podeszła do niej.
- O co ci chodzi? - zdziwiła się.
- Ten piękny syf na ulicy.
- Wiem, że jest piękny, nie musisz mi mówić. - spojrzała jej prosto w oczy. - A teraz wybacz, ale idę do domu.
- Em ni... - Matt złapał Ann za ramie, przerywając jej.
- Nie przejmuj się tym. Mówiłem, że to nie jest problem i wszystko załatwię. A teraz wsiadajcie do auta, podwiozę was, bo i tak jadę w tamtą stronę.
Emily zmierzyła go wzrokiem. Nie miała zamiaru nigdzie z nim jechać, choć czarny Nissan Maxima zachęcał ją do jazdy.
- Nie dzięki... chyba się przejdę. - powiedziała cicho.
- Mała wsiadaj, też muszę do ciebie zajechać. - zachęcała ją Ann.
- Po co? - zdziwiła się.
- Pamiętasz tą moją czerwoną sukienkę, którą miałam na sobie, jak ostatnio balowałyśmy? - spytała.
- To ta, na którą rzygnęłaś? - parsknęła śmiechem.
- Nie, nie. Tamtą wywaliłam gdzieś na mieście i paradowałam w bikini. - oblała się rumieńcem, ponieważ dopiero po chwili zorientowała się, że Matt stoi tuż za nią.
- Kochanie czego ja się tu dowiaduje? Przede mną tak w bieliźnie nie paradujesz. - zaśmiał się. - Wskakujcie do auta. - powiedział ochoczo.
- Teraz to mnie niemiło zemdliło. - spróbowała naśladować odruch wymiotny. - Jednak mam ochotę się przejść.
- Właź i nie marudź! - szatynka pociągnęła przyjaciółkę za rękę.
- Czy nie wspominałam, że wszystko mnie boli. - powiedziała, otwierając tylne drzwi, a następnie siadając na siedzeniu.
Dziewczyna, choć z niechęcią musiała przyznać, że Matt ma dobry gust, jeśli chodzi o auta.
- Zaraz dam ci coś przeciwbólowego. - powiedziała Ann, siadając z przodu.
- Przydałaby się też woda utleniająca, bandaże, plastry. - zakpiła Em.
- Czyżby? - podała jej apteczkę.
- Gdzie ty to do cholerny mieścisz? - zdziwiła się. - Teraz i tak nic z tym nie zrobię, bo nie poradzę sobie w aucie.
- Mam burdel w torebce, ale za to mam tam wszystko, co może się przydać. - zaśmiała się. - Swoją drogą muszę kupić nową, bo jak Nina zobaczy mnie z takim starociem, to będę musiała słuchać jej marudzenia. - zerknęła do tyłu. - Wiesz, że na święta wszyscy przyjadą? - uśmiechnęła się do przyjaciółki.
Latynoska zastanowiła się przez chwilę.
- Jak to, wszyscy przyjadą? Muszę ulepszyć zamek w szafie, zanim Barbie przyjedzie.
- Ewentualnie możecie wszystkich zgarnąć do mnie. - zaproponował Matt. - Mam duży dom i szykuje mi się remont. Może Nina pomoże mi wybrać kolory do pokoju i meble.
Emily wpatrywała się w niego z przymrużonymi oczami.
- Nie chcesz tego. - zapewniła go Em. - Widziałeś moje pomarańczowe plamy na suficie? Tak skończyło się dobieranie kolorów przez Ninę. - zaśmiała się. - Bo wiesz, ten nie pasuje, ten źle współgra z tamtym, ten nie pasuje mi do butów, ten jest za jasny do mojej karnacji, no a ten nie jest różowy.
- Mniejszy syf u ciebie, większy u niego. Super! - zaśmiała się Ann.
- Spokojnie Emily, damy rade. Ale nie ma nic za darmo. - powiedział dyplomatycznie.
- Hm? - Ann uniosła brew.
- W zamian pojedziecie ze mną teraz na zakupy i ja wam wybiorę ciuchy na święta.
- Warunek. - wtrąciła szatynka. - Jeden strój wybierasz ty, a drugi my.
- Dobrze, ale macie spędzić co najmniej godzinę w strojach, które wybiorę.
- Jak myślisz mała? - dziewczyna odwróciła się do tyłu i patrzyła pytająco na przyjaciółkę.
Emily nie była pewna, co powinna odpowiedzieć. Nie chciała spędzać z Matt’em więcej czasu niż musiała, a do tego bała się, że przyjaciółka zobaczy jej siniaki na żebrach, oraz krechę na plecach.
- Nie sądzę, by to był dobry pomysł. - odparła po chwili zamyślenia.
- Skarbie... proszę. To tylko chwila.
- To mają być szybkie zakupy. - powiedziała chłodno. - Nie chce, by ludzie wpatrywali się w moją pięknie rozwaloną twarz.
- Zaraz to zakryjemy. - zapewniła ją.
Jasnowłosa oparła się czołem o szybę, po czym zauważyła, że Angela odwróciła się w jej stronę.
- Dzwonili do ciebie? - spytała nagle Ann. - No wiesz... rodzice.
- Rozmawiałam z nimi przez chwilę na komisariacie. - odparła oschle. - Powiedzieli, że mam tak więcej nie robić, po czym rozłączyli się, bo podobno nie mieli czasu rozmawiać.
Przez chwilę w aucie panowała głucha cisza. Choć nikt nie wymówił choćby słowa, Emily przyuważyła, jak jej przyjaciółka przecząco kręci głową w stronę chłopaka, aby o nic nie pytał.
- To jak dziewczyny, jedziemy ? - Matt chciał rozluźnić atmosferę.
- Tak, a później podwieziesz nas do Em? - poprosiła szatynka.
- Z chęcią skarbie. - posłał jej buziaka.
Blondynka popatrzyła na nich z niesmakiem.
- Moglibyście się powstrzymać? - spytała. - Jak chcesz zakryć mi połowę twarzy?
- Zobaczysz słoneczko. - powiedziała i gdy samochód zatrzymał się na światłach, przesiadła się do tyłu.
- Co my tu mamy... - wyciągnęła z torebki: kremy, fluidy, tusz, cienie. Jednym słowem wszystko, czego nie używała Emily. - Zamknij oczy a ja naprawie ci tę śliczną buźkę. - koniuszkami palców dotknęła jej popękanych ust, a następnie pogłaskała delikatnie dziewczynę po policzku.
Szarooka poczuła dziwne mrowienie w brzuchu. Nie była pewna, czy stało się tak z powodu bliskiej obecności przyjaciółki, lecz chciałaby ta chwila trwała dłużej.
- Mam pęknięta wargę, rozcięty łuk brwiowy, limo pod okiem i rozbity nos. I ty niby chcesz to naprawić makijażem? - spytała Em.
- We mnie nie wierzysz? - Ann uniosła jedną brew.
- Boję się, że gdy skończysz, będę wyglądać jak bliźniaczka Niny. - zakpiła.
- Wolisz przypominać popaprańca z paki, czy sobowtóra Barbie?
Jasnowłosa zastanawiała się przez chwilę.
- Wydaje mi się, że wolę wyglądać, jak uciekinierka z więzienia.
- W takim razie bierz tabletki i wyjazd z auta. - Angela zaśmiała się cicho.
- Nie ma sprawy. - Em przesunęła się w stronę wyjścia.
Chłopak parsknął śmiechem, po czym odwrócił się w ich stronę. Dziewczyny wymieniły spojrzenia.
- Możesz wysiąść. - zwrócił się do Emily. - I tak już jesteśmy pod sklepem.
Słysząc to, przewróciła oczami, a następnie wszyscy wyszli z samochodu. Stali przed jednym z największych sklepów odzieżowych, w centrum Manhattan’u. Wchodząc do środka, Em zauważyła pełno wystaw świątecznych. Matt złapał Ann za ramię.
- Wy idźcie sobie coś pooglądać, a ja poszukam coś dla was. - powiedział, po czym odszedł.
- To jak, gdzie zaczynamy? - spytała Ann.
Emily zaczęła rozglądać się po sklepie do czasu, gdy zauważyła wystawę z koszulami. Ruszyła przed siebie szybkim krokiem, zostawiając przyjaciółkę w tyle. Po chwili dotarła na miejsce. Przeglądała wszystkie koszule po kolei, choć większość z nich miała w swojej szafie. Jej uwagę przykuła miętowo-czarna. Wyciągnęła rękę, by sprawdzić rozmiary, lecz ubrania zawieszone były zbyt wysoko.
- Ktoś tu nie dosięga? - usłyszała zza pleców rozbawiony głos Ann. - Oj mała, gdybyś nie była takim krasnalem, byłoby o wiele łatwiej. - powiedziała, po czym zdjęła z wieszaka odpowiedzi rozmiar blondynki.
- Jesteś tylko ze dwa centymetry wyższa. - prychnęła. - Nie masz się czym szczycić.
- Gdybyś nauczyła się chodzić na obcasie. - zachichotała, wskazując na swoje buty. - Dosięgałabyś do najwyższych półek, skrzacie.
Szarooka zmierzyła ją wzrokiem, a następnie udała się w stronę przymierzalni. Ujrzała Matt’a, który trzymał w rękach kilka różnych ubrań. Podeszła do niego niepewnym krokiem, lecz Angela wyprzedziła ją.
- Co dla nas masz? - podekscytowała się Ann.
- Coś, w czym chcę was zobaczyć. - zaśmiał się, po czym podał każdej komplet ubrań. - Drogie panie, przebieralnia w tę stronę. - powiedział, pokazując ręką w prawo.
Dziewczyny powoli ruszyły we wskazanym kierunku. Gdy znalazły się już obok, spojrzały na siebie.
- Powodzenia. - szepnęły wzajemnie i weszły do środka.
Nie minęło kilka sekund, nim pisk Latynoski rozniósł się po sklepie.
- Ann? - Angela usłyszała przerażenie w głosie swojej przyjaciółki. - Co się dzieje? - zapytała. - Czy ty też masz buty z dzwoneczkami w komplecie? - burknęła.
W tym samym momencie rozległ się śmiech dochodzący spoza przymierzalni.
- Matt! Czy ty sobie jaja robisz!? - warknęła oburzona Emily. - Chyba śnisz, że ja w tym wyjdę! - powiedziała poirytowana.
- Ależ coś za coś dziewczynki. - odparł dyplomatycznie. - Ann? Żyjesz? - podszedł bliżej przymierzalni, w której znajdowała się dziewczyna. - Ubrałaś się?
- Mniej więcej. - jęknęła.
Blondyn odsłonił lekko zasłonkę przebieralni i zobaczył, jak dziewczyna zakłada sweter, który jej wybrał. Ledwo powstrzymał śmiech.
- Mam tu coś dla ciebie. - wyciągnął rękę, na której zawieszona była czerwona, koronkowa bielizna. - Przed nimi paradowałaś w bikini. Przede mną będziesz paradowała w tym. - uśmiechnął się zawadiacko.
- To była prośba czy rozkaz? - dziewczyna uniosła brwi.
- To było twierdzenie, kochanie. - pocałował dziewczynę w usta i odsunął się od przymierzalni. - Dziewczyny... raz, dwa wychodźcie! Chcę was zobaczyć w tych kostiumach.
- O nie! Nie wyjdę! - protestowała Emily, gdy Ann w tym czasie odsłoniła zasłonę.
- Matt, to nie jest zabawne! - powiedziała, wskazując na swój strój.
Chłopak spojrzał na nią, po czym wybuchnął śmiechem. Biało-zielone legginsy we wzorki, krótkie czerwone spodenki z szelkami oraz sweterek z choinką na środku, a także buty z dzwoneczkami od razu rzucał się w oczy. - Matt?! - zdenerwowała się szatynka.
- Skarbie, to nie wszystko. - złapał ją w talii i lekko przycisnął, po czym ze sweterka wydobył się dźwięk świątecznej piosenki.
Ann zaczęła się śmiać, a chłopak cmoknął ją w czoło.
- Nareszcie uśmiech. - powiedział, przytulając Włoszkę do siebie.
- Widzisz, jak na mnie działasz? - stanęła na palcach i pocałowała go w usta.
W tym czasie Emily wychyliła głowę z przymierzalni.
- A myślałam, że to te ciuchy są obrzydliwe. - rzuciła w złości, a para oderwała się od siebie.
- Oj słońce. - Ann ruszyła w stronę przyjaciółki, a Matt zaczął się cicho śmiać. - Em, kochanie...
- Nie założę tego! - przerwała jej.
- Założysz, bo obiecałaś. - przypomniała.
- Czyżby? - rzuciła wściekle blondynka.
- Masz to założyć! - Ann oburzyła się.
- Zamknij się! Walczę z ramiączkiem od stanika.
- Pomogę! - szatynka pokręciła głową i weszła do przymierzalni, w której znajdowała się przyjaciółka.
O dziwo, nie dwa wielkie siniaki na żebrach przykuły jej uwagę, lecz niewielki tatuaż na lewej łopatce. Był to estetyczny napis „always and forever” oraz mały czarny ptaszek z rozpostartymi skrzydłami.
- Emily! Co to ma być do cholery?! - wściekła się.
- Eee... a coś tam mam? - spytała głosem małego dziecka.
- Nie udawaj głupiej. - oburzyła się.
- Obie wiemy, że jestem. - parsknęła Em.
- Nie, aż tak. - upomniała ją.
- Może jednak? - prychnęła.
- Nie zmieniaj tematu! Co to ma znaczyć!? Od kiedy to masz!? - Ann zaczęła gestykulować rękoma.
- Od no... e... - Emily próbowała wybrnąć z niezręcznej sytuacji.
- Nie ważne... ważniejsze jest, to kiedy chciałaś mi powiedzieć, o ile w ogóle chciałaś?!
- Nie dramatyzuj. - westchnęła.
- Świetnie. Moja przyjaciółka zrobiła sobie tatuaż i tak minimalnie mi ufa, że nawet mi nie powiedziała!
- Ann... nie rób scen. - poprosiła ją.
Angela rozdygotana wyszła z przymierzalni i usiadła na ziemi obok półki z czapkami mikołaja. „Dlaczego mi nie ufa?” – spytała w myślach samą siebie. Nie potrafiła znaleźć odpowiedzi na to pytanie. Matt podszedł do Em, która znów wychyliła się z przymierzalni.
- Przeproś ją. - szepnął stanowczo.
- Jak? Ona myśli, że jej nie ufam. - na jej twarzy malowało się zmartwienie, co było bardzo rzadkim widokiem.
- Nienawidzi kłamstw i tajemnic. Wyjaśnij jej to. Nie mogę patrzeć na nią, gdy jest w takim stanie. A jak do niej podejdę, to tylko pogorszę sytuacje. Napraw co spaprałaś. - powiedział i odszedł w dalszą część sklepu.
Jasnowłosa zawahała się. „Co robić?” – pomyślała. Założyła swoją koszulę i po chwili siedziała już obok swojej przyjaciółki.
- Jak? Ona myśli, że jej nie ufam. - na jej twarzy malowało się zmartwienie, co było bardzo rzadkim widokiem.
- Nienawidzi kłamstw i tajemnic. Wyjaśnij jej to. Nie mogę patrzeć na nią, gdy jest w takim stanie. A jak do niej podejdę, to tylko pogorszę sytuacje. Napraw co spaprałaś. - powiedział i odszedł w dalszą część sklepu.
Jasnowłosa zawahała się. „Co robić?” – pomyślała. Założyła swoją koszulę i po chwili siedziała już obok swojej przyjaciółki.
- Ann... pamiętasz może wakacje? - spytała cicho. - Ja
i Olympia zniknęłyśmy podczas jednego weekendu. Poszłyśmy wtedy na imprezę, na
której no... trochę się działo. Byłyśmy pijane... i na prochach. - dodała
ciszej. - Założyłyśmy się wtedy z kilkoma osobami, że każdy zrobi sobie tatuaż.
Ja przez dłuższy czas nie miałam pomysłu co i na jakiej części ciała chcę mieć,
więc tatuażystka powiedziała mi, bym pomyślała o kimś, lub czymś dla mnie ważnym.
Pomyślałam o... - przerwała. - O tobie. - na jej policzkach ukazały się słabe
rumieńce. - Stąd ten napis.
Ann spojrzała na nią.
- Jak to możliwe, że się wcześniej nie zorientowałam? - zdziwiła się.
- Jesteś asportowa i nie ćwiczysz na w-f’ie. - Emily parsknęła śmiechem.
- Dlaczego nie powiedziałaś mi wcześniej? - posmutniała.
- Bałam się, że będziesz wściekła... w sumie i tak jesteś.
Angela złapała ją za rękę.
- Byłabym na pewno mniej wściekła, gdybyś powiedziała mi o tym wcześniej.
- Ale już jest po fakcie. Stało się. - odparła Em.
- Tak, ale możesz mi to wynagrodzić w jeden sposób. - zaproponowała.
- Jaki? - zaciekawiła się blondynka.
- Ubierzesz się w kostium od Matt’a, gdy przyjedzie reszta paczki. Będziesz tak paradowała przez godzinę.
- Dlaczego!? - jęknęła szarooka.
Obie usłyszały, jak Matthew odchrząknął, czający się za kurtkami zimowymi.
- Niech ci będzie. - rzuciła jasnowłosa.
Dziewczyna wstała i ze złością w oczach weszła do przymierzalni.
- Jak ja ich, po prostu yh... - warknęła. - Bo, po co przecież wybrać coś normalnego? Lepiej upokorzyć się jeszcze bardziej.
- Słyszę to. - powiedziała Ann, zza zasłony.
Po chwili Emily wyszła z przymierzalni. Na jej widok Ann i Matt wybuchli ekscentrycznym śmiechem. Byli tak głośno, że większość klientów popatrzyła się na nich jak na małpy, które uciekły z zoo.
- Zabije was! - warknęła blondynka.
- Wyglądasz przepięknie. - jęknęła Ann, wciąż się śmiejąc. - Te czerwone spodenki podkreślają twój kolor twarzy.
Szarooka ze złości zrobiła się jeszcze bardziej bordowa.
- To jest chamskie z waszej strony. - wyrzuciła z siebie. - Rozumiem, że jestem niska... ale to nie znaczy, że mam się ubierać jak elf! - wydarła się.
- Oczywiście, że nie. - powiedział blondyn, po czym podał jej coś na kształt elfich uszu. - Nie bez tego.
Po sklepie znów rozniósł się głośny śmiech.
- Się nie posikaj. - rzuciła oschle Em.
- Chyba już za późno. - zachichotała.
- Ym... dobra, ja was tu zostawię.
Odwróciła się i weszła do przymierzalni. Zdjęła z siebie przebranie elfa. Jej wzrok powędrował na koszulę, którą przymierzyła wcześniej. Zdjęła ją i nałożyła na siebie. Zapięła wszystkie guziki, a następnie włożyła materiał w spodnie. Jednym ruchem oderwała metkę, którą schowała do kieszeni. Następnie założyła swoją bluzę oraz kurtkę i zapięła się po samą szyję. Wzięła w rękę koszmarne przebranie wybrane przez Elegancika i wyszła z przymierzalni.
- Tylko przez godzinę. - wycedziła. - Nie będę w tym dłużej niż godzinę.
Podała chłopakowi złożone przebranie. Skierowała się w kierunku wyjścia, gdy przyjaciółka złapała ją za ramię.
- A tamta koszula. - spytała. - Nie bierzesz jej?
Emily rozglądnęła się do około i zauważyła, że blisko nich stoi pracownica sklepu, która bacznie im się przygląda.
- Nie mój kolor. - posłała jej mały uśmiech.
Dziewczyny czekały na Matt'a przed głównym wejściem do sklepu. Nagle pojawił się tuż za nimi z kilkoma reklamówkami.
- Poczekajcie, skoczę jeszcze do toalety. - szatynka znów weszła do budynku.
Matt schylił się i szepnął Emily do ucha.
- Myślisz, że nie wiem, co zabrałaś? - spytał.
- Jak się nie ma, co się pragnie. To się kradnie, co popadnie. - powiedziała z dumą.
- Zapłaciłem za koszule. Nie martw się, nie powiem Ann. - posłał jej szeroki uśmiech i poszedł w stroną auta.
Szarooka wpatrywała się w niego przez chwilę.
- Zniszczyłeś mi całą zabawę! - krzyknęła.
Ann spojrzała na nią.
- Jak to możliwe, że się wcześniej nie zorientowałam? - zdziwiła się.
- Jesteś asportowa i nie ćwiczysz na w-f’ie. - Emily parsknęła śmiechem.
- Dlaczego nie powiedziałaś mi wcześniej? - posmutniała.
- Bałam się, że będziesz wściekła... w sumie i tak jesteś.
Angela złapała ją za rękę.
- Byłabym na pewno mniej wściekła, gdybyś powiedziała mi o tym wcześniej.
- Ale już jest po fakcie. Stało się. - odparła Em.
- Tak, ale możesz mi to wynagrodzić w jeden sposób. - zaproponowała.
- Jaki? - zaciekawiła się blondynka.
- Ubierzesz się w kostium od Matt’a, gdy przyjedzie reszta paczki. Będziesz tak paradowała przez godzinę.
- Dlaczego!? - jęknęła szarooka.
Obie usłyszały, jak Matthew odchrząknął, czający się za kurtkami zimowymi.
- Niech ci będzie. - rzuciła jasnowłosa.
Dziewczyna wstała i ze złością w oczach weszła do przymierzalni.
- Jak ja ich, po prostu yh... - warknęła. - Bo, po co przecież wybrać coś normalnego? Lepiej upokorzyć się jeszcze bardziej.
- Słyszę to. - powiedziała Ann, zza zasłony.
Po chwili Emily wyszła z przymierzalni. Na jej widok Ann i Matt wybuchli ekscentrycznym śmiechem. Byli tak głośno, że większość klientów popatrzyła się na nich jak na małpy, które uciekły z zoo.
- Zabije was! - warknęła blondynka.
- Wyglądasz przepięknie. - jęknęła Ann, wciąż się śmiejąc. - Te czerwone spodenki podkreślają twój kolor twarzy.
Szarooka ze złości zrobiła się jeszcze bardziej bordowa.
- To jest chamskie z waszej strony. - wyrzuciła z siebie. - Rozumiem, że jestem niska... ale to nie znaczy, że mam się ubierać jak elf! - wydarła się.
- Oczywiście, że nie. - powiedział blondyn, po czym podał jej coś na kształt elfich uszu. - Nie bez tego.
Po sklepie znów rozniósł się głośny śmiech.
- Się nie posikaj. - rzuciła oschle Em.
- Chyba już za późno. - zachichotała.
- Ym... dobra, ja was tu zostawię.
Odwróciła się i weszła do przymierzalni. Zdjęła z siebie przebranie elfa. Jej wzrok powędrował na koszulę, którą przymierzyła wcześniej. Zdjęła ją i nałożyła na siebie. Zapięła wszystkie guziki, a następnie włożyła materiał w spodnie. Jednym ruchem oderwała metkę, którą schowała do kieszeni. Następnie założyła swoją bluzę oraz kurtkę i zapięła się po samą szyję. Wzięła w rękę koszmarne przebranie wybrane przez Elegancika i wyszła z przymierzalni.
- Tylko przez godzinę. - wycedziła. - Nie będę w tym dłużej niż godzinę.
Podała chłopakowi złożone przebranie. Skierowała się w kierunku wyjścia, gdy przyjaciółka złapała ją za ramię.
- A tamta koszula. - spytała. - Nie bierzesz jej?
Emily rozglądnęła się do około i zauważyła, że blisko nich stoi pracownica sklepu, która bacznie im się przygląda.
- Nie mój kolor. - posłała jej mały uśmiech.
Dziewczyny czekały na Matt'a przed głównym wejściem do sklepu. Nagle pojawił się tuż za nimi z kilkoma reklamówkami.
- Poczekajcie, skoczę jeszcze do toalety. - szatynka znów weszła do budynku.
Matt schylił się i szepnął Emily do ucha.
- Myślisz, że nie wiem, co zabrałaś? - spytał.
- Jak się nie ma, co się pragnie. To się kradnie, co popadnie. - powiedziała z dumą.
- Zapłaciłem za koszule. Nie martw się, nie powiem Ann. - posłał jej szeroki uśmiech i poszedł w stroną auta.
Szarooka wpatrywała się w niego przez chwilę.
- Zniszczyłeś mi całą zabawę! - krzyknęła.