niedziela, 4 grudnia 2016

Rozdział XX

            Szatynka stojąc na progu, wpatrywała się w tajemniczy pokój z coraz większą dezorientacją. Po chwili jednak niepewnie weszła do pomieszczenia wraz Matt’em. Pierwsze, co rzuciło jej się w oczy, to wielka mapa Nowego York’u zajmująca całą ścianę. Dziewczyna stanęła przed nią i przyjrzała się jej. W różnych miejscach wbite były pinezki z przyczepionymi kolorowymi sznurkami. Gdy szatynka obróciła się, zobaczyła zwisający worek treningowy. Ściana obok niego, niegdyś biała, miała teraz kilka wgnieceń, oraz gdzieniegdzie małe krwiste plamy. Podłoga zaśmiecona była przez papierowe kulki. Brak okien irytował chłopaka, który lubił przejrzystość i jasność.
- Popatrz na to. - po pokoju rozniósł się głos Matt’a.
Na kolejnej ścianie wisiała kolekcja perfekcyjnie wypolerowanych noży ustawionych od najmniejszego do największego. Szatynka przełknęła głośno ślinę. Strach, który odczuwała, był coraz silniejszy. Zaczęła się zastanawiać, po co Emilly potrzebne są te przedmioty. Dziewczyna zaczęła się gorączkowo rozglądać. Pomieszczenie, choć duże, nie było zbyt umeblowane. Biurko z krzesłem, komoda, kilka półek i szafa. W kolejnym rogu pokoju znajdował się wysoki przedmiot przykryty folią. Chłopak niepewnie zdjął ją i szybko odsunął się. Na stoliku leżało kilkanaście doniczek z zielonymi roślinkami.
- Trawa. - powiedział cicho. - Ona hoduje marihuanę.
- To niemożliwe. - odparła, lecz gdy odwróciła się w stronę stołu, straciła wiarę w niewinność przyjaciółki.
- Wiedziałaś, że pali? - spytał.
Pokręciła przecząco głową.
- Wiem tylko o prochach. - odparła.
- Skoro o prochach mowa... - wskazał na wiszące półki.
Włoszka podeszła do nich szybkim krokiem.
- Tu jest chyba... kilkadziesiąt torebeczek. - jęknęła. - Niemożliwe, by Oly przywiozła jej aż tyle.
Matthew przeklął pod nosem.
- Sprawdź biurko, ja zobaczę, czy coś jest w szafie. Lepiej załóż to. - polecił, podając gumowe rękawiczki, które leżały na jednej z półek.
Dziewczyna przytaknęła i ruszyła w stronę biurka. Jedna połowa była zastawiona pustymi butelkami po alkoholu, druga zaś cała zaśmiecona przeróżnymi papierami. Znajdowały się na nich imiona i nazwiska, daty oraz miejsca. Niektóre z nich były przekreślone. Angela nic z tego nie rozumiała. Nie potrafiła złożyć tych szczegółów w jedną całość. Miała wrażenie, że będąc w tajnym pokoju, znalazła się w umyśle swojej przyjaciółki. Wszędzie panował chaos i nic nie było dla niej logiczne. Oparła się o drewniany blat i wzięła kilka głębszych wdechów, by się uspokoić. Obawiała się tego, co może znaleźć. Otworzyła szufladę. W środku były tylko dwa paszporty. Ann wzięła je do ręki i otworzyła. Oba należały do Emily, lecz jeden z nich był prawdziwy, a drugi podrobiony. „Po co Em fałszywy paszport, skoro miała już dowód?” – pomyślała. To pytanie przez dłuższą chwilę krążyło w głowie szatynki. Pomimo iż był już środek nocy, nie czuła się zmęczona. Musiała się wszystkiego dowiedzieć.
- Na cholerę ci to wszystko? - szepnęła sama do siebie. - Aż tak ci tu źle?
Biła się z własnymi myślami, lecz głos chłopaka wyrwał ją z tego transu.
- Spójrz na to.
Angela podeszła do swojego chłopaka, który stał przy otwartej szafie. W środku na jednej z półek leżał średnich rozmiarów sejf.
- Jak myślisz, co jest w środku? - spojrzał na nią z zaciekawieniem.
- Nie mam pojęcia. - wzruszyła ramionami. - Ale musimy się tego dowiedzieć.
            Po czterdziestu minutach próby otworzenia sejfu Angela powoli zaczynała tracić cierpliwość i nadzieję, że im się to uda. Dochodziła czwarta nad ranem i zmęczenie powoli dawało jej się we znaki.
- Mam tego dość! To się nie uda. - oburzył się Matt, gdy po raz kolejny usłyszał pikanie, które wskazywało na to, że pin był błędny.
- Musimy się zastanowić. - wtrąciła. - Próbowaliśmy już daty urodzin każdego z naszej paczki oraz najłatwiejszych kombinacji. - westchnęła. - Przecież to Emily... nie mogła wymyślić czegoś trudnego, bo by tego nie zapamiętała.
- Myśleliśmy też, że nie jest super sprytna, a jednak od tak dawna ukrywała ten pokój. - warknął, lecz po chwili zobaczył, że Ann wygląda tak, jakby miała się zaraz rozpłakać. - Przepraszam. - podszedł do niej i przytulił ją.
Szatynka mocno go objęła i schowała twarz w zagłębieniu jego szyi. Po jej policzku zaczęły spływać pojedyncze łzy. Nie wiedziała na kogo jest bardziej zła. Na siebie, bo nie zauważyła problemów przyjaciółki i nie zrobiła z tym nic, by jej pomóc, czy na Emily, ponieważ wszystko przed nią ukrywała. Blondyn pogładził ukochaną po włosach i zaczął uspokajać, mówiąc przy tym czułe słówka.
- Dobrze, na spokojnie. - odsunął się od niej i wytarł łzy spływające po jej policzkach. - Przypuśćmy, że to jakaś data.
- Odrzucamy urodziny nas wszystkich, bo to nie działało. - powiedziała.
- Może to jakieś wydarzenie, które miało na nią wpływ? - zastanowił się. - Nie, to kiedy trafiła do szpitala, albo coś podobnego. To jest u niej na miejscu dziennym. - podrapał się po głowie. - Jakieś coś, co zdarzyło jej się po raz pierwszy i było to tak silne, że to zapamiętała.
Angela zaczęła rozmyślać nad słowami Matt’a. Po dłuższej chwili wpadła na pewien pomysł, lecz w duchu modliła się, żeby to jednak nie był dobry pin.
- Chyba wiem. - szepnęła i podeszła do szafy.
Wyciągnęła drżącą rękę i wystukała cztery cyfry. Nagle coś zaklekotało i sejf otworzył się.
- Jak to zrobiłaś? - spytał zaciekawiony. - Jakie cyfry wpisałaś?
- Jeden, dziewięć, jeden, zero. - mruknęła.
- Co to za data? - zdziwił się. - Co się wtedy wydarzyło?
Ann przeczesała ręką włosy i oparła się o ścianę. Wzięła głęboki wdech, by stłumić kolejne łzy.
- Dziewiętnasty października. - powiedziała tak cicho, że prawie sama się nie usłyszała. - Tego dnia Emily obudziła się na cmentarzu, a następnie trafiła do szpitala.
- Więc chodzi o to, że wtedy pierwszy raz obudziła się gdzieś indziej? - dopytywał.
- Nie. - szybko przetarła rękawem bawełnianej bluzki łzę, która napłynęła jej do oka. - Wtedy pierwszy raz powiedziałam jej, że jest już za późno... - jej głos się załamał. - Za późno na ratunek.
Przez chwilę stali w głuchej ciszy. Angela skarciła samą siebie w myślach. Wiedziała, że choć Emily tego nie pokazywała, zabolały ją te słowa. Włoszka pożałowała ich, od razu po wypowiedzeniu, lecz do teraz za to nie przeprosiła. W tym momencie zaczęła myśleć, iż wszystkie problemy jej przyjaciółki są właśnie przez nią. Choć podświadomość mówiła jej, że to niemożliwe, to Ann wciąż myślała, że za mało się starała, by pomóc Em.
- Nie myślmy teraz o tym. Sprawdźmy, co jest w środku. - rzekł Matt, ponieważ chciał zająć myśli szatynki czymś innym, niż obwinianie samej siebie.
Gdy otworzyła sejf, jej serce znów mocniej zabiło. Po brzegi był wypełniony grubymi banknotami.
- Teraz już wiem, skąd miała pieniądze, na nasze bilety do Grecji. - jęknęła.
Chłopak kiwnął głową, na znak potwierdzenia.
- A co jest tam na końcu? - wskazał na czarne pudełko.
Wyciągnął rękę i chwycił je. Położył je na niższej półce i otworzył. Ich oczom ukazał się niewielki pistolet policyjny.
- Tego już za wiele. - zapłakała Ann i wybiegła z pokoju.
Blondyn zamknął pudełko i schował je z powrotem do sejfu, a następnie poszedł za swoją dziewczyną. Będąc na korytarzu, usłyszał cichy szloch dobiegający z ‘pokoju Ann’. Wszedł do środka i zobaczył, że szatynka siedzi skulona na łóżku. Szybko do niej podszedł i przytulił.
- Nie mam już na to siły. - jęknęła. - Nic z tego nie rozumiem. Wszystko mi się miesza. Czy to ja do tego doprowadziłam?
Matthew uniósł jej podbródek tak, by spojrzała mu w oczy.
- Nawet tak nie mów. To nie jest twoja wina. - zapewniał ją.
- Jak to nie? Nie zauważyłam, że ma problemy. Nie pomogłam jej. Przecież jestem jej przyjaciółką. Może poświęcałam jej zbyt mało uwagi? - zaczęła się zastanawiać, przez co w jej głowie powstawał coraz większy mętlik.
- Angelo, czy ty siebie słyszysz? - spytał z lekkim uśmiechem. - Dbasz o nią jak matka. Pomagasz jej we wszystkim. To ona robi coś źle, nie ty. Nie możesz się za to obwiniać. - mówił, choć wiedział, że jego słowa nic nie dadzą. - Z resztą dobrze wiemy, że to jest tylko i wyłącznie jej wina. - dodał ciszej.
- Proszę, nie mów tak. - wstała z łóżka i popatrzyła na niego z góry.
- Jak? - podniósł ton głosu. - Że to jej wina? Ann, przejrzyj w końcu na oczy. Wasza przyjaźń jest toksyczna. To cię zabija od środka. Nie ważne jak bardzo będziesz się starała, ona i tak to oleje.
- To nieprawda! - krzyknęła. - Zależy jej na mnie, tak samo, jak mi na niej.
- Jakoś nie zauważyłem. - fuknął. - Powiedziała ci to kiedyś? Pokazała w jakikolwiek sposób? Nie? Tak też sądziłem.
Ann przełknęła ślinę i rzuciła mu mordercze spojrzenie.
- Wiem, że za nią nie przepadasz, ale nie pozwolę ci tak mówić. - ostrzegła go.
Włoszka zaczęła bawić się bransoletką, którą dostała od przyjaciółki na święta.
- Dlaczego? Bo prawda boli? - zaśmiał się gorzko. - Wiesz, że nie chcę się z tobą kłócić. Kocham cię. Ale musisz zrozumieć, że ta relacja cię niszczy.
- Możesz przestać kłamać?! - do jej oczu znów napłynęły łzy.
- Ja kłamię? - uniósł się. - Płaczesz przez nią po nocach. Nie możesz spać. Obwiniasz się. - zaczął wyliczać. - I ty chcesz to nazwać szczęśliwą przyjaźnią?
- Nie mówiłam, że jest szczęśliwa, tylko że nie jest toksyczna. - westchnęła.
Chłopak podszedł do niej i objął ją w pasie.
- Cierpisz przez nią, a ja nie mogę znieść tego widoku. - szepnął. - Jest mi smutno, gdy widzę cię w takim stanie.
- Wiem, ale gdybym...
- Nie. - przerwał jej. - Nie myśl o tym. Bynajmniej nie teraz. Jest już prawie piąta. Musisz się przespać.
- Może masz racje. - odsunęła się od niego i podeszła do szafy, w której schowane były jej ciuchy. - W pokoju gościnnym powinna być jakaś męska koszulka i spodenki. Alex zostawił, kiedy byliśmy w Grecji. Powinny na ciebie pasować. - powiedziała, no co kiwnął głową.
Wyciągnęła swoją piżamę. Następnie wyszła z pokoju i skierowała się w stronę łazienki. Wzięła ciepły prysznic, by choć na chwilę oderwać swoje myśli od całego zamieszania. Po kilkunastu minutach wróciła do pokoju. Lekko uśmiechnęła się, gdy zobaczyła swojego chłopaka w ciuchach przyjaciela. Położyła się obok Matt’a na łóżku i wtuliła się w jego tors. Blondyn pocałował ją w czoło, a po chwili oboje już spali.
            Angela obudziła się, gdy zegar wskazywał szesnastą. Jak poparzona zerwała się łóżka, budząc przy tym swojego chłopaka. Dziewczyna szybko chwyciła komórkę, by sprawdzić, czy są na niej jakieś nieodebrane połączenia. Zawiodła się, gdy zobaczyła pusty ekran. Jej przyjaciółka już ponad trzy godziny temu powinna wyjść z komisariatu. W przeciwnym wypadku udowodnili jej winę, lecz wtedy policjanci zadzwoniliby do Ann, by ją o tym powiadomić. Szatynka chciała już wystukać numer Emily, ale przypomniała sobie, że zabrała jej komórkę z komisariatu.
- Ile spaliśmy? - spytał sennie Matt.
- Zbyt długo. - odparła i podeszła do szafy, by wybrać ciuchy na przebranie.
Gdy to zrobiła, zeszła do kuchni, by przygotować coś do jedzenia. Po chwili dołączył do niej chłopak, który także zmienił już ubranie. Miał na sobie luźną koszulkę i dresy należące do Alex’a. Ann zaśmiała się, ponieważ nigdy wcześniej nie widziała blondyna w takim zestawie. Zazwyczaj stawiał na elegancję.
- Wyglądam, aż tak źle? - zmarszczył brwi, widząc jej rozbawienie.
- Wyglądasz po prostu inaczej. - pocałowała go i wróciła do jedzenia kanapek. - Chcesz jedną?
- Jasne. - odpowiedział i gdy chciał wziąć dwie, dziewczyna uderzyła go lekko w ramie.
- Powiedziałam jedną. - parsknęła śmiechem, lecz pozwoliła zabrać mu więcej.
            Gdy zjedli, posprzątali wspólnie i oboje zasiedli przed telewizorem. Kiedy byli w połowie filmu, drzwi frontowe otworzyły się z głośnym hukiem. Szatynka usłyszała powolne kroki. Dziewczyna szybko wstała z narożnika i stanęła w korytarzu. Emily z trudem odwiesiła kurtkę, przy użyciu jednej ręki, ponieważ w drugiej trzymała butelkę alkoholu. Mętnym wzrokiem spojrzała na przyjaciółkę i momentalnie jej twarz stężała.
- Co ty tu robisz? - wybełkotała.
- Czekam na ciebie. - fuknęła. - Dopiero co cię wypuścili, a ty już musiałaś się nawalić?
Blondynka podeszła do niej chwiejnym krokiem.
- Wypiłam tylko troszkę. - broniła się. - Nic na mnie nie znaleźli. Trzeba to opić!
- Opić to? Co zrobić?! - uniosła się. - Wiem o wszystkim, Emily. Wiem o tym cholernym pokoju!
Jasnowłosa popatrzyła na nią, a w jej oczach pojawił się rzadko widziany strach.
- Jakim pokoju? - wydukała.
- Przestań grać głupa! - krzyknęła. - Może i chodzisz, jakbyś się miała wywalić, ale wiem, że twój umysł sprawnie działa. Masz mocną głowę.
Em wyminęła ją, prawie potykając się o własne nogi. Przeszła do salonu i oparła się o narożnik.
- Co ty tu robisz? - warknęła, gdy zobaczyła Matt’a stojącego przy stole.
- Serio? Myślisz, że to teraz jest ważne?! - wtrąciła Ann. - Odpowiedz mi, co to wszystko ma znaczyć! Jakim cudem ukrywałaś ten pokój przez rok? Jak ty tam wchodziłaś? Dlaczego są tam te wszystkie rzeczy? - złapała ją za nadgarstek. - Odpowiedz mi!
- Jak go znalazłaś? - spytała, jakby nie usłyszała pytań szatynki.
- Czy to istotne? - oburzyła się. - Znalazłam kluczyk w twoim portfelu, a później z Matt’em przeszukaliśmy twoje mieszkanie.
Blondynka wyrwała się z uścisku przyjaciółki.
- Gilipollas. - warknęła w ojczystym języku, patrząc na chłopaka. - Nic wam do tego. - wróciła wzrokiem do Ann. - Jestem zmęczona, idę spać.
Gdy chciała wstać, zakręciło jej się w głowie i znów oparła się o narożnik. Angela z jednej strony chciała na nią nakrzyczeć, że znów jest w stanie upojenia, lecz z drugiej, chciała jej pomóc. Ta chęć zazwyczaj była silniejsza od czegokolwiek.
- Esperanza! - Włoszka użyła drugiego imienia blondynki, gdy ta zaczynała przysypiać. - Wyjaśnij mi, co tam robią te wszystkie rzeczy. Trawa, prochy? A mówiłaś, że nie dilujesz. Zawiodłam się na tobie. Zaufałam ci, a ty to wykorzystałaś. Jak mogłaś być tak głupia?
- Przestań. - szepnęła, a jej twarz nie wyrażała żadnych emocji.
- Przestać? Ja mam przestać? - uniosła się. - Cretino! Czy ty wiesz, co narobiłaś? Mam dość wiecznego ratowania twojej dupy! Masz problemy i teraz jestem już pewna, że nawet ja nie jestem w stanie ci pomóc!
- Nie mam żadnych problemów! - odkrzyknęła i chciała upić łyka z butelki, lecz przyjaciółka wyrwała jej ją.
- Nie masz? A to? - wskazała na alkohol. - Jesteś uzależniona. Nie tylko od tego. Nie dziwię się, że masz te cholerne koszmary i luki w pamięci. Twój mózg jest już wyżarty od tego świństwa. Chciałam cię od tego uratować, ale ty mi na to nie pozwoliłaś. Nawet nie wiem, czy jutro będziesz pamiętać to, co teraz mówię.
- Oczywiście, że będę. - bąknęła.
- Wali od ciebie alkoholem na kilometr... nie potrafisz nawet złożyć dłuższej wypowiedzi.
- Abstrahując od altruistycznych zagadnień metafizycznego pietyzmu, nieadekwatnie jestem gotowa stwierdzić, iż twoja wartość intelektualna nie obliguje cię do dalszej konwersacji z moją osobą. - odpowiedziała obojętnym i opanowanym głosem.
Angela i Matthew wymienili zdziwione spojrzenie. Dziewczyna nie spodziewała się, iż jej przyjaciółka zna, lub chociażby potrafi wymówić takie słowa.
- Dobra, mam tego dość. Ty musisz wytrzeźwieć, bo nie odpuszczę ci tej rozmowy, a ja muszę odpocząć od tego chaosu. - westchnęła włoszka.
Emily, jak na znak, odchyliła się do tyłu i padła na narożnik. Po chwili była już pogrążona w krainie snów, a dokładniej koszmarów.