Angela
pakowała torby do bagażnika bordowego BMW X6, należącego do jej chłopaka. Gdy
to zrobiła, odwróciła się przez ramię i spojrzała na swoją najlepszą
przyjaciółkę.
- Emily bądź grzeczna, jak nas nie będzie. - nakazała Ann. - Jedzenie na dzisiaj masz w lodówce.
- Rany, poradzę sobie bez ciebie. To tylko tydzień. - zaskomlała blondynka.
- Emily bądź grzeczna, jak nas nie będzie. - nakazała Ann. - Jedzenie na dzisiaj masz w lodówce.
- Rany, poradzę sobie bez ciebie. To tylko tydzień. - zaskomlała blondynka.
- Carl jest do twojej dyspozycji. Obiecał, że będzie
przynosił ci wszystko, co będziesz potrzebowała. - wtrącił Matt.
- Wszystko, czyli al… - zaczęła Em, lecz widząc minę
przyjaciółki, urwała w połowie zdania.
- Nie, alkoholu nie dostaniesz. - przerwała jej
szatynka.
- Przecież zabrałaś moje dowody, jak ja mam sobie
radzić?! - oburzyła się szarooka.
- Będziesz zajęta robieniem prawka. - skwitował
Matthew i puścił jej oczko.
- Zdam na luzie. - machnęła ręką.
- Co do tego nie mam wątpliwości kochanie. - Angela
pocałowała Emily w policzek. - Ale póki co dowodziki mam ja. - pomachała jej
fałszywkami przed twarzą.
- Jeszcze tylko osiem dni i dostanę je z powrotem. -
jasnowłosa drażniła się z nią.
Blondyn odchrząknął.
Blondyn odchrząknął.
- Ann, musimy już jechać, bo się spóźnimy. -
powiedział Matt, spoglądając na zegarek.
Szatynka westchnęła cicho.
Szatynka westchnęła cicho.
- Perełko bądź grzeczna. - przytuliła mocno
przyjaciółkę.
- Ona i grzeczna? - chłopak parsknął śmiechem.
- Ja zawsze jestem grzeczna. - powiedziała szarooka.
- No, prawie… - zaśmiała się Angela. - I dowiedz się
jak najszybciej, czy zaliczyłaś pierwszy semestr.
Szarooka kiwnęła głową, a Matt pociągnął swoją
dziewczynę za rękę.
- Musimy już iść. - powiedział stanowczo.
Pożegnali się z Emily i ruszyli w stronę auta.
Po pewnym czasie byli już na lotnisku. Odprawa paszportowa i wejście na pokład samolotu zajęła im dwie godziny. Gdy siedzieli na swoich fotelach, blondyn zauważył, że Ann coś gryzie.
- Musimy już iść. - powiedział stanowczo.
Pożegnali się z Emily i ruszyli w stronę auta.
Po pewnym czasie byli już na lotnisku. Odprawa paszportowa i wejście na pokład samolotu zajęła im dwie godziny. Gdy siedzieli na swoich fotelach, blondyn zauważył, że Ann coś gryzie.
- Skarbie, co jest? - zapytał przejęty.
- Nic takiego. - odpowiedziała i w tej samej chwili
samolot ruszył.
Angela chwyciła chłopaka za rękę i mocno ją ścisnęła.
- Łamiesz mi kości.
- Wybacz. - rozluźniła nieco uścisk.
Angela chwyciła chłopaka za rękę i mocno ją ścisnęła.
- Łamiesz mi kości.
- Wybacz. - rozluźniła nieco uścisk.
- Nie mów mi, że pierwszy raz lecisz… - Matt spojrzał
błagalnie na dziewczynę, która dalej wydawała się wystraszona.
- Jak po raz pierwszy, skoro musiałam dotrzeć z Włoch do Nowego York’u. - zaśmiała się nerwowo. - Po prostu tego nie lubię.
- Nie bój się... to nic takiego. - objął ją i pogłaskał po głowie. - Módlmy się, by nie wzięło cię na wymioty… mnie na całe szczęście już nie bierze, bo bardzo dużo razy leciałem. - parsknął śmiechem. - Lepiej będzie, jak chwile sobie pośp... - usłyszał ciche chrapanie obok swojego ucha. - Nawet ona mnie nie słucha. - powiedział sam do siebie.
- Jak po raz pierwszy, skoro musiałam dotrzeć z Włoch do Nowego York’u. - zaśmiała się nerwowo. - Po prostu tego nie lubię.
- Nie bój się... to nic takiego. - objął ją i pogłaskał po głowie. - Módlmy się, by nie wzięło cię na wymioty… mnie na całe szczęście już nie bierze, bo bardzo dużo razy leciałem. - parsknął śmiechem. - Lepiej będzie, jak chwile sobie pośp... - usłyszał ciche chrapanie obok swojego ucha. - Nawet ona mnie nie słucha. - powiedział sam do siebie.
Po
godzinie Angele obudziły dziwne odgłosy. Spojrzała w bok i zobaczyła
wymiotującego Matt’a.
- Co się dzieje? - powiedziała zaspanym głosem.
- Nic takiego... to, ten no... - wytarł usta
chusteczką. - To ci się tylko śni. - machnął ręką, naśladując ruchy mistrzów
Jedi.
- Nie bądź jak Yoda. - zaśmiała się. - Chociaż nie,
tobie już się tak nie zdarza, bo latałeś samolotami kilka razy.
Chłopak tylko uśmiechnął się niemrawo.
Przez
dwa dni zwiedzali Ateny. Gdy wracali z centrum Matthew zaczął się nudzić.
- Ann, może pójdziemy do jakiegoś klubu? Potańczymy
trochę. - zaproponował.
- Matt? - dziewczyna spojrzała na chłopaka. - Czy ty
zbyt długo na słońcu siedziałeś? - dotknęła jego czoło. - Mówiłam, żebyś
założył kapelusz. - powiedziała zmartwiona. - A teraz wracamy do hotelu.
- Nic mi nie jest. - uśmiechnął się i wziął dziewczynę
na ręce. - Czy to takie dziwne, że chcę pójść z moją księżniczką na imprezę? -
pocałował ją delikatnie w usta i usiadł z nią na ławce.
- Tak, to dziwne. - odpowiedziała zaraz po pocałunku.
- Myślałam, że jesteś wrogiem alkoholu. - spojrzała na niego podejrzliwie. -
Sam kilka razy robiłeś mi na ten temat wykłady.
- Nie chciałem, by Emily widziała, że też czasem lubię
się czegoś napić. Jeszcze do klubu by mnie ciągnęła. W sumie… jestem
rozpoznawalny w kraju, więc lepiej, żeby nikt mnie nie widział pijanego. -
tłumaczył.
- Ale dlaczego mi nie powiedziałeś? - spytała.
- Zawsze była obok ciebie Em, skarbie. - chłopak
pogłaskał dziewczynę po policzku. - Przepraszam… obiecuję, że teraz będę
całkowicie szczery… słowo harcerza! - posłał jej delikatny uśmiech.
- Dobrze mój ty harcerzyku.
- To jak z tym klubem? - zapytał.
- Chodźmy do hotelu się przebrać… przecież tak nie
pójdę. - wskazała na swój strój.
- Wskakuj na plecy. - chłopak stanął tyłem.
- Sama pójdę! - dziewczyna zasadziła mu kopa w tyłek.
- O nie… ja cię dorwę. - złapał ją i zaczął łaskotać.
Wygłupiali
się tak całą drogę do hotelu. Kiedy weszli do pokoju, Ann wyłożyła się na łóżko
ze zmęczenia. Matt położył się obok niej. Leżeli tak chwile, twarzą w twarz i
tylko uśmiechali się do siebie.
- Mała... przebieraj się i idziemy. - powiedział
blondyn.
- No, już... już. - dziewczyna ociężale podniosła się z łóżka i przeszła do mniejszego pokoju, w którym znajdowała się sporej wielkości szafa. - Co mam ubrać? - zapytała, zdejmując bluzkę.
- No, już... już. - dziewczyna ociężale podniosła się z łóżka i przeszła do mniejszego pokoju, w którym znajdowała się sporej wielkości szafa. - Co mam ubrać? - zapytała, zdejmując bluzkę.
- A bo ja wiem. - chłopak odwrócił się w stronę
szatynki i zmierzył ją wzrokiem. - Jak dla mnie, możesz być i nago. -
uśmiechnął się chytrze.
- Czyli mam paradować bez ubrań po klubie, w którym
jest masa innych mężczyzn? Nie ma problemu. - zaczęła się z nim droczyć.
- O nie! - powiedział stanowczo. - Rozbierać się
możesz jedynie przy mnie, bo jesteś moja. - podszedł do niej, złapał w talii i
przyciągnął do siebie. - Tylko moja.
- Pomijając fakt, że jestem też Emily i rodziców... -
parsknęła śmiechem. - Przed rodzicami, to może nie, ale przed Em mogę się
rozbierać...
Zasłonił jej usta dłonią.
- Psujesz mi tu budowanie atmosfery maleńka. - powiedział z udawaną powagą.
- Psujesz mi tu budowanie atmosfery maleńka. - powiedział z udawaną powagą.
- A no dobra... - zaśmiała się. - Tylko twoja. -
zaplotła ręce na jego karku.
- Wiesz, że kocham cię najmocniej na świecie? -
chłopak odgarnął włosy z jej policzka.
- Wiem. - szepnęła.
Ich usta zbliżały się do siebie, gdy nagle zadzwonił
telefon.
- Czy Emily zawsze musi dzwonić w takiej chwili!? -
oburzył się Matt.
- Tym razem to twoja cegła. - wskazała na smartphona.
- A... no, ten… to ja przepraszam. - złapał za telefon
i zaczął rozmowę. - Carl, jeżeli to nie jest sprawa życia i śmierci to ci się
oberwie. Ja tu się zajmuje moją królewną i nie mam czasu na pierdoły. -
powiedział dobitnie na jednym oddechu. - Rozłączył się. - skomentował.
- Byłeś niemiły… - skarciła go.
- Nie mam ochoty na rozmowę z nim. - odparł.
- A na co masz ochotę. - spytała.
- Na ciebie. - powiedział, przygryzając wargę i idąc w
stronę swojej dziewczyny.
- A klub?
- On zaczeka… chcę wykorzystać to, że jesteśmy sami i
nikt nam już nie będzie przeszkadzał. - popchnął dziewczynę lekko na ścianę i
złapał w tali. - Pytanie tylko, czy ty masz ochotę na mnie? - jego ręce
zjechały na jej pośladki.
Angela musnęła jego usta swoimi. Chłopak wziął ja na
ręce tak, że oplotła go nogami w pasie. Przycisnął ją mocniej do ściany, a jego
dłonie błądziły po jej plecach. Przybliżył swoje usta do jej szyi i delikatnie
całował coraz wyżej. Odsunął się od ściany i złapał Ann za tyłek, niby
podtrzymując ją, żeby nie spadła. Zaniósł partnerkę do pokoju, w którym
znajdowało się łóżko i rzucił ją na nie, wiedząc, że jest wystarczająco miękkie
i nic jej w ten sposób nie zrobi.
- Moja mała, słodka księżniczka. - zdjął koszulkę i rzucił ją na krzesło. - Taka niewinna, taka grzeczna, a chce ze mną pogrzeszyć.
Podszedł do łóżka, pochylił się i pocałował jej brzuch, później podbrzusze. Rozpiął jej guzik w spodniach i zamek, zdjął je, a następnie rzucił gdzieś na ziemie. Oddech dziewczyny przyspieszył. Matt położył się obok niej, pogłaskał dziewczynę po policzku i musnął jej usta. Angela całkowicie zatraciła się w chwilach, jakie przeżywali. Ich ciała były do siebie dopasowanie, jak dwie zagubione połówki serca, a emocje, jakie im towarzyszyły, wzmacniały się z każdą wspólnie spędzoną sekundą.
Przez następne dwa dni nie wychodzili z hotelu. Opalali się na plaży i pływali w morzu. Przy dobrej zabawie, czas im szybko mijał. Wieczorem, po kolacji przechadzali się między basenami.
- Co dziś robimy? - spytała z lekkim znudzeniem Ann.
- Idziemy do klubu. - odparł.
- Coś się tak uparł na ten klub? - parsknęła śmiechem.
- Chcę potańczyć.
Angela zatrzymała się i spojrzała na niego.
- Przykro mi Matt, ale tańczysz fatalnie. Jak mnie z tobą zobaczą, to mi spadnie reputacja.
Chłopak zmarszczył czoło.
- Ja ci jeszcze pokażę, kto jest królem parkietu.
Szatynka cmoknęła go w policzek i wspólnie udali się do pokoju, by się przebrać.
Po czterdziestu minutach byli już poza hotelem i przechadzali się po mieście, w poszukiwaniu klubu. Choć była dopiero dziewiętnasta, to gdy znaleźli się w centrum, ze wszystkich lokali było słychać głośną muzykę. Przeszli kilka uliczek i weszli do rozświetlonego przez neony budynku. W środku było pełno ludzi, którzy wirowali na parkiecie. Ann wraz ze swoim chłopakiem wypiła pierwszego drinka i także zaczęli tańczyć. Na nieszczęście dziewczyny, Matt nie był dobrym tancerzem, co od razu rzucało się w oczy. Nie minęło dużo czasu, aż chłopak sięgnął po kolejną szklankę z alkoholem. Szatynka wciąż nie dowierzała, że jej chłopak pije. Zawsze robił jej na ten temat wykłady i wydawał się być wielkim przeciwnikiem alkoholu. Z drugiej strony, byli na wakacjach i mogli zaszaleć, choć w ramach zdrowego rozsądku. Nie schodzili z parkietu przez najbliższe godziny. Co jakiś czas robili przerwę, by się napić, lecz blondyn pochłaniał większą ilość płynów.
Po drugiej w nocy Angela uznała, że pora wracać do hotelu. Czas mijał jej tak szybko. Spędzili w klubie sześć godzin, prawie cały czas tańcząc. Teraz szli przez ciche uliczki miasta. Niestety przez stan jej chłopaka, zajęło im to trochę czasu. Sama nie była trzeźwa, ale nie na tyle, by odłożyć logiczne myślenie na bok. Po jakimś czasie dotarli hotelu, a następnie do swojego pokoju. Matt od razu rzucił się na łóżko, nie przejmując się, że wciąż jest w ubraniu. Ann wyciągnęła wodę z lodówki i napiła się z butelki. Co dziwne nie była zmęczona i nie chciało jej się spać. Sięgnęła po komórkę i oparła się o komodę. Choć lekko pulsowała jej głowa, który był spowodowany ilością wypitych promili, wybrała dobrze znany numer.
- Cześć piękna. Nie możesz wytrzymać tygodnia beze mnie? - usłyszała uwodzicielski głos swojej przyjaciółki, przebijający się przez głośną muzykę.
- Cześć mała. - przywitała się. - Co u ciebie tak głośno?
- Jestem w Cavalo.
Ann zastanowiła się przez chwilę.
- Czekaj... czy to nie ten lesbijski pub w stylu westernowym? - spytała podejrzliwie. - I czy u ciebie nie jest przypadkiem dopiero osiemnasta?
- Słabo cię słyszę przez tę głośną muzykę country! - Emily krzyknęła do słuchawki.
- Dlaczego ty tam jesteś?! - szatynka uniosła głos.
- Wpasowuje się w otoczenie. - zaśmiała się. - No wiesz... koszula i jeansy. Tylko kapelusza mi brakuje.
- Co ty tam do cholery robisz? - Ann powtórzyła pytanie.
- Tańczę. - odparła. - Wiesz, Cavalo nigdy nie śpi. Nawet o tak wczesnej porze są tłumy.
- Ty i taniec. Już to widzę.
- To zasługa mojej latynoskiej krwi. - powiedziała z dumą. - Przecież umiem tańczyć flamenco... i trochę breakdance, ale mniejsza. Zabrałaś moje dowody, a mi kończą się zapasy. - oburzyła się Em. - A zresztą, zaliczyłam pierwszy semestr! Trzeba to opić, a fakt, że podobam się barmance, działa na moją korzyść.
- Zaraz, czekaj... zaliczyłaś?! - pisnęła rozanielona. - Gratuluję!
- Ode mnie też jej pogratuluj. - wtrącił pijacko Matthew.
Ann pokręciła głową i odeszła kilka kroków od chłopaka.
- A u ciebie, co tak głośno? - spytała Emily.
Szatynka westchnęła.
- Matt się napił.
- Świętoszek? Niby czego, wody święconej? - szarooka zaśmiała się głośno.
- Ale zabawne. - prychnęła.
- Ty też piłaś. - stwierdziła jej przyjaciółka. - Słyszę to po twoim głosie.
- Zdaje ci się... jestem po prostu zmęczona, bo kilka godzin tańczyliśmy w klubie. - odparła szybko.
- Poczekaj chwilę. - powiedziała Em.
Jej głos ucichł w słuchawce. Ann spojrzała na swojego chłopaka, który leżał rozłożony na łóżku. Nagle usłyszała szelest w komórce.
- Już jestem. Alex zaczął tańczyć na stole bilardowym.
- Alex tam jest? - zdziwiła się Angela. - W lesbijskim pubie?!
- Przyjechał do mnie dzień po tym, jak wy wyjechaliście. - głos Emily przebijał się przez krzyki innych. - Musiał się pochwalić, bo wygrali zawody stanowe w kosza.
- Pogratuluj mu ode mnie. - poprosiła szatynka. - Ale co on robi w Cavalo?
- Wydaje mi się, że to fantazja każdego chłopaka. - parsknęła Em.
Szatynka parsknęła śmiechem.
- A właśnie, miałam pytać. Jak tam kurs na prawko? Jutro masz egzamin, tak?
- Słuchaj, chsz... coś mi chsz... chyb... traci... zasięg... co... to cześć.
Połączenie zostało przerwane, a Ann uśmiechnęła się do siebie.
Pozostałe dwa dni jeździli na wycieczki i zwiedzali Grecję. Czas szybko im mijał. Wieczorem udali się na kolację.
- Szkoda, że jutro już wracamy. - westchnęła brunetka i usiadła przy stoliku.
- Jeśli chcesz, mogę przedłużyć nam pobyt. - zaproponował Matt.
- I miałabym opuścić szkołę? - zakpiła. - O nie, nie. Podoba mi się tutaj, ale musimy wracać.
- No tak, zapomniałem. Bawimy się z umiarem.
Dziewczyna kopnęła go pod stołem. Chłopak posłał jej całusa i zabrali się za jedzenie.
Następnego dnia w porze popołudniowej samolot wylądował na lotnisku w Nowym Yorku. Ann i Matt szybko przebrnęli przez odprawę i zabrali swoje bagaże. Wyszli z budynku i poszli w stronę parkingu.
- Carlos powinien za niedługo po nas przyjechać. - rzekł blondyn.
Postawili torby i usiedli na ławce.
- Mam nadzieję, że szybko się zjawi, bo w porównaniu do Grecji, tutaj jest lodowato. - zaskomlała Angela, zapinając kurtkę pod szyję.
Zaczęła przyglądać się odjeżdżającym autom. Zauważyła, że z końca parkingu w ich stronę jedzie rozpędzony motocykl. Po chwili był już przy nich. Zatrzymał się koło chodnika. Motocyklistka, bo tak można było wywnioskować z budowy jej ciała, była ubrana cała na czarno, a jasne włosy, okrywały jej skórzaną kurtkę. Zeszła z motoru i stanęła przed Ann i Matt’em. Rozpięła kask i zdjęła go.
- Zdałam na prawko. - Emily uśmiechnęła się triumfalnie. - Riki tiki, szmaty.
- Moja mała, słodka księżniczka. - zdjął koszulkę i rzucił ją na krzesło. - Taka niewinna, taka grzeczna, a chce ze mną pogrzeszyć.
Podszedł do łóżka, pochylił się i pocałował jej brzuch, później podbrzusze. Rozpiął jej guzik w spodniach i zamek, zdjął je, a następnie rzucił gdzieś na ziemie. Oddech dziewczyny przyspieszył. Matt położył się obok niej, pogłaskał dziewczynę po policzku i musnął jej usta. Angela całkowicie zatraciła się w chwilach, jakie przeżywali. Ich ciała były do siebie dopasowanie, jak dwie zagubione połówki serca, a emocje, jakie im towarzyszyły, wzmacniały się z każdą wspólnie spędzoną sekundą.
Przez następne dwa dni nie wychodzili z hotelu. Opalali się na plaży i pływali w morzu. Przy dobrej zabawie, czas im szybko mijał. Wieczorem, po kolacji przechadzali się między basenami.
- Co dziś robimy? - spytała z lekkim znudzeniem Ann.
- Idziemy do klubu. - odparł.
- Coś się tak uparł na ten klub? - parsknęła śmiechem.
- Chcę potańczyć.
Angela zatrzymała się i spojrzała na niego.
- Przykro mi Matt, ale tańczysz fatalnie. Jak mnie z tobą zobaczą, to mi spadnie reputacja.
Chłopak zmarszczył czoło.
- Ja ci jeszcze pokażę, kto jest królem parkietu.
Szatynka cmoknęła go w policzek i wspólnie udali się do pokoju, by się przebrać.
Po czterdziestu minutach byli już poza hotelem i przechadzali się po mieście, w poszukiwaniu klubu. Choć była dopiero dziewiętnasta, to gdy znaleźli się w centrum, ze wszystkich lokali było słychać głośną muzykę. Przeszli kilka uliczek i weszli do rozświetlonego przez neony budynku. W środku było pełno ludzi, którzy wirowali na parkiecie. Ann wraz ze swoim chłopakiem wypiła pierwszego drinka i także zaczęli tańczyć. Na nieszczęście dziewczyny, Matt nie był dobrym tancerzem, co od razu rzucało się w oczy. Nie minęło dużo czasu, aż chłopak sięgnął po kolejną szklankę z alkoholem. Szatynka wciąż nie dowierzała, że jej chłopak pije. Zawsze robił jej na ten temat wykłady i wydawał się być wielkim przeciwnikiem alkoholu. Z drugiej strony, byli na wakacjach i mogli zaszaleć, choć w ramach zdrowego rozsądku. Nie schodzili z parkietu przez najbliższe godziny. Co jakiś czas robili przerwę, by się napić, lecz blondyn pochłaniał większą ilość płynów.
Po drugiej w nocy Angela uznała, że pora wracać do hotelu. Czas mijał jej tak szybko. Spędzili w klubie sześć godzin, prawie cały czas tańcząc. Teraz szli przez ciche uliczki miasta. Niestety przez stan jej chłopaka, zajęło im to trochę czasu. Sama nie była trzeźwa, ale nie na tyle, by odłożyć logiczne myślenie na bok. Po jakimś czasie dotarli hotelu, a następnie do swojego pokoju. Matt od razu rzucił się na łóżko, nie przejmując się, że wciąż jest w ubraniu. Ann wyciągnęła wodę z lodówki i napiła się z butelki. Co dziwne nie była zmęczona i nie chciało jej się spać. Sięgnęła po komórkę i oparła się o komodę. Choć lekko pulsowała jej głowa, który był spowodowany ilością wypitych promili, wybrała dobrze znany numer.
- Cześć piękna. Nie możesz wytrzymać tygodnia beze mnie? - usłyszała uwodzicielski głos swojej przyjaciółki, przebijający się przez głośną muzykę.
- Cześć mała. - przywitała się. - Co u ciebie tak głośno?
- Jestem w Cavalo.
Ann zastanowiła się przez chwilę.
- Czekaj... czy to nie ten lesbijski pub w stylu westernowym? - spytała podejrzliwie. - I czy u ciebie nie jest przypadkiem dopiero osiemnasta?
- Słabo cię słyszę przez tę głośną muzykę country! - Emily krzyknęła do słuchawki.
- Dlaczego ty tam jesteś?! - szatynka uniosła głos.
- Wpasowuje się w otoczenie. - zaśmiała się. - No wiesz... koszula i jeansy. Tylko kapelusza mi brakuje.
- Co ty tam do cholery robisz? - Ann powtórzyła pytanie.
- Tańczę. - odparła. - Wiesz, Cavalo nigdy nie śpi. Nawet o tak wczesnej porze są tłumy.
- Ty i taniec. Już to widzę.
- To zasługa mojej latynoskiej krwi. - powiedziała z dumą. - Przecież umiem tańczyć flamenco... i trochę breakdance, ale mniejsza. Zabrałaś moje dowody, a mi kończą się zapasy. - oburzyła się Em. - A zresztą, zaliczyłam pierwszy semestr! Trzeba to opić, a fakt, że podobam się barmance, działa na moją korzyść.
- Zaraz, czekaj... zaliczyłaś?! - pisnęła rozanielona. - Gratuluję!
- Ode mnie też jej pogratuluj. - wtrącił pijacko Matthew.
Ann pokręciła głową i odeszła kilka kroków od chłopaka.
- A u ciebie, co tak głośno? - spytała Emily.
Szatynka westchnęła.
- Matt się napił.
- Świętoszek? Niby czego, wody święconej? - szarooka zaśmiała się głośno.
- Ale zabawne. - prychnęła.
- Ty też piłaś. - stwierdziła jej przyjaciółka. - Słyszę to po twoim głosie.
- Zdaje ci się... jestem po prostu zmęczona, bo kilka godzin tańczyliśmy w klubie. - odparła szybko.
- Poczekaj chwilę. - powiedziała Em.
Jej głos ucichł w słuchawce. Ann spojrzała na swojego chłopaka, który leżał rozłożony na łóżku. Nagle usłyszała szelest w komórce.
- Już jestem. Alex zaczął tańczyć na stole bilardowym.
- Alex tam jest? - zdziwiła się Angela. - W lesbijskim pubie?!
- Przyjechał do mnie dzień po tym, jak wy wyjechaliście. - głos Emily przebijał się przez krzyki innych. - Musiał się pochwalić, bo wygrali zawody stanowe w kosza.
- Pogratuluj mu ode mnie. - poprosiła szatynka. - Ale co on robi w Cavalo?
- Wydaje mi się, że to fantazja każdego chłopaka. - parsknęła Em.
Szatynka parsknęła śmiechem.
- A właśnie, miałam pytać. Jak tam kurs na prawko? Jutro masz egzamin, tak?
- Słuchaj, chsz... coś mi chsz... chyb... traci... zasięg... co... to cześć.
Połączenie zostało przerwane, a Ann uśmiechnęła się do siebie.
Pozostałe dwa dni jeździli na wycieczki i zwiedzali Grecję. Czas szybko im mijał. Wieczorem udali się na kolację.
- Szkoda, że jutro już wracamy. - westchnęła brunetka i usiadła przy stoliku.
- Jeśli chcesz, mogę przedłużyć nam pobyt. - zaproponował Matt.
- I miałabym opuścić szkołę? - zakpiła. - O nie, nie. Podoba mi się tutaj, ale musimy wracać.
- No tak, zapomniałem. Bawimy się z umiarem.
Dziewczyna kopnęła go pod stołem. Chłopak posłał jej całusa i zabrali się za jedzenie.
Następnego dnia w porze popołudniowej samolot wylądował na lotnisku w Nowym Yorku. Ann i Matt szybko przebrnęli przez odprawę i zabrali swoje bagaże. Wyszli z budynku i poszli w stronę parkingu.
- Carlos powinien za niedługo po nas przyjechać. - rzekł blondyn.
Postawili torby i usiedli na ławce.
- Mam nadzieję, że szybko się zjawi, bo w porównaniu do Grecji, tutaj jest lodowato. - zaskomlała Angela, zapinając kurtkę pod szyję.
Zaczęła przyglądać się odjeżdżającym autom. Zauważyła, że z końca parkingu w ich stronę jedzie rozpędzony motocykl. Po chwili był już przy nich. Zatrzymał się koło chodnika. Motocyklistka, bo tak można było wywnioskować z budowy jej ciała, była ubrana cała na czarno, a jasne włosy, okrywały jej skórzaną kurtkę. Zeszła z motoru i stanęła przed Ann i Matt’em. Rozpięła kask i zdjęła go.
- Zdałam na prawko. - Emily uśmiechnęła się triumfalnie. - Riki tiki, szmaty.
Pijany Matt? Tego się nie spodziewałam. :D
OdpowiedzUsuń