Głośna
muzyka i wypełnione strachem wrzaski, były jedynym dźwiękiem, jaki dochodził do
uszu Emily. Dziewczyna wraz z przyjaciółką omijały slalomem różne stoiska.
Zatrzymały się przed jedną z dłuższych kolejek.
- O nie, nie! - zaprotestowała Ann z przerażeniem w głosie, łapiąc ją za ramię. - Nie pójdę na to, nie ma mowy.
- Ej, nie po to jechałyśmy kilka godzin do Queens, w którym jest jeden z najlepszych lunaparków, by nie wejść na żadną fajną kolejkę. - oburzyła się.
Szatynka zaczęła nerwowo bawić się bransoletką na nadgarstku.
- No dobra, ale dlaczego chcesz iść akurat na najszybszą, najniebezpieczniejszą i najwyższą kolejkę?! - spytała pospiesznie.
- Pytasz tak, jakbyś mnie nie znała. - parsknęła śmiechem.
- Ale popatrz. - Ann wskazała na odległe miejsce. - Tam są takie miłe, spokojne kolejki. One też są fajne. Albo chodźmy na te samochodziki, co się zderzają. - zaczęła iść w tamtą stronę.
- Pójdziemy na samochody... - złapała przyjaciółkę za nadgarstek i przyciągnęła do siebie. - Jeśli się tym ze mną przejedziesz.
Dziewczyna o oczach ciemnych, jak węgiel spojrzała na nią niepewnie.
- O nie, nie! - zaprotestowała Ann z przerażeniem w głosie, łapiąc ją za ramię. - Nie pójdę na to, nie ma mowy.
- Ej, nie po to jechałyśmy kilka godzin do Queens, w którym jest jeden z najlepszych lunaparków, by nie wejść na żadną fajną kolejkę. - oburzyła się.
Szatynka zaczęła nerwowo bawić się bransoletką na nadgarstku.
- No dobra, ale dlaczego chcesz iść akurat na najszybszą, najniebezpieczniejszą i najwyższą kolejkę?! - spytała pospiesznie.
- Pytasz tak, jakbyś mnie nie znała. - parsknęła śmiechem.
- Ale popatrz. - Ann wskazała na odległe miejsce. - Tam są takie miłe, spokojne kolejki. One też są fajne. Albo chodźmy na te samochodziki, co się zderzają. - zaczęła iść w tamtą stronę.
- Pójdziemy na samochody... - złapała przyjaciółkę za nadgarstek i przyciągnęła do siebie. - Jeśli się tym ze mną przejedziesz.
Dziewczyna o oczach ciemnych, jak węgiel spojrzała na nią niepewnie.
- Czy ty chcesz mnie zabić? - jęknęła.
- Bynajmniej nie teraz. - odparła po chwili zamyślenia. - Ktoś musi płacić za moje rachunki. - puściła oczko. - No dawaj, będzie fajnie. - włożyła rękę do kieszonki kraciastej koszuli, po czym wyciągnęła z niej trzy małe żółte tabletki. - Chcesz?
- Co to jest? - spytała ze zdziwieniem.
- Witaminy. Pomagają na stres i rozluźniają. To jak, chcesz?
Szatynka spojrzała na nią niepewnie.
- Ym... chyba podziękuję. - odparła, po chwili zamyślenia.
- Nie, to nie. Więcej dla mnie. - posłała jej chytry uśmiech.
Obie dziewczyny stanęły za tłumem ludzi.
Po kilkunastu minutach znalazły się na początku kolejki. Przeszły przez bramkę i weszły do małego budynku, z którego wyjeżdżała kolejka.
- Siadamy z przodu, na środku, czy z tyłu? - spytała Emily.
- A gdzie najbezpieczniej?
- Z przodu. - odparła pewnie. - Tam odczuwasz największe przyspieszenie. - dodała szeptem, tak by przyjaciółka jej nie usłyszała.
Przeszły na początek i usiadły w pierwszym rzędzie. Fotele, w których siedziały, były obok siebie. Jasnowłosa złapała za metal i przyciągnęła go do klatki piersiowej, a następnie zapięła klamrę. Pracownicy przeszli koło wszystkich siedzeń, sprawdzając, czy wszyscy są dobrze przypięci. W pewnym momencie Angela zaczęła panikować.
- Ja nie chcę tu być! Proszę mnie wypuścić! - zaczęła wołać.
Gdy jeden z pracowników szedł w jej stronę, Em złapała go za nadgarstek.
- Ona tylko żartuje. - posłała mu uroczy uśmiech.
Mężczyzna kiwnął głową i odszedł. Kolejka ruszyła. Przed nimi było kilka minut wjazdu na samą górę, więc Emily postanowiła nastraszyć towarzyszkę.
- Jakieś luźne to. - poskarżyła się, wskazując na klamrę. - Oby się nie odpięło.
- Wystawiłam się na pewną śmierć, a ty chcesz mnie jeszcze dobić?! - jęknęła przerażona Ann.
Szarooka zaśmiała się głośno.
- Spokojnie, jesteśmy tylko kilkanaście metrów nad ziemią... albo znacznie więcej. - posłała jej chytry uśmiech.
- Zabiję cię, jak wysiądziemy. - wycedziła.
- Ciekawe, czy uda mi się stąd splunąć i na kogoś trafić. - spojrzała w dół. - Jak myślisz?
- Chyba śnisz. - prychnęła nerwowo. - Zresztą, nie odważysz się.
Em podjęła się wyzwania. Nabrała ślinę do ust i wychyliła głowę.
- Dobra, dobra już ci wierzę. - powiedziała szybko, na co Emily zareagowała śmiechem.
- O! No popatrz, jesteśmy już prawie na najwyższej wysokości. - cmoknęła blondynka. - Błagam, nie zwymiotuj w moją stronę.
Gdy kolejka znalazła się na samej górze, zatrzymała się na moment, po czym zaczęła pruć w dół. Wiatr uderzył w twarz dziewczyny tak mocno, że na jej policzku pojawiły się łzy. W uszach słyszała świst powietrza i wrzaski swoje przyjaciółki. Kolejka skręcała w różne strony i okręcała się do góry nogami.
- Nienawidzę cię! - wykrzykiwała wystraszona Ann.
- Też cię kocham! - odpowiedziała ze śmiechem.
Szarooka spojrzała w dół. Byli kilkanaście metrów nad ziemią, robiąc obroty, lecz nie to przykuło jej uwagę. Klamra, która zabezpieczała ją, zaczęła się odpinać. Nerwowo szarpnęła ręką, by chwycić zacisk, lecz było już za późno. Gdy kolejka była do góry nogami metal, który przytrzymywał jej ciało, uniósł się, a dziewczyna wypadła z fotela. Spadała głową w dół.
- Emily! - usłyszała wrzask przyjaciółki.
Jasnowłosa gorączkowo machała rękami i nogami, a jej głośny krzyk rozniósł się, tworząc echo. Znajdowała się coraz bliżej ziemi. Czuła na sobie wzrok wszystkich osób, które były w lunaparku. Niestety nikt nie mógł jej pomóc. Na jej policzku pojawiła się ostatnia łza. Zacisnęła mocno powieki, a wtedy jej ciało zderzyło się z ziemią.
Emily otworzyła oczy. Oddychała szybko i ciężko. Poczuła zimny pot na ciele. Włosy miała przyklejone do karku, a plecy do koszulki. Dopiero po chwili zorientowała się, że leży na podłodze. Uniosła się na drżących rękach, a następnie usiadła i oparła się o łóżko. Ręką przeczesała wilgotne od potu włosy. Przyciągnęła kolana pod brodę i spuściła głowę. Starała się uspokoić oddech. Sen wydawał jej się tak realny, jak żaden wcześniej. Nie chciała tego przed nikim przyznać, a zwłaszcza przed Ann, że w głębi bała się swoich koszmarów. Nie wiedziała, co się z nią dzieje i nie potrafiła sobie z tym sama poradzić. Nagle po pokoju rozległ się głośny dźwięk. Dziewczyna ospale sięgnęła po swojego smartfona i nie zwracając uwagi na to, kto dzwoni, odebrała.
- Jak śmiesz dzwonić tak wcześnie?! - warknęła z wyrzutami.
- Ach, słonce przepraszam... - westchnęła Ann. - Może ruszysz swój zadek i otworzysz mi drzwi, bo stoję i czekam już ponad pół godziny!
- Masz klucze. - odparła.
- Kochanie ostatnio zgubiłaś swoje i żeby dostać się do domu, zabrałaś moje.
- A... - wstała i wyszła z pokoju.
- Zimno mi! - jęknęła szatynka.
Szarooka zeszła na parter.
- No idę. - powiedziała niedbale i otworzyła drzwi.
- Sto lat, sto lat niech żyje, żyje nam! - Angela weszła do środka, trzymając siedemnaście balonów.
Blondynka spojrzała na przyjaciółkę i zarumieniła się lekko. Zapomniała o tym, że dziś obchodzi urodziny. Zawsze unikała tej daty. Ósmy grudnia był dla niej zwykłym dniem.
- Zdrowia, szczęścia i wszyst... - rozejrzała się dookoła. - Panno Extraño, dlaczego w tym domu jest taki syf?! - warknęła.
Emily zmieszała się i przeczesała ręką włosy, ustawiając grzywkę na lewą stronę.
- Wczoraj trochę mi się film urwał. - skierowała wzrok na puste butelki pod stołem.
- Uh! No dobra... to twoje urodziny, nie będę na ciebie dzisiaj krzyczała. - przytuliła przyjaciółkę. - Musisz wziąć prysznic, bo od ciebie jedzie. I trzeba trochę ogarnąć ten bałagan, bo nie będzie niespodzianki.
- Niespodzianki! - Em klasnęła w dłonie i podskoczyła radośnie. - Jakiej!? Jakiej!? - pytała entuzjastycznie.
- Dowiesz się, jak posprzątasz. - odpowiedziała.
Emily pobiegła na górę, a Angela wzięła się za sprzątanie na parterze.
Po godzinie usiadły na dywanie w salonie. Em oparła się o narożnik.
- Puste butelki wyrzucone, ciuchy poskładane, kurze wytarte, pranie zrobione, podłogi pozamiatane, umyte i wypolerowane... - wymienia Angela.
- Zwłoki szynszyla zakopane w ziemi. - wtrąciła blondynka.
- Zaraz, zaraz... co?
- Ach, bo wczoraj z Kevin’em próbowaliśmy ożywić jego zwierzątko, które zmarło osiem dni temu. - wytłumaczyła.
Szatynka odsunęła się od niej.
- Em.
- Ale się nie udało więc...
- Nie chcę wiedzieć. - zasłoniła przyjaciółce usta.
Szarooka polizała jej dłoń.
- Fu! Emily! - jęknęła Ann i wytarła rękę o dywan.
Jasnowłosa posłała jej chytry uśmiech.
- Muszę iść pod prysznic i się przebrać. - wskazała na swoją piżamę, która składała się z szarego podkoszulka i czerwonych spodenek.
- Ja dla mnie wyglądasz sexy. - mruknęła Ann. - Leć.
Em wstała i poszła do łazienki na górnym piętrze.
Po kilkunastu minutach usłyszała głos Ann dochodzący z jej pokoju. Wyłączyła suszarkę do włosów i otworzyła drzwi.
- Czego się drzesz? - warknęła blondynka.
- Właśnie dostałam powiadomienie ze szkoły. - szatynka oparła się o futrynę. - Podobno dziś nie mamy lekcji. Przecież jest wtorek. - rzuciła jej podejrzliwe spojrzenie. - Wiesz coś na ten temat?
Emily rozczesała swoje jasne włosy.
- No wiesz, dyrektor to spoko gościu. On w przeciwieństwie do wszystkich nauczycieli mnie lubi. Mam dziś urodziny, więc udało mi się załatwić, że mamy wolne.
- Ale przecież... - jęknęła Ann.
- Wiem, że wolałabyś się uczyć przez cały dzień. - przerwała jej. - Ale mogłabyś się choć raz ucieszyć z wolnego dnia i spędzić go ze swoją podobno najlepszą przyjaciółką.
Szatynka westchnęła teatralnie.
- Masz dziś swój dzień, więc niech ci będzie.
Szarooka uśmiechnęła się i cmoknęła ją w policzek. Wyszła z łazienki i skierowała się na schody. Po chwili znalazła się w kuchni. Podeszła do lodówki i wyciągnęła z niej łososia w sosie koperkowym.
- Na bogato? - spytała z rozbawieniem Ann.
- Carl to przywiózł... w sumie to codziennie przywozi mi obiad, a ja jako dobra przyjaciółka nie mogę pozwolić, by się zmarnowały.
Dziewczyna usiadła przy stole i zaczęła jeść śniadanie, a jej przyjaciółka zrobiła sobie płatki z mlekiem.
- Miło z jego strony. Dzięki niemu mam trochę mniej roboty. - odparła. - Wystarczy, że muszę za ciebie sprzątać i jeszcze na zakupy z tobą łazić.
- Ej, sama przychodzisz i mi pomagasz. Mówiłam, że mogę sama, ale nie, bo jeszcze coś zepsuję. - warknęła Em.
- Myjąc podłogi, poślizgnęłaś się na schodach. Robiąc pranie, zalałaś łazienkę. Miałaś kupić warzywa na obiad, a przyszłaś z nową koszulą. - wyliczała Ann. - A to podobno ja jestem życiową sierotą.
- Bo jesteś. - cmoknęła ją w policzek. - A tak przy okazji, to bardzo ładnie mi w tej koszuli, którą wtedy kupiłam. No popatrz tylko. - wskazała na swoje ubranie.
- Pięknie. - potwierdziła. - Czarny ci pasuje.
Po śniadaniu dziewczyny położyły się na narożniku w salonie. Nagle po mieszkaniu rozniósł się dzwonek do drzwi.
- Em otwórz, może Carl coś na obiad przywiózł. - Angela przeciągnęła się.
- Już, już. - odparła.
Podeszła spokojnym krokiem do drzwi, a następnie otworzyła je. Zobaczyła znajomą twarz, nielubianego przez siebie chłopaka.
- Kto to? - usłyszała głos przyjaciółki.
- Nikt wart mojej uwagi! - zamachnęła się, aby zamknąć drzwi, ale blondyn jej to uniemożliwił.
- Witaj, Emily. - uśmiechnął się Matt.
- Ta... siema Elegancik. - wycedziła.
- Pragnę złożyć ci najszczersze, najserdeczniejsze życzenia... - powiedział.
- Przyspiesz, bo zaraz się reklamy skończą. - warknęła.
- No dobrze. A więc wszystkiego, co najlepsze. Mam dla Ciebie niespodziankę. - chłopak wyciągnął z kieszeni czerwoną kulkę, włożył ją na nos i ścisnął tak, żeby wydała znajomy dźwięk.
Dziewczyna zrobiła krok w tył. W tej samej chwili za blondynem pojawiło się kilku mężczyzn w strojach klaunów.
- O nie, nie, nie! - krzyknęła i złapała za drzwi, by je zamknąć, lecz chłopak postawił nogę w przejściu.
Nagle do domu weszli nieznajomi w kolorowych strojach. Każdy z nich trzymał zwierzęta z balonów. Ustawili się tak, że stali naokoło dziewczyny. Jej oddech przyspieszył, a na ciele pojawił się zimny pot. Chciała uciec, lecz mężczyźni stali tak blisko siebie, że nie miała jak się przecisnąć między nimi. Właśnie spełniał się jeden z jej najgorszych koszmarów. Wrzasnęła głośno. Ann szybko przybiegła do przyjaciółki i szarpnęła ją za rękę, żeby wyrwać ją z różnobarwnego kręgu.
- Matt! Zabierz ich! Już! - krzyknęła rozwścieczona szatynka.
Złapała w dłonie twarz Emily i spojrzała z troską w jej stalowe oczy, w których pojawił się rzadko widziany przez nią strach.
- Skarbie nic ci nie grozi... ja tu jestem. - przytuliła ją do siebie. - Słyszysz, jesteś bezpieczna.
Blondynka nie była w stanie się ruszyć. Cała drżała.
- Ale ja...ja nie chciałem źle... - w oku chłopaka pojawiła się łza.
- Ona od zawsze panicznie boi się klaunów, to nie twoja wina, nie wiedziałeś. - Ann starała się go uspokoić, więc podeszła do niego i go pocałowała, gdy przyjaciółka się odwróciła. - Już dobrze.
- Ale ja nie chciałem... - zaczął.
- Wiem, ale lepiej będzie, jak już pójdziesz... muszę ją teraz uspokoić. - przybliżyła usta do ucha chłopaka. - Zadzwonię wieczorem. - odsunęła się i znów przytuliła Em.
W oczach Matta znów pojawiła się radość.
- Przepraszam. - powiedział i wyszedł wraz z wynajętymi klaunami.
Ann poszła za nim zamknąć drzwi, a w tym czasie Emily z przerażeniem wymalowanym na twarzy, podeszła do ściany. Oparła się o nią plecami i opadła na ziemię. Cała drżała. Podciągnęła kolana pod brodę i objęła je rękami. Zaczęła kołysać się w przód i w tył.
- Klauny w moim domu, klauny w moim domu, klauny w moim domu. - mówiła półszeptem.
Szatynka podeszła i klęknęła przy niej.
- Klauny w moim domu. - powtarzała jedno zdanie jak mantrę. - Klauny w moim domu.
- Słoneczko już ich nie ma. - Ann złapała ją za ramię. - Poszli sobie, widzisz.
Jasnowłosa okręciła drżącą głowę i spojrzała na mieszkanie.
- Oni tu byli, byli w moim domu. - szepnęła drżącym głosem. - Teraz wiedzą, gdzie mieszkam.
- Nie przyjdą do ciebie. - zapewniała ze spokojem i usiadła obok niej.
- Byli tu... patrzyli na mnie tym krwiożerczym spojrzeniem. - powiedziała cicho blondynka.
- Już ich nie ma. Jesteś bezpieczna. - objęła przyjaciółkę. - Przy mnie jesteś bezpieczna.
- Ale przecież... - jęknęła.
- Ciii... - dziewczyna starała się ją uspokoić. - Jestem tu, a ty jesteś bezpieczna. Przy mnie nic ci nie grozi. Nie zostawię cię. Nigdy cię nie zostawię.
Po kilku minutach ciało Emily przestało drżeć, a jej oddech się wyrównał. Odsunęła się od Ann.
- Dzięki. - powiedziała zmieszana. - Że mi pomogłaś.
- Dla ciebie wszystko. - cmoknęła ją w policzek. - A tak poza tym, ja też mam dla ciebie niespodziankę.
- Dość niespodzianek, jak na jeden dzień. - rzuciła ostro.
- Moja na pewno ci się spodoba. - odparła szatynka. - Posłuchaj, tu niedaleko właśnie dziś, otworzył się nowy pub. Reklamują się tym, że za dnia można w spokojnej atmosferze wypić koktajle lub kawę, a wieczorami zaczynają się dzikie imprezy... z dobrym alkoholem. - dodała.
Szarooka wstała z ziemi jak poparzona. Wyciągnęła rękę w stronę przyjaciółki.
- Na co jeszcze czekasz? Idziemy. - nakazała.
Obie wyszły z mieszkania.
Po kilkunastu minutach drogi doszły do celu. Zatrzymały się przed wejściem.
- Marmaglia. - Emily spojrzała na szyld z nazwą lokalu. - Trudno to wymówić.
- Mar. - Ann szturchnęła ją w ramie. - Tak w skrócie.
Jasnowłosa poszła przodem i otworzyła drzwi. Jej oczom ukazało się duże pomieszczenie. Dobrze dobrane kolory ścian, pełno stolików z krzesłami i kanapami, stół bilardowy oraz parkiet taneczny. Jak na popołudnie, było tu dość dużo osób. Szatynka chwyciła ją za rękę i pociągnęła w stronę wolnego stolika.
- Już mi się podoba. - powiedziała Em, siadając na krześle.
- Co zamawiamy? - spytała.
Szarooka chwyciła za kartę z alkoholami i przewertowała ją.
- No nie powiem, mają tu szeroką gamę napoi. - rzuciła z uznaniem.
- Mów co chcesz. - prychnęła Ann. - Ale nie sprzedadzą nam.
Emily zaśmiała się cicho i chwyciła portfel, z którego wyciągnęła dwa podrobione dowody. Jeden z nich podała przyjaciółce.
- Nataly Cortese. - przeczytała Ann.
- Włoskie nazwisko, więc nikt nie będzie miał problemu z tym że mówisz z innym akcentem. - wyjaśniła. - Ja na swoim mam Hiszpańskie.
- To wygląda jak moja mama. - szatynka wskazała zdjęcie, umieszczone na fałszywce.
- Bo to jest twoja mama. - odparła z uśmiechem Em.
Angela już miała jej odpowiedzieć, lecz do ich stolika podszedł wysoki, przystojny kelner.
- Co panie zamawiają? - spytał niskim głosem.
- Satin Sheet i Gotland Summer Night. - powiedziała blondynka.
- Dowody poproszę.
Dziewczyny podały mu fałszywki, a on oddał je po chwili i posłał im ciepły uśmiech. Zapisał zamówienie i odszedł.
- No, to dziś zabalujemy. - Emily puściła oczko.
- Bynajmniej nie teraz. - odparła po chwili zamyślenia. - Ktoś musi płacić za moje rachunki. - puściła oczko. - No dawaj, będzie fajnie. - włożyła rękę do kieszonki kraciastej koszuli, po czym wyciągnęła z niej trzy małe żółte tabletki. - Chcesz?
- Co to jest? - spytała ze zdziwieniem.
- Witaminy. Pomagają na stres i rozluźniają. To jak, chcesz?
Szatynka spojrzała na nią niepewnie.
- Ym... chyba podziękuję. - odparła, po chwili zamyślenia.
- Nie, to nie. Więcej dla mnie. - posłała jej chytry uśmiech.
Obie dziewczyny stanęły za tłumem ludzi.
Po kilkunastu minutach znalazły się na początku kolejki. Przeszły przez bramkę i weszły do małego budynku, z którego wyjeżdżała kolejka.
- Siadamy z przodu, na środku, czy z tyłu? - spytała Emily.
- A gdzie najbezpieczniej?
- Z przodu. - odparła pewnie. - Tam odczuwasz największe przyspieszenie. - dodała szeptem, tak by przyjaciółka jej nie usłyszała.
Przeszły na początek i usiadły w pierwszym rzędzie. Fotele, w których siedziały, były obok siebie. Jasnowłosa złapała za metal i przyciągnęła go do klatki piersiowej, a następnie zapięła klamrę. Pracownicy przeszli koło wszystkich siedzeń, sprawdzając, czy wszyscy są dobrze przypięci. W pewnym momencie Angela zaczęła panikować.
- Ja nie chcę tu być! Proszę mnie wypuścić! - zaczęła wołać.
Gdy jeden z pracowników szedł w jej stronę, Em złapała go za nadgarstek.
- Ona tylko żartuje. - posłała mu uroczy uśmiech.
Mężczyzna kiwnął głową i odszedł. Kolejka ruszyła. Przed nimi było kilka minut wjazdu na samą górę, więc Emily postanowiła nastraszyć towarzyszkę.
- Jakieś luźne to. - poskarżyła się, wskazując na klamrę. - Oby się nie odpięło.
- Wystawiłam się na pewną śmierć, a ty chcesz mnie jeszcze dobić?! - jęknęła przerażona Ann.
Szarooka zaśmiała się głośno.
- Spokojnie, jesteśmy tylko kilkanaście metrów nad ziemią... albo znacznie więcej. - posłała jej chytry uśmiech.
- Zabiję cię, jak wysiądziemy. - wycedziła.
- Ciekawe, czy uda mi się stąd splunąć i na kogoś trafić. - spojrzała w dół. - Jak myślisz?
- Chyba śnisz. - prychnęła nerwowo. - Zresztą, nie odważysz się.
Em podjęła się wyzwania. Nabrała ślinę do ust i wychyliła głowę.
- Dobra, dobra już ci wierzę. - powiedziała szybko, na co Emily zareagowała śmiechem.
- O! No popatrz, jesteśmy już prawie na najwyższej wysokości. - cmoknęła blondynka. - Błagam, nie zwymiotuj w moją stronę.
Gdy kolejka znalazła się na samej górze, zatrzymała się na moment, po czym zaczęła pruć w dół. Wiatr uderzył w twarz dziewczyny tak mocno, że na jej policzku pojawiły się łzy. W uszach słyszała świst powietrza i wrzaski swoje przyjaciółki. Kolejka skręcała w różne strony i okręcała się do góry nogami.
- Nienawidzę cię! - wykrzykiwała wystraszona Ann.
- Też cię kocham! - odpowiedziała ze śmiechem.
Szarooka spojrzała w dół. Byli kilkanaście metrów nad ziemią, robiąc obroty, lecz nie to przykuło jej uwagę. Klamra, która zabezpieczała ją, zaczęła się odpinać. Nerwowo szarpnęła ręką, by chwycić zacisk, lecz było już za późno. Gdy kolejka była do góry nogami metal, który przytrzymywał jej ciało, uniósł się, a dziewczyna wypadła z fotela. Spadała głową w dół.
- Emily! - usłyszała wrzask przyjaciółki.
Jasnowłosa gorączkowo machała rękami i nogami, a jej głośny krzyk rozniósł się, tworząc echo. Znajdowała się coraz bliżej ziemi. Czuła na sobie wzrok wszystkich osób, które były w lunaparku. Niestety nikt nie mógł jej pomóc. Na jej policzku pojawiła się ostatnia łza. Zacisnęła mocno powieki, a wtedy jej ciało zderzyło się z ziemią.
Emily otworzyła oczy. Oddychała szybko i ciężko. Poczuła zimny pot na ciele. Włosy miała przyklejone do karku, a plecy do koszulki. Dopiero po chwili zorientowała się, że leży na podłodze. Uniosła się na drżących rękach, a następnie usiadła i oparła się o łóżko. Ręką przeczesała wilgotne od potu włosy. Przyciągnęła kolana pod brodę i spuściła głowę. Starała się uspokoić oddech. Sen wydawał jej się tak realny, jak żaden wcześniej. Nie chciała tego przed nikim przyznać, a zwłaszcza przed Ann, że w głębi bała się swoich koszmarów. Nie wiedziała, co się z nią dzieje i nie potrafiła sobie z tym sama poradzić. Nagle po pokoju rozległ się głośny dźwięk. Dziewczyna ospale sięgnęła po swojego smartfona i nie zwracając uwagi na to, kto dzwoni, odebrała.
- Jak śmiesz dzwonić tak wcześnie?! - warknęła z wyrzutami.
- Ach, słonce przepraszam... - westchnęła Ann. - Może ruszysz swój zadek i otworzysz mi drzwi, bo stoję i czekam już ponad pół godziny!
- Masz klucze. - odparła.
- Kochanie ostatnio zgubiłaś swoje i żeby dostać się do domu, zabrałaś moje.
- A... - wstała i wyszła z pokoju.
- Zimno mi! - jęknęła szatynka.
Szarooka zeszła na parter.
- No idę. - powiedziała niedbale i otworzyła drzwi.
- Sto lat, sto lat niech żyje, żyje nam! - Angela weszła do środka, trzymając siedemnaście balonów.
Blondynka spojrzała na przyjaciółkę i zarumieniła się lekko. Zapomniała o tym, że dziś obchodzi urodziny. Zawsze unikała tej daty. Ósmy grudnia był dla niej zwykłym dniem.
- Zdrowia, szczęścia i wszyst... - rozejrzała się dookoła. - Panno Extraño, dlaczego w tym domu jest taki syf?! - warknęła.
Emily zmieszała się i przeczesała ręką włosy, ustawiając grzywkę na lewą stronę.
- Wczoraj trochę mi się film urwał. - skierowała wzrok na puste butelki pod stołem.
- Uh! No dobra... to twoje urodziny, nie będę na ciebie dzisiaj krzyczała. - przytuliła przyjaciółkę. - Musisz wziąć prysznic, bo od ciebie jedzie. I trzeba trochę ogarnąć ten bałagan, bo nie będzie niespodzianki.
- Niespodzianki! - Em klasnęła w dłonie i podskoczyła radośnie. - Jakiej!? Jakiej!? - pytała entuzjastycznie.
- Dowiesz się, jak posprzątasz. - odpowiedziała.
Emily pobiegła na górę, a Angela wzięła się za sprzątanie na parterze.
Po godzinie usiadły na dywanie w salonie. Em oparła się o narożnik.
- Puste butelki wyrzucone, ciuchy poskładane, kurze wytarte, pranie zrobione, podłogi pozamiatane, umyte i wypolerowane... - wymienia Angela.
- Zwłoki szynszyla zakopane w ziemi. - wtrąciła blondynka.
- Zaraz, zaraz... co?
- Ach, bo wczoraj z Kevin’em próbowaliśmy ożywić jego zwierzątko, które zmarło osiem dni temu. - wytłumaczyła.
Szatynka odsunęła się od niej.
- Em.
- Ale się nie udało więc...
- Nie chcę wiedzieć. - zasłoniła przyjaciółce usta.
Szarooka polizała jej dłoń.
- Fu! Emily! - jęknęła Ann i wytarła rękę o dywan.
Jasnowłosa posłała jej chytry uśmiech.
- Muszę iść pod prysznic i się przebrać. - wskazała na swoją piżamę, która składała się z szarego podkoszulka i czerwonych spodenek.
- Ja dla mnie wyglądasz sexy. - mruknęła Ann. - Leć.
Em wstała i poszła do łazienki na górnym piętrze.
Po kilkunastu minutach usłyszała głos Ann dochodzący z jej pokoju. Wyłączyła suszarkę do włosów i otworzyła drzwi.
- Czego się drzesz? - warknęła blondynka.
- Właśnie dostałam powiadomienie ze szkoły. - szatynka oparła się o futrynę. - Podobno dziś nie mamy lekcji. Przecież jest wtorek. - rzuciła jej podejrzliwe spojrzenie. - Wiesz coś na ten temat?
Emily rozczesała swoje jasne włosy.
- No wiesz, dyrektor to spoko gościu. On w przeciwieństwie do wszystkich nauczycieli mnie lubi. Mam dziś urodziny, więc udało mi się załatwić, że mamy wolne.
- Ale przecież... - jęknęła Ann.
- Wiem, że wolałabyś się uczyć przez cały dzień. - przerwała jej. - Ale mogłabyś się choć raz ucieszyć z wolnego dnia i spędzić go ze swoją podobno najlepszą przyjaciółką.
Szatynka westchnęła teatralnie.
- Masz dziś swój dzień, więc niech ci będzie.
Szarooka uśmiechnęła się i cmoknęła ją w policzek. Wyszła z łazienki i skierowała się na schody. Po chwili znalazła się w kuchni. Podeszła do lodówki i wyciągnęła z niej łososia w sosie koperkowym.
- Na bogato? - spytała z rozbawieniem Ann.
- Carl to przywiózł... w sumie to codziennie przywozi mi obiad, a ja jako dobra przyjaciółka nie mogę pozwolić, by się zmarnowały.
Dziewczyna usiadła przy stole i zaczęła jeść śniadanie, a jej przyjaciółka zrobiła sobie płatki z mlekiem.
- Miło z jego strony. Dzięki niemu mam trochę mniej roboty. - odparła. - Wystarczy, że muszę za ciebie sprzątać i jeszcze na zakupy z tobą łazić.
- Ej, sama przychodzisz i mi pomagasz. Mówiłam, że mogę sama, ale nie, bo jeszcze coś zepsuję. - warknęła Em.
- Myjąc podłogi, poślizgnęłaś się na schodach. Robiąc pranie, zalałaś łazienkę. Miałaś kupić warzywa na obiad, a przyszłaś z nową koszulą. - wyliczała Ann. - A to podobno ja jestem życiową sierotą.
- Bo jesteś. - cmoknęła ją w policzek. - A tak przy okazji, to bardzo ładnie mi w tej koszuli, którą wtedy kupiłam. No popatrz tylko. - wskazała na swoje ubranie.
- Pięknie. - potwierdziła. - Czarny ci pasuje.
Po śniadaniu dziewczyny położyły się na narożniku w salonie. Nagle po mieszkaniu rozniósł się dzwonek do drzwi.
- Em otwórz, może Carl coś na obiad przywiózł. - Angela przeciągnęła się.
- Już, już. - odparła.
Podeszła spokojnym krokiem do drzwi, a następnie otworzyła je. Zobaczyła znajomą twarz, nielubianego przez siebie chłopaka.
- Kto to? - usłyszała głos przyjaciółki.
- Nikt wart mojej uwagi! - zamachnęła się, aby zamknąć drzwi, ale blondyn jej to uniemożliwił.
- Witaj, Emily. - uśmiechnął się Matt.
- Ta... siema Elegancik. - wycedziła.
- Pragnę złożyć ci najszczersze, najserdeczniejsze życzenia... - powiedział.
- Przyspiesz, bo zaraz się reklamy skończą. - warknęła.
- No dobrze. A więc wszystkiego, co najlepsze. Mam dla Ciebie niespodziankę. - chłopak wyciągnął z kieszeni czerwoną kulkę, włożył ją na nos i ścisnął tak, żeby wydała znajomy dźwięk.
Dziewczyna zrobiła krok w tył. W tej samej chwili za blondynem pojawiło się kilku mężczyzn w strojach klaunów.
- O nie, nie, nie! - krzyknęła i złapała za drzwi, by je zamknąć, lecz chłopak postawił nogę w przejściu.
Nagle do domu weszli nieznajomi w kolorowych strojach. Każdy z nich trzymał zwierzęta z balonów. Ustawili się tak, że stali naokoło dziewczyny. Jej oddech przyspieszył, a na ciele pojawił się zimny pot. Chciała uciec, lecz mężczyźni stali tak blisko siebie, że nie miała jak się przecisnąć między nimi. Właśnie spełniał się jeden z jej najgorszych koszmarów. Wrzasnęła głośno. Ann szybko przybiegła do przyjaciółki i szarpnęła ją za rękę, żeby wyrwać ją z różnobarwnego kręgu.
- Matt! Zabierz ich! Już! - krzyknęła rozwścieczona szatynka.
Złapała w dłonie twarz Emily i spojrzała z troską w jej stalowe oczy, w których pojawił się rzadko widziany przez nią strach.
- Skarbie nic ci nie grozi... ja tu jestem. - przytuliła ją do siebie. - Słyszysz, jesteś bezpieczna.
Blondynka nie była w stanie się ruszyć. Cała drżała.
- Ale ja...ja nie chciałem źle... - w oku chłopaka pojawiła się łza.
- Ona od zawsze panicznie boi się klaunów, to nie twoja wina, nie wiedziałeś. - Ann starała się go uspokoić, więc podeszła do niego i go pocałowała, gdy przyjaciółka się odwróciła. - Już dobrze.
- Ale ja nie chciałem... - zaczął.
- Wiem, ale lepiej będzie, jak już pójdziesz... muszę ją teraz uspokoić. - przybliżyła usta do ucha chłopaka. - Zadzwonię wieczorem. - odsunęła się i znów przytuliła Em.
W oczach Matta znów pojawiła się radość.
- Przepraszam. - powiedział i wyszedł wraz z wynajętymi klaunami.
Ann poszła za nim zamknąć drzwi, a w tym czasie Emily z przerażeniem wymalowanym na twarzy, podeszła do ściany. Oparła się o nią plecami i opadła na ziemię. Cała drżała. Podciągnęła kolana pod brodę i objęła je rękami. Zaczęła kołysać się w przód i w tył.
- Klauny w moim domu, klauny w moim domu, klauny w moim domu. - mówiła półszeptem.
Szatynka podeszła i klęknęła przy niej.
- Klauny w moim domu. - powtarzała jedno zdanie jak mantrę. - Klauny w moim domu.
- Słoneczko już ich nie ma. - Ann złapała ją za ramię. - Poszli sobie, widzisz.
Jasnowłosa okręciła drżącą głowę i spojrzała na mieszkanie.
- Oni tu byli, byli w moim domu. - szepnęła drżącym głosem. - Teraz wiedzą, gdzie mieszkam.
- Nie przyjdą do ciebie. - zapewniała ze spokojem i usiadła obok niej.
- Byli tu... patrzyli na mnie tym krwiożerczym spojrzeniem. - powiedziała cicho blondynka.
- Już ich nie ma. Jesteś bezpieczna. - objęła przyjaciółkę. - Przy mnie jesteś bezpieczna.
- Ale przecież... - jęknęła.
- Ciii... - dziewczyna starała się ją uspokoić. - Jestem tu, a ty jesteś bezpieczna. Przy mnie nic ci nie grozi. Nie zostawię cię. Nigdy cię nie zostawię.
Po kilku minutach ciało Emily przestało drżeć, a jej oddech się wyrównał. Odsunęła się od Ann.
- Dzięki. - powiedziała zmieszana. - Że mi pomogłaś.
- Dla ciebie wszystko. - cmoknęła ją w policzek. - A tak poza tym, ja też mam dla ciebie niespodziankę.
- Dość niespodzianek, jak na jeden dzień. - rzuciła ostro.
- Moja na pewno ci się spodoba. - odparła szatynka. - Posłuchaj, tu niedaleko właśnie dziś, otworzył się nowy pub. Reklamują się tym, że za dnia można w spokojnej atmosferze wypić koktajle lub kawę, a wieczorami zaczynają się dzikie imprezy... z dobrym alkoholem. - dodała.
Szarooka wstała z ziemi jak poparzona. Wyciągnęła rękę w stronę przyjaciółki.
- Na co jeszcze czekasz? Idziemy. - nakazała.
Obie wyszły z mieszkania.
Po kilkunastu minutach drogi doszły do celu. Zatrzymały się przed wejściem.
- Marmaglia. - Emily spojrzała na szyld z nazwą lokalu. - Trudno to wymówić.
- Mar. - Ann szturchnęła ją w ramie. - Tak w skrócie.
Jasnowłosa poszła przodem i otworzyła drzwi. Jej oczom ukazało się duże pomieszczenie. Dobrze dobrane kolory ścian, pełno stolików z krzesłami i kanapami, stół bilardowy oraz parkiet taneczny. Jak na popołudnie, było tu dość dużo osób. Szatynka chwyciła ją za rękę i pociągnęła w stronę wolnego stolika.
- Już mi się podoba. - powiedziała Em, siadając na krześle.
- Co zamawiamy? - spytała.
Szarooka chwyciła za kartę z alkoholami i przewertowała ją.
- No nie powiem, mają tu szeroką gamę napoi. - rzuciła z uznaniem.
- Mów co chcesz. - prychnęła Ann. - Ale nie sprzedadzą nam.
Emily zaśmiała się cicho i chwyciła portfel, z którego wyciągnęła dwa podrobione dowody. Jeden z nich podała przyjaciółce.
- Nataly Cortese. - przeczytała Ann.
- Włoskie nazwisko, więc nikt nie będzie miał problemu z tym że mówisz z innym akcentem. - wyjaśniła. - Ja na swoim mam Hiszpańskie.
- To wygląda jak moja mama. - szatynka wskazała zdjęcie, umieszczone na fałszywce.
- Bo to jest twoja mama. - odparła z uśmiechem Em.
Angela już miała jej odpowiedzieć, lecz do ich stolika podszedł wysoki, przystojny kelner.
- Co panie zamawiają? - spytał niskim głosem.
- Satin Sheet i Gotland Summer Night. - powiedziała blondynka.
- Dowody poproszę.
Dziewczyny podały mu fałszywki, a on oddał je po chwili i posłał im ciepły uśmiech. Zapisał zamówienie i odszedł.
- No, to dziś zabalujemy. - Emily puściła oczko.