sobota, 1 kwietnia 2017

Rozdział XXII

            Emily od kilku godzin znajdowała się w szarym budynku. Siedziała na niewygodnym łóżku i wpatrywała się w ścianę znajdująca się na wprost. Była poirytowana tym, że zgodziła się pójść na odwyk. Bała się powrotu koszmarów, które nękały ją, zanim znów zaczęła brać. W jej umyśle panował niezwykły chaos. Mętlik, nieład myśli, które momentami przysłaniała pustka. Używki powoli zaczynały opuszczać jej organizm. Było jej zimno i gorąco w tym samym czasie. Zmęczenie, ukazane przez podkrążone oczy, dawało się coraz mocniej we znaki. Słone kropelki potu sporadycznie pojawiały się na skórze. Czuła się osaczona ze strony czterech ścian.
- To dla niej. - powiedziała. - Robię to wszystko dla niej.
Przez jej głowę przechodziły różne niewygodne myśli. Wiedziała, że musi znieść tę katorgę dla Ann. Tylko to mogło ocalić ich przyjaźń, która była dla Emily niczym wynurzająca się kotwica, którą kurczowo trzymała, będąc na samym dnie.
- Jeśli się uda... - powtarzała. - Wybaczy mi.
Angela zawsze była dla niej największym wsparciem. Em nigdy jej tego nie powiedziała. Sądziła, że jest to niepotrzebne. Nie w jej stylu było mówienie o uczuciach. Żyła w przekonaniu, że szatynka o tym wiedziała.
- Obiecuję, że wszystko naprawię. - szeptała sama do siebie.
Strach zasnuł jej świadomość, a myśli stanęły w ogniu. Lęk przed rzeczami, które widzi w swoich koszmarach, narastał z każdym kolejnym snem. Jej umysł był mroczny, nieosiągalny, nawet dla niej samej. Zalewały ją cienie niepewności, niezdecydowania i niecierpliwości. Zdawała sobie sprawę ze swoich problemów i z tego, że kiedyś w końcu musiały wyjść na jaw, a ona musiała się do nich przyznać. Emily była alkoholiczką i narkomanką. Nienawidziła samą siebie za to, do jakiego stanu się doprowadziła. Pozbawiona sił oraz energii. Czuła się osłabiona, ale pomijając te dolegliwości, było w porządku. Kilka razy przez własną nieuwagę trafiła do szpitala. Raz potrzebna była reanimacja, która na szczęście się udała. W takich chwilach wiedziała, że była żywa. Wciąż. Nadal. Oddychała, mrugała i czuła, że to wciąż życie, wciąż jej świat.
- Może gdybym ci powiedziała, byłoby łatwiej? - jej głos był cichy, oschły, wyprany z emocji.
Dobrze znała swoją sytuację i wiedziała, od czego to wszystko się zaczęło. Dowiedzenie się bolesnej prawdy, było dla niej zbyt trudne. Zatapiała smutki, a także niewiedzę w coraz to większej ilości alkoholu, który z czasem stał się jej nałogiem. Nikomu o tym nie powiedziała. Uznała, że sama sobie ze wszystkim poradzi, choć wykraczało to poza granice jej możliwości.
- Gdybyś tylko tam nie weszła. - paznokcie zaczęły boleśnie wbijać się w jej skórę.
Nikt też nie wiedział o tajnym pokoju, znajdującym się na górnym piętrze w jej domu. Przez długie miesiące trzymała go w ukryciu. Mapy, imiona, adresy. Wszystko to było jej potrzebne do rozwikłania sprawy, która od kilku lat niszczyła jej życie. Potrzebowała tylko trochę więcej czasu, lecz on się nie zastanawiał. Nadal pędził. Uciekał z jej ciała tak, jak nadzieja na rozwiązanie trudnej zagadki.
- Dlaczego zostawiłaś mnie samą? - jęknęła.         
Odczuwała samotność. Jedną wielką pustkę w najmroczniejszych odmętach serca. Była świadoma, że swoim zachowaniem oraz sposobem bycia, doprowadzi kiedyś do tego, że wszyscy się odwrócą. Popadnie wtedy w jeszcze większą agonię, a alkohol będzie dla niej jedynym racjonalnym wyjściem. Doprowadzi ją to do zguby, na którą sama zapracowała.
- Gdybyś tylko tego nie zobaczyła. - warknęła.
Gniew i agresja zawsze przejmowały władzę. Najmniejsza błahostka była w stanie wyprowadzić ją z równowagi. Gdy przekraczała granicę własnej wytrzymałości, nic nie było w stanie jej powstrzymać, bądź uspokoić. Przemieniała ból psychiczny, na fizyczny. Było to dla niej łatwiejsze. Użycie siły, bądź odreagowanie złych emocji, poprzez uderzenie pięścią w ścianę, wydawało jej się najprostszym rozwiązaniem, niż płacz. Zawsze rozśmieszało ją to, jak straszny, a zarazem piękny jest fakt, że nasze oczy rozmazują prawdę, kiedy nie możemy już na nią dłużej patrzeć.
            Rozmyślania zajęłyby jej dłuższy czas, gdyby nie pisk otwieranych drzwi. Była pewna, że to jej współlokatorka, która już jutro wychodzi. Latynoska nie widziała jej jeszcze, ponieważ wcześniej miała rozmowę z psychologiem oraz różne potrzebne badania. Przed nią ukazała się dziewczyna, którą już kiedyś poznała.
- Isabella? - spytała ze zdziwieniem szarooka.
Blondynka z różowymi pasemkami uśmiechnęła się szeroko.
- Skyler Gran. - austriacki akcent był dobrze wyczuwalny. - Nie spodziewałam się tu ciebie.
Wyższa dziewczyna usiadła na swoim łóżku, naprzeciwko Em.
- Tak właściwie, to Emily Extraño. - wyjaśniła, przeczesując dłonią włosy.
- To imię jest jeszcze ładniejsze. - puściła oczko.
Szarooka usadowiła się w wygodniejszej pozycji, ignorując komplement.
- Tylko czemu wtedy skłamałaś?
- Fałszywy dowód. - wyjaśniła Latynoska. - Nie jestem jeszcze pełnoletnia.
- Ile masz lat? - dopytywała Austriaczka.
Em zdjęła okulary, by przeczyścić szkiełka.
- Osiemnaście, ale to dopiero za kilka miesięcy. - odparła. - A ty?
- Dwadzieścia jeden. - uśmiechnęła się niezauważalnie. - Ciągle nie podziękowałam ci za to, że uratowałaś mnie przed moim byłym w tamtym barze.
- Nie ma sprawy. - odchrząknęła. - Nawet na trzeźwo bym to zrobiła.
Isabella sięgnęła po butelkę z wodą i upiła łyka, a następnie rzuciła ją do Emily. Szarooka także się napiła i odłożyła ją na małą półkę.
- Tak właściwie... - zaczęła blondynka. - To dlaczego tu jesteś?
Dziewczyna z różowymi pasemkami zastanowiła się chwilę.
- Po tamtej akcji bałam się, że on znów się pojawi. Wpadłam na stare towarzystwo i trochę imprezowałam. Niestety po raz kolejny przesadziłam z prochami i wylądowałam w szpitalu. - wyjaśniła. - Uznałam, że dla własnego dobra pójdę na odwyk.
- Ja zostałam przymuszona. - Em parsknęła śmiechem.
Przez chwilę panowała niezręczna cisza.
- Muszę do łazienki. - Emily powiedziała sama do siebie.
Ociężale wstała z łóżka i zachwiała się lekko, a następnie ruszyła w stronę drzwi, pozostawiając starszą w pokoju.
            Latynoska opierała się o ścianę wyłożoną kafelkami. Nie była pewna, dlaczego, ale na wspomnienie o Ann, musiała pobyć chwilę sama. Na jej szczęście w pomieszczeniu nie było nikogo, prócz niej. Przeczesała włosy palcami i głęboko zaciągnęła się powietrzem. Po chwili podeszła do umywalek. Trzęsącą dłonią odkręciła kurek, po czym zamoczyła je i potarła nimi twarz. Opuściwszy ręce, spojrzała w lustro i ujrzała różowe policzki, które powstały przez dotyk lodowatej wody. Nienawidziła tego. Patrzeć na swoje odbicie. Zawsze, gdy to robiła, zaczynała czuć wstręt i obrzydzenie do samej siebie. Kiedy patrzyła w lustro i napotkała własny wzrok, wiedziała, jak bezwartościowo się czuje. Martwe, puste oczy, w których pozostała jedynie szarość, odzwierciedlająca pustkę. Ponoć są one zwierciadłem duszy. Jeśli to prawda, dusza Emily była mroczna, niedostępna. Niegdyś wesołe iskierki goszczące w jej tęczówkach, teraz uciekały w popłochu.
- Jesteś słaba. - szepnęła sama do siebie.
Mimo jej zachowania, które wskazywało na to, iż uważa się za osobę silną, właśnie tak o sobie myślała. Miała się za tchórza, który szukał ucieczki i schronienia przed własnymi problemami. W akcie agresji wolała zrobić sobie krzywdę na tle fizycznym, niż cierpieć psychicznie. Choć sposób ten był w pewnym sensie okropny, według niej był najracjonalniejszym wyjściem z sytuacji. Najbardziej uprzykrzające było to, iż gardziła samą sobą. Chłód, który nosiła w sercu, powoli zamrażał ją od środka.
- Nienawidzę cię. - warknęła do własnego odbicia.
Jeszcze przez chwilę patrzyła z nienawiścią w obraz przed sobą, po czym wyszła z łazienki, by wrócić do swojego pokoju.
            Po posiłku oraz zażytych lekach, Emily leżała na swoim niewygodnym łóżku. Wdała się w długą konwersację ze współlokatorką, gdy już dawno powinny spać.
- Mogę ci zadać pytanie? - Austriaczka popatrzyła na nią.
- Oczywiście. - odparła bez namysłu.
- Czego najbardziej się boisz? - spytała Iss.
Emily została wybita z równowagi, ponieważ nie spodziewała się takiego pytania.
- Niczego. - szarooka odparła pewnie.
- Jak to? - zdziwiła się. - Każdy musi mieć jakiś lęk.
- Wiesz, niektórzy najbardziej boją się strachu. - wyjaśniła. - Albo przytłaczającej prawdy. - dodała na tyle cicho, by jej nie usłyszała.
Starsza szybko zmieniła temat, widząc, jak Em się denerwuje. Rozmawiały o przeszłości i o ciekawych wydarzeniach z ich życia. Kiedy Weis uznała, że jest zmęczona, Em też postanowiła, że spróbuje zasnąć. Nigdy nie wiedziała, czy gorsza jest bezsenność, czy realistyczne koszmary. Latynoska przykryła się kołdrą oraz odłożyła okulary na małą komodę. Okręciła się przodem do ściany i przymknęła powieki.
            Emily stała na dachu kilkunastometrowego wieżowca. Słońce powoli znikało za horyzontem, przez co pomarańczowe niebo współgrało z krajobrazem. Jasnowłosa uwielbiała oglądać miasto z góry. W takim momencie mogła doglądać wszystkiego i wszystkich, jednocześnie będąc daleko. Nie przepadała za tłocznym centrum. Wolała odosobnione miejsca. W takich łatwiej jej było myśleć.
- Tu jesteś. - usłyszała zmartwiony głos za plecami. - Nie mogłam cię nigdzie znaleźć.
Angela podeszła do przyjaciółki, na skraj dachu.
- Przepraszam. - jęknęła szarooka. - To było zbyt trudne. Musiałam stamtąd uciec.
- Wiem, że to cię przeraża, ale odwyk dobrze ci zrobi. - szepnęła miękko.
Em dobrze wiedziała, że dziewczyna ma rację.
- Nie mogę tam wrócić. - westchnęła. - Chcę z tym skończyć, ale możemy znaleźć inne rozwiązanie.
Ann położyła swoją dłoń, na ramieniu blondynki.
- Jest jeden sposób. Jeśli chcesz, pokażę ci go.
Emily wciągnęła powietrze przez nos i kiwnęła głową. Nagle poczuła gwałtowne pchnięcie i po chwili straciła grunt pod nogami. Latynoska zaczęła spadać z coraz to większą prędkością. Wiatr uderzył w twarz dziewczyny z taką siłą, że na jej policzku pojawiły się łzy. W uszach słyszała tylko świst powietrza.
Gdy leciała, czuła silny, przeszywający ból, który jak sądziła, miał rozsadzić jej ciało na kawałki. Panicznie wymachiwała rękami. Nie była w stanie uwierzyć, że jej najlepsza przyjaciółka, wypchnęła ją z dachu. Gdy Em znajdowała się coraz bliżej ziemi, do jej umysłu dochodziły krzyki i wrzaski, najprawdopodobniej należące do przechodniów. Wszystko trwało zaledwie kilkanaście sekund. Wiedziała, że nic nie może zrobić. Zacisnęła mocno powieki, a wtedy jej ciało zderzyło się z ziemią.
            Emily otworzyła oczy, gwałtownie zaciągając się powietrzem. Ciemność, która zasnuła pokój, była jedynym, co dziewczyna widziała. Jej twarz była wciśnięta w poduszkę. Chciała się przesunąć, lecz było to niemożliwe. Choć jej umysł był sprawny, jakikolwiek ruch, który chciała wykonać, kończył się niepowodzeniem. Czuła się tak, jakby ktoś nafaszerował jej organizm znieczuleniem, przez które nie może się ruszać. Próby odzyskania władzy nad ciałem były męczące. Wiedziała, że niedługo to nieprzyjemne uczucie minie. Paraliż senny był nieodłączną częścią jej codzienności. Od kiedy zaczęły się koszmary, miewała go dość często, lecz za każdym razem był tak samo przerażającym, jak za pierwszym razem. Po niespełna kilku minutach dziewczyna mogła przekręcić się na plecy. Wpatrywała się w sufit i już teraz była pewna, że nie wytrwa na odwyku do końca.

wtorek, 27 grudnia 2016

Rozdział XXI

            Emily od kilku godzin leżała z zamkniętymi oczami. Alkohol już całkowicie opuścił jej organizm. Pragnęła ominąć zbliżającą się rozmowę z szatynką. Wiedziała, że temat tajemniczego pokoju będzie trudny do wyjaśnienia. Miała nadzieję, że po tym wszystkim Angela dalej będzie jej przyjaciółką, rodziną. Uznała, że ukrywając przed nią wszystkie swoje problemy, nie narazi jej na żadne niebezpieczeństwo. „Przecież to dla jej dobra przemilczałam wszystko. To dla jej dobra.” – pomyślała. Z przemyśleń wyrwało ją głośne walenie do drzwi. Po chwili, gdy pukanie nie ustawało, z niechęcią zwlekła się z narożnika, na którym wcześniej leżała i przeszła na korytarz. Przeciągnęła się i przeczesała ręką włosy.
- Rany! Już idę! - krzyknęła, ponieważ pukanie wciąż nie ustawało. - Pali się, czy co?
Gdy otworzyła drzwi, od razu tego pożałowała. Choć na dworze panowała ciemność, lampy uliczne dawały wystarczające światło, by zobaczyć, że przed jej domem stał średniego wzrostu Meksykanin. Miał wory pod oczami i zapadnięte policzki. Wyglądał, jakby nie jadł od kilku dni. Zmierzył dziewczynę morderczym wzrokiem i założył ręce na piersi.
- Perez. - warknęła.
- Extraño. - odpowiedział jej tym samym tonem.
Blondynka oparła się o futrynę.
- Czego chcesz Pedro? - spytała, wciąż mierząc go zabójczym spojrzeniem. - I to w dodatku przed północą?
- Dobrze wiesz, po co przyszedłem. - powiedział.
Miał rację. Wiedziała, dlaczego zjawił się pod jej domem. Po samym jego wyglądzie można było stwierdzić, iż jest na głodzie narkotykowym.
- Nie mam pojęcia. - skłamała. - Może mnie oświecisz? Tylko zrób to szybko, bo zimne powietrze wlatuje do środka.
Chłopak podszedł kilka kroków bliżej. Jasnowłosa nie cofnęła się, choć miała na to wielką ochotę.
- Po prostu daj mi trochę, to zostawię cię w spokoju. - jęknął zdesperowany.
Em uniosła jedną brew i odwinęła rękawy zielonej koszuli, ponieważ na dworze panował lutowy chłód.
- Nie rozumiesz, że nie jestem dilerem? - ściszyła głos.
To, co powiedziała, nie było całkowitą prawdą.
- Przestań ściemniać Extraño. - fuknął i przeczesał włosy ręką. - Dobrze wiem, że to robisz.
Szarooka zaśmiała się gorzko i pokręciła głową.
- Niby skąd? - spytała z uśmiechem.
- Myślisz, że ja ich nie znam? - w jego oczach zapaliły się iskierki. - Że nie wiem, co potrafią zrobić? Co już ci zrobili?
Nagle jej twarz stężała. Przez jej głowę zaczęły przelatywać nieprzyjemne wspomnienia. Przypomniały jej się czerwone ślady, otarcia i siniaki na ciele, które za wszelką cenę starała się ukryć przed przyjaciółką.
- Nie wiem, o czym mówisz. - jej głos był pusty od braku emocji.
- Nie wiesz? - zaśmiał się cicho. - Jeśli w najbliższym czasie nie dasz mi tego, czego chcę, źle się to dla ciebie skończy. Mogę ci to zapewnić.
Dziewczyna momentalnie poczuła rzadko pojawiający się strach. Nie przed brunetem, lecz przed ludźmi, o których mówił.
- Możesz mi zrobić, co ci się żywnie podoba. - warknęła. - Nachodzić mnie, grozić. I tak mnie nie złamiesz.
Nagle usłyszała głosy dochodzące z wnętrza jej domu. Angela wraz z Matt’em wyszli z kuchni i stali na korytarzu. Byli zbyt pochłonięci rozmową, by zauważyć, że Emily już nie śpi.
- Racja, bezpośrednio cię nie złamię. - przyznał. - Skrzywdzę tych, na których ci najbardziej zależy. - zagroził.
Wywróciła oczami i westchnęła ciężko.
- I w tym cały sęk Pedro. - zaśmiała się bez krzty humoru. - Mi na nikim nie zależy. - skłamała.
Meksykanin wychylił się i zmierzył wzrokiem Ann, która wciąż stała w salonie i konwersowała ze swoim chłopakiem, żywo gestykulując rękami.
- No nie powiem... - prychnął. - Niezła jest, jak tak na nią patrzę. Szkoda by było, gdyby jej się coś stało.
Blondynka zacisnęła pięści i starała się uspokoić oddech. Tak bardzo chciała, by nie wyprowadził jej z równowagi, lecz tym razem przegiął. Nikomu nie pozwoli grozić swojej najlepszej przyjaciółce.
- Przeginasz Perez. - warknęła.
- Oh, czyżbym rozzłościła naszą małą Extraño? - parsknął śmiechem.
Twarz dziewczyny powoli zaczynała nabierać czerwonych barw. Choć bardzo tego pragnęła, nie mogła zacząć na niego wrzeszczeć. Skończyłoby się to źle dla wszystkich, a zwłaszcza dla niej.
- Mam cię dość. - syknęła. - Wizyta zakończona.
- Tylko nie zapomnij. - uśmiechnął się. - Masz dwa dni do namysłu. Albo dostanę to, czego chcę, albo ta Włoszka słono za to zapłaci. - cmoknął. - Do zobaczenia skarbie.
Emily nie wytrzymała i trzasnęła z impetem drzwiami. Odwróciła się, a Ann i Matt wpatrywali się w nią ze zdziwieniem, wymieszanym ze złością. Em westchnęła głośno, bo wiedziała, że teraz rozmowa już ją nie ominie.
            Blondynka powolnym krokiem podeszła do narożnika. Czekała na to, aż jej przyjaciółka zacznie krzyczeć. Szatynka świdrowała ją wzrokiem, lecz nie wypowiedziała żadnego słowa. Zastanawiała się, o co dokładnie powinna zapytać. Nie była pewna, czy chce znać odpowiedzi na wszystkie pytania. Niestety ciekawość oraz empatyczna postawa wzięły górę.
- Musimy porozmawiać. - Angela starała się mówić spokojnym tonem.
- A mamy o czym? - Emily spytała, jakby nie zdawała sobie sprawy o wydarzeniu sprzed kilku godzin.
- Byłaś na tyle pijana, by nie pamiętać? - odpowiedziała pytanie na pytanie.
- Nie. - odparła.
Szarooka jak najbardziej starała się uniknąć kontaktu wzrokowego. Dodatkowo irytował ją fakt, iż Matthew jest w pobliżu.
- Więc teraz wyjaśnisz mi to wszystko. - nakazała Ann.
- Jak wiele widziałaś? - spytała, ściszonym, lecz opanowanym głosem.
Angela zrobiła wielkie oczy i podparła się o ramię chłopaka.
- Jak wiele widziałam? Jak wiele? - zaczęła się śmiać. - A co, ukrywasz tam coś jeszcze, czego nie zdążyłam znaleźć? Fabryka metafetaminy, stara bimbrownia, czy nagie striptizerki?
- Przesadzasz. - przerwała jej, a wzrok utkwiła w podłodze, jakby była ona najciekawszym obiektem w pomieszczeniu.
Szatynka zrobiła kilka kroków w jej stronę.
- Ja przesadzam? Ja? - parsknęła. - Masz się wytłumaczyć! Muszę znać prawdę.
Emily odwróciła się i podeszła do akwarium, a następnie nakarmiła rybki.
- Lepiej, jak nie będziesz wiedzieć. - szepnęła, lecz jej przyjaciółka to usłyszała.
- Wiesz, że nie toleruję kłamstw. - zaczęła, a jej oczy zaczynały robić się wilgotne. - Zrobiłam dla ciebie wiele. Mogłabyś się jakoś odwdzięczyć.
- O nic cię nie prosiła. - warknęła Em.
- Racja. O nic nie prosiłaś. - zaśmiała się sztucznie. - Moje dobre serce nie potrafiło ci odmówić, ale dość z tym. Powiesz mi prawdę albo wyjdę z tego domu i już nigdy mnie nie zobaczysz.
Emily po raz pierwszy od początku rozmowy, spojrzała jej w oczy. Brązowe tęczówki, były aż tak ciemne, że przypominały małe węgielki. Dziewczyna nie przypuszczała, że dostanie takie ultimatum. Chciałaby wierzyć, że słowa, które usłyszała, były kłamstwem, lecz po wyrazie twarzy Ann, mogła stwierdzić, iż dziewczyna mówiła prawdę. Nie słysząc odpowiedzi, szatynka ruszyła w stronę drzwi. Gdy już sięgała po kurtkę, usłyszała wołanie.
- Zgoda! - krzyknęła Em i wyrzuciła ręce w górę. - Powiem... tylko nie wychodź. - dodała szeptem.
Angela uśmiechnęła się pod nosem, choć w duchu nie była pewna, czy jej plan zadziała. Wróciła do salonu, oparła się o ścianę i spojrzała na przyjaciółkę.
- Teraz odpowiesz na moje pytania. - rzekła Ann. - Wszystkie.
- Tego nie mogę obiecać. - odparła oschle.
- A to dlaczego? - uniosła jedną brew.
- Tak będzie dla ciebie lepiej. Dla wszystkich. - westchnęła.
Przez chwilę panowała głucha cisza. Chłopak zaczynał się coraz bardziej irytować.
- Więc... kolekcja noży na ścianie? - spytał dobitnie. - Chyba nie do samoobrony? Czy może to ty atakujesz?
- Na twoim miejscu uważałabym na słowa. - syknęła. - A odpowiadając na twoje pytanie, nie do tego są mi potrzebne.
- Może mi jeszcze powiesz, że jesteś kucharzem na zamówienie, te nazwiska i daty, to informacje o twoich pracodawcach, a pinezki na mapie, to miejsca restauracji, w których pracujesz danego dnia? - prychnął z pogardą. - Dlatego potrzebne są ci te wszystkie noże?
Emily zastanowiła się przez chwile.
- Na ten pomysł nie wpadła. - parsknęła. - Tobie nic nie będę mówić.
Blondyn podszedł do niej i popatrzył na nią z góry.
- Niby dlaczego? Przez ciebie moja dziewczyna cierpi. Zasługujemy na to. Powinnaś zrozumieć, że ona...
- Matt. - Angela złapała go za rękę. - Przestań. Proszę, pójdź na górę. Zawołam cię, gdy skończymy rozmawiać.
Chłopak popatrzył na nią ze zdziwieniem.
- Jesteś pewna? - spytał, by się upewnić.
- Tak. - kiwnęła głową. - Nie schodź, jeśli będziesz słyszał krzyki. Dopiero, jak cię zawołam.
Matthew wyminął ją i po chwili był już na schodach. Niedługo później słychać było, jak zamyka za sobą drzwi, od któregoś z pokoi na górnym piętrze.
            Dziewczyny spędziły kilka minut w niekomfortowej ciszy. Żadna z nich nie chciała zaczęć konwersacji. Angela wciąż starała się uporządkować wszystkie fakty w swojej głowie, lecz przez brak informacji, nie było to łatwe.
- Zacznijmy od czegoś prostszego. - powiedziała Ann. - Prochy.
- Mam je od Oly. - odpowiedziała zgodnie z prawdą. - Jak mówiłam na komisariacie, dała mi je przed świętami. Wiedziała, że mam te koszmary, budzę się gdzie indziej... dała mi tego dość sporo. Zapewne sama widziałaś. Ale nie jestem uzależniona. Biorę co dwa, a ostatnio nawet, co trzy dni.  Nie mam z tym problemu.
Szatynka wiedziała, że ostatnie zdanie było kłamstwem. O ile wcześniej nie zwróciła na to uwagi, teraz dobrze widziała wychudzoną twarz przyjaciółki, jak i wory pod oczami, które nie były spowodowane niedomiarem snu. Już kiedyś widziała ją w tym stanie. Zawsze, gdy wracała wspomnieniami do wydarzeń sprzed półtora roku, widziała obraz Emily, którego nie potrafiła wyrzucić z pamięci.
- Dlaczego? - spytała. - Mogłaś powiedzieć, że nie dajesz sobie rady. Pomogłabym ci, a ty wybrałaś gorszą opcję.
- Obie wiemy, że byś nie pomogła. - szarooka przeczesała ręką swoje jasne włosy. - Jesteś mądra, ale nawet ty nie wiesz, co mi jest. Zresztą, mam to pod kontrolą.
- Potrafię pojąć prochy. - przyznała. - Ale trawa? Em, do cholery, dilujesz tym?! Skąd ty to w ogóle masz?!
Jasnowłosa na chwilę przymknęła powieki i wzięła głęboki oddech.
- Hybrydyzacja. - wyjaśniła. - Kupiłam kilka i dzięki hybrydyzacji powstała reszta. Nie pytaj o szczegóły. Na początku tylko ja paliłam. Na rozluźnienie. Później kilka sprzedałam, bo potrzebowałam pieniędzy. Nie chciałam tego robić, ale musiałam.
- Mogłaś powiedzieć, pożyczyłabym ci. - Ann znów okazała swoją dobroduszność, choć wciąż była wściekła.
- Nie tyle, ile potrzebowałam. - Emily uśmiechnęła się smutno. - Rodzice się ode mnie odcięli. Nie wysyłają mi pieniędzy od kilku miesięcy. Rozmawiam z nimi tylko wtedy, gdy sprawy szkolne tego wymagają... albo policja. Plus, musiałam spłacić swoje długi w kilku miejscach.
- Czemu nie powiedziałaś? - jęknęła. - I o jakich długach mówisz?
Szarooka zaczęła krążyć po salonie. Złość powoli zaczynała wstępować w jej organizm. Wiedziała, że nie może wyznać przyjaciółce wszystkiego. Mogłaby znaleźć się w niebezpieczeństwie, a na to Em nie mogła pozwolić.
- Nie mam pojęcia, dlaczego rodzice przestali to robić. - jęknęła. - O długach nie ma co mówić. Prawie wszystkie zostały spłacone i dla własnego dobra, nie powinnaś o nich wiedzieć.
Choć Ann chciała wiedzieć więcej, wolała przestać drążyć ten temat, ponieważ Em mogłaby się całkowicie zamknąć w sobie i nie dowiedziałaby się całej reszty.
- Od razu uprzedzam, że nie powiem ci, po co mi mapa, nazwiska i daty. - wtrąciła Emily. - Niedługo się dowiesz, ale najpierw sama muszę mieć co do tego pewność.
Angela kiwnęła głową, choć chęć wiedzy była silna.
- Fałszywy paszport. - szatynka odsunęła się od ściany i podeszła do stolika, na którym stała jej szklanka z sokiem. - Masz już dwa podrobione dowody, co jak wiemy, jest nielegalne. - upiła trochę i odstawiła naczynie z powrotem na stół, a następnie znów oparła się o ścianę obok schodów. - Na co ci paszport?
Szarooka nie odpowiadała przez chwilę, jakby zastanawiała się nad odpowiedzią.
- To na wszelki wypadek, gdybym musiała wyjechać. - odparła.
- Znów wplątałaś się w ciemne interesy? - Ann zmierzyła ją wzrokiem. - Znowu?
Emily coraz bardziej zaczynała się irytować. Nie lubiła, gdy ktoś zbytnio ingerował w jej sprawy.
- Wciąż próbuję wyjść z tamtych. - przyznała. - Półtora roku temu obiecałam ci, że z tym skończę, ale to nie jest łatwe. Paszport wyrobiłam już wtedy.
- Gdybyś musiała uciekać z kraju, bo dowiedzieliby się, że handlujesz narkotykami. - Włoszka zgromiła ją jednym spojrzeniem.
- Nie handlowałam. - oburzyła się Em. - Kupowałam i później sprzedawałam drożej.
Starsza dziewczyna zaśmiała się do siebie.
- To jak to nazwiesz, skoro to nie handlowanie? - zakpiła.
- Inwestycja.
Emily stanęła obok ściany i oparła się o nią. Uważała, że jej przyjaciółka zadała już za dużo pytań, choć wiedziała, iż po tym wszystkim zasługuje na szczere odpowiedzi. Blondynka zawsze wykorzystywała dobre serce Ann do swoich potrzeb i nigdy nie dawała niczego w zamian. Wiedziała, że nie powinna tak robić, lecz było jej to obojętne. Mała cząstka jej serca dbała o szatynkę, choć było to przez nią niezauważane. Nie potrafiła przyznać, że nie jest aż tak nieczuła na krzywdy, które jej wyrządza.
- Nie pytam o worek treningowy. Lepsze to, niż okładanie ściany. - westchnęła Ann. - Kolekcja noży? Już nawet nie chcę wiedzieć, po co ci, ale powiedz, czy ich kiedyś użyłaś.
Szarooka pokręcił przecząco głową.
- Została jeszcze sprawa pieniędzy i...
- Pieniędzy? - przerwała jej. - Jedyne pieniądze, jakie tam miałam były w sejfie... otworzyłaś go? - ze złości mocno zacisnęła szczękę.
- Nie było to proste. - kiwnęła głową. - Użyłaś skomplikowanego kodu.
- Otworzyłaś mój sejf? - warknęła. - Jakim cudem? Dlaczego?!
Angela zrozumiała, że poruszyła teraz drażliwy temat. Twarz blondynki zaczęła robić się czerwona, co źle wróżyło.
- Zajęło nam to dużo czasu, ale Matt wpadł na pomysł, a ja zgadłam pin. - wyjaśniła, a jej głos zadrżał.
- No oczywiście. - fuknęła. - Elegancik musi się we wszystko wtrącać. Gdyby nie on, nie byłoby tego problemu.
- Gdyby nie on?! - Ann podniosła głos. - Trzymasz pistolet w domu i śmiesz mówić, że to była jego wina?!
Emily odsunęła się od ściany i podeszła do przyjaciółki. Pięści miała zaciśnięte, a jej stalowe tęczówki emanowały chłodem.
- Nigdy go nie użyłam. Mam go na wszelki wypadek. - wycedziła przez zaciśnięte zęby. - I tak, gdyby nie on, byłoby o połowę mniej problemów.
Angela, choć była wyższa o dwa centymetry, czuła się mała przy Latynosce. Nie lubiła, gdy przez Em przemawiała złość.
- Coś ci się zaczyna chyba w głowie mieszać. - powiedziała, choć wiedziała, że powinna uważać na słowa. - Prochy wyżerają mózg i albo już to zrobiły, albo zaczynasz być na głodzie.
- Nie mów tak! - krzyknęła, a jej oddech przyspieszył. - Nie mam problemów!
- Posłuchaj, możemy to naprawić. - powiedziała szybko, widząc, jak blondynka się denerwuje. - Jeśli pójdziesz na odwyk, wszystko się naprawi. Nie powiem policji, o tym, że znaleźliśmy u ciebie ten pokój.
- I tak im nic nie powiesz. - warknęła Em. - Nie zrobisz mi tego!
- Chcesz się założyć?! Mam dość ratowania ciebie! Nie ważne co zrobię, ty i tak nie próbujesz się poprawić. Staram się, jak mogę, a ty masz to wszystko w dupie! Matt miał rację, nie zależy ci na nikim, w tym na mnie, a ja zrobiłabym dla ciebie wszystko!
- Przestań! - wrzasnęła.
Emily wzięła zamach i z impetem uderzyła pięścią w ścianę, kilkanaście centymetrów od twarzy przyjaciółki. Od razu rozbolały ją kostki, lecz nie przejęła się tym. Ann zacisnęła powieki i skuliła się. Momentalnie po jej policzkach zaczęły spływać słone łzy. Jasnowłosa zabrała rękę ze ściany i spojrzała na przerażoną przyjaciółkę.
- Myślałaś, że cię uderzę? - spytała, choć ton jej głosu wykazywał obojętność.
Angela otworzyła oczy.
- Nie. - skłamała.
Em cofnęła się o krok.
- Nie mogłabym. - powiedziała bardziej do siebie niż do Ann. - Myślałaś, że cię uderzę. Nie mogłabym.
- Wtedy też tak myślałam. - przypomniała jej.
Szarooka wróciła pamięcią, do wydarzeń za czasu, kiedy cała ich paczka była w mieście, a ona i Olympia zażywały narkotyki na każdej imprezie. Jasnowłosa nienawidziła siebie za to, co wtedy zrobiła szatynce. Przepraszała ją za niezliczoną ilość razy. Włoszka wybaczyła, lecz od tamtego zdarzenia, czasami się jej obawiała. Zwłaszcza w takich momentach jak ten.
- Wiesz, że wtedy byłam przyćpana! - Em odsunęła się od niej jeszcze bardziej. - Nie mogłabym cię skrzywdzić.
- Kto wie?! - w jej oczach pojawiło się morze łez. - Boję się, Emily. Boję się ciebie, kiedy jesteś w takim stanie! Mówisz, że nic byś mi nie zrobiła. Wtedy też tak mówiłaś i co? Przez ciebie wylądowałam w szpitalu!  - słone krople ciekły jej po policzkach i brodzie, lecz nie zważała na to. - Musisz iść na terapię! Nie mogę dłużej próbować cię ratować, bo nie potrafię tego zrobić. Sama musisz tego chcieć. Masz wybór. Postarać się albo mnie stracić!
Blondynka wpatrywała się w nią i nie wiedziała, co powinna zrobić. Nienawidziła płaczu Ann. Ten widok łamał jej zazwyczaj niewzruszone niczym serce. Gdzieś w głębi wiedziała, że to z jej winy, lecz duma nie pozwalała tego przyznać. Nagle usłyszały, że drzwi na górnym piętrze się otworzyły, a Matt biegnie po schodach na dół.
- Nie mogłem siedzieć tam bezczynnie, słysząc te krzyki. Skarbie... - zobaczył, że dziewczyna jest cała zapłakana. - Coś ty narobiła?! - krzyknął, odwracając się w stronę Latynoski.
- Nie wtrącaj się. - warknęła.
Angela słysząc tę sprzeczkę, rozpłakała się jeszcze bardziej i wybiegła do kuchni.
- Extraño! Widzisz, do czego doprowadzasz! - blondyn znów się uniósł. - Twoje zachowanie ją niszczy! Pójdź na tę cholerną terapię. Zrób to dla niej, nie dla siebie! Wasza przyjaźń jest toksyczna, a to zabija ją od środka. Chcesz mieć Ann na sumieniu?! Ona, aż tak bardzo nic dla ciebie nie znaczy?! Bo przez twoje zachowanie można to wywnioskować!
Emily pierwszy raz widziała Matt’a tak wściekłego. Przez dłuższy moment biła się z myślami.
- Posłuchaj mnie. - zaczęła, gdy jej oddech zaczął się normować. - Pójdę tam, jeżeli obiecasz, że się nią zajmiesz. Że zawsze będziesz obok. Bez różnicy, czy na mieście, czy w kuchni.
Chłopak zrobił zdziwioną minę.
- Przecież na nią uważam. - powiedział.
- Od tego zależy, jak długo przeżyje. - szepnęła sama do siebie.
- Co ty pleciesz.
- Pilnuj ją. - warknęła. - Nie wzywaj policji. To ich rozzłości. Jest ich wielu, są wszędzie... są nieśmiertelni.
Niebieskooki, jakby bał się spytać, tylko kiwną głową na znak zgody. Emily od razu pożałowała tej decyzji, lecz jeśli chce utrzymać przy sobie Ann, musi się na to zgodzić. Czasem rozmyślała, czy nie byłoby lepiej, gdyby szatynka przestała utrzymywać z nią kontakt. Ta opcja wydawała się być bezpieczniejsza, lecz w takich chwilach Em pozwalała sobie na samolubne myślenie, bo wiedziała, że nie poradzi sobie bez pomocy przyjaciółki.
- Ann! - zawołała nieco łagodniejszym głosem.
Po chwili dziewczyna pojawiła się w salonie. Po jej policzkach wciąż spływały łzy. 
- Pójdę na odwyk. - oznajmiła, a na twarzy szatynki ukazał się lekki uśmiech.

niedziela, 4 grudnia 2016

Rozdział XX

            Szatynka stojąc na progu, wpatrywała się w tajemniczy pokój z coraz większą dezorientacją. Po chwili jednak niepewnie weszła do pomieszczenia wraz Matt’em. Pierwsze, co rzuciło jej się w oczy, to wielka mapa Nowego York’u zajmująca całą ścianę. Dziewczyna stanęła przed nią i przyjrzała się jej. W różnych miejscach wbite były pinezki z przyczepionymi kolorowymi sznurkami. Gdy szatynka obróciła się, zobaczyła zwisający worek treningowy. Ściana obok niego, niegdyś biała, miała teraz kilka wgnieceń, oraz gdzieniegdzie małe krwiste plamy. Podłoga zaśmiecona była przez papierowe kulki. Brak okien irytował chłopaka, który lubił przejrzystość i jasność.
- Popatrz na to. - po pokoju rozniósł się głos Matt’a.
Na kolejnej ścianie wisiała kolekcja perfekcyjnie wypolerowanych noży ustawionych od najmniejszego do największego. Szatynka przełknęła głośno ślinę. Strach, który odczuwała, był coraz silniejszy. Zaczęła się zastanawiać, po co Emilly potrzebne są te przedmioty. Dziewczyna zaczęła się gorączkowo rozglądać. Pomieszczenie, choć duże, nie było zbyt umeblowane. Biurko z krzesłem, komoda, kilka półek i szafa. W kolejnym rogu pokoju znajdował się wysoki przedmiot przykryty folią. Chłopak niepewnie zdjął ją i szybko odsunął się. Na stoliku leżało kilkanaście doniczek z zielonymi roślinkami.
- Trawa. - powiedział cicho. - Ona hoduje marihuanę.
- To niemożliwe. - odparła, lecz gdy odwróciła się w stronę stołu, straciła wiarę w niewinność przyjaciółki.
- Wiedziałaś, że pali? - spytał.
Pokręciła przecząco głową.
- Wiem tylko o prochach. - odparła.
- Skoro o prochach mowa... - wskazał na wiszące półki.
Włoszka podeszła do nich szybkim krokiem.
- Tu jest chyba... kilkadziesiąt torebeczek. - jęknęła. - Niemożliwe, by Oly przywiozła jej aż tyle.
Matthew przeklął pod nosem.
- Sprawdź biurko, ja zobaczę, czy coś jest w szafie. Lepiej załóż to. - polecił, podając gumowe rękawiczki, które leżały na jednej z półek.
Dziewczyna przytaknęła i ruszyła w stronę biurka. Jedna połowa była zastawiona pustymi butelkami po alkoholu, druga zaś cała zaśmiecona przeróżnymi papierami. Znajdowały się na nich imiona i nazwiska, daty oraz miejsca. Niektóre z nich były przekreślone. Angela nic z tego nie rozumiała. Nie potrafiła złożyć tych szczegółów w jedną całość. Miała wrażenie, że będąc w tajnym pokoju, znalazła się w umyśle swojej przyjaciółki. Wszędzie panował chaos i nic nie było dla niej logiczne. Oparła się o drewniany blat i wzięła kilka głębszych wdechów, by się uspokoić. Obawiała się tego, co może znaleźć. Otworzyła szufladę. W środku były tylko dwa paszporty. Ann wzięła je do ręki i otworzyła. Oba należały do Emily, lecz jeden z nich był prawdziwy, a drugi podrobiony. „Po co Em fałszywy paszport, skoro miała już dowód?” – pomyślała. To pytanie przez dłuższą chwilę krążyło w głowie szatynki. Pomimo iż był już środek nocy, nie czuła się zmęczona. Musiała się wszystkiego dowiedzieć.
- Na cholerę ci to wszystko? - szepnęła sama do siebie. - Aż tak ci tu źle?
Biła się z własnymi myślami, lecz głos chłopaka wyrwał ją z tego transu.
- Spójrz na to.
Angela podeszła do swojego chłopaka, który stał przy otwartej szafie. W środku na jednej z półek leżał średnich rozmiarów sejf.
- Jak myślisz, co jest w środku? - spojrzał na nią z zaciekawieniem.
- Nie mam pojęcia. - wzruszyła ramionami. - Ale musimy się tego dowiedzieć.
            Po czterdziestu minutach próby otworzenia sejfu Angela powoli zaczynała tracić cierpliwość i nadzieję, że im się to uda. Dochodziła czwarta nad ranem i zmęczenie powoli dawało jej się we znaki.
- Mam tego dość! To się nie uda. - oburzył się Matt, gdy po raz kolejny usłyszał pikanie, które wskazywało na to, że pin był błędny.
- Musimy się zastanowić. - wtrąciła. - Próbowaliśmy już daty urodzin każdego z naszej paczki oraz najłatwiejszych kombinacji. - westchnęła. - Przecież to Emily... nie mogła wymyślić czegoś trudnego, bo by tego nie zapamiętała.
- Myśleliśmy też, że nie jest super sprytna, a jednak od tak dawna ukrywała ten pokój. - warknął, lecz po chwili zobaczył, że Ann wygląda tak, jakby miała się zaraz rozpłakać. - Przepraszam. - podszedł do niej i przytulił ją.
Szatynka mocno go objęła i schowała twarz w zagłębieniu jego szyi. Po jej policzku zaczęły spływać pojedyncze łzy. Nie wiedziała na kogo jest bardziej zła. Na siebie, bo nie zauważyła problemów przyjaciółki i nie zrobiła z tym nic, by jej pomóc, czy na Emily, ponieważ wszystko przed nią ukrywała. Blondyn pogładził ukochaną po włosach i zaczął uspokajać, mówiąc przy tym czułe słówka.
- Dobrze, na spokojnie. - odsunął się od niej i wytarł łzy spływające po jej policzkach. - Przypuśćmy, że to jakaś data.
- Odrzucamy urodziny nas wszystkich, bo to nie działało. - powiedziała.
- Może to jakieś wydarzenie, które miało na nią wpływ? - zastanowił się. - Nie, to kiedy trafiła do szpitala, albo coś podobnego. To jest u niej na miejscu dziennym. - podrapał się po głowie. - Jakieś coś, co zdarzyło jej się po raz pierwszy i było to tak silne, że to zapamiętała.
Angela zaczęła rozmyślać nad słowami Matt’a. Po dłuższej chwili wpadła na pewien pomysł, lecz w duchu modliła się, żeby to jednak nie był dobry pin.
- Chyba wiem. - szepnęła i podeszła do szafy.
Wyciągnęła drżącą rękę i wystukała cztery cyfry. Nagle coś zaklekotało i sejf otworzył się.
- Jak to zrobiłaś? - spytał zaciekawiony. - Jakie cyfry wpisałaś?
- Jeden, dziewięć, jeden, zero. - mruknęła.
- Co to za data? - zdziwił się. - Co się wtedy wydarzyło?
Ann przeczesała ręką włosy i oparła się o ścianę. Wzięła głęboki wdech, by stłumić kolejne łzy.
- Dziewiętnasty października. - powiedziała tak cicho, że prawie sama się nie usłyszała. - Tego dnia Emily obudziła się na cmentarzu, a następnie trafiła do szpitala.
- Więc chodzi o to, że wtedy pierwszy raz obudziła się gdzieś indziej? - dopytywał.
- Nie. - szybko przetarła rękawem bawełnianej bluzki łzę, która napłynęła jej do oka. - Wtedy pierwszy raz powiedziałam jej, że jest już za późno... - jej głos się załamał. - Za późno na ratunek.
Przez chwilę stali w głuchej ciszy. Angela skarciła samą siebie w myślach. Wiedziała, że choć Emily tego nie pokazywała, zabolały ją te słowa. Włoszka pożałowała ich, od razu po wypowiedzeniu, lecz do teraz za to nie przeprosiła. W tym momencie zaczęła myśleć, iż wszystkie problemy jej przyjaciółki są właśnie przez nią. Choć podświadomość mówiła jej, że to niemożliwe, to Ann wciąż myślała, że za mało się starała, by pomóc Em.
- Nie myślmy teraz o tym. Sprawdźmy, co jest w środku. - rzekł Matt, ponieważ chciał zająć myśli szatynki czymś innym, niż obwinianie samej siebie.
Gdy otworzyła sejf, jej serce znów mocniej zabiło. Po brzegi był wypełniony grubymi banknotami.
- Teraz już wiem, skąd miała pieniądze, na nasze bilety do Grecji. - jęknęła.
Chłopak kiwnął głową, na znak potwierdzenia.
- A co jest tam na końcu? - wskazał na czarne pudełko.
Wyciągnął rękę i chwycił je. Położył je na niższej półce i otworzył. Ich oczom ukazał się niewielki pistolet policyjny.
- Tego już za wiele. - zapłakała Ann i wybiegła z pokoju.
Blondyn zamknął pudełko i schował je z powrotem do sejfu, a następnie poszedł za swoją dziewczyną. Będąc na korytarzu, usłyszał cichy szloch dobiegający z ‘pokoju Ann’. Wszedł do środka i zobaczył, że szatynka siedzi skulona na łóżku. Szybko do niej podszedł i przytulił.
- Nie mam już na to siły. - jęknęła. - Nic z tego nie rozumiem. Wszystko mi się miesza. Czy to ja do tego doprowadziłam?
Matthew uniósł jej podbródek tak, by spojrzała mu w oczy.
- Nawet tak nie mów. To nie jest twoja wina. - zapewniał ją.
- Jak to nie? Nie zauważyłam, że ma problemy. Nie pomogłam jej. Przecież jestem jej przyjaciółką. Może poświęcałam jej zbyt mało uwagi? - zaczęła się zastanawiać, przez co w jej głowie powstawał coraz większy mętlik.
- Angelo, czy ty siebie słyszysz? - spytał z lekkim uśmiechem. - Dbasz o nią jak matka. Pomagasz jej we wszystkim. To ona robi coś źle, nie ty. Nie możesz się za to obwiniać. - mówił, choć wiedział, że jego słowa nic nie dadzą. - Z resztą dobrze wiemy, że to jest tylko i wyłącznie jej wina. - dodał ciszej.
- Proszę, nie mów tak. - wstała z łóżka i popatrzyła na niego z góry.
- Jak? - podniósł ton głosu. - Że to jej wina? Ann, przejrzyj w końcu na oczy. Wasza przyjaźń jest toksyczna. To cię zabija od środka. Nie ważne jak bardzo będziesz się starała, ona i tak to oleje.
- To nieprawda! - krzyknęła. - Zależy jej na mnie, tak samo, jak mi na niej.
- Jakoś nie zauważyłem. - fuknął. - Powiedziała ci to kiedyś? Pokazała w jakikolwiek sposób? Nie? Tak też sądziłem.
Ann przełknęła ślinę i rzuciła mu mordercze spojrzenie.
- Wiem, że za nią nie przepadasz, ale nie pozwolę ci tak mówić. - ostrzegła go.
Włoszka zaczęła bawić się bransoletką, którą dostała od przyjaciółki na święta.
- Dlaczego? Bo prawda boli? - zaśmiał się gorzko. - Wiesz, że nie chcę się z tobą kłócić. Kocham cię. Ale musisz zrozumieć, że ta relacja cię niszczy.
- Możesz przestać kłamać?! - do jej oczu znów napłynęły łzy.
- Ja kłamię? - uniósł się. - Płaczesz przez nią po nocach. Nie możesz spać. Obwiniasz się. - zaczął wyliczać. - I ty chcesz to nazwać szczęśliwą przyjaźnią?
- Nie mówiłam, że jest szczęśliwa, tylko że nie jest toksyczna. - westchnęła.
Chłopak podszedł do niej i objął ją w pasie.
- Cierpisz przez nią, a ja nie mogę znieść tego widoku. - szepnął. - Jest mi smutno, gdy widzę cię w takim stanie.
- Wiem, ale gdybym...
- Nie. - przerwał jej. - Nie myśl o tym. Bynajmniej nie teraz. Jest już prawie piąta. Musisz się przespać.
- Może masz racje. - odsunęła się od niego i podeszła do szafy, w której schowane były jej ciuchy. - W pokoju gościnnym powinna być jakaś męska koszulka i spodenki. Alex zostawił, kiedy byliśmy w Grecji. Powinny na ciebie pasować. - powiedziała, no co kiwnął głową.
Wyciągnęła swoją piżamę. Następnie wyszła z pokoju i skierowała się w stronę łazienki. Wzięła ciepły prysznic, by choć na chwilę oderwać swoje myśli od całego zamieszania. Po kilkunastu minutach wróciła do pokoju. Lekko uśmiechnęła się, gdy zobaczyła swojego chłopaka w ciuchach przyjaciela. Położyła się obok Matt’a na łóżku i wtuliła się w jego tors. Blondyn pocałował ją w czoło, a po chwili oboje już spali.
            Angela obudziła się, gdy zegar wskazywał szesnastą. Jak poparzona zerwała się łóżka, budząc przy tym swojego chłopaka. Dziewczyna szybko chwyciła komórkę, by sprawdzić, czy są na niej jakieś nieodebrane połączenia. Zawiodła się, gdy zobaczyła pusty ekran. Jej przyjaciółka już ponad trzy godziny temu powinna wyjść z komisariatu. W przeciwnym wypadku udowodnili jej winę, lecz wtedy policjanci zadzwoniliby do Ann, by ją o tym powiadomić. Szatynka chciała już wystukać numer Emily, ale przypomniała sobie, że zabrała jej komórkę z komisariatu.
- Ile spaliśmy? - spytał sennie Matt.
- Zbyt długo. - odparła i podeszła do szafy, by wybrać ciuchy na przebranie.
Gdy to zrobiła, zeszła do kuchni, by przygotować coś do jedzenia. Po chwili dołączył do niej chłopak, który także zmienił już ubranie. Miał na sobie luźną koszulkę i dresy należące do Alex’a. Ann zaśmiała się, ponieważ nigdy wcześniej nie widziała blondyna w takim zestawie. Zazwyczaj stawiał na elegancję.
- Wyglądam, aż tak źle? - zmarszczył brwi, widząc jej rozbawienie.
- Wyglądasz po prostu inaczej. - pocałowała go i wróciła do jedzenia kanapek. - Chcesz jedną?
- Jasne. - odpowiedział i gdy chciał wziąć dwie, dziewczyna uderzyła go lekko w ramie.
- Powiedziałam jedną. - parsknęła śmiechem, lecz pozwoliła zabrać mu więcej.
            Gdy zjedli, posprzątali wspólnie i oboje zasiedli przed telewizorem. Kiedy byli w połowie filmu, drzwi frontowe otworzyły się z głośnym hukiem. Szatynka usłyszała powolne kroki. Dziewczyna szybko wstała z narożnika i stanęła w korytarzu. Emily z trudem odwiesiła kurtkę, przy użyciu jednej ręki, ponieważ w drugiej trzymała butelkę alkoholu. Mętnym wzrokiem spojrzała na przyjaciółkę i momentalnie jej twarz stężała.
- Co ty tu robisz? - wybełkotała.
- Czekam na ciebie. - fuknęła. - Dopiero co cię wypuścili, a ty już musiałaś się nawalić?
Blondynka podeszła do niej chwiejnym krokiem.
- Wypiłam tylko troszkę. - broniła się. - Nic na mnie nie znaleźli. Trzeba to opić!
- Opić to? Co zrobić?! - uniosła się. - Wiem o wszystkim, Emily. Wiem o tym cholernym pokoju!
Jasnowłosa popatrzyła na nią, a w jej oczach pojawił się rzadko widziany strach.
- Jakim pokoju? - wydukała.
- Przestań grać głupa! - krzyknęła. - Może i chodzisz, jakbyś się miała wywalić, ale wiem, że twój umysł sprawnie działa. Masz mocną głowę.
Em wyminęła ją, prawie potykając się o własne nogi. Przeszła do salonu i oparła się o narożnik.
- Co ty tu robisz? - warknęła, gdy zobaczyła Matt’a stojącego przy stole.
- Serio? Myślisz, że to teraz jest ważne?! - wtrąciła Ann. - Odpowiedz mi, co to wszystko ma znaczyć! Jakim cudem ukrywałaś ten pokój przez rok? Jak ty tam wchodziłaś? Dlaczego są tam te wszystkie rzeczy? - złapała ją za nadgarstek. - Odpowiedz mi!
- Jak go znalazłaś? - spytała, jakby nie usłyszała pytań szatynki.
- Czy to istotne? - oburzyła się. - Znalazłam kluczyk w twoim portfelu, a później z Matt’em przeszukaliśmy twoje mieszkanie.
Blondynka wyrwała się z uścisku przyjaciółki.
- Gilipollas. - warknęła w ojczystym języku, patrząc na chłopaka. - Nic wam do tego. - wróciła wzrokiem do Ann. - Jestem zmęczona, idę spać.
Gdy chciała wstać, zakręciło jej się w głowie i znów oparła się o narożnik. Angela z jednej strony chciała na nią nakrzyczeć, że znów jest w stanie upojenia, lecz z drugiej, chciała jej pomóc. Ta chęć zazwyczaj była silniejsza od czegokolwiek.
- Esperanza! - Włoszka użyła drugiego imienia blondynki, gdy ta zaczynała przysypiać. - Wyjaśnij mi, co tam robią te wszystkie rzeczy. Trawa, prochy? A mówiłaś, że nie dilujesz. Zawiodłam się na tobie. Zaufałam ci, a ty to wykorzystałaś. Jak mogłaś być tak głupia?
- Przestań. - szepnęła, a jej twarz nie wyrażała żadnych emocji.
- Przestać? Ja mam przestać? - uniosła się. - Cretino! Czy ty wiesz, co narobiłaś? Mam dość wiecznego ratowania twojej dupy! Masz problemy i teraz jestem już pewna, że nawet ja nie jestem w stanie ci pomóc!
- Nie mam żadnych problemów! - odkrzyknęła i chciała upić łyka z butelki, lecz przyjaciółka wyrwała jej ją.
- Nie masz? A to? - wskazała na alkohol. - Jesteś uzależniona. Nie tylko od tego. Nie dziwię się, że masz te cholerne koszmary i luki w pamięci. Twój mózg jest już wyżarty od tego świństwa. Chciałam cię od tego uratować, ale ty mi na to nie pozwoliłaś. Nawet nie wiem, czy jutro będziesz pamiętać to, co teraz mówię.
- Oczywiście, że będę. - bąknęła.
- Wali od ciebie alkoholem na kilometr... nie potrafisz nawet złożyć dłuższej wypowiedzi.
- Abstrahując od altruistycznych zagadnień metafizycznego pietyzmu, nieadekwatnie jestem gotowa stwierdzić, iż twoja wartość intelektualna nie obliguje cię do dalszej konwersacji z moją osobą. - odpowiedziała obojętnym i opanowanym głosem.
Angela i Matthew wymienili zdziwione spojrzenie. Dziewczyna nie spodziewała się, iż jej przyjaciółka zna, lub chociażby potrafi wymówić takie słowa.
- Dobra, mam tego dość. Ty musisz wytrzeźwieć, bo nie odpuszczę ci tej rozmowy, a ja muszę odpocząć od tego chaosu. - westchnęła włoszka.
Emily, jak na znak, odchyliła się do tyłu i padła na narożnik. Po chwili była już pogrążona w krainie snów, a dokładniej koszmarów.

niedziela, 9 października 2016

Rozdział XIX

            Angela stała na chodniku przed komisariatem i wpatrywała się w główne drzwi. Mróz, który panował na dworze, drażnił jej zaczerwienione policzki. Śnieg powoli topniał z racji, iż kończył się luty, lecz zachmurzone niebo przyćmiewało blask słoneczny. Choć dzisiejszego dnia zaczął się weekend i ulice nie były tak zatłoczone, jak zazwyczaj, Ann nie spała od rana. W piątek policjanci nie wpuścili jej do budynku, by mogła porozmawiać z przyjaciółką. Dziewczyna nie wiedziała, co ma myśleć. Emily obiecała jej, że skończyła z narkotykami. A co najważniejsze, że ich nie sprzedaje. Kłamała? Szatynka musiała jak najszybciej uzyskać odpowiedź na pytanie, które zabijało ją od środka. Wzięła głęboki wdech i wypuściła powietrze przez usta. Przymknęła na moment powieki, lecz po chwili ruszyła przed siebie. Kiedy weszła do środka, uderzyła ją fala ciepłego powietrza. Przeszła przez korytarz, gdy nagle usłyszała, że ktoś ją woła.
- Angela! - niewysoki policjant, który siedział za biurkiem i czytał najprawdopodobniej czyjeś akta, uśmiechnął się do niej. - Miło znów cię widzieć.
Dziewczyna podeszła w jego stronę. Szatynka pojawiała się na komisariacie tak często, że wszyscy pracownicy już dawno zapamiętali jej imię.
- Witaj Charles. - odpowiedziała grzecznie. - Ciebie również miło widzieć, choć okoliczności nie są sprzyjające.
- Chyba nie muszę pytać, po co przyszłaś. - stwierdził.
Pokręciła przecząco głową.
- Mogę z nią porozmawiać? - w jej głosie można było wyczuć napięcie.
- Sprawdzę. - powiedział i wstał z krzesła.
W mgnieniu oka zniknął w głębi korytarza. Wrócił po mniej więcej dwóch minutach.
- Możesz. Zaprowadzę cię.
Angela ruszyła za mężczyzną.
            Chwilę później stała przed drzwiami prowadzącymi do pokoju przesłuchań. Otworzyła je i weszła do pomieszczenia. Na środku znajdował się niewielki stół i dwa krzesła. Jedno z nich było zajęte przez Emily. Blondynka miała wory pod oczami i niewielkiego siniaka na policzku.
- Co ci się stało? - spytała szatynka, siadając.
- Pokłóciłam się z policjantem. - odpowiedziała głosem tak zimnym, że Ann poczuła, jak przechodzą ją ciarki na plecach.
- Mało ci problemów. - pokręciła głową.
Przez pewien czas w pokoju panowała głucha cisza. Żadna z nich nie chciała zacząć rozmowy. Siedziały i wpatrywały się w siebie. Angela powoli zaczynała się irytować.
- Wyjaśnisz mi to wszystko? - zaczęła.
- Co mam ci wyjaśnić? - blondynka odpowiedziała pytaniem na pytanie.
Ann westchnęła głośno.
- Znów bierzesz. - powiedziała twardo. - Okłamałaś mnie. Mówiłaś, że z tym skończyłaś. Mówiłaś, że nie dilujesz...
- Nie robię tego. - przerwała jej Em.
- Przestań kłamać Emily! - krzyknęła, a do oczu zaczęły napływać jej łzy. - Oszukałaś mnie. Zaufałam ci, a ty to wykorzystałaś. Zawiodłam się na tobie.
- Nie mów tak. - szarooka zacisnęła dłonie w pięści, lecz jej głos pozostawał niewzruszony.
Włoszka przeczesała ręką brązowe włosy i wzięła kilka głębszych wdechów.
- Jak? Nie mów, że nie chciałaś tego robić. Nie okłamuj mnie. - rzekła poważnym tonem. - Wyznaj prawdę.
- Nie sprzedaje. - odparła ze stoickim spokojem.
- Emily, do cholery! Przes...
- Biorę! Dobra? Biorę... - wrzasnęła, a jej wzrok utkwiony był w ścianie. - Biorę, ale nie sprzedaje.
- Od kiedy? - spytała, a jej oczy znów się zeszkliły.
- Jakoś trzy dni przed świętami. - odpowiedziała zgodnie z prawdą.
Angela nie mogła uwierzyć w słowa przyjaciółki. Em od dwóch miesięcy znów zażywa narkotyki, a ona tego nie zauważyła. Przez moment siedziały w głuchej i niekomfortowej ciszy.
- Trzy dni przed świętami wszyscy do nas przylecieli. - przypomniała sobie. - Olympia... to od niej masz?
Blondynka skinęła głową na znak potwierdzenia.
- Dlaczego? - szatynka złapała ją za rękę i ścisnęła mocno. - Dlaczego?!
- Od kiedy biorę, lepiej radzę sobie ze snami. - wyjaśniła.
- Extraño! To przez te twoje ćpanie, masz te koszmary i luki w pamięci! Narkotyki wyżerają mózg, ile razy mam ci to powtarzać?! - Ann puściła dłoń przyjaciółki i zaczęła krzyczeć jak opętana.
- Nie wiesz, jak to jest! - uniosła się Em. - Kłaść się do łóżka ze strachem, że obudzisz się w innym miejscu. Nie w domu, ale gdzieś na dworze?! - uderzyła pięścią w stół.
- Musisz iść na terapię Emily. - powiedziała. - Ja nie potrafię ci pomóc, może psycholog to zrobi.
- Przestań tak mówić! - na twarzy Latynoski, pierwszy raz od początku spotkania, ukazały się jakieś emocje. - Podobno jesteś moją przyjaciółką, a nie wierzysz w to, co mówię. Zrozum, że niczego nie sprzedaje.
- Jak mam wierzyć, skoro ciągle mnie okłamujesz? - spytała.
- Kiedyś było łatwiej. - szarooka nagle zmieniła temat. - Nie było żadnych problemów, żadnych koszmarów, żadnych luk w pamięci.
- Do czego zmierzasz? - Angela przymrużyła oczy.
- Wiesz, kiedy to się zaczęło? - parsknęła. - Po twoich urodzinach. Zgadnij, kto wtedy pojawił się w naszym gronie.
- Przesadzasz mała. - oburzyła się. - Teraz nagle wplątujesz w to Matt’a? Nie masz za grosz przyzwoitości.
- Ale pomyśl tylko, moje koszm...
- Dość Emily. - przerwała jej i uniosła dłoń. - Nie chcę tego słuchać. Wychodzę.
Włoszka wstała z krzesła i odwróciła się.
- Zrobisz coś dla mnie? - spytała Em z wyczuwalną niepewnością w głosie.
Szatynka zatrzymała się przed drzwiami.
- Za mało ci jeszcze pomogłam? - Ann odpowiedziała pytaniem na pytanie.
Blondynka spuściła głowę i milczała przez chwilę.
- Po prostu zabierz mój telefon i portfel. Tobie na pewno oddadzą, bo nie wywołasz żadnych podejrzeń. - prosiła.
- Dlaczego mam to zrobić?
- W portfelu mam fałszywe dowody. Jeśli przyjdzie im do głowy sprawdzenie go, znajdą je, a wtedy spadnie na mnie więcej zarzutów. - wyjaśniła. - Proszę.
Angela przez moment biła się z myślami. Miała dość ciągłych gierek Emily, lecz z drugiej strony mogłoby to pogorszyć jej sytuację.
- Dobrze. - odpowiedziała. - Ale jeśli udowodnią ci winę, nie proś mnie więcej o pomoc.
Gdy to powiedziała, od razu pożałowała swoich słów. Momentalnie zakuło ją w sercu. Nie była w stanie odwrócić się, by spojrzeć przyjaciółce w oczy. Wzięła głęboki wdech i wyszła z pomieszczenia.
            Ann stała przed biurkiem i wpatrywała się z wyczekiwaniem na policjanta. Mężczyzna otwierał po kolei każdą półkę, aż znalazł rzeczy osobiste Latynoski. Podał je szatynce i obdarował ją uśmiechem.
- Dziękuję Charles. - powiedziała pewnie i schowała komórkę przyjaciółki do torebki.
- Nie ma sprawy, tylko nie chwal się szefowi. - mrugnął. - Choć z drugiej strony, on też pewnie by ci to oddał. Wszyscy dobrze wiemy, że Extraño płaci twoimi pieniędzmi. - zaśmiał się pod nosem. - Ale czego szef nie wie, to go nie zaboli.
- Jeszcze raz dziękuję. - zapięła kurtkę pod szyję i czym prędzej wyszła z budynku.
Na zewnątrz wciąż panował mróz i zaczął prószyć śnieg. Gdy Angela chciała schować portfel należący do Em, usłyszała, jak coś upada na chodnik. Spojrzała w dół i ujrzała mały kluczyk. Schyliła się i podniosła go. Przyjrzała się uważnie, ale nie rozpoznała przedmiotu. Wyciągnęła z kieszeni komórkę i wybrała numer.
- Cześć skarbie. - usłyszała jego kojący głos. - Byłaś już na komisariacie?
- Tak, właśnie wyszłam. - opowiedziała szybko. - Mógłbyś po mnie przyjechać?
- Oczywiście. - rzekł. - Pojedziemy na obiad? - zaproponował.
Ann zastanowiła się przez chwilę.
- Musisz mnie zawieźć do domu Emily.
Przez chwilę w słuchawce panowała głucha cisza.
- Po co? - spytał z lekko wyczuwalnym oburzaniem w głosie. - Mało masz przez nią kłopotów?
- Zawieziesz mnie, czy mam jechać metrem? - zdenerwowała się.
- Będę za dziesięć minut. - westchnął.
Dziewczyna rozłączyła się i usiadła na ławce koło komisariatu. Musiała pojechać do mieszkania przyjaciółki. Chciała sprawdzić, od czego jest klucz, który przed chwilą znalazła. A także chciała znaleźć dowód, mogący zaprzeczyć lub potwierdzić winę Em. Oparła się plecami i zaczęła czekać na swojego chłopaka.
           
Angela siedziała na przednim siedzeniu białego Dodge’a Charger’a. Nie odezwała się do Matt’a przez całą drogę. Rozumiała, że chłopak był zły, za to, że tak bardzo stara się pomóc Emily, ale nie mogła nic na to poradzić. Instynkt podpowiadał jej co innego. Nagle auto się zatrzymało, a blondyn wyszedł na zewnątrz. Dziewczyna poszła w jego ślady.
- Nie sądziłam, że zostaniesz. - przyznała.
Niebieskooki popatrzył na nią z troską. Podszedł i złożył delikatny pocałunek na jej ustach.
- Chyba nie sądziłaś, że samej uda ci się przeszukać wszystko do jutra? - zaśmiał się.
Uderzyła go lekko w ramię i odwróciła się, by otworzyć drzwi wejściowe.
- Z zewnątrz ten dom wydaje się jakiś większy. - powiedział.
- Zawsze to powtarzasz. - uśmiechnęła się, gdy wchodzili do środka.
- Ale spójrz tylko. Górne piętro wydaje się o wiele większe. - upierał się.
- Oczywiście, że tak.
Odwiesili kurtki na wieszaki i przeszli do salonu.
- Czego właściwie szukamy? - spytał.
Ann rozejrzała się niepewnie.
- Dowodów. - odparła.
            Sprawdzenie salonu, kuchni, tarasu, oraz łazienki na dolnym piętrze zajęło im kilka godzin. Przeszukali każdy kąt, zajrzeli do wszystkich miejsc widocznych i niewidocznych na pierwszy rzut oka. Jedyne co znaleźli, to liczne zapasy alkoholu.
- Gdzie teraz? - spytał Matt, popijając wodę z butelki.
- Zostało jeszcze górne piętro i piwnica, ale do niej nie musimy iść. - odpowiedziała.
- Dlaczego? - zdziwił się.
- W środku są pająki, więc nie ma opcji, by Em tam zeszła. - wyjaśniła szybko. - Właśnie, na wiosnę będziesz musiał pomóc mi tam sprzątnąć. Sama boję się tam wchodzić.
Chłopak w ramach odpowiedzi pocałował ją w policzek. Ruszyli na górne piętro, sprawdzając przy okazji każdy schodek. Oboje postanowili, że najpierw zajrzą do łazienki na korytarzu. Oczywiście nie znaleźli w niej nic podejrzanego, prócz butelek.
- Ona naprawdę ma problemy. - stwierdził blondyn.
- Mi to mówisz? - parsknęła.
- To już trzynasta butelka, a nie przeszukaliśmy jeszcze całego mieszkania. Musisz w końcu coś z tym zrobić.
Szatynka oparła się o wannę. Wiedziała, że jej chłopak ma rację, ale znała Emily. Wiedziała, że nie będzie to proste.
- Co proponujesz? - spytała.
- To, co na samym początku. - domknął drzwiczki od pralki. - Odwyk.
- Powiedz mi, jakim cudem chcesz ją tam zaciągnąć.
Blondyn oparł się o ścianę i spojrzał na nią.
- Albo siłą, albo musisz jej czymś zagrozić, by się zgodziła. Dobrze wiemy, że nie zrobi tego z własnej woli. Nie to, że jestem jakoś szczególnie zadowolony, by jej pomagać. - mruknął pod nosem. - Ale to twoja przyjaciółka i widzę, jak cierpisz, kiedy ona marnuje sobie życie.
- Rozmowę uznam za skończoną. - podniosła się i wyszła z łazienki.
Matthew nie chciał drążyć tematu, ponieważ nie chciał denerwować dziewczyny.
- Gdzie teraz? - zamknął za sobą drzwi od pomieszczenia, z którego właśnie wyszli.
- Ja sprawdzę mój pokój, a ty... - spojrzała na blondyna. - Przejrzyj wszystkie książki. - wskazała na regał, stojący w samym końcu korytarza.
Chłopak popatrzył na nią ze zdziwieniem.
- Emily ma w domu książki?
Ann westchnęła cicho.
- Nie zdziwię się, jeśli któraś z nich będzie wydrążona. - powiedziała. - Choć to głupie, pomysł na skrytkę jest niezły.
- To ona czyta? - zapytał sam siebie.
- Przecież wiesz, że ja tu urzęduję. Te książki są dla mnie. - odpowiedziała szatynka. - Choć jej też się zdarza.
- To ona umie czytać?
Angela spiorunowała go wzrokiem.
- Idź, że. - popędzała go.
Dziewczyna weszła do ‘swojego’ pokoju i zaczęła przeglądać wszystkie szuflady. Sprawdzała, czy któraś z nich nie ma podwójnego dna lub czegoś przyklejonego od spodu. Po swojej przyjaciółce mogła spodziewać się wszystkiego. Choć spędzała w tym domu bardzo dużo czasu, wciąż nie odnalazła wszystkich skrytek Em. Zerknęła do doniczki stojącej na parapecie. Zdjęła zasłony, by sprawdzić, czy nie ma niczego w materiale. Sprawdziła wszystkie szafy i półki, przejrzała ubrania. Nic nie znalazła.
- To ciekawe. - usłyszała głos Matt’a.
- Co takiego? - spytała szybko.
- Książki, które tu ma. - odparł. - Nie spodziewałem się, że takie tu znajdę.
Dziewczyna wyszła na korytarz i oparła się o futrynę.
- Czyli jakie?
- Takie... no wiesz... mądre? - podrapał się po głowie. - Literatura piękna i pełno starych książek.
- Jakieś konkrety? - zaciekawiła się, ponieważ przeczytała już chyba wszystkie książki znajdujące się w tym domu i nie przypominała sobie tych gatunków literackich.
- Wyspa doktora Moreau. - przeczytał tytuł.
Ann zaśmiała się pod nosem.
- To jedna z jej ulubionych. - stwierdziła.
Matthew uśmiechnął się i zrobił zdziwioną minę.
- No co ty? To klasyk. Przecież to jest o...
- Człowieku, który tworzy potwory. - przerwała mu. - Wciąż się dziwisz, że Em uwielbia tę książkę? - zaśmiała się i wróciła do pokoju.
            Żmudne poszukiwania nie przynosiły żadnych efektów. Jedyne co znalazła, to pełno pustych, bądź pełnych jeszcze butelek z alkoholem. Siedziała na narożniku w salonie, a w rękach wciąż trzymała kluczyk, który wyleciał z portfela Emily. Nie pasował on do żadnych drzwi znajdujących się w domu. Nie był on też od garażu Matt’a, w którym znajdował się motor blondynki. Zrezygnowana udała się do kuchni, by zrobić sobie coś ciepłego do picia. Po kilku minutach siedziała przy blacie z kubkiem kawy w dłoniach. Przez jej głowę wciąż przebiegały nieprzyjemne myśli, których nie mogła od siebie odgonić. Zaczęła się zastanawiać, dlaczego nie zauważyła, że jej przyjaciółka znów ma problemy. Szarooka potrafiła się dobrze ukrywać, lecz każdy ma chwile słabości i może się potknąć. Angela nie była bez winy. Wyciągnęła z kieszeni Em torebeczkę z białym proszkiem. Zrobiła coś wbrew prawu. Od razu, kiedy funkcjonariusze zabrali blondynkę, Ann w pierwszej kolejności pobiegła do łazienki i spuściła w toalecie zawartość torebki. Pozbyła się dowodów, co równało się z popełnieniem przestępstwa.
- Skarbie! - głos Matt’a przerwał jej rozmyślania. - Chodź tu na chwilę.
Dziewczyna dopiła napój, odłożyła kubek do zlewu i wyszła z kuchni. Szybszym krokiem weszła po schodach i po chwili stała na środku korytarza.
- Ty ciągle przy tych książkach? - oburzyła się lekko. - Mówiłam, żebyś zajrzał do gościnnego.
- Musisz coś zobaczyć. - powiedział i odsunął się od komody. - Pozdejmowałem wszystkie książki i coś tu jest nie tak.
Szatynka podeszła do regałów i przyjrzała się uważnie. Przejechała dłonią po półce, a następnie dotknęła ściany, która lekko ugięła się pod jej dotykiem. Angela cofnęła rękę i spojrzała ze zdziwieniem na swojego chłopaka.
- Spójrz na rogi. - nakazał. - Tapeta jest przyklejona taśmą dwustronną do komody. Z daleka tego nie widać.
- Przestaw to. - poprosiła.
Chłopak użył całej swojej siły, by przesunąć mebel, który wysokością sięgał do sufitu. Wymienili zdezorientowane spojrzenie.
- Drzwi. - powiedziała Ann.
Blondyn podszedł do nich i chwycił za klamkę.
- Zamknięte. - rzekł, gdy spróbował je otworzyć. - Mówiłem, że jej dom wydawał się większy.
- Poczekaj. - rzuciła dziewczyna i po chwili zniknęła z jego oczu.
Zbiegła na dół i podeszła do stołu, na którym leżał kluczyk z portfela Emily. Po chwili znów znalazła się na górze.
- Sprawdź, czy pasuje. - podała go chłopakowi.
Niebieskooki chwycił klucz i włożył go w zamek. Ku ich zaskoczeniu, pasował. Matthew ostrożnie otworzył drzwi. Serce Ann zatrzymało się na moment, gdy zobaczyła, co znajduje się w tajemniczym pomieszczeniu.