piątek, 1 stycznia 2016

Rozdział VII

            Emily biegła przez osiedle, kopiąc po drodze wszystkie kosze i ławki, które były w zasięgu jej wzroku. Wściekłość sprawiała, że nie panowała nad agresją. Nie mogła uwierzyć w to, co przed chwilą ujrzała. Czuła się zdradzona przez swoją najlepszą przyjaciółkę. Chciała wykrzyczeć jak najgłośniej najróżniejsze obelgi skierowane w stronę Matt’a oraz Ann. Emily przed ucieczką ze szpitala, wzięła ze sobą tylko portfel, nie zdążyła się nawet przebrać w normalne ubrania. Nie zastanawiając się długo, skierowała się w stronę najbliższego baru, żeby zatopić wszystkie mieszające się emocje w alkoholu. Wchodząc do pomieszczenia, zauważyła tylko kilka osób na parkiecie i przy stolikach. Nie zwracając uwagi na ludzi, których wzrok skierowany był w jej stronę, podeszła do baru, po czym usiadła na stołku. Zza lady wychylił się młody, całkiem przystojny brunet.
- Dlaczego masz na sobie piżamę? - spytał, próbując zamaskować śmiech.
- A... dlaczego ty jej nie masz? - odparła oschle. - Jak już tu pracujesz, to mógłbyś mi coś nalać.
Chłopka przekrzywił głowę, a czarna grzywka przysłoniła mu oczy.
- Dowodzik poproszę. - wyciągnął rękę w jej stronę.
Blondynka wywróciła oczami. Wyciągnęła portfel z kieszeni, a następnie otworzyła go i zza doszytego materiału wyjęła podrobiony dowód. 
- Proszę bardzo kontrolerze. - podała mu fałszywkę.
Brunet spoglądał to na zdjęcie, to na nią.
- Skyler Gran. - powiedział, oddając jej dowód. - Ciekawe nazwisko... jesteś z Hiszpanii?
- Sí. - odparła gorzko. - Nalej z łaski swojej whisky z lodem.
W ciągu kilku sekundach trzymała w rękach pełną szklankę, którą opróżniła po trzech łykach.
            Po trzydziestu minutach siedzenia przy ladzie, Emily wypiła już kilka szklanek alkoholu, a wciąż było jej mało. Nagle obok niej usiadła wysoka dziewczyna.
- Cześć, mogę się dosiąść? - spytała. 
- I tak już usiadłaś. - wybełkotała, okręcając szklanką.
Nieznajoma zmierzyła ją wzrokiem. 
- Co taka nie w humorze? - zaciekawiła się.
- Jak to nie? Mam świetne poczucie humoru. - spojrzała na nią zamglonym wzrokiem. - Masz różowe włosy, czy jestem tak wstawiona, że źle wiedze? 
- Tak, są różowe. No, przynajmniej pasemka. - odparła, jednocześnie dając znak dłonią, aby kelner podszedł w ich stronę. - A ty... - zwróciła się do Em. - Opowiadaj, co się stało? 
Szarooka dopiła whisky.
- Pusto. - na jej twarzy ukazał się grymas. - Przy następnej szklance, może się otworze. A tak w ogóle, kim jesteś? 
- Isabella Weis. - odpowiedział. - Mów mi Iss.
- Skyler Gran. - blondynka posłała jej szeroki uśmiech. - Mów mi Sky.
Nowo poznana dziewczyna zaczęła się jej uważnie przyglądać.
- Masz śmieszny akcent. - zaczęła Em.
- Austriacki. - dziewczyna poprawiła się na stołku. - A ty skąd jesteś?
- Z Hiszpanii. - odparła z dumą. - Kolejne pytanie. Czemu się przysiadłaś i wdałaś w rozmowę z nietrzeźwą? - spytała Emily. 
- Sama trochę wypiłam. Lepiej ty mów, czemu pijesz? - dopytywała.
W głowie Latynoski znów pojawił się wizerunek Matt’a i Ann. Chciała jak najszybciej usunąć  ten obraz z głowy, a według niej alkohol był najlepszym, lekarstwem.
- Żeby się napić? - prychnęła, kładąc obie ręce na blacie. 
- Serio? A myślałam, żeby się wysikać... - parsknęła. - Widzę, że masz problem, Skyler.
Szarooka przeczesała dłonią swoje blond włosy i poprawiła grzywkę, która przysłaniała jej lewe oko.
- A ty co, psycholog? - zakpiła. - Jak tak mówisz, to mi się siku zachciało, choć z drugiej strony nie chce mi się dupy ruszać. - jej wzrok powędrował ku barmanowi. - Nalej pan coś dla mnie i mojej nowej psiapsi. 
- Już jesteśmy na etapie przyjaciółek? - Iss krzyknęła dość głośno, jednocześnie zwracając na siebie uwagę kilku klientów. - Nie wierzę! Ludzie! Sky i ja to dwie psiapsi.
Szarooka uniosła jedną brew. 
- Gdybym to ja zaczęła się wydzierać, wyglądałoby to normalnie, bo jestem schlana, mam na sobie szpitalną piżamę... i wyglądam, jakbym uciekła z psychiatryka. - wskazała ręką na swoje ubranie. - Ale ty?
Austriaczka przeskanowała ją wzrokiem.

- Mi twoje ubranie pasuję. Nie jestem pewna, czy orientujesz się, co jest teraz modne, ale ten strój jest idealny do zaistniałej sytuacji. Nie uważasz? - powiedziała to tak szybko, że Emily nic z tego nie zrozumiała.
Latynoska przytaknęła.
- Mnie tam się mój styl podoba. - wybełkotała, gdy barman postawił na ladzie wcześniej złożone zamówienie.
Dziewczyny stuknęły się szklankami, po czym opróżniły je w kilka sekund. Nagle Iss gwałtownie zeskoczyła ze stołka barowego i schowała się pod nogami Emily.
- O cholerę chodzi? - zapytała zaskoczona blondynka.
- To on. - odpowiedziała przerażona.
- Kto? - Em zaczęła rozglądać się po barze.
- Ten wytatuowany... to... - zawahała się. - Nie powinno go tu być. To niemożliwe. - mówiła ze łzami w oczach.
- Kim on jest? Co takiego zrobił? - dopytywała Em.
Choć jej umysł nie działał w pełni poprawnie, nie było z nią aż tak źle. Latynoska zawsze miała mocną głowę do picia.
- To mój były. - załamał jej się głos. - Najpierw było wszystko dobrze, ale później zaczęło mu odwalać. Kilka razy mnie pobił, a nawet okradł. Kiedyś też zdemolował mi mieszkanie. Jakiś czas temu go zamknęli. Nie powinien być jeszcze na wolności. - jęknęła.
Szarooka wpatrywała się w niego przez dłuższą chwilę.
- Mam coś z nim zrobić? - zaproponowała.
- Nie... to bez sensu. Jest jakieś dziesięć razy silniejszy. Nie możesz mu się narazić.
Obgadywany mężczyzna dostrzegł w tłumie swoja byłą partnerkę i z głupawym uśmieszkiem podszedł bliżej.
- I znów na siebie wpadamy skarbie. - zaśmiał się. - Widzę, że ta mordka ma już normalne kolory. - złapał ją za włosy. - Przez ciebie siedziałem dwa lata. Nie myśl dziwko, że zapomniałem. - szarpnął ją mocniej.
- E! Zostaw ją! - krzyknęła Emily, łapiąc go za rękę i wbijając w nią paznokcie.
- Znalazł się obrońca. - zmierzył ją wzrokiem. - Słuchaj mała...
- Mała, to jest twoja pała, ja ewentualnie mogę być niska. - przerwała mu, używając staromodnego tekstu.
- Czyżby kolejna dziwka? - spojrzał na byłą partnerkę.
W organizmie Latynoski znów zagościła adrenalina, wymieszana ze złością.
- Ooo, to sobie pozamiatałeś. - skwitowała Em. - Trafiłeś na zła dziewczynę, w złym miejscu. Możesz mówić o mnie wszystko, ale nie to, że jestem dziwką, śmieciu. - splunęła mu na twarz.
Mężczyzna rozwścieczył się i puścił z uścisku włosy Issabelli.
- Słucham? - wytarł się rękawem szarej bluzy i złapał ją mocno za ramie.
- Mówię, że jesteś śmieciem i niczym więcej. Kompletnym zerem, dnem. - szarooka zaśmiała się głośno.
Były więzień nie wytrzymał i uderzył ją w twarz. W odpowiedzi na cios rzuciła się na niego i zaczęła okładać go pięściami. Szybko zobaczyła to ochrona, która jak najszybciej podbiegła i starała się odciągnąć ich od siebie. W Emily buzowała wściekłość i gdy dotknął ją chuderlawy ochroniarz, uderzyła go łokciem w brzuch, przez co zgiął się w pół. Po chwili jednak rozdzielili ich i zaprowadzili do osobnych pomieszczeń. Szarooka zaczęła rzucać się na wszystkie strony, by wyrwać się z mocnego uścisku ochroniarzy. Mężczyźni starali się ją uspokoić, lecz nie dawało to żadnego efektu, dlatego zostawili ją w zamkniętym magazynie. Jasnowłosa pod wpływem alkoholu, była jeszcze bardziej agresywna, dlatego nie spodobało jej się to, że sama została w pomieszczeniu. Dziewczyna darła się wniebogłosy i zaczęła kopać wszystkie kartony, które leżały na ziemi. Rzuciła się w stronę regałów i popchnął jeden, który poleciał w drugą stronę i zaczął przesuwać kolejne, tworząc efekt domina. Em na chwiejnych nogach podeszła do drzwi i uderzyła w nie pięścią.
- Wypuśćcie mnie! - wrzasnęła.
Nagle drzwi magazynu otworzyły się, a w nich stanął postawny mężczyzna w stroju policjanta.
- Pojedziesz z nami. - powiedział, po czym złapał ją za ramię i wyprowadził z pomieszczenia.
            Po czterdziestu minutach dziewczyna znajdowała w pokoju przesłuchań na komisariacie. Spojrzała w lewą stronę, gdzie znajdowało się lustro weneckie. Przyjrzała się bliżej. Pod okiem kilku kolorowy siniak, rozcięty łuk brwiowy, pęknięta warga, a na szyi ślady palców, które były pamiątką po podduszeniu.
- Warto było. - powiedziała pod nosem sama do siebie.
Nagle do pomieszczenia wszedł stary policjant.
- Usiądź. - wskazał palcem na krzesło stojące przy niewielkim stoliku. Em nie protestowała. Usiadła i zaczęła nucić fragmenty swojej ulubionej piosenki.
- Śpiewaj pan ze mną. Bawmy się! - dziewczyna śmiała się i śpiewała coraz głośniej.
Promile dawały o sobie znać.
- Trzeźwiej, przyjdę rano. - Mężczyzna ocenił sytuacje jako beznadziejną i wyszedł.
            Po dziewiątej rano drzwi znów się otworzyły. Emily z worami pod oczami, podniosła ospale głowę ze stołu i ujrzała tym razem młodego policjanta.
- He? Daj mi wodę. - wybełkotała.
- Kac morderca? - mężczyzna podał jej butelkę i zaśmiał się.
- Eh... nie ma serca. - Latynoska w kilka sekund opróżniła całą zawartość.
- Muszę cię przesłuchać. - rzekł.
- Ta? A nie możesz później. Głowa mi pęka. - jęknęła. - Macie tu jakieś elektrolity? 
- Oho! Księżniczka się znalazła. - prychnął. - Nie, nie mamy. Podaj mi swoje dane.
- Przecież pan wie. - posłała mu uśmiech na tyle szeroki, na ile pozwalała jej pęknięta warta. - Jestem tu tak często, że powinnam dostać kartę stałego klienta. Możesz pan sobie w aktach wyszukać. - zamyśliła się. - W biurze wywiesiłam wam nawet moje zdjęcie i oprawiłam w ramkę... chyba że je zdjęliście, ale wtedy zrobi mi się przykro.
On zmierzył ją wzrokiem i wyszedł z pomieszczenia. Wrócił po kilku minutach, trzymając w ręku trzy teczki i usiadł naprzeciwko niej. Otworzył je.
- Którą z was mam przesłuchiwać? - spytał. - Emily Extraño, Skyler Gran, czy Carmen Otro?
- A która z nas popełniła najmniej wykroczeń? - parsknęła.
- Możesz się śmiać, ale w końcu znajdziemy twoje fałszywe dowody. Wtedy inaczej porozmawiamy. - rzekł. - A więc Emily Esperanza Extraño, niespełna siedemnaście lat, pochodzenia Hiszpańskiego, tymczasowo zamieszkuje w Nowym Yorku.
Szarooka kiwnęła głową, na znak potwierdzenia.
- Już wcześniej przeczytałem sobie twoją kartotekę i szczerze powiem, że nie wygląda to ciekawie. - przyznał. - A wręcz okropnie.
Jasnowłosa poprawiła się na krześle i naciągnęła na nogi szpitalną piżamę.
- Niech mi pan powie coś, czego nie wiem. - rzuciła oschle. - Oprócz tego, że mam okropne drugie imię. - wywróciła oczami.
- Już dawno powinnaś być w zakładzie specjalnym... albo w więzieniu. – powiedział.
- Gdyby pan nie zauważył, wciąż siedzę na wolności. - oparła łokcie na stole. - Nie moja wina, że źle wykonujecie swoją pracę.
Funkcjonariusz wziął głęboki oddech. Emily dobrze wiedziała, że nie powinna tego mówić, lecz w tym momencie, było jej to obojętne. Policja od dawna depcze jej po piętach.
- Jeśli chcesz, to mogę ci przeczytać, jakie popełniłaś wykroczenia... - zrobił krótką pauzę. - A raczej przestępstwa.
- Zamieniam się w słuch. - rzuciła z irytacją. - Ale proszę nie zapominać, że większości z tych rzeczy mi nie udowodniliście... wciąż szukacie tych rzekomych dowodów, które całkowicie potwierdzą moją winę.
- Picie alkoholu, zażywanie i sprzedaż narkotyków, wszczynanie i uczestniczenie w bójkach, niszczenie mienia, kradzieże... kradzież auta... co ci przyszło do głowy? - spytał oburzony.
- Nikt nie chciał mnie zawieźć do sklepu po pączki, więc musiałam sobie jakoś radzić. - powiedziała beznamiętnie.
- To jeszcze nie koniec. - znów spojrzał na akta. - Zakłócanie spokoju, wandalizm, włamania, byłaś widziana w pobliżu miejsc spotkań mafii, a wczoraj oprócz bójki, także ucieczka ze szpitala. - zdziwił się. - Jakim trzeba być idiotą, żeby uciec ze szpitala?
Blondynka wzięła głęboki oddech i potarła skronie.
- Idiota by nie uciekł, bo nie wiedziałby jak. Ja użyłam sprytu, by przechytrzyć pielęgniarki i lekarzy. - parsknęła śmiechem.
Policjant przetarł dłonią czoło.
- Co kolejne, atak na żłobek? - spytał.
- Przecież to głu... - urwała. - Muszę to gdzieś zapisać.
Mężczyzna wstał i zaczął chodzić w tę i powrotem, głęboko się nad czymś zastanawiając. Szarooka uniosła dłoń i dotknęła nią nosa.
- Jak boli. - jęknęła. - Chyba jest złamany. - próbowała odwrócić jego uwagę.
- Powoli tracę cierpliwość. - fuknął. - Wiesz, co ci za to grozi? Za picie, będąc niepełnoletnią i bójkę w barze?
- Ależ oczywiście. - prychnęła. - Dobrze wiem, że powinnam być w poprawczaku, a właściwie to w więzieniu. Ale i tak mi nic nie zrobicie. Inaczej nie byłabym na wolności. - osunęła się na oparcie. - Znów ucieknę lub tak obrócę całą sprawę, że wyjdzie na moją korzyść. - spojrzała mężczyźnie prosto w oczy. - To by oznaczało więcej kłopotów dla was niż dla mnie. Dlatego proszę sobie zrobić przysługę i po prostu zrobić kolejny wpis w moich aktach. Po co macie sobie zawracać głowę, jakąś małolatą?
Policjant patrzył na nią zdezorientowanym wzrokiem. Emily od zawsze potrafiła manipulować ludźmi, a w takich okolicznościach, było to bardzo przydatne.
- Zanim podejmiemy jakiekolwiek działania, musisz się tu podpisać. - położył na stolik kartkę i długopis.
Dziewczyna rzuciła na nią okiem.
- Nie mogę. - odparła.
- To nie prośba, tylko rozkaz. - zmrużył oczy.
- Ale ja naprawdę nie mogę. - tłumaczyła.
- A to niby dlaczego? - przekrzywił głowę.
- Przed chwilą przeczytał pan, że uciekłam ze szpitala. - westchnęła. - Wypadałoby zauważyć, że mam na sobie piżamę. To oznacza, że oprócz portfela nie wzięłam ze sobą nic.
- Co to wszystko ma do rzeczy? - spytał ze złością.
- Nie mam okularów. - odpowiedziała. - Nawet gdybym chciała, to i tak nie podpiszę, bo nie widzę.
Oczywiście mogłaby się podpisać. Nie miała zbyt dużej wady wzroku.
- W takim razie, pojedziemy po nie. - ruszył w stronę wyjścia.
- Niech pan też weźmie moje ciuchy i telefon, bo nie chcę siedzieć w tej piżamie. - zaśmiała się.
            Po pewnym czasie policjant zjawił się w pokoju przesłuchań z okularami i ubraniami w rękach. Podał je dziewczynie, po czym wyszedł na chwilę, by mogła się przebrać. Zdejmując rozdartą piżamę, jej uwagę przykuły dwa wielkie, bordowo-żółte siniaki, znajdujące się na żebrach, oraz długą krechę na plecach. Gdy przebrała się, mężczyzna znów pojawił się w pomieszczeniu, blondynka podpisała kartkę.
- Musimy wezwać twoich opiekunów. - powiedział.
- Naprawdę? Chce pan ich zmartwić?
Było jej obojętne to, jaka będzie ich reakcja. Często musieli odbierać ją z komisariatu, ale nie chciała się z nimi widzieć.
- Nie, ale inaczej nie mogę cię wypuścić. - poinformował ją.
- W takim razie, trochę tu sobie posiedzę. - spojrzała na niego.
Mężczyzna uniósł jedną brew. 
- Wiesz, że nie pozwolę ci siedzieć w tym pomieszczeniu. Musisz pójść do aresztu. - wstał.
- Spokojnie panie władzo. - wstała i minęła go w przejściu. - Znam drogę.
            Po kilku minutach Em weszła do niewielkiej celi. Podnosiła ręce, by się przeciągnąć.
- Przydałoby się tu trochę odnowić. - prychnęła. - Wie pan, jakieś czyszczenie, albo malowanie. - wskazała ręką na ścianę. - Chociaż nie, malowanie odpada. Ten kolor pasuje mi do oczu. - posłała mu szeroki uśmiech. - Tak w ogóle, to powinno się to nazywać „Celą Emily”. - spojrzała stronę mężczyzny. - A i sorry, że zarzygałam wam radiowóz.
Odwróciła się, po czym powolnym krokiem podeszła do ściany i osunęła się w dół. Oparła głowę o ramię i zasnęła w ciągu kilku sekund.
            Obudził ją odgłos otwieranych krat. Zauważyła, że stoi przy nich policjant.
- Wstawaj, możesz wyjść. - wskazał ręką na drzwi.
- Jak to? - poderwała się. - Nic nie rozumiem. Powinnam tu zostać całą dobę, a nie... jakieś trzy godziny.
Poczuła, że głowa jej pulsuje, a wszystkie mięśnie na twarzy ją pieką. Nie mogła zrobić głębokiego wdechu, ponieważ bolały ją żebra.
- Kaucja została wpłacona. - wyjaśnił. - Jesteś wolna.
- A już myślałam, że się wyśpię. - zaśmiała się, po czym wyszła z pomieszczenia.
Nagle jej serce mocniej zabiło, a cała momentalnie poczerwieniała na twarzy. Przed nią stała Angela wraz z Matt'em. Szatynka miała wściekłość wymalowaną na twarzy.
- Oj mała. - westchnęła Ann. - Tym razem przegięłaś.