poniedziałek, 23 listopada 2015

Rozdział IV

            Emily nie wiedziała, co powinna zrobić. Nigdy wcześniej nie znalazła się w tak dziwnej sytuacji. Była przerażona i skołowana. Jesienny wiatr ruszał koronami drzew, przez co wszystkie liście szeleściły. Dziewczyna schyliła się i podniosła komórkę z ziemi. Podeszła powolnym krokiem do wysokiego drzewa, po czym oparła się o nie. Po krótkiej serii głębokich wdechów osunęła się na trawę. Bezsilność zaczęła górować nad jej umysłem. Podciągnęła kolana pod brodę i otuliła się rękoma. Przez kilka minut wpatrywała się w pustą przestrzeń. Starała się opanować strach, który zaczynał przejmować władzę nad jej ciałem. Gwałtownie włożyła rękę w kieszeń i znów wyciągnęła komórkę, po czym wklepała dobrze znany numer.
- Co jest pyszczku? - usłyszała ciepły głos swojej przyjaciółki. - Czemu dzwonisz tak późno? Przecież wiesz, że to moja pora spania. - zachichotała cicho.
Emily milczała przez chwilę.
- Ciemno tu. - szepnęła, przysuwając kolana bliżej klatki piersiowej. - Zimno mi.
- Em... gdzie ty jesteś? - szatynka zaniepokoiła się.
- Dużo drzew. Ławki. Trawa. W oddali dużo małych światełek. - odpowiedziała z przerażeniem w głosie, rozglądając się wokoło. - Czy ja jestem w parku?
- Skąd mam wiedzieć? - zadrwiła. - Co jeszcze widzisz? - dopytywała.
Szarooka znów rozejrzała się dookoła w poszukiwaniu detali, które wcześniej mogła pominąć.
- Czego z „jest tu ciemno” nie zrozumiałaś? - krzyknęła, robiąc szybkie wdechy.
- Cholera jasna, od czego jest latarka w telefonie!? - uniosła się Ann.
- Możesz się na mnie nie drzeć? - blondynka czuła narastający strach, choć starała się maskować go agresją. Włączyła latarkę. - To mi wygląda na cmentarz, który jest w połowie drogi od twojego domu do mnie.
- Można? Można. - Angela starała się ukryć przerażenie za luźnymi tekstami i z pozoru spokojnym głosem. - Zaraz tam będę, nie ruszaj się nigdzie.
- Tak, bo akurat mam ochotę pójść na spacerek. - rzuciła ironicznie. - Nie zdziw się, jeśli znajdziesz mnie siedzącą pod ławka.
- Od pierwszego dnia, w którym się poznałyśmy, wiedziałam, że masz coś z głową, ale żeby przed północą na trzeźwo siedzieć pod ławką i to w dodatku na cmentarzu, to już lekka przesada. - Ann starała się wyluzować nieco swoją przyjaciółkę. - Nie rozłączaj się. - spakowała apteczkę do torebki i wybiegła z domu.
            Emily przez dłuższą chwilę milczała. Oparła się czołem o kolana. Wiedziała, że z jej umysłem zaczyna być coś nie tak. Mogła zrozumieć nocne koszmary, ale nie kilkugodzinne luki w pamięci.
- Mała! Mów coś! - w głośniku usłyszała krzyki swojej przyjaciółki.
- Co się do cholerny ze mną dzieje? - głos się jej załamał i miała wrażenie, że do oczu zaraz napłyną jej łzy.
Jasnowłosa od razu skarciła się w myślach. Uważała płacz za oznakę słabości i bezbronności, więc prawie nigdy jej się to nie zdarzało, a tym bardziej przy kimś.
- Spokojnie... zaraz będę obok, jeszcze minutka. - Ann uspokajała ją.
            Gdy szatynka dotarła do małego cmentarza, zatrzymała się przy wysokim płocie. Biegała przez chwilę w prawo i w lewo, lecz nie znalazła bramy wejściowej.
- Gdzie do cholery jest to wejście! - zaczęła gadać sama do siebie.
Angela postanowiła przejść przez płot. Nie rozłączając się, włożyła komórkę do kieszeni skórzanej kurtki i postawiła nogę między szczeblami. Niestety przez brak umiejętności sportowych, zajęło jej to dłuższą chwilę. Gdy znalazła się po drugiej stronie płotu, źle postawiła stopę na kratach i upadła na ziemię, uderzając się w kolano. Jęknęła głośno, ale po chwili leżenia, wstała i znów wyciągnęła komórkę.
- Em jestem już na cmentarzu. - zaczęła iść, lecz zatrzymała się po kilku metrach. - To chyba jakieś jaja są! - zauważyła, że kilka metrów przed nią, znajduje się otwarta brama.
Blondynka nie odzywała się, co zaniepokoiło Ann.
- Mów do mnie, cały czas. Mów! Rozumiesz? - czuła strach, lecz nie ze względu na siebie, tylko na Emily.
- Co mam ci powiedzieć. - jęknęła.
- Pamiętasz naszą piosenkę? - powiedziała spokojnie, próbując rozluźnić nieco atmosferę.
- Błagam, tylko nie to. - westchnęła z wyczuwalną irytacją w głosie.
- Why... Why can’t this moment...- szatynka zaczęła cicho śpiewać.
- Przecież wiesz, że nie lubię tej piosenki. - burknęła.
Angela, pomimo że wiedział, iż jej przyjaciółka jest już niedaleko, czuła, jak strach w niej narastał.
- Gdzie ty do cholery jesteś?! - szarooka uniosła głowę i zaczęła rozglądać się dookoła.
- No idę, id... - Ann wpadła na mały nagrobek i wywróciła się. - Cholera! - wrzasnęła po chwili.
- Powiedz, że to było specjalnie, żeby mnie rozśmieszyć. - parsknęła Em. - A nie dlatego, że jesteś łamagą.
- Ty i to twoje współczucie. - Angela dostrzegła Emily siedzącą na trawie i zaczęła biec w jej kierunku.
- Wiem, bije ode mnie empatią na kilometr. - szarooka usłyszała kroki dochodzące z bliska, ale niestety w ciemności słabo widziała.
Była prawie pewna, że to jej przyjaciółka idzie w jej stronę, lecz podświadomość kazała jej uciekać.
- Tia... bardzo. - Ann przytuliła blondynkę od tyłu.
Serce Emily mocno zabiło. Odwróciła się gwałtownie, wywracając dziewczynę na trawę.
- Nie skradaj się tak! - wrzasnęła, przybliżając się niej.
- Widzę, że już ci lepiej. - podsumowała szatynka. - Nie będę musiała cię przelecieć na pocieszenie. - zaśmiała się.
- Jak to nie? Jestem taka przerażona. - powiedziała teatralnie, po czym znów oparła się o pień drzewa. - Nie mam pojęcia, co się dzieje. - zmieniła temat.
- Słońce, chodzi o twoje sny? - spytała Ann.
Przybliżyła się do blondynki, po czym niepewnie objęła ją ramieniem.
- Nie no, zasnęłam w szkole w południe i nagle obudziłam się kilka godzin później na cmentarzu. - odparła z irytacją. - Ale, jasne chodzi o moje koszmary.
Włoszka ucichła i zastanowiła się przez chwilę.
- Ale przecież po szkole byłyśmy u Drake’a, później poszliśmy na spacer... - zawahała się. - Nie pamiętasz?
- Yyy... czekaj, co? - spojrzała na szatynkę, unosząc brwi. - Przecież, zasnęłam w gabinecie dyrektora. Później jakiś chory sen mi się śnił... i obudziłam się tutaj. - jej oddech przyspieszył.
- Spokojnie Em... - Angela wstała i złapała dziewczynę za rękę.
- Ale przecież... dlaczego ja nie pamiętam? - głos jej się załamał.
Ścisnęła dłoń przyjaciółki, a do oczu napłynęły jej łzy. Spuściła głowę, ponieważ nie chciała popatrzeć w ciemne, jak węgiel, tęczówki Ann.
- Nie wiem skarbie... nie wiem. - wolną ręką wytarła jej różowy od zimna policzek.
Emily wtuliła się w przyjaciółkę. Od kiedy się znają, nigdy nie uroniła choćby łezki przy Ann, więc nie mogła pozwolić, by oglądała ją, gdy jest w rozsypce. Szatynka ukradkiem wyciągnęła komórkę i napisała SMS-a do Drake’a.
- Co teraz zrobimy? - Latynoska spytała ze smutkiem, odsuwając się od dziewczyny.
- W miarę możliwości będę cały czas obok... nie wiem jak, ale jakoś dojdziemy do tego, co się dzieje. A może... - zrobiła dłuższą pauzę. - Może powinnaś pójść do specjalisty. - powiedziała cicho, po czym poczuła kłucie w sercu.
Wiedziała, że tymi słowami zraniła ukrywane przez przyjaciółkę uczucia.
- Chcesz mnie wysłać do psychiatry? - prychnęła Em.
Jasnowłosa spojrzała jej prosto w oczy, przy czym zaczęła śrutować ją wzrokiem.
- Emily przepraszam... - w tym momencie sama miała ochotę się rozpłakać.
Nagle usłyszała odgłos łamanych gałęzi, tuż za nią.
- Mała... czy coś tam jest? - szepnęła.
- Zakładam, że to moje kolejne schizy. Zaraz coś wyskoczy i nas zaatakuje. - odparła z takim spokojem, jakby to było na początku dziennym.
Po krótkiej chwili milczenia, Ann poczuła, że coś łapie ją za ramie, po czym krzyknęła. Wtem usłyszała śmiech Drake’a.
- Stronzo! Chcesz, żebym na zawał zeszła? - uderzyła go w ramie.
Była lekko zdziwiona, że chłopak zjawił się tak szybko.
- Nie, ale jak coś, to ja biorę twoje mieszkanie. - odparł z uśmiechem.
Szatynka spiorunowała go wzrokiem.
- Któregoś pięknego dnia twoje serce przestanie bić. Już ja o to zadbam. - rzuciła w nerwach.
Latynos szturchnął ją żartobliwie w ramię.
- Em słyszałaś, ona mi grozi. - poskarżył się, po czym spojrzał na blondynkę. - Co ci jest?
Szarooka, nie odpowiedziała. Angela gwałtownie szarpnęła Emily za rękę.
- Słoneczko... - zaczęła.
- Ym... mówiłaś coś? - spojrzała na nią pytająco. - O, hej Drake. - rzuciła sztywno w stronę szatyna.
- Mała... - oniemiała Ann. - Czy ty znów...?
- Nie mam pojęcia. - schowała twarz w dłoniach, po czym zaczęła cicho szlochać.
Chłopak popatrzył na nią zdezorientowany. Od kilku lat nie widział, by Em płakała. Gdy się nad tym zastanowił, zdał sobie sprawę z tego, że nigdy nie widział płaczącej Emily. Poczuł się trochę nieswojo, ponieważ nie wiedział, jak powinien zareagować.
- Ann, co się dzieje? - szepnął jej do ucha.
Złapała przyjaciela i przyciągnęła go bliżej Em.
- Ona nas potrzebuje. - odpowiedziała. - Potrzebuje. - powtórzyła i odsunęła się nieco, żeby Drake mógł przytulić Emily.
Latynoska zaczęła coraz głośniej łkać.
- Nie warto płakać, kochanie. - Angela starała się ją uspokoić. - Pójdziemy tam razem, będę obok... nie próbuje cię w żaden sposób urazić... - mówiła, a z oczu leciały jej pojedyncze łzy. - Ja się po prostu martwię.
Blondynka poderwała się gwałtownie. Podeszła szybkim krokiem do ławki, po czym kopnęła ją tak mocno, że drewniane oparcie pękło.
- Uważasz, że jestem psychiczna?! - wrzasnęła, oddychając szybko.
- Em do cholery, myślisz, że to, co się dzieje, jest normalne?! Tak... bo każdy ma tak wielkie luki w pamięci. Może to jakieś skutki tego, że kiedyś za dużo brałaś, co? - wykrzyczała w złości.
Emily zrobiła wielkie oczy i cofnęła się o krok. Po takim dniu mogła się spodziewać wszystkiego, ale nie sądziła, że usłyszy akurat te słowa od Ann.
- Przecież od dawna ćpam! - warknęła szarooka. - Razem z Olympią skończyłyśmy z tym jakoś rok temu.
- Nie wiesz, że to gówno wyżera mózg? - Angela zaczęła żywo gestykulować rękoma. - Zbadaj się, póki nie jest za późno. - uderzyła barkiem chłopaka i ruszyła w stronę domu.
Szatynka szła szybkim krokiem w stronę bramy. Była wściekła na przyjaciółkę. Nie chciała jej zostawiać, lecz nie miała ochoty się kłócić. Nagle usłyszała huk, więc przystanęła na moment.
- Em... Emily! - usłyszała za sobą wstrząśnięty głos chłopaka. - Wstawaj... Emily, otwórz oczy!
Ann odwróciła się gwałtownie, a w jej głowie roiło się od czarnych scenariuszy. Podbiegła szybko do przyjaciół.
- Em! - krzyknęła, klękając. Szarpnęła dziewczynę za ramię. - A ty, co się tak patrzysz? Pomóż trochę! - warknęła na Drake’a.
Chłopak był zszokowany. Złapał blondynkę i podniósł ją na pannę młodą.
- Co się tu do cholery dzieje?! - popatrzył na przestraszoną Ann. - Powiedz mi!
- Nie czas na to. - wyciągnęła komórkę, żeby zadzwonić na pogotowie.
            Po kilkunastu minutach przyjechał ambulans, by zabrać Emily do szpitala. Ann oraz Drake także wsiedli do karetki. Angela, przez całą drogę, trzymała przyjaciółkę za rękę. Bała się, że coś poważnego, mogło się stać.
- Teraz mi powiesz, co się tu wyprawia? - Drake spojrzał na nią pytająco.
- Posłuchaj, ja sama nie jestem pewna. Em od jakiegoś czasu śnią się same koszmary, a od kilku dni, powstają luki w jej pamięci. Powiedziała mi dziś, że nie pamięta niczego, od momentu, kiedy zasnęła u dyrektora. - kontynuowała. – Przecież to około ośmiu godzin. Nie chciałam na nią nawrzeszczeć, ale już nie mogłam wytrzymać. Martwię się.
Szatyn przez dłuższą chwilę analizował słowa swojej przyjaciółki. Zasmucił go fakt, iż żadna z nich mu o tym nie powiedziała.
- Jak myślisz, dlaczego to się dzieje? - dopytywał, odgarniając kosmyki włosów z twarzy nieprzytomnej dziewczyny.
- Nie mam pojęcia. Może to jednak przez dragi. - mocniej ścisnęła dłoń Latynoski.
            Jeszcze przez kilka minut jechali karetką. Gdy dotarli do szpitala, lekarze zabrali nieprzytomną na badania. Pomimo iż była prawie północ, na pogotowiu roiło się od poszkodowanych osób. Ann chodziła w tę i z powrotem po korytarzach, a Drake siedział w poczekalni. Gdy minęło pół godziny, wstępne badania się skończyły, a szarooka została przewieziona do odrębnej sali. Lekarze nie chcieli jeszcze ujawniać wyników, choć powiedzieli, że stan dziewczyny jest nieciekawy. Angela wraz z Drake’iem weszli do małego pomieszczenia, w którym Emily leżała podpięta do różnych urządzeń. Chłopak stanął koło okna, a Włoszka przysunęła zielone, plastikowe krzesło bliżej łóżka. Złapała przyjaciółkę za rękę.
- Wszystko będzie dobrze mała. - zapewniała sama siebie. - Obiecuję.
            Emily biegła przez szpitalne korytarze. Nie była pewna, czy ktoś poza nią i potworami znajduje się w budynku. Próbowała znaleźć wyjście, lecz wszystko zaczęło przemieniać się w labirynt bez wyjścia. Oświetlenie było tak nikłe, że ledwo widziała, dokąd idzie. Była w śmiertelnej pułapce, z której nie można uciec. Obejrzała się za siebie, po czym zauważyła, że istoty się zbliżają. Przystanęła na moment. Poczuła chłodny powiew na karku. Powoli okręciła się. Przed nią stał stwór. Nie miał on oczu ani nosa. Jego ręce od ramion do łokci były jakby zszyte z klatką piersiową, a nogi powyginane w różne strony. Wydał groźny syk i zaczął iść w stronę dziewczyny. Latynoska pobiegła w głąb korytarza, lecz dziwna istota ją goniła. Blondynka potknęła się o własne nogi i upadła. Potwór stanął nad nią, po czym znów syknął i schylił się. Nagle złapał za ramię dziewczyny i gwałtownie oderwał je od tułowia.
            Emily otworzyła oczy. Wszędzie było ciemno. Usłyszała pikanie, po czym zaczęła się nerwowo rozglądać. Zauważyła kilka maszyn i świecący monitor, który ukazywał akcję bicia serca. Dopiero po chwili wyczuła, że pod nosem znajduje się rurka z tlenem, a do rąk i klatki piersiowej ma przyczepione różne kabelki. Jej uwagę przykuł kształt przy oknie. Niestety nie miała na sobie okularów, więc jej wzrok nie był zbyt dobry, lecz gdy jej oczy przyzwyczaiły się do ciemności, zrozumiała, że to Drake śpi na krzesłach. Spojrzała na kant swojego łóżka i zobaczyła Ann. Dziewczyna także spała, a włosy przesłaniały jej twarz.
- Jednak zostałaś. - szarooka uśmiechnęła się sama do siebie, po czym oparła głowę o poduszkę i znów zasnęła.