Emily
wyszła ze sklepu, który znajdował się niedaleko jej domu. Schowała fałszywy
dowód do portfela i przerzuciła plecak przez ramię. Nagle zadzwoniła jej
komórka. Sięgnęła po nią i odebrała.
- Mała, gdzie jesteś? - usłyszała głos swojej przyjaciółki.
- Właśnie wyszłam z tego, co się wchodzi, wybiera, teguje i w tych takich tacha do domu. - odpowiedziała.
- Ze sklepu. - stwierdziła Ann. - A teraz wracaj do domu. Nie pamiętasz? Dziś zaczynam udzielać ci korków.
- Ale ja nie chcę! - jęknęła szarooka.
Blondynka przyspieszyła, wymijając ludzi.
- Chcesz zdać, tak? - spytała z naciskiem Angela. - Więc nie marudź. Będę u ciebie za godzinę. Wyrobisz się?
Dziewczyna wywróciła oczami.
- Jasne. - westchnęła. - Dla ciebie wszystko. - rozłączyła się.
Emily skręciła w kolejną przecznicę. Minęła kilka sklepów. Rozpięła skórzaną kurtkę, ponieważ jak na środek stycznia, było dość ciepło.
- No patrzcie, patrzcie. Nasza mała lesbijka. - usłyszała męski głos za plecami.
Zatrzymała się i westchnęła cicho. Pedro Perez. Średniego wzrostu Meksykanin o krótkich, czarnych, kręconych włosach. Chłopak o rok starszy od Emily. Kiedyś przyjaźnił się z Drake'iem. Pedro dwa lata temu przyleciał do Nowego York’u na wymianę i tak jak Em, został na dłużej. Na samym początku nienawidzili się i choć teraz tolerują się trochę bardziej, wciąż drą ze sobą koty. Szarooka odwróciła się w jego kierunku. Brunet stał na środku chodnika z założonymi rękami, wraz ze swoją paczką, składającą się z trzech chłopaków i dwóch dziewczyn. Jak na złość, Emily nawet ich lubiła.
- Pedro, ile razy mam ci powtarzać, że mnie nie interesujesz? - westchnęła.
Przyjaciele Perez'a zaśmiali się, a on skarcił ich wzrokiem.
- Czego chcesz, bo trochę mi się spieszy? - spytała oschle.
Chłopak podszedł do niej.
- Masz coś dla mnie? - zniżył głos.
- Kopa w dupę, ewentualnie. - odparła.
Brunet wywrócił oczami.
- Pytam konkretnie. - powiedział z naciskiem.
- Nie, nic nie mam. Mówiłam, że nie diluje i to od półtora roku. - warknęła. - Tak trudno zrozumieć?
Pedro spojrzał na nią z rozbawieniem na twarzy.
- Extraño, jako grzeczna dziewczyna? - parsknął. - Tego jeszcze nie widziałem. - przeczesał dłonią, kręcone włosy. - Jeśli tak bardzo chcesz, możesz trzymać się tej wersji, ale jeśli zmienisz zdanie, wiesz gdzie mnie znaleźć.
- Mała, gdzie jesteś? - usłyszała głos swojej przyjaciółki.
- Właśnie wyszłam z tego, co się wchodzi, wybiera, teguje i w tych takich tacha do domu. - odpowiedziała.
- Ze sklepu. - stwierdziła Ann. - A teraz wracaj do domu. Nie pamiętasz? Dziś zaczynam udzielać ci korków.
- Ale ja nie chcę! - jęknęła szarooka.
Blondynka przyspieszyła, wymijając ludzi.
- Chcesz zdać, tak? - spytała z naciskiem Angela. - Więc nie marudź. Będę u ciebie za godzinę. Wyrobisz się?
Dziewczyna wywróciła oczami.
- Jasne. - westchnęła. - Dla ciebie wszystko. - rozłączyła się.
Emily skręciła w kolejną przecznicę. Minęła kilka sklepów. Rozpięła skórzaną kurtkę, ponieważ jak na środek stycznia, było dość ciepło.
- No patrzcie, patrzcie. Nasza mała lesbijka. - usłyszała męski głos za plecami.
Zatrzymała się i westchnęła cicho. Pedro Perez. Średniego wzrostu Meksykanin o krótkich, czarnych, kręconych włosach. Chłopak o rok starszy od Emily. Kiedyś przyjaźnił się z Drake'iem. Pedro dwa lata temu przyleciał do Nowego York’u na wymianę i tak jak Em, został na dłużej. Na samym początku nienawidzili się i choć teraz tolerują się trochę bardziej, wciąż drą ze sobą koty. Szarooka odwróciła się w jego kierunku. Brunet stał na środku chodnika z założonymi rękami, wraz ze swoją paczką, składającą się z trzech chłopaków i dwóch dziewczyn. Jak na złość, Emily nawet ich lubiła.
- Pedro, ile razy mam ci powtarzać, że mnie nie interesujesz? - westchnęła.
Przyjaciele Perez'a zaśmiali się, a on skarcił ich wzrokiem.
- Czego chcesz, bo trochę mi się spieszy? - spytała oschle.
Chłopak podszedł do niej.
- Masz coś dla mnie? - zniżył głos.
- Kopa w dupę, ewentualnie. - odparła.
Brunet wywrócił oczami.
- Pytam konkretnie. - powiedział z naciskiem.
- Nie, nic nie mam. Mówiłam, że nie diluje i to od półtora roku. - warknęła. - Tak trudno zrozumieć?
Pedro spojrzał na nią z rozbawieniem na twarzy.
- Extraño, jako grzeczna dziewczyna? - parsknął. - Tego jeszcze nie widziałem. - przeczesał dłonią, kręcone włosy. - Jeśli tak bardzo chcesz, możesz trzymać się tej wersji, ale jeśli zmienisz zdanie, wiesz gdzie mnie znaleźć.
- Pod most nie trudno trafić. - prychnęła i poklepała
go po ramieniu.
Chłopak ściągnął brwi i popatrzył na nią ze złością.
Emily uśmiechnęła się, odwróciła i ruszyła przed siebie.
Blondynka
leżała na narożniku i oglądała telewizję, przysypiając powoli. Nagle po
mieszkaniu rozległ się głośny dźwięk pukania.
- Przecież masz klucz! - krzyknęła.
Po chwili usłyszała, jak otwierają się drzwi. Poczuła aromatyczny zapach. Do salonu weszła Ann.
- Mam dla ciebie pizzę, mogłabyś, chociaż otworzyć. - skarciła ją.
- Jedzonko! - szarooka od razu się ocknęła, podeszła do niej i zabrała pudło.
Dziewczyny poszły do kuchni i zjadły obiad, a następnie znów wróciły do salonu. Ann przeciągnęła się i spojrzała na Emily.
- Teraz czas na naukę. - zakomunikowała.
- Błagam nie. - jęknęła Em.
- Przynieś te kartki, na których masz wypisane, czego musisz się nauczyć, by zaliczyć.
Szarooka ze spuszczoną głową poszła do swojego pokoju. Znalazła plik kartek i wróciła do salonu. Szatynka siedziała przy stole w jadalni. Wyjęła kilka książek, długopisów i brudnopis ze swojej torby.
- To jest nie fair. - warknęła szarooka. - Normalnie zaliczenia pierwszego semestru są w marcu, a mi nauczyciele każą napisać poprawki w trakcie ferii.
- To oznacza, że masz trzy tygodnie. - podsumowała Angela. - Bierzemy się do pracy. Najpierw matma. Pokaż mi, co musisz umieć.
Emily podała jej kartki, a następnie usiadła przy stole. Ann przewertowała je, ze zdziwioną miną.
- Przecież połowa, to materiały z poprzednich lat. - skomentowała.
- Powiedzieli mi, że jeśli zdam to wszystko, zaliczą mi pierwszy semestr.
Angela westchnęła i sięgnęła po książkę od matematyki.
- Te rzeczy są łatwe. I nie wyjeżdżaj mi tu z tym, że jestem prymusem, bo nie jestem. - dodała szybko. - Zaczniemy od równań.
Szatynka przepisała do brudnopisu przykład z podręcznika. Emily chwyciła długopis i przyłożyła go do kartki. Poczuła nagły przypływ złości.
- Zacięłam się. - warknęła, po chwili. - Muszę się napić... - urwała, widząc oskarżycielski wzrok przyjaciółki. - Soku. - dodała szybko.
- Przecież to dodawanie, odejmowanie, mnożenie i tak dalej. Co w tym trudnego? - zdziwiła się Ann.
Angela także wzięła długopis i rozwiązała zadanie.
- Teraz rozumiesz? Tu dodajesz, tu mnożysz. - wskazywała kolejno na konkretne liczby.
Em przyłożyła rękę do czoła.
- Nie rozumiem tego. - jęknęła zmarnowana.
- Dodawania? - westchnęła i złapała blondynkę za ramię. - No dobra, zacznijmy od dodawania. Staraj się wszystko robić na zasadzie skojarzeń. Pół jabłka i pół jabłka, to całe jabłko.
Jasnowłosa zastanawiała się przez chwilę.
- Czyli ja, ty i moje łóżko, to seks? - spytała z chytrym uśmiechem.
- Oczywiście. - mruknęła Ann. - Teraz na cyfrach.
- Sześć i dziewięć, to sześćdziesiąt dziewięć.
- Wyższa matematyka się kłania. - Włoszka parsknęła śmiechem.
- Nie no, to jest piętnaście. - odparła Em. - Wiesz, miałam dziewięć dolców, ukradłam ci z portfela sześć i mam piętnaście.
Szatynka pokręciła głową i uśmiechnęła się szeroko.
- Brawo! Teraz odejmowanie. Miałaś osiemnaście ciastek. Drake zabrał ci kilka i zostało ci jedenaście. Co ma Drake?
- Złamaną rękę. - prychnęła. - I siedem moich ciastek.
- Świetnie! Teraz rozwiąż te przykłady.
Ann podała jej kartkę z zadaniami. Po kilku minutach na twarzy Em pojawiło się coś za kształt zmartwienia zmieszanego ze zdziwieniem. Wytężyła wzrok.
- Liczby mi się mieszają. - przetarła oczy. - Zamazują się i nie mogę przeczytać. Może mam dysleksję. Czy ja ślepnę?!
Ann uderzyła się dłonią w czoło.
- Słońce, załóż okulary. - nakazała.
Blondynka z tęgą miną wyciągnęła rękę, sięgnęła po okulary leżące na końcu stołu i założyła je.
- Widzę! - położyła dłoń na kolanie przyjaciółki. - Jesteś cudotwórcą.
- Ja wszystko potrafię. - parsknęła Ann. - A teraz wracaj do zadań. - nakazała.
Po kilkunastu minutach Emily oddała jej rozwiązania. Dziewczyna zaczęła sprawdzać.
- Dobrze, dobrze, źle, dobrze… - urwała i wydęła usta. - Em, w wyniku nie może wyjść trójkąt.
- Detale. - puściła jej oczko.
Zaczęły rozwiązywać kolejne przykłady. Angela cieszyła się, że ma tak wielką cierpliwość do przyjaciółki. Następnie wzięły się za kolejne przedmioty.
- Teraz chemia. - zaczęła szatynka. - To może, związki chemiczne.
- Woda jest rozpuszczalnikiem wielu związków. - odparła Emily. - No bo popatrz. Kiedy Titanic tonął, Rose leżała na drzwiach, a Jack marzł w oceanie. Generalnie byli razem, a kiedy on umarł, ona go puściła i ziomek spadł na dno. Woda rozpuściła ich związek, a to dowód na to, że jest dobrym rozpuszczalnikiem.
Ann zrobiła wielkie oczy i wpatrywała się w nią przez chwilę.
- Nie wszystko możesz robić na zasadzie skojarzeń.
- Ale zasadniczo dobrze powiedziałam. - westchnęła szarooka. - Przedmioty ścisłe są zbyt skomplikowane. - spuściła głowę. - Nie zdam tego.
Angela przyłożyła dłoń do jej policzka.
- Nie mów tak. To jest z poprzednich lat, umiesz to. Musimy tylko znaleźć sposób na naukę, dzięki któremu ci się uda. - spojrzała prosto w jej stalowe oczy. - Ja w ciebie wierzę. Wiem, że to umiesz. Pomogę ci.
Emily uśmiechnęła się, gdy usłyszała słowa przyjaciółki. Miała wrażenie, że jej policzki różowieją.
- Chodź ze mną do szkoły, kiedy będę pisać. Zagadaj jakoś nauczycieli. Potrzebuję czasu.
Szatynka odsunęła się i założyła ręce na piersi.
- Coś za coś.
- Konkretniej? - spytała blondynka.
- Ile masz fałszywych dowodów? - Angela oparła łokcie o stół.
- Moich, czy twoich?
- Twoich... - wywróciła oczami.
Emily zastanowiła się chwilę.
- Dwa. - odparła. - Jeśli nie wliczać paszportu. - dodała cicho.
- Oddasz mi je na cały miesiąc. - powiedziała szatynka. - Równo od dziś, do szesnastego lutego. Dasz mi je, a pomogę ci podczas pisania poprawek.
Blondynka wbiła morderczy wzrok w przyjaciółkę. Jeśli odda fałszywki, nie kupi alkoholu w żadnym miejscu. Choć dobrze to wiedziała, nie chciała przyznać, że ma problemy i jest alkoholiczką. Spojrzała na taras. Śnieg przykrył trawę i drzewa, lecz słońce wciąż mocno świeciło. Em szybko zaczęła obliczać, na ile czasu starczą jej zapasy, które ma w domu. Niestety nie obejmuje to całego miesiąca. Szarooka poczuła złość, ponieważ jej przyjaciółka trafiła w czuły punkt. Ann od dawna chciała zmusić Emily do odwyku lub chodzenia do AA. Blondynka zapierała się rękami i nogami, wmawiając sobie i innym, że nie ma żadnego problemu.
- Dobra. - wycedziła przez zaciśnięte zęby.
Wstała i podeszła do komody. Z portfela wyjęła jedną fałszywkę. Następnie pobiegła do swojego pokoju i z biurka wzięła drugą. Zeszła na dół i oddała je dziewczynie.
- Jeśli nie zaliczę poprawek, to przez pół roku, codziennie kupujesz mi pączki.
Szatynka przyłożyła dłoń do serca.
- Obiecuję. - rzekła uroczyście.
- Teraz robimy przerwę. Muszę się przewietrzyć.
Em poszła po bluzę, założyła ją i wyszła na taras. Po chwili dołączyła do niej Ann.
- Zimno tu w cholerę. - poskarżyła się szatynka.
- Tobie zawsze jest zimno. - parsknęła szarooka. - Mi za to jest gorąco.
Angela podeszła do przyjaciółki. Objęła ją w pasie, a następnie popchnęła ją na niewielką zaspę śniegu.
- Estúpido! - krzyknęła blondynka.
Dziewczyna szybko wstała i otrzepała się.
- Przecież mówiłaś, że ci gorąco. - broniła się Ann, z szerokim uśmiechem na twarzy.
Emily zrobiła śnieżkę i rzuciła nią w przyjaciółkę. Angela nie uchroniła się przed kulką, choć odskoczyła na bok i pisnęła.
- Muszę się przebrać. - warknęła Em i wróciła do domu.
Latynoska podeszła do krzesła, na którym leżał mały stosik ubrań. Wybrała białą bawełnianą koszulę.
- Dlaczego masz ciuchy tu, a nie w szafie na górze? - spytała Ann, opierając się o ścianę.
- To ty robisz u mnie pranie, dobrze wiesz, że ciuchy są wszędzie. - odparła i zaczęła rozpinać guziki w swojej koszuli.
Zdjęła ją i rzuciła w przyjaciółkę.
- No dzięki. - powiedziała sarkastycznie szatynka.
- Nie ma za co. - cmoknęła.
Odwróciła się tyłem do szatynki. Nagle poczuła ciarki na plecach. Ann stała tuż za nią i wpatrywała się w jej tatuaż. Policzki Emily z niewiadomej przyczyny zrobiły się lekko różowe.
- Choć tego nie popieram, muszę przyznać, że jednak fajny jest ten twój tatuaż.
- Dzięki. - odparła speszonym głosem Em i ubrała śnieżno białą koszulę z rękawami do łokci.
Dźwięk komórki wybawił ją z niezręcznej sytuacji. Przeczytała wiadomość i uśmiechnęła się pod nosem.
- Co tak zacieszasz? - spytała Angela.
- Drake napisał, że musimy porozmawiać i niedługo wpadnie. - odparła.
Dziewczyny usiadły na narożniku.
- Czyli muszę zaraz spadać. - zaśmiała się Ann. - No wiesz, nie chcę wam przeszkadzać. A tak w ogóle, to o czym chce porozmawiać?
Em wzruszyła ramionami i zaczęła przypatrywać się rybką, pływającym w akwarium.
- Nie wiem i mało mnie to obchodzi. - odparła beznamiętnie.
- A powinno. Pamiętasz, jak ostatnio chciał z tobą pogadać, tobie się nie chciało i skręcił kostkę, kiedy biegł do ciebie? - spytała z wyrzutem. - Śmiałaś się przez całą drogę do szpitala. Wrażliwa, to ty nie jesteś. - dodała.
- Mam zaburzenie psychiczne drugiej osi, co technicznie oznacza, że jestem socjopatą, niezdolnym do empatii. - powiedziała szarooka.
- Masz na to papiery?
- Uciekłam ze szpitala, zanim mi je wręczyli. - droczyła się z nią.
- Przecież masz klucz! - krzyknęła.
Po chwili usłyszała, jak otwierają się drzwi. Poczuła aromatyczny zapach. Do salonu weszła Ann.
- Mam dla ciebie pizzę, mogłabyś, chociaż otworzyć. - skarciła ją.
- Jedzonko! - szarooka od razu się ocknęła, podeszła do niej i zabrała pudło.
Dziewczyny poszły do kuchni i zjadły obiad, a następnie znów wróciły do salonu. Ann przeciągnęła się i spojrzała na Emily.
- Teraz czas na naukę. - zakomunikowała.
- Błagam nie. - jęknęła Em.
- Przynieś te kartki, na których masz wypisane, czego musisz się nauczyć, by zaliczyć.
Szarooka ze spuszczoną głową poszła do swojego pokoju. Znalazła plik kartek i wróciła do salonu. Szatynka siedziała przy stole w jadalni. Wyjęła kilka książek, długopisów i brudnopis ze swojej torby.
- To jest nie fair. - warknęła szarooka. - Normalnie zaliczenia pierwszego semestru są w marcu, a mi nauczyciele każą napisać poprawki w trakcie ferii.
- To oznacza, że masz trzy tygodnie. - podsumowała Angela. - Bierzemy się do pracy. Najpierw matma. Pokaż mi, co musisz umieć.
Emily podała jej kartki, a następnie usiadła przy stole. Ann przewertowała je, ze zdziwioną miną.
- Przecież połowa, to materiały z poprzednich lat. - skomentowała.
- Powiedzieli mi, że jeśli zdam to wszystko, zaliczą mi pierwszy semestr.
Angela westchnęła i sięgnęła po książkę od matematyki.
- Te rzeczy są łatwe. I nie wyjeżdżaj mi tu z tym, że jestem prymusem, bo nie jestem. - dodała szybko. - Zaczniemy od równań.
Szatynka przepisała do brudnopisu przykład z podręcznika. Emily chwyciła długopis i przyłożyła go do kartki. Poczuła nagły przypływ złości.
- Zacięłam się. - warknęła, po chwili. - Muszę się napić... - urwała, widząc oskarżycielski wzrok przyjaciółki. - Soku. - dodała szybko.
- Przecież to dodawanie, odejmowanie, mnożenie i tak dalej. Co w tym trudnego? - zdziwiła się Ann.
Angela także wzięła długopis i rozwiązała zadanie.
- Teraz rozumiesz? Tu dodajesz, tu mnożysz. - wskazywała kolejno na konkretne liczby.
Em przyłożyła rękę do czoła.
- Nie rozumiem tego. - jęknęła zmarnowana.
- Dodawania? - westchnęła i złapała blondynkę za ramię. - No dobra, zacznijmy od dodawania. Staraj się wszystko robić na zasadzie skojarzeń. Pół jabłka i pół jabłka, to całe jabłko.
Jasnowłosa zastanawiała się przez chwilę.
- Czyli ja, ty i moje łóżko, to seks? - spytała z chytrym uśmiechem.
- Oczywiście. - mruknęła Ann. - Teraz na cyfrach.
- Sześć i dziewięć, to sześćdziesiąt dziewięć.
- Wyższa matematyka się kłania. - Włoszka parsknęła śmiechem.
- Nie no, to jest piętnaście. - odparła Em. - Wiesz, miałam dziewięć dolców, ukradłam ci z portfela sześć i mam piętnaście.
Szatynka pokręciła głową i uśmiechnęła się szeroko.
- Brawo! Teraz odejmowanie. Miałaś osiemnaście ciastek. Drake zabrał ci kilka i zostało ci jedenaście. Co ma Drake?
- Złamaną rękę. - prychnęła. - I siedem moich ciastek.
- Świetnie! Teraz rozwiąż te przykłady.
Ann podała jej kartkę z zadaniami. Po kilku minutach na twarzy Em pojawiło się coś za kształt zmartwienia zmieszanego ze zdziwieniem. Wytężyła wzrok.
- Liczby mi się mieszają. - przetarła oczy. - Zamazują się i nie mogę przeczytać. Może mam dysleksję. Czy ja ślepnę?!
Ann uderzyła się dłonią w czoło.
- Słońce, załóż okulary. - nakazała.
Blondynka z tęgą miną wyciągnęła rękę, sięgnęła po okulary leżące na końcu stołu i założyła je.
- Widzę! - położyła dłoń na kolanie przyjaciółki. - Jesteś cudotwórcą.
- Ja wszystko potrafię. - parsknęła Ann. - A teraz wracaj do zadań. - nakazała.
Po kilkunastu minutach Emily oddała jej rozwiązania. Dziewczyna zaczęła sprawdzać.
- Dobrze, dobrze, źle, dobrze… - urwała i wydęła usta. - Em, w wyniku nie może wyjść trójkąt.
- Detale. - puściła jej oczko.
Zaczęły rozwiązywać kolejne przykłady. Angela cieszyła się, że ma tak wielką cierpliwość do przyjaciółki. Następnie wzięły się za kolejne przedmioty.
- Teraz chemia. - zaczęła szatynka. - To może, związki chemiczne.
- Woda jest rozpuszczalnikiem wielu związków. - odparła Emily. - No bo popatrz. Kiedy Titanic tonął, Rose leżała na drzwiach, a Jack marzł w oceanie. Generalnie byli razem, a kiedy on umarł, ona go puściła i ziomek spadł na dno. Woda rozpuściła ich związek, a to dowód na to, że jest dobrym rozpuszczalnikiem.
Ann zrobiła wielkie oczy i wpatrywała się w nią przez chwilę.
- Nie wszystko możesz robić na zasadzie skojarzeń.
- Ale zasadniczo dobrze powiedziałam. - westchnęła szarooka. - Przedmioty ścisłe są zbyt skomplikowane. - spuściła głowę. - Nie zdam tego.
Angela przyłożyła dłoń do jej policzka.
- Nie mów tak. To jest z poprzednich lat, umiesz to. Musimy tylko znaleźć sposób na naukę, dzięki któremu ci się uda. - spojrzała prosto w jej stalowe oczy. - Ja w ciebie wierzę. Wiem, że to umiesz. Pomogę ci.
Emily uśmiechnęła się, gdy usłyszała słowa przyjaciółki. Miała wrażenie, że jej policzki różowieją.
- Chodź ze mną do szkoły, kiedy będę pisać. Zagadaj jakoś nauczycieli. Potrzebuję czasu.
Szatynka odsunęła się i założyła ręce na piersi.
- Coś za coś.
- Konkretniej? - spytała blondynka.
- Ile masz fałszywych dowodów? - Angela oparła łokcie o stół.
- Moich, czy twoich?
- Twoich... - wywróciła oczami.
Emily zastanowiła się chwilę.
- Dwa. - odparła. - Jeśli nie wliczać paszportu. - dodała cicho.
- Oddasz mi je na cały miesiąc. - powiedziała szatynka. - Równo od dziś, do szesnastego lutego. Dasz mi je, a pomogę ci podczas pisania poprawek.
Blondynka wbiła morderczy wzrok w przyjaciółkę. Jeśli odda fałszywki, nie kupi alkoholu w żadnym miejscu. Choć dobrze to wiedziała, nie chciała przyznać, że ma problemy i jest alkoholiczką. Spojrzała na taras. Śnieg przykrył trawę i drzewa, lecz słońce wciąż mocno świeciło. Em szybko zaczęła obliczać, na ile czasu starczą jej zapasy, które ma w domu. Niestety nie obejmuje to całego miesiąca. Szarooka poczuła złość, ponieważ jej przyjaciółka trafiła w czuły punkt. Ann od dawna chciała zmusić Emily do odwyku lub chodzenia do AA. Blondynka zapierała się rękami i nogami, wmawiając sobie i innym, że nie ma żadnego problemu.
- Dobra. - wycedziła przez zaciśnięte zęby.
Wstała i podeszła do komody. Z portfela wyjęła jedną fałszywkę. Następnie pobiegła do swojego pokoju i z biurka wzięła drugą. Zeszła na dół i oddała je dziewczynie.
- Jeśli nie zaliczę poprawek, to przez pół roku, codziennie kupujesz mi pączki.
Szatynka przyłożyła dłoń do serca.
- Obiecuję. - rzekła uroczyście.
- Teraz robimy przerwę. Muszę się przewietrzyć.
Em poszła po bluzę, założyła ją i wyszła na taras. Po chwili dołączyła do niej Ann.
- Zimno tu w cholerę. - poskarżyła się szatynka.
- Tobie zawsze jest zimno. - parsknęła szarooka. - Mi za to jest gorąco.
Angela podeszła do przyjaciółki. Objęła ją w pasie, a następnie popchnęła ją na niewielką zaspę śniegu.
- Estúpido! - krzyknęła blondynka.
Dziewczyna szybko wstała i otrzepała się.
- Przecież mówiłaś, że ci gorąco. - broniła się Ann, z szerokim uśmiechem na twarzy.
Emily zrobiła śnieżkę i rzuciła nią w przyjaciółkę. Angela nie uchroniła się przed kulką, choć odskoczyła na bok i pisnęła.
- Muszę się przebrać. - warknęła Em i wróciła do domu.
Latynoska podeszła do krzesła, na którym leżał mały stosik ubrań. Wybrała białą bawełnianą koszulę.
- Dlaczego masz ciuchy tu, a nie w szafie na górze? - spytała Ann, opierając się o ścianę.
- To ty robisz u mnie pranie, dobrze wiesz, że ciuchy są wszędzie. - odparła i zaczęła rozpinać guziki w swojej koszuli.
Zdjęła ją i rzuciła w przyjaciółkę.
- No dzięki. - powiedziała sarkastycznie szatynka.
- Nie ma za co. - cmoknęła.
Odwróciła się tyłem do szatynki. Nagle poczuła ciarki na plecach. Ann stała tuż za nią i wpatrywała się w jej tatuaż. Policzki Emily z niewiadomej przyczyny zrobiły się lekko różowe.
- Choć tego nie popieram, muszę przyznać, że jednak fajny jest ten twój tatuaż.
- Dzięki. - odparła speszonym głosem Em i ubrała śnieżno białą koszulę z rękawami do łokci.
Dźwięk komórki wybawił ją z niezręcznej sytuacji. Przeczytała wiadomość i uśmiechnęła się pod nosem.
- Co tak zacieszasz? - spytała Angela.
- Drake napisał, że musimy porozmawiać i niedługo wpadnie. - odparła.
Dziewczyny usiadły na narożniku.
- Czyli muszę zaraz spadać. - zaśmiała się Ann. - No wiesz, nie chcę wam przeszkadzać. A tak w ogóle, to o czym chce porozmawiać?
Em wzruszyła ramionami i zaczęła przypatrywać się rybką, pływającym w akwarium.
- Nie wiem i mało mnie to obchodzi. - odparła beznamiętnie.
- A powinno. Pamiętasz, jak ostatnio chciał z tobą pogadać, tobie się nie chciało i skręcił kostkę, kiedy biegł do ciebie? - spytała z wyrzutem. - Śmiałaś się przez całą drogę do szpitala. Wrażliwa, to ty nie jesteś. - dodała.
- Mam zaburzenie psychiczne drugiej osi, co technicznie oznacza, że jestem socjopatą, niezdolnym do empatii. - powiedziała szarooka.
- Masz na to papiery?
- Uciekłam ze szpitala, zanim mi je wręczyli. - droczyła się z nią.
Ann chwyciła ją za rękę.
- Czasem tracę do ciebie siły. - przyznała.
- Ale i tak mnie kochasz. - stwierdziła Em.
Angela wstała i ruszyła w stronę drzwi, a następnie założyła kurtkę. Blondynka podeszła do niej i podała jej torbę.
- Mam nadzieję, że to były wszystkie twoje fałszywe dowody. - rzuciła podejrzliwie Angela.
- Więcej nie mam... no, chyba że jakieś mi się kiedyś zgubiły.
Szatynka przytuliła przyjaciółkę.
- Ogarnij tu, zanim twój kochaś przyjdzie.
- Chciałoby się. - burknęła. - Jesteś zazdrosna i tyle.
- Oczywiście. - Ann dała jej buziaka w policzek i wyszła.
Głośne pukanie do drzwi zbudziło Emily. Była wdzięczna, że jej sen nie dobiegł końca. Koszmary, których wciąż nie rozumiała, nachodziły ją zawsze, gdy tylko zamykała oczy. Cieszyła się, że tym razem obudziła się w tym samym miejscu, w którym zasnęła. Dziewczyna przeciągnęła się i wytarła zaśliniony policzek.
- Masz klucz! - krzyknęła.
Po chwili Drake stał na środku salonu z butelką piwa. Blondynka przewróciła oczami i usiadła na narożniku.
- Sorry za spóźnienie. - wymamrotał. - Masz może ochotę?
- Nie piję piwa. - odparła.
Chłopka zrobił wielkie oczy i spojrzał na nią niepewnie.
- Mówi to alkoholiczka. - szepnął.
Emily zgromiła go wzrokiem. Szatyn odstawił butelkę na komodę.
- Może i czasem coś pije, ale na pewno nie piwo. - powiedziała lodowatym głosem. - Jest gorzkie i mi nie smakuje.
- Czasem. - powtórzył słowa dziewczyny z uśmiechem. - Przyznaj, że masz lekki problem.
- I kto to mówi. - warknęła. - Odezwał się hazardzista.
Drake uniósł ręce.
- Jaki hazardzista? To, że czasem gram w karty...
- W kasynie. - przerwała mu. - Wiem, że potrzebny ci hajs, ale nie zdobywaj go w ten sposób.
Latynos usiadł na fotelu.
- Mówisz, jakby to było proste. Ty niby jak zdobywasz pieniądze? - spytał.
- Nie wiem, o czym mówisz. - odparła oschle.
Blondynka wstała i podeszła do akwarium, by nakarmić rybki.
- Dobrze wiem, że rodzice nie przysyłają ci kasy. - odparł. - Zbyt często na nich narzekasz. Nie uwierzę w to. A jeśli się nie mylę, kiedyś wspominałaś, że już tego nie robią. Więc za co kupiłaś wycieczkę do Grecji dla Matt’a i Ann?
- Czasem tracę do ciebie siły. - przyznała.
- Ale i tak mnie kochasz. - stwierdziła Em.
Angela wstała i ruszyła w stronę drzwi, a następnie założyła kurtkę. Blondynka podeszła do niej i podała jej torbę.
- Mam nadzieję, że to były wszystkie twoje fałszywe dowody. - rzuciła podejrzliwie Angela.
- Więcej nie mam... no, chyba że jakieś mi się kiedyś zgubiły.
Szatynka przytuliła przyjaciółkę.
- Ogarnij tu, zanim twój kochaś przyjdzie.
- Chciałoby się. - burknęła. - Jesteś zazdrosna i tyle.
- Oczywiście. - Ann dała jej buziaka w policzek i wyszła.
Głośne pukanie do drzwi zbudziło Emily. Była wdzięczna, że jej sen nie dobiegł końca. Koszmary, których wciąż nie rozumiała, nachodziły ją zawsze, gdy tylko zamykała oczy. Cieszyła się, że tym razem obudziła się w tym samym miejscu, w którym zasnęła. Dziewczyna przeciągnęła się i wytarła zaśliniony policzek.
- Masz klucz! - krzyknęła.
Po chwili Drake stał na środku salonu z butelką piwa. Blondynka przewróciła oczami i usiadła na narożniku.
- Sorry za spóźnienie. - wymamrotał. - Masz może ochotę?
- Nie piję piwa. - odparła.
Chłopka zrobił wielkie oczy i spojrzał na nią niepewnie.
- Mówi to alkoholiczka. - szepnął.
Emily zgromiła go wzrokiem. Szatyn odstawił butelkę na komodę.
- Może i czasem coś pije, ale na pewno nie piwo. - powiedziała lodowatym głosem. - Jest gorzkie i mi nie smakuje.
- Czasem. - powtórzył słowa dziewczyny z uśmiechem. - Przyznaj, że masz lekki problem.
- I kto to mówi. - warknęła. - Odezwał się hazardzista.
Drake uniósł ręce.
- Jaki hazardzista? To, że czasem gram w karty...
- W kasynie. - przerwała mu. - Wiem, że potrzebny ci hajs, ale nie zdobywaj go w ten sposób.
Latynos usiadł na fotelu.
- Mówisz, jakby to było proste. Ty niby jak zdobywasz pieniądze? - spytał.
- Nie wiem, o czym mówisz. - odparła oschle.
Blondynka wstała i podeszła do akwarium, by nakarmić rybki.
- Dobrze wiem, że rodzice nie przysyłają ci kasy. - odparł. - Zbyt często na nich narzekasz. Nie uwierzę w to. A jeśli się nie mylę, kiedyś wspominałaś, że już tego nie robią. Więc za co kupiłaś wycieczkę do Grecji dla Matt’a i Ann?
- Zarobiłam. - wycedziła. - Zresztą, to odbiega od
tematu. Ty możesz popaść w nałóg, a to jest złe.
- Mówi to ktoś, kto nie wytrzyma dnia bez whisky. - burknął. - Może i mam lekki problem, ale ja, chociaż potrafię się do tego przyznać. Nie to, co ty.
- Cierra la boca! - krzyknęła w ojczystym języku.
Szarooka uderzyła pięścią w komodę. Wzięła kilka głębokich wdechów. Dobrze wiedziała, że Drake miał rację. Była alkoholiczką, choć nie chciała się do tego przyznać. Spuściła głowę i spojrzała na pływające rybki. Chłopak przetarł dłonią czoło i podszedł do niej. Objął ją od tyłu i oparł brodę o jej ramię.
- Przepraszam. - powiedział ze smutkiem. - Nie chciałem na ciebie krzyczeć. Wypiłem za dużo.
- Nie jestem zła. - fuknęła.
Odsunęła się od niego.
- Tak właściwie, to o czym chciałeś porozmawiać? Bo zakładam, że nie przyszedłeś tu tylko po to, by robić mi wyrzuty. - spytała od niechcenia.
Szatyn zmieszał się lekko.
- O nas.
- O nas? - spytała ze zdziwieniem.
- Ja po prostu tego nie rozumiem. - wyznał. - Na święta dałaś się pocałować, byliśmy w kinie na randce, w nowym roku całowałaś się z Carl’em. Ja już nie wiem, czego ty chcesz.
Dziewczyna wpatrywała się w niego i nie mogła z siebie wykrztusić ani słowa. Drake podszedł do niej i chwycił ją za ręce.
- Lubię cię i to nawet bardzo, ale nie wiem, co ty do mnie czujesz. - powiedział cicho. - Czemu ty boisz się rozmawiać o uczuciach? Nie potrafię tego zrozumieć.
- Mówi to ktoś, kto nie wytrzyma dnia bez whisky. - burknął. - Może i mam lekki problem, ale ja, chociaż potrafię się do tego przyznać. Nie to, co ty.
- Cierra la boca! - krzyknęła w ojczystym języku.
Szarooka uderzyła pięścią w komodę. Wzięła kilka głębokich wdechów. Dobrze wiedziała, że Drake miał rację. Była alkoholiczką, choć nie chciała się do tego przyznać. Spuściła głowę i spojrzała na pływające rybki. Chłopak przetarł dłonią czoło i podszedł do niej. Objął ją od tyłu i oparł brodę o jej ramię.
- Przepraszam. - powiedział ze smutkiem. - Nie chciałem na ciebie krzyczeć. Wypiłem za dużo.
- Nie jestem zła. - fuknęła.
Odsunęła się od niego.
- Tak właściwie, to o czym chciałeś porozmawiać? Bo zakładam, że nie przyszedłeś tu tylko po to, by robić mi wyrzuty. - spytała od niechcenia.
Szatyn zmieszał się lekko.
- O nas.
- O nas? - spytała ze zdziwieniem.
- Ja po prostu tego nie rozumiem. - wyznał. - Na święta dałaś się pocałować, byliśmy w kinie na randce, w nowym roku całowałaś się z Carl’em. Ja już nie wiem, czego ty chcesz.
Dziewczyna wpatrywała się w niego i nie mogła z siebie wykrztusić ani słowa. Drake podszedł do niej i chwycił ją za ręce.
- Lubię cię i to nawet bardzo, ale nie wiem, co ty do mnie czujesz. - powiedział cicho. - Czemu ty boisz się rozmawiać o uczuciach? Nie potrafię tego zrozumieć.
- Ja też nie. - przyznała ze wstydem. - Chyba też cię
lubię.
W oczach chłopaka pojawiły się iskierki. Przybliżył
się, na tyle by ich twarze dzieliło kilka centymetrów. Dłonią dotknął jej
policzka. Uniósł lekko jej głowę, przez co zmusił ją do tego, by spojrzała w
jego oczy. Nagle szatyn pocałował ją czule. Dziewczyna przez chwilę próbowała
ogarnąć sytuację, lecz po chwili odwzajemniła pocałunek. Drake przyciągnął ją
do siebie. Chłopak zachłannie wpił się w jej usta. Emily czekała na ten moment
od dawna, lecz gdy już nadszedł, nie cieszył ją tak, jak myślała. Szatyn nie
przerywając pocałunków, cofnął się, a gdy trafił na kant narożnika, Em
popchnęła go i usiadła na niego okrakiem. Przez jej głowę zaczęły przelatywać
myśli, które ani trochę jej się nie podobały. Starała się nie zwracać na to
uwagi. Wplotła palce we włosy chłopaka. Drake złapał dłońmi skrawek jej koszuli
i już chciał zacząć odpinać guziki, gdy szarooka odsunęła się gwałtownie.
Wstała i popatrzyła na niego, ze zmieszaną miną.
- Przepraszam. - szepnęła. - Nie mogę.
- Czy to moja wina? - spytał z troską i smutkiem. - Nie chcesz się spieszyć?
- Nie, po prostu coś zrozumiałam. - powiedziała.
Odwróciła się i szybkim krokiem wyszła ze swojego domu, zostawiając Drake’a samego.
- Czy to moja wina? - spytał z troską i smutkiem. - Nie chcesz się spieszyć?
- Nie, po prostu coś zrozumiałam. - powiedziała.
Odwróciła się i szybkim krokiem wyszła ze swojego domu, zostawiając Drake’a samego.