Po
pokoju rozniósł się głośny dźwięk. Emily włożyła rękę pod poduszkę i wyciągnęła
komórkę. Spojrzała na wyświetlacz, lecz wszystkie litery zamazywały jej się
przed oczami, przypadkiem dotknęła ekran i odebrała połączenie
- Witaj perełko. - usłyszała słodki głosik swojej przyjaciółki Ann.
- Smaż się w piekle. - rzuciła sennie, przekręcając się na drugi bok, skutecznie omijając mokrą plamę od śliny na poduszce. - Po co tak wcześnie dzwonisz?
- Według ciebie jedenasta to wcześnie? - powiedziała z nutką zażenowania.
Emily podniosła wzrok na czerwony zegar stojący na komodzie. Powinna wstać dwie godziny temu.
Cały dom wygląda jak po przejściu tornada, a ona dalej leży w łóżku.
- Sí. - ciągnęła, zakrywając głowę kołdrą. - A teraz, jeśli pozwolisz, idę spać dalej.
- O nie, nie! - Angela podniosła głos. - Teraz wstajesz i szykujesz się do wyjścia. Przypominam, że Drake niedługo po ciebie wpadnie, a chyba nie chcesz by, zastał cię w takim stanie.
Na dźwięk jego imienia, dziewczyna zaczęła bardziej kontaktować. Przypomniało się, że mają pójść do Matt’a na obiad.
- Eh... kolejne godziny w towarzystwie tego estúpido. - powiedziała pod nosem.
Wiedziała, że Ann bardzo zależy na spotkaniu z Panem Idealnym. Zresztą ten wypad miał jeden plus. Mogła porozmawiać z Carlos'em, a skoro jest on najlepszym przyjacielem blondyna możliwe, że wyciągnie od niego coś o Eleganciku.
- Za pięć minutek wstanę, obiecuję. - powiedziała sennie, przeciągając każdą wypowiedzianą literę.
- Ja już cię znam. Twoje pięć minutek zawsze się zmienia w pięćdziesiąt. - ciągnęła. - Ruszże dupę i posprzątaj trochę, zanim twój kochaś przyjdzie.
- Oberwiesz, jak się zobaczymy. - rzuciła lekko oburzona.
- Tak, tak skarbeńku. - zachichotała, po czym się rozłączyła.
Emily za nic nie chciała się ruszyć, ale wiedziała, że niedługo przyjdzie Drake. Nie mogła mu się tak pokazać. Z niechęcią wstała z łóżka i powlokła się do łazienki. Spoglądając w lustro, wystraszyła się własnego odbicia. Blada twarz, podkrążone oczy, do tego każdy włos sterczał w inną stronę. Ociężale zdjęła z siebie ubrania i weszła do kabiny. Odkręciła kurek i oparła się o ścianę. Kiedy poczuła pierwsze krople, rozbudziła się. Zimna woda faktycznie orzeźwia umysł. Poranna toaleta zajęła jej nie więcej, niż kwadrans. Po wyjściu z łazienki doznała szoku. Zaspana nie widziała wszystkiego, ale teraz dostrzegła, że jej pokój wygląda koszmarnie. Po modowych rewolucjach Niny, wszystkie ciuchy leżały na podłodze. Emily wzięła się do roboty i zaczęła wkładać wszystkie ubrania do szafy. Zauważyła kilka koszulek, które nie są jej. Od razu na myśl przyszło jej, że to Francuska je zostawiła. Niestety ich gust do ubrań znacznie się różni. Barbie zakłada wszystko, co jest różowe, świecące, puchate i drogie, a Em gustuje w koszulach. Dziewczyna usłyszała dźwięk swojej komórki. Podeszła więc do biurka i otworzyła SMS-a od Drake’a. Chłopak poinformował ją, że przyjdzie w ciągu kilkunastu minut. Ta wiadomość dała jej porządnego kopa. W zaledwie kilka sekund, była już na dole ogarniając pozostałości po imprezie. Na szczęście jej paczka trochę posprzątała przed wyjazdem i udało jej się wyrobić przed przyjściem przyjaciela.
Po mieszkaniu rozniosło się pukanie do drzwi. Dziewczyna odłożyła ścierkę na blat kuchenny i ruszyła w stronę salonu.
- Otwarte! - krzyknęła.
Usłyszała skrzypienie drzwi i kroki idące w jej stronę. Po chwili zobaczyła średniego wzrostu szatyna.
- Widzę, że udało ci się tu ogarnąć. - posłał jej ciepły uśmiech. - To jak idziemy? - zaproponował. - Tylko nie zapomnij okularów.
- Przez tyle czasu zastanawiałam się, czemu słabiej widzę. - zaśmiała się i wzięła swoje czarne okulary z komody, a następnie je założyła. - Jeszcze tylko bluza.
Chłopak prychnął, a ona spojrzała na niego zdziwiona.
- Zawsze dziwiło mnie to, jak się ubierasz. - powiedział spokojnie.
- No co, koszula i dresy. - mruknęła. - To
mój własny styl.
Po wyjściu z domu poszli w stronę niewielkiego lasu. Z Ann mieli się spotkać przy ich ulubionej kawiarni. Na początku panowała niezręczna cisza, lecz z czasem rozmowa się rozkręcała.
- Od dawna się zastanawiam, dlaczego mieszkasz akurat w tym miejscu. - powiedział zachrypniętym głosem.
- Dlaczego? - spytała lekko zdziwiona.
- No wiesz, mieszkasz na obrzeżach Manhattan’u, a niedaleko jest Bronx. - zauważył. - To dość niebezpieczna dzielnica.
- A co, martwisz się o mnie? - spojrzała na niego. - Jakoś nie mam ochoty mieszkać w centrum. Jak dla mnie jest tam zbyt tłoczno. Nie lubię dużych tłumów... i ludzi. - parsknęła śmiechem.
- Możesz mieszkać na obrzeżach, ale w okolicach Brooklyn’u. - ciągnął. - Albo bliżej Queens.
- Tak? - uniosła jedną brew. - A nie chodzi o to, że byłabym wtedy bliżej ciebie? I Ann oczywiście. - dodała szybko.
- Nie? - powiedział speszony i odwrócił głowę, ale Emily zdążyła zauważyć, że lekko się zaczerwienił. - Po prostu tam by było bezpieczniej.
Szli tak jeszcze kilka minut, wciąż
się wygłupiając. Gdy w zasięgu wzroku mieli już kawiarnię, zobaczyli swoją przyjaciółkę, która wymachała rękoma, jak opętana.
- Em, Drake tutaj! - krzyczała jak najgłośniej.
- Ogarnij dupę, bo ludzie się na ciebie patrzą. - jęknął chłopak.
- A tam, marudzisz. - powiedziała, pośpiesznie przytulając przyjaciółkę.
Szatynka szybko odsunęła się od Latynoski, ponieważ wiedziała, że nie przepada ona za kontaktem fizycznym.
Szatynka szybko odsunęła się od Latynoski, ponieważ wiedziała, że nie przepada ona za kontaktem fizycznym.
- Pospieszcie się, to jeszcze zdążymy złapać metro. - poganiała ich szarooka, spoglądając na zegarek.
- Dziś nie musimy złazić do podziemia. Carlos po nas przyjedzie. - zaskoczyła ich Ann.
- Chce mu się po nasz przyjeżdżać? - spytała Em. - Czy Elegancik wysłał go jako eskortę?
- Nie bądź niemiła. - zganiła ją Włoszka. - Matt napisał mi, że Carl jedzie po zakupy, więc może po nas przyjechać.
Czekali pod kawiarnią, aż przyjechał przyjaciel Pana Dżentelmena. Wszyscy wsiedli do auta, przy czym jasnowłosa wepchała się na miejsce z przodu. Jej przyjaciółka nie skomentowała tego, tylko się zaśmiała.
- Miło was widzieć! - powitał ich starszy kolega. - Mam już wszystko kupione, więc możemy jechać do centrum.
Nie było korków,
więc droga zajęła im niecałe pół godziny. Całą przejażdżkę spędzili w miłej
atmosferze. Emily bardzo dobrze rozmawiało się z Carl’em. Może i był od nich
dużo starszy, ale nie wyglądał na takiego. Podczas rozmowy dowiedzieli się, że
kiedyś mieszkał niedaleko Nowego York’u, lecz wyjechał do Włoch, by szkolić się
w gastronomii, a tam właśnie poznał Matt’a. Gdy samochód zatrzymał się przy
Central Parku, wszyscy wysiedli i przeszli na drugą stronę ulicy.
Mężczyzna zaprowadził ich do wysokiego, apartamentowca. Dziewczynom bardzo podobał się wystrój holu. Spokojnym krokiem przeszli do windy, po czym Carlos nacisnął guzik z numerem siedemdziesiąt trzy. Jechali w górę przez kilka sekund, gdy nagle drzwi windy się otworzyły. Emily oniemiała z zachwytu. Ich oczom ukazał się gigantyczny apartament o beżowych ścianach. Czarno-czerwono-białe meble doskonale wypełniały przestrzeń, do tego okna sięgające od podłogi do sufitu. „To mieszkanie byłoby idealne, gdyby nie jego właściciel.” – pomyślała Em. Chłopak ubrany był w czarne spodnie, ciemne lakierki i nienagannie wyprasowaną białą koszulę. Na ich widok radość pojawił mu się na twarzy, lecz gdy spojrzał w stronę Em, jego uśmiech nie był już tak promienisty.
- Witam was w mych skromnych progach. - powiedział, jakby chciał im opchnąć dom na aukcji.
- Masz taki piękny dom. - powiedziała Ann, przytulając go.
- A dziękuję, musiałem dużo posprzątać, ponieważ dawno tu nikogo nie było.
- Rączki księżniczkę nie bolą? - zadrwiła cichym głosem Emily.
Nikt nic nie powiedział, jedynie Ann spiorunowała ją wzrokiem. Podeszła do niej i odciągnęła ją na stronę.
- No co, nie obiecywałam, że będę dla niego miła. - broniła się Em.
- Mogłabyś się chociaż postarać. - westchnęła, pocierając dłonią czoło.
- Sorry, że nie pałam entuzjazmem na jego widok. - spojrzała ukradkiem na Pana Doskonałego, po czym dodała. - Niech ci będzie, postaram się.
Blondynka podniosła ręce, na znak rozejmu. Nie miała ochoty, chociażby udawać, że lubi tego lalusia, ale czego się nie robi dla najlepszej przyjaciółki.
- Jeśli chcecie, mogę was oprowadzić. - zaproponował Matthew. - W tym czasie Carl przyszykuje obiad.
Mieszkanie
składało się z kuchni, salonu, siedmiu pokoi, łazienek i oczywiście tarasu.
Emily nie była już w stanie znieść oglądania twarzy Matt’a, dlatego podeszła do
wielkiej szyby, przez która było widać cały Central Park, a także połowę
Manhattan’u. Nie lubiła przebywać w centrum, lecz uwielbiała patrzeć na nie z
góry. Kilka razy wjeżdżała na dachy najwyższych wieżowców tylko po to, by
pooglądać miasto z lotu ptaka. Widok tak ją zachwycił, że nawet nie zorientowała
się, kiedy Drake do niej podszedł. Popatrzyła na niego, a on oparł się o jej
ramie i wbił w nią wzrok.
- Nie przepadasz za nim, prawda?
Latynoska szybko odsunęła się od niego, ponieważ nie lubiła, gdy ktoś ją dotykał.
Latynoska szybko odsunęła się od niego, ponieważ nie lubiła, gdy ktoś ją dotykał.
- Ja? No, co ty. Skądże. - uśmiechnęła się sztucznie. - Masz refleks szachisty. - fuknęła.
- Nie wyśmiewaj się. - oburzył się lekko, mrużąc oczy. - Według mnie to całkiem spoko koleś.
- Ja wiem swoje, ty wiesz swoje. - zrobiła obrażoną minę.
- Nie wściekaj się, po prostu ja uważam, że on jest w porządku. - ciągnął. - Nie wiem, czemu go nie lubisz.
- Tak po prostu... coś mi w nim nie pasuje. - próbowała mówić spokojnie.
Nie miała ochoty na rozmowę z przyjacielem, więc odwróciła się i poszła w stronę salonu.
Gdy wszyscy siedzieli już przy stole, Carl przyniósł dania i usiadł razem z nimi. Emily nie sądziła, że
chłopak uszykuje, aż tak wykwintne dania. Dostali oni kaczkę w sosie pomarańczowym. Dziewczyna nie była pewna, czy mięso i pomarańcza to dobre połączenie, lecz po spróbowaniu zmieniła zdanie. Jedli w miłej atmosferze, nie wliczając kilku docinek między blondynką a Elegancikiem. Na deser zaś dostali bezę w sosie malinowym.
- Mmm... muszę przyznać, że niezły wyszedł ci ten obiad. - rzekła Em, przeżuwając ostatni kawałek bezy.
- Dziękuję. - uradował się Carlos. - Starałem się, by wam zasmakowało.
- Potwierdzam słowa Emily. -
przyznał Drake.
Siedzieli jeszcze jakiś czas przy stole, po czym Matt wstał.
Siedzieli jeszcze jakiś czas przy stole, po czym Matt wstał.
- Może wybierzemy się na spacer do Central
Parku? - zaproponował miłym głosem, przy czym jako Pan Dżentelmen odsunął
krzesło Ann.
- Jasne, jestem za. - odpowiedziała szatynka.
Szarooka, jak i Drake oraz Carl, skinęli tylko głowami. Blondynka odeszła od stołu. Idąc w stronę wyjścia, zakręciło jej się w głowie. Oparła się ręką o ścianę, a przed oczami latały jej czarne plamki.
- Hej mała, co się stało? - spytał zdziwiony Drake, podchodząc do niej.
- Nic, tylko zakręciło mi się w głowie. - jęknęła.
Chłopak popatrzył na nią, a ona zauważyła troskę w jego oczach. Powoli przyłożył jej rękę do czoła.
- Jesteś rozpalona. - przeraził się.
- Aż tak mnie nie podniecasz. - zaśmiała się drętwo, a on tylko się uśmiechnął.
- Nie idziesz do parku, jeszcze się pochorujesz! - krzyknęła Ann z drugiego końca pokoju.
Zawsze, gdy tylko coś się działo z Emily, w szatynce włączał się instynkt macierzyński.
- Wy pójdźcie, a ja z nią zostanę. - powiedział Carl, podchodząc do niej.
- Nie no idź, przecież mogę zostać sama. - westchnęła.
Mężczyzna nie zgodził się z tym, co powiedziała. Wziął ją pod ramie i prowadził w kierunku narożnika. Reszta po namowach Em poszła na spacer po parku. Dziewczyna nie miała pojęcia, dlaczego źle się poczuła. Carlos położył ją na narożniku, po czym przykrył kocem.
- Dzięki, ale nie musisz tego robić. - powiedziała słabym głosem.
- To dla mnie żaden problem. - uśmiechnął się, a następnie poszedł napalić w kominku.
- Mógłbyś przynieść mi coś do picia? - spytała.
- Oczywiście. - powiedział, kierując się w stronę kuchni.
Niestety dziewczyna nie doczekała się napoju, ponieważ przy cieple bijącym od palonego drewna, szybko zasnęła.
Emily poczuła, że ktoś klepie ją po plecach. Powoli otworzyła oczy i zobaczyła wzburzoną Ninę. Widok przyjaciółki sprawił, że zaśmiała się cicho. Arystokratka wyglądała, jak wściekły, różowy pluszak. Latynoska dopiero po chwili zrozumiała, że znów zasnęła podczas odprawy na lotnisku. Tak to jest, gdy nauczyciele na wycieczce szkolnej sami nie potrafią się zorganizować.
- Nie ładnie tak spać, gdy ktoś coś mówi. - Barbie jak zwykle wykazywała swoje dobre maniery.
Emily uśmiechnęła się i wstała z krzesła. Powolnym i ociężałym krokiem podeszłam do swojej paczki. Wszyscy mieli smutne miny.
- A wy co tak przymulacie?
- Bo jeszcze przez co najmniej godzinę będziemy tu czekać. - zaskomlał Alex i naciągnął kaptur na głowę. - Głupie opóźnienia.
Wszyscy szybko się z nią zgodzili. Postanowili, że pójdą do kawiarenki. Gdy już tam byli, Nathaniel i Angela wdali się w rozmowę o najnowszych odkryciach naukowych, Olympia wraz z Emily oraz Alex’em konwersowali o meczu koszykówki, na który zamierzali pójść po powrocie, a Nina poprawiała makijaż w lusterku.
Po minionej godzinie wszyscy byli już w samolocie. Szarooka zasnęła od razu po starcie. Obudził ją jakiś szum, lecz gdy otworzyła oczy, wszystko wyglądało normalnie. Porozmawiała chwilę z Drake’iem i dowiedziała się, że niedługo lądują. Nagle zauważyła coś dziwnego za oknem. Na początku myślała, że to inny samolot lecący w oddali, lecz to stopniowo się do nich przybliżało.
- Ludzie patrzcie za okno! - powiedziała dość głośno. - Co to jest?
Usłyszała tylko szepty między pasażerami, lecz nikt nie odpowiedział na jej pytanie.
- To wygląda jak rakieta! - krzyknął ktoś siedzący z tyłu.
- Nie bądźcie głu... - nie zdążyła dokończyć zdania, ponieważ wymieniona wcześniej rzecz wbiła się w
samolot.
Dziewczyna zacisnęła powieki i usłyszała głośny huk. Nie wiedziała, jakim cudem przeżyła wybuch. Gdy otworzyła oczy i zobaczyła, że wszyscy zaczęli spadać. Byli kilkaset kilometrów nad ziemią. Pod nimi było morze, tuż przy malowniczej wyspie Maui. Gdy leciała, czuła silny, przeszywający ból. Ból, który jak sądziła, miał zaraz rozsadzić jej ciało na kawałki. Przypadkiem spojrzała w bok i zauważyła, że niektórzy też przeżyli, ale niestety nie wszyscy. W powietrzu były też widoczne porozrywane części ciał oraz szczątki samolotu. Prędkość spadania była tak szybka, że w ciągu kilkunastu sekund wszyscy zostali pochłonięci przez wezbrane wody. Jej płuca zaczęły wysiadać. Czuła piasek pod nogami, lecz obracała się w wodzie. Choć chciała, nie mogła stanąć na dnie. Zaczęła się dusić. Czuła jak woda pomału wlewa jej się do płuc. Gdy już była pewna swojej śmierci, ktoś pociągnął ja za ramie w górę. Wynurzyła się. Gdy otworzyła oczy, pożałowała, że żyje. Oprócz czerwonych plam, które nie uległy jeszcze dyfuzji, zobaczyła setkę zwłok leżących na tafli wody. W oddali zobaczyła Ann. Chciała krzyczeć, ale krztusiła się cieczą, która kilka sekund wcześniej chciała ją zabić. Nagle poczuła, że coś chwyta jej nogę i wciąga pod wodę.
Emily obudziła się z krzykiem. Przez chwile zamazywał jej się obraz, ale w końcu zobaczyła swoją przyjaciółkę, która miała strach wymalowany na twarzy.
- Już spokojnie... to tylko sen skarbie. - Angela starała się uspokoić przyjaciółkę.
Blondynka patrzyła na nią zdezorientowana. Nigdy nie zdarzyło jej się krzyczeć podczas snu.
- Matt cię złapał, gdy spadałaś, ale... - ciągnęła, kładąc rękę na czole Em. - Zaczęłaś się rzucać, więc położył cię na ziemi, żebyś nie zrobiła sobie krzywdy.
- Nie mów tylko, że ten zbok mnie dotykał. - warknęła.
- Nie bądź taka, chciał ci pomóc.
Ann powoli pomogła jej wstać. Emily straciła równowagę i pewnie upadłaby, gdyby nie szybka interwencja Drake’a. Gdy leciała, złapał ją i oparł o siebie. Popatrzyła na niego i zobaczyła zmartwienie w jego oczach. Podtrzymując ją, pomógł jej usiąść.
- I jak się czujesz mała? - spytał troskliwie.
- Nie wiem. - ciągnęła. - Chcę wracać do domu.
Carlos gwałtownie się poderwał i poszedł po kluczyki do auta.
- Odwiozę was. - powiedział zatroskany. - Tak będzie szybciej.
Obaj chłopcy pomogli jej wstać i prowadzili ją w stronę wyjścia. Kątem oka spojrzała na Matt’a, który pomimo zmartwienia ukazującego się na jego twarzy, uśmiechnął się złowrogo.