niedziela, 15 listopada 2015

Rozdział III

            Godziny ciągnęły się w nieskończoność. Emily nie udało się zmrużyć oka, choćby na chwilę. Leżała bezczynnie na łóżku, wpatrując się w pomarańczowe plamy na suficie. Przez cały ten czas rozmyślała nad swoim snem. Był on tak realistyczny, że nie wiedziała, w którym momencie się zaczął. Gdy dźwięk budzika rozniósł się po pokoju, dziewczyna od razu wyskoczyła z łóżka. Podeszła do uchylonego okna i uśmiechnęła się, ponieważ poczuła przyjemnie ciepły wiatr, który był dość dziwnym zjawiskiem, jak na jesienną pogodę. Poranna toaleta zajęła jej niecałe pół godziny. Chwyciła zapakowany plecak i zeszła na parter. Nagle frontowe drzwi otworzyły się z hukiem i do domu weszła Ann.
- Jestem głodna! - krzyknęła szatynka. - Lodówko, przybywam!
- Wiesz, gdzie kuchnia. - uśmiechnęła się. - Ja przecież mam zakaz na gotowanie.
Obie dziewczyny zrobiły sobie w kuchni tosty, po czym szybko je zjadły i wyszły z domu. Nie miały dużo czasu, ponieważ w Nowym York’u metro jest nieprzewidywalne. Idąc ścieżką, Em znów pomyślała o swoim śnie.
- Opowiesz mi może, wczorajszy dzień? - spytała lekko zakłopotana, odwracając głowę.
Ann przystanęła na chwilę i spojrzała na przyjaciółkę.
- Trochę odjechałaś. - powiedziała, po czym ruszyła z miejsca. - A co?
- Szczerze, nie pamiętam zbytnio wczorajszego dnia. - znów poczuła, jak zaczyna ją boleć głowa. - Co się działo, od wyjścia z apartamentu Elegancika?
- Carl zawiózł nas do ciebie. Ty się źle czułaś i ciągle miotałaś się w samochodzie. Drake postanowił z tobą zostać, bo ja musiałam już wracać do domu. - kontynuowała, łapiąc oddech. - Później zadzwonił do mnie i powiedział, że zasnęłaś podczas oglądania filmu, więc posiedział z tobą jeszcze trochę czasu, ale nie rzucałaś się przez sen, więc pojechał do domu. - powiedziała na jednym wdechu.
Emily była zszokowana. Jak to możliwe, że zasnęła w trakcie filmu? Pamiętała dokładnie przebieg rozmowy z szatynem. Nie wiedziała, co się z nią dzieje. Jakim cudem niczego nie pamięta i jak znalazła się w swoim łóżku.
- W takim razie miałam kolejny porąbany sen. - rzuciła. - Czaisz, śniło mi się, że się z nim przespałam. - powiedziała.
Ann zaczęła się głośno śmiać.
- No ciekawe, ciekawe. - uśmiechnęła się. - O mnie też czasem tak śnisz? - obie wybuchły śmiechem, choć Emily lekko się zarumieniła.
            Cudem udało im się zdążyć na metro, które przyjechało szybciej, niż powinno. Przez całą jazdę próbowały znaleźć wyjaśnienie, dlaczego blondynka niczego nie pamięta. Gdy dotarły na swoją stację, wyszły z niej szybkim krokiem, by zdążyć, ponieważ Em opuściła już kilka lekcji. Kiedy były pod szkołą, zauważyły Drake’a i pomachały do niego. On podszedł do nich szybkim krokiem.
- Cześć. To, jak gotowe na kolejny dzień więzieniu, w którym mózgi uczniów pozbawiane są kreatywności? - zaśmiał się.
Dziewczyny tylko potaknęły głowami i razem weszli do ceglanego budynku.
            Pierwsze lekcje mijały dość szybko, zwłaszcza że Emily przespała kilka z nich, choć obawiała się, że może nagle zacząć krzyczeć. Chciała nie myśleć o Drake’u, ale nie było to proste, gdyż widywała go na każdej przerwie. W tym dniu starała bardziej przebywać z Ann. W głębi duszy chciała wierzyć, że to wszystko stało się naprawdę. Gdy zadzwonił dzwonek na przerwę, Em wyszła z sali fizycznej i skierowała się w kierunku swojej szafki. Nagle ktoś poklepał ją po ramieniu. Obróciła się gwałtownie i zobaczyła przed sobą średniego wzrostu szatyna.
- Co się z tobą dzieje? - spytał Drake. - Od rana mnie unikasz. Coś się stało?
- Nic się nie stało. - odpowiedziała oschle. - A teraz, czy możesz się z łaski swojej przesunąć, chciałabym przejść. - próbowała go wyminąć, lecz on złapał ją za rękę i pociągnął przez korytarz, aż doszli do schodów.
- Obraziłaś się na mnie? - spytał ze smutkiem.
- Nie. - wycedziła. - Przepraszam, nie jestem dziś sobą, nie chcę się kłócić.
- Ann powiedziała mi, że nie pamiętasz połowy wczorajszego dnia. - popatrzył w jej szare tęczówki. - Czy to prawda?
- Nie mogła tego zostawić dla siebie, bo po co. - szepnęła sama do siebie, po czym dodała głośnie. - Tak, to prawda. Pamiętam, jak wychodziliśmy od Matt’a, a później od wejścia do mojego domu, do obejrzenia filmu.
- Czyli nie pamiętasz niczego więcej? - przyglądał jej się badawczo.
- Nie... to znaczy miałam jakiś dziwny sen, w którym pogadaliśmy i... - urwała.
- I co? - dopytywał się.
Po chwili milczenia zebrała się na odwagę, by powiedzieć mu, co jej się śniło.
- Pocałowałeś mnie, no i... sam się domyśl, co dalej. - szepnęła tak cicho, że sama prawie nie usłyszała swoich słów.
Chłopak nic nie odpowiedział, więc zawstydzona blondynka ruszyła w stronę korytarza. Latynos nagle podbiegł do niej i złapał ją za ramię, po czym ona się odwróciła.
- Umówisz się ze mną? - powiedział tak szybko, że nie była pewna, co usłyszała. - W piątek do kina?
- Co... ja ten, no... - próbowała wydusić z siebie coś sensownego. - Yyy... jasne czemu nie. - czuła, że policzki zaczynają ją piec.
Miała już odejść w stronę korytarza, gdy nagle usłyszała głos chłopaka.
- A i Emily... nieźle całujesz. - rzucił, lekko zawstydzony.
Dziewczyna po raz kolejny nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała.
- Czyli ten pocałunek zdarzył się naprawdę?
Szatyn kiwnął głową, po czym zbliżył się do niej i dał jej buziaka w policzek. Szarooka wiedziała, że jest już cała czerwona na twarzy.
- Tak, ale reszta niestety musiała ci się przyśnić. - powiedział, z naciskiem na „niestety”. - Zasnęłaś jakąś chwilę później.
Jasnowłosa nie wiedziała, co ma mu odpowiedzieć. Cieszyła się, że pocałunek zdarzył się naprawdę.
- To, ja... ten, no... jesteśmy umówieni na piątek. - powiedziała, cofając się, po czym wpadła na szafki. - Ja... tego, no... muszę lecieć. - pobiegła w głąb korytarza.
            Gdy wbiegła do łazienki, podeszła do umywalki, odkręciła kurek, po czym zamoczyła ręce i potarła nimi twarz. Opuściwszy ręce, spojrzała w lustro i ujrzała, że ma różowe policzki. Była zadowolona, że naprawdę pocałowała Drake’a, lecz żałowała, że reszta, to tylko wytwór jej wyobraźni. Gdyby to wydarzyło się naprawdę, nie byłby to jej pierwszy raz. Niechętnie wracała do tego wspomnienia. Emily przestała zażywać narkotyki rok temu, gdy miała niecałe szesnaście lat. W dzień, w którym rozstała się z używkami, odbyła się impreza w opuszczonym zakładzie psychiatrycznym. Na początku była na niej tylko Em, ale później przyjechał po nią Drake wraz z Olympią. Oly uwielbiała tego typu imprezy, ponieważ pasowały do jej klimatu. Brunetka szybko zniknęła w tłumie. Szatyn także postanowił zostać. Emily była już wtedy tak pijana, że nie pamiętała, iż zadzwoniła po Ann, dopóki dziewczyna nie przyjechała. Po długich namowach Angela wypiła troszkę. W tym czasie Drake i Em, którzy byli już ostro wstawieni, wyszli z największego pomieszczenia, gdzie znajdowały się prawie wszystkie osoby i poszli na któreś z wyższych pięter, do jakiegoś starego opuszczonego pokoju. Rano Emily obudziła się szybciej i choć miała mocnego kaca, zrozumiała, co się stało. Przeraziła się. Założyła swoje ubrania i wyszła stamtąd. Wtedy przysięgła sobie, że już nigdy nie zażyje narkotyku. Od tego czasu Drake podoba jej się jeszcze bardziej i choć niczego nie pamiętała, to czasem czuła się przy nim nieswojo. Jej przyjaciel dotąd nie wie, co się wtedy wydarzyło. Jedynie Ann zna całą sytuację. Z zamyśleń wyrwał ją odgłos gwałtownie otwieranych drzwi. Angela wpadła do łazienki. Śmiała się głośno i oparła się o ścianę.
- No, no, ciekawą mieliście rozmowę. - powiedziała, ciągle się śmiejąc.
- Się nie posikaj. - rzuciła ironicznie Emily. - Nie ładnie tak podsłuchiwać. 
- Nie podsłuchiwałam. Po prostu usłyszałam waszą rozmowę. - broniła się.
Szarooka parsknęła z pogardą.
- Oh, no jasne, że się z tobą umówię. - Angela niskim tonem, próbowała sparodiować Emily.
- Wal się. - rzuciła chłodno.
Szatynka zignorowała przyjaciółkę.
- Ach, tylko nie podchodź do mnie zbyt blisko, bo wpadnę na szafki. - powiedziała, teatralnie.
- Przestań! - krzyknęła szarooka, robiąc się ze złości cała bordowa na twarzy.
- Ale Drake, my się naprawdę całowaliśmy? - śmiała się coraz głośniej.
- Powiedziałam dość! - wzięła zamach i uderzyła pięścią w lustro.
Szkło rozsypało się na miliony małych kawałeczków. Dziewczyna wiedziała, że nie powinna była tego robić, ale musiała dać upust złości. Zauważyła, że skaleczyła sobie kostki, co nie było dla niej niczym nowym. Podłożyła dłoń pod kran i zmyła krew ze skóry. Wytarła mokrą rękę w spodnie, po czym spojrzała w drugie lustro. Jej uwagę przykuła wściekłość w szarych tęczówkach. Gdy przemawiała przez nią agresja, nie poznawała się. Kątem oka widziała przerażenie wymalowanie na twarzy Ann. Wzięła kilka głębokich wdechów, by nieco się uspokoić, po czym usłyszała dzwonek na lekcje.
- Jakby co, to Olympia potłukła lustro przed wyjazdem. - popatrzyła z wyrzutem na przyjaciółkę. - Chodź, bo się spóźnimy. - rzuciła oschle, wychodząc z łazienki.
            Po kolejnej nudnej lekcji, gdy złość Emily opadła, na przerwie obiadowej we troje postanowili wyjść na patio, ponieważ słońce mocno grzało. Usiedli przy okrągłym stole.
- Em, chcesz naleśnika? - zaproponowała szatynka, w nadziei, że przyjaciółka nie jest na nią zła. - Twoje ulubione.
- Znów je przyniosłaś? - zaśmiała się sztucznie. - No jasne, że chcę. Co się głupio pytasz.
Ann otworzyła pudełko.
- Ten dla ciebie. - podała, blondynce. - A ten dla mnie.
- Wyszły ci lepiej, niż ostatnio. - powiedziała, przegryzając naleśnika.
- Te akurat zrobił Carl. - rzuciła. - Zanim wyszliśmy od Matt’a, zapakował je dla nas.
Szarooka nie mogła zaprzeczyć, że Carlos posiadał wielki talent kulinarny. Siedzieli na zewnątrz całą przerwę, jedząc i rozmawiając. Kiedy zadzwonił dzwonek, wstali i skierowały się w stronę sali biologicznej, a Drake poszedł na matematykę. Emily lubiła ten przedmiot, zwłaszcza że Angela za nim nie przepadała. Wchodząc do klasy, dziewczyna zauważyła na tablicy rysunek żaby. Skierowała się na koniec sali, po czym usiadła w ostatniej ławce wraz z Ann. Pan Jefferson, nauczyciel biologii, wstał i przywitał się z klasą.
- Witam was, mam nadzieję, że spodoba wam się dzisiejszy temat. - wziął głęboki oddech. - Dziś będziemy przeprowadzać sekcję zwłok żaby.
Wszystkie dziewczyny w klasie nie były zbyt zachwycone, oprócz Emily. Kilku uczniów rozdało skalpele i inne przyrządy pozostałym, a nauczyciel chodził z wielkim pudłem i na każdej ławce kładł po kilka żab.
- Fu, jak można coś takiego robić zwierzaczkom. - powiedziała z wyrzutem i obrzydzeniem Ann.
- Obrończyni praw zwierząt się znalazła. - blondynka posłała jej uśmiech. - Najpierw rozcinamy brzuch, czy wolisz odciąć łeb? - spytała, teatralnie.
Szatynka pokręciła z niesmakiem głową na znak kapitulacji. Nie lubiła lekcji biologii, zwłaszcza że siedziała z Em w ławce, która w takich momentach zachowywała się jak socjopatyczny morderca. Szarooka nie przejmowała się tym zbytnio i zabrała się do pracy. Ponieważ była dobra z tego przedmiotu, jako jedna z pierwszych ukończyła zadanie, choć nie minęło nawet pół lekcji. Postanowiła więc trochę podenerwować swoją towarzyszkę z ławki. Wzięła jedną z żab i poodcinała jej kończyny. Złapała za jedną z łapek i rzuciła nią w przyjaciółkę. Ann pisnęła i odsunęła się tak szybko, że prawie spadła z krzesła.
- Imbecill. - warknęła. - Co ty robisz?
- Uczę żabę latać. Nie widać? - uśmiechnęła się promieniście.
Przez kilka minut denerwowała ją tym sposobem. Wzięła jedną żabkę i zaczęła ściskać jej pyszczek.
- Kto tu jest słodką żabcią? - mówiła półgłosem, potrząsając głową. - Ja nią jestem. - odpowiedziała piskliwym głosem, ruszając pyszczkiem płaza.
Em włożyła palca do buzi zwierzaczka i podniosła rękę.
- Psze pana, ta bestia mnie ugryzła! - krzyknęła z udawaną paniką.
Wszyscy uczniowie zaczęli się głośno śmiać, a nauczyciel tylko pokręcił z politowaniem głową i potarł dłonią czoło. Blondynka nie była zadowolona z tego powodu, że przyjaciółka nie zwraca na nią uwagi, więc znów zaczęła rzucać w nią kończynami zwierzęcia. Angela starała się ją olewać, choć nie było to proste, ponieważ ciągle obrywała w głowę odnóżami płaza. Szarooka dalej była ignorowana, więc rzuciła w szatynkę całą żabą.
- Uspokój się! - krzyknęła Włoszka. - Niech jej pan coś powie. - powiedziała błagalnym tonem.
- Panno Extraño, możesz z łaski swojej nie rzucać w koleżankę żabą? - spytał, z prośbą.
Dziewczyna tylko skinęła głową. Nie miała zamiaru słuchać nauczyciela.
- Coś ty taka sztywna? - szepnęła do Ann i szturchnęła ją w ramię.
Złapała za jedną z odciętych nóżek i przysunęła ją bliżej twarzy, tak by Angela to zauważyła.
- Em, odłóż to. - poprosiła ją.
Blondynka nie słuchała jej, chciała, by jej przyjaciółka trochę się podenerwowała.
- Zostaw tę nóżkę. - podniosła ton głosu.
- Nina to sobie może we Francji jeść ślimaki, a ja żabek to już nie mogę? - powiedziała Em, starając się zamaskować uśmiech.
Całej tej sytuacji przyglądali się inni uczniowie, którzy cicho się śmiali. Emily lekko otworzyła buzię. Szatynka wyciągnęła rękę, by zabrać jej kończynę płaza, lecz dziewczyna lekko ją popchnęła.
- Nie jedz tej żaby! - krzyknęła Ann.
Wszyscy obrócili się w ich stronę. Pan Jefferson starał się z całych sił ignorować, swoją szaloną uczennicę. Gdy uczniowie wrócili do swojej pracy, Em znów wzięła płetwę do ręki.
- Ej ludzie, macie może sól? - szepnęła. - Bo te nóżki, to trochę niedoprawione są.
Kilka osób parsknęło śmiechem.
- Em zostaw tę biedną żabę... lub jej pozostałości, w spokoju. - powiedziała stanowczo Ann.
Blondynka znów przybliżyła zieloną kończynę do twarzy, po czym rozchyliła wargi.
- Czy ty mnie słuchasz? Nie. Jedz. Tego. - powiedziała, akcentując każdy wyraz.
Szarooka nie posłuchała jej i włożyła końcówkę płetwy do ust.
- Cretino! - wrzasnęła Ann.
Cała klasa zwróciła się w ich kierunku. Chłopacy zaczęli się śmiać, a dziewczyny piszczeć.
- Emily Extraño, do dyrektora! - krzyknął pan Jefferson.
Dziewczyna zaśmiała się pod nosem.
- Już, już, ale pozwoli pan, że wezmę sobie tę nóżkę na drogę. - powiedziała, biorąc kolejne odnóża do ręki. - A właśnie, ma pan może wykałaczki, bo mi żaba między zęby wlazła.
Nauczyciel nic nie odpowiedział, tylko opuścił bezradnie ręce, usiadł przy biurku i opuścił głowę. Blondynka spakowała się i żwawym krokiem wyszła z sali, po czym z uśmiechem skierowała się do gabinetu dyrektora.
            Emily siedziała na skórzanym fotelu, a nogi miała położone na stoliku. Popijała kawę z bitą śmietaną i przegryzała pączka.
- Cóż cię znów do mnie sprowadza? - spytał luźno dyrektor Lander.
Jak na osobę, która odpowiada za całą szkołę, nie jest zbytnio pracowity. Był on wyluzowanym mężczyzną po trzydziestce. Jako jedyna osoba dorosła z całej szkoły, lubił Emily i zawsze brał na siebie odpowiedzialność, za jej głupie wybryki. Em dość często trafiała do jego gabinetu, więc czuła się w nim, jak u siebie.
- Chciałam sobie w spokoju zjeść żabkę, którą wcześniej pokroiłam, a Ann mi nie pozwalała i pan Jefferson się wkurzył. - powiedziała z udawanym oburzeniem.
Mężczyzna wybuchnął śmiechem.
- Muszę przyznać, że wysyłają cię do mnie z coraz śmieszniejszych powodów. - kontynuował. - Chociaż twoja ostatnia akcja też była niezła.
- Ja i Alex, tylko rozlaliśmy kilka litrów kisielu na podłogę i się po nim ślizgaliśmy. - uśmiechnęła się perliście. - Normalka. - machnęła ręką.
- Nauczyciel fizyki żądał ode mnie, bym was zawiesił w prawach ucznia. - zaśmiał się.
- To nie moja wina. - oburzyła się. - Tłumaczyłam mu, że to mój dodatkowy projekt. - powiedziała, przegryzając pączka.
- A jak wytłumaczysz to, że byłaś w stroju kąpielowym, miałaś czepek, okulary do pływania, oraz żółte pływaczki?
- A co, miałam pobrudzić sobie koszulę? - parsknęła.
Oboje zaczęli się śmiać. Nie wiedziała, czy jej wybryki bardziej rozśmieszają ją, czy jego.
- Chcieli, bym cię wtedy zawiesił. - kontynuował. - Choć to nie równa się z tym, co zrobiłaś we wrześniu.
- Ja, jako przykładna uczennica, robiłam perfekcyjnie mój eksperyment.
- Ale dodałaś do niego jakiegoś kwasu, by zmienił kolor na ładniejszy. On nagle wybuchł i cała ściana została przeżarta. - próbował powstrzymać śmiech.
- Przecież powiedziałam nauczycielowi, że eliksiry czasem wybuchają, a on chciał, by mnie pan wylał ze szkoły.
Dyrektor otarł łzę, która była na jego policzku.
- Ile czasu muszę tu dziś siedzieć? - spytała z lekką irytacją, odkładając pusty kubek po kawie.
- Tak ze dwie godziny, bo inaczej Jefferson znów się wkurzy, że puściłem cię wolno.
Em skinęła głową. Wstała i powolnym krokiem przeszła na drugi koniec wielkiego gabinetu. Podeszła do komody stojącej w rogu pomieszczenia i wyciągnęła zza niego zwinięty hamak. Jeden z jego końców przyczepiła hakiem do półki w komodzie, a drugi koniec do równoległego mebla. Z jednej z szuflad wyciągnęła białą poduszkę i czerwony koc w czarne pasy.
- A właśnie, jakąś godzinę temu doszły mnie słuchy, że ktoś rozbił lustro w damskiej łazience. - spojrzał na nią badawczo.
- Pewnie Olympia to zrobiła, nim zdążyła wyjechać. - posłała mu krótki uśmiech. - A teraz, pozwoli pan, że się prześpię. - położyła się na hamaku, podłożyła poduszkę pod głowę i przykryła się kocem.
- Dobranoc. - powiedział ze śmiechem mężczyzna. - Ja wychodzę, więc śpij spokojnie.
Dyrektor wyszedł z gabinetu, a Emily szybko odpłynęła w świat snów.
            Blondynka wybiegła ze swojego domu. Dłonie miała zaciśnięte w pięści tak mocno, że paznokcie zaczęły boleśnie wbijać się w jej skórę. Skierowała się w stronę małego lasku. Słyszała za sobą nawoływania przyjaciół, lecz nie zamierzała do nich wrócić. Znów pokłócili się do tego stopnia, że szarooka była bliska wybuchu. Dziewczynę łatwo było wyprowadzić z równowagi i wszyscy dobrze o tym wiedzieli. Jak zwykle tematem kłótni była nadmierna ilość alkoholu, którą pije Latynoska. Wiedziała, że to powoli wymyka jej się spod kontroli, ale nie przyznała tego przed nikim. Świadomość podpowiadała jej, że robi źle, lecz z drugiej strony wmawiała sobie, że nie ma problemu i interwencja nie jest potrzebna. Po krótkich rozmyśleniach, gdy była już wystarczająco daleko swojego domu, podeszła do najbliższego drzewa i uderzyła je z całej siły. Powtórzyła swój czyn kilkakrotnie, używając przy tym dwóch pięści. Gdy krew zaczęła ciec po jej dłoniach, odsunęła się od pnia. Jej oddech był szybki. Przez adrenalinę, która wydzieliła się w jej organizmie, ból spowodowany rozcięciem skóry i opuchniętymi kostkami, wydawał się być minimalny. Emily za każdym razem, gdy przekroczyła swoją granicę wytrzymałości, doznawała ‘ataku’. W tym momencie nic i nikt nie mógł jej powstrzymać, a ona by wyładować swoją energię, musiała w coś uderzyć. Dziewczyna za każdym razem zastępowała ból psychiczny, fizycznym. Wydawało jej się, że jest to najprostsze rozwiązanie, zwłaszcza że nie przejmowała się własnym zdrowiem.
- Cholera! - znów uderzyła w przypadkowe drzewo.
Gdy jej złość powoli zaczynała opadać, zaczęła rozglądać się dookoła. Nie była pewna, ile czasu spędziła w lesie, lecz słońce zdążyło całkowicie zniknąć z nieba. Z tylnej kieszeni spodni wyciągnęła komórkę, w celu włączenia latarki. Gdy wąska stróżka światła, rozjaśniła w małym stopniu drogę, dziewczyna ruszyła w stronę domu. Po kilku minutach wędrówki usłyszała odgłos łamanych gałęzi.
- Jest tu kto? - spytała.
Jedyną odpowiedzią była głucha cisza. Szarooka wzruszyła ramionami i znów zaczęła iść. Nagle poczuła kłucie w lewej łydce. Zgięła się w pół i chwyciła pulsującą część ciała. Momentalnie poczuła coś lepkiego na ręce, a gdy skierowała latarką na swoją dłoń, ujrzała krew. W pierwszej chwili pomyślała, że zahaczyła o jakąś gałąź. Chciała wstać, by móc jak najszybciej dostać się powrotem do domu, lecz ogłuszający pisk w uszach przyćmił jej zmysły. Poczuła rozrywający ból, dochodzący z tyłu głowy. Gdy upadła na ziemię, czarne plamy pojawiły się przed jej oczami, które po chwili zamknęła.
            Ogłuszający świst ocucił Emily. Jej umysł dopiero po dłuższe chwili zaczyna funkcjonować, a wspomnienia ostatnich godzin powoli wracały.
- Gdzie ja jestem? - jęknęła. - O cholera, moja głowa.
Dziewczyna siedziała na twardym krześle. Jedyne światło, jakie było w pomieszczeniu, w którym się znajdowała, świeciło tuż za nią, dzięki czemu widziała przed sobą własny cień. Dzięki nikłemu oświetleniu mogła przyuważyć, że znajduje się w małym, ciasnym pokoju, z ciemnymi ścianami. Nagle po pomieszczeniu rozniosło się głośne skrzypnięcie, a na ścianie pojawił się kolejny cień. Serce blondynki niemiłosiernie przyśpieszyło. Chciała się obejrzeć, lecz dopiero wtedy zrozumiała, że jej ręce oraz nogi przywiązane są do krzesła. Chciała zacząć krzyczeć, lecz była zbyt oszołomiona, by wydać z siebie jakikolwiek dźwięk. Próbowała się poruszyć, ale w tym momencie poczuła czyjąś dłoń, która zacisnęła się na jej ramieniu. Osoba stojąca za nią miała tyle siły, że odwróciła dziewczynę wraz z krzesłem. Ze strachem podniosła głowę i ujrzała twarz mężczyzny. Jego oczy były puste, przesiąknięte czernią, lecz nie to przeraziło ją najbardziej. Postać przed nią miała zaszyte usta, które co chwilę się rozchylały, jakby chciał coś powiedzieć. Dziewczyna chciała krzyknąć, lecz nie była w stanie tego zrobić. Jej wargi także były złączone nicią. Szarooka była przerażona, a gdy próbowała zerwać nitki i wrzasnąć jak najgłośniej, obudziła się z krzykiem.
            Kiedy otwiera oczy, nie może się poruszyć. Oddech Latynoski znacznie przyspiesza, lecz wciąż nie może odzyskać władzy nad swoim ciałem. Dopiero po kilku minutach, paraliż senny ustąpił. Emily na początku nie wiedziała, gdzie się znajduje. Czuła na twarzy powiew chłodnego wiatru. Leżała na czymś twardym, co nie przypominało hamaku, na którym zasnęła. Podniosła się powoli i omal nie upadła ze zdziwienia. Siedziała na ławce w parku, niedaleko swojego domu, a przynajmniej tak myślała. Szybko wyciągnęła komórkę z kieszeni, w celu sprawdzenia godziny. Okazało się, że jest prawie dziesiąta wieczorem. Z przerażenia upuściła urządzenie, które upadło na trawę. Nie miała pojęcia, dlaczego jest w parku i jakim cudem przespała, aż tyle godzin.
- Co się tu do cholery dzieje?! - wrzasnęła w panice.