Angela spała kolejną godzinę, wyłożona na plastikowym stoliku. Obudziło ją,
szturchanie w plecy. Przeciągnęła się ospale, a następnie spojrzała w górę.
Stał przed nią wysoki blondyn, który ubrany był w czarne lakierki oraz jeansy,
białą koszulę i niebieską marynarkę. Uśmiechnął się do niej promiennie,
ukazując śnieżnobiałe zęby.
- Przepraszam, nie mogłem się wcześniej wyrwać. - powiedział, po czym wręczył jej czerwoną różę.
Dziewczyna ziewnęła.
- Siedzę tu tylko od dwóch dni. - prychnęła, maskując uśmiech. - Rozumiem, że nie miałeś czasu.
Ann złapała za łodygę i odłożyła kwiatka na stolik.
- Nie przekupisz mnie byle chabaziem. - próbowała przybrać spokojny wyraz twarzy.
Matt spojrzał na nią spode łba, po czym zaśmiał się cicho. Nagle zaczął rozglądać się po pokoju, jakby czegoś szukał.
- Gdzie Drake? - spytał. - Myślałem, że siedzicie tu razem.
- Pojechał na chwilę do siebie, by się trochę ogarnąć. - odparła po chwili zastanowienia. - Powinien niedługo wrócić.
Blondyn kiwnął głową i ruszył w kierunku łóżka szpitalnego. Spojrzał z ukosa na śpiącą dziewczynę.
- A ona co, dalej się nie obudziła? - w jego głosie można było wyczuć udawaną troskę.
Szatynka spojrzała w stronę przyjaciółki, która leżała na łóżku. Do ciała miała poprzyklejane mnóstwo kabelków, a na twarzy zamiast rurki, miała maseczkę z tlenem.
- Niestety... serce mi pęka, gdy widzę ją w takim stanie. - głos jej zadrżał.
- Tak właściwie, to co się jej stało? - dopytywał, idąc w jej stronę.
Dziewczyna skupiła swój wzrok na maszynie, która ukazuje akcję bicia serca. Doprawdy denerwowało ją to pikanie, choć w duchu cieszyła się, że jest ono przerywane, a nie ciągłe.
- Pokłóciłyśmy się, ja poszłam kawałek dalej i usłyszałam huk. Znalazłam ją już w takim stanie. - próbowała stłumić łzy napływające jej do oczu.
- Ej, nie płacz. - podszedł do niej i chwycił ją za rękę. - To nie twoja.
- Nie widziałeś jej. Nawet ja nigdy nie widziałam jej w takim stanie. Była taka przestraszona i bezbronna, a przecież ona się niczego nie boi. - ciągnęła. - Obawiam się, że z tego nie wyjdzie. Jest częścią mnie... - podniosła wzrok na niego. - Rozumiesz?
- Tak, tak rozumiem. Częścią ciebie. - speszony, próbował uniknąć jej wzroku. - Jak myślisz, dlaczego upadła?
Chłopak podszedł do okna i je uchylił.
- Nie wiem. Lekarze mówili o jakimś zatruciu. - kontynuowała. - Mówiła, że to rzuciła, ale ja już nie wiem, co o tym myśleć... - pokręciła głową.
Blondyn gwałtownie poderwał się i zbliżył się do dziewczyny, po czym delikatnie ją przytulił.
- Czekaj. - uniósł jedną brew. - Co rzuciła?
- Nie, nic. Już nic. - spuściła wzrok.
- Proszę, powiedz. - nakłaniał ją. - Przecież wiesz, że nikomu nie wygadam.
- Oj, Matt. To nie twoja sprawa. - rozluźniła nieco uścisk.
Chłopak był lekko zirytowany tym, że nie dowiedział się, o co chodzi, lecz biorąc pod uwagę psychiczny stan Włoszki, nie chciał bardziej naciskać.
- Dobrze, skoro nie chcesz powiedzieć, to nie. Rozumie. - uśmiechnął się. - Może przejdziesz się ze mną na spacer, tak by trochę oderwać myśli.
Szatynka rozważała przez chwilę jego propozycję.
- Nie wiem. - spojrzała na nieprzytomną przyjaciółkę. - Nie chcę jej zostawiać samej.
- Co ci szkodzi? - zachęcał ją. - Przecież lekarze ciągle tu będą, a Drake niedługo przyjedzie.
- No dobrze, chodźmy. - powiedziała niechętnie. - Ale wróćmy tu zaraz... może się obudzi. Wtedy muszę być obok.
- Wychodzimy tylko na kilka minut. - ścisnął jej dłoń, kierując się w stronę drzwi.
Niedaleko szpitala umieszczony był mały park, do którego się wybrali. Większość drzew została już ogołocona z liści, które leżały na ziemi, nadając złotawy odcień. Ciepłe słońce i zimny wiatr, doskonale utwierdzał fakt, iż jest jesień, a dokładniej druga połowa października. Ann wraz z Matt’em przechadzali się trawiastą ścieżką. Szatynka wciąż trzymała go za rękę. Na początku, panowała niezręczna cisza, lecz dziewczyna postanowiła rozruszać atmosferę.
- Matt... nie mieliśmy jeszcze okazji porozmawiać w cztery oczy. - przystanęła obok automatu z gorącą czekoladą. - Jak Em cię namówiła, żebyś przyjechał? Dlaczego nic nie napisałeś wcześniej?
Chłopak poprawił kołnierz marynarki.
- Najpierw to ja chciałem wyciągnąć od niej twój adres, ale ona mówiła, że mi nie poda, bo sama nie pamięta. - wyciągnął pieniądze i podał je Ann. - Dopiero po jakimś czasie, gdy twoje urodziny się zbliżały, napisała do mnie. Przesłała mi wszystkie szczegóły i tak znalazłem się po jej domem.
- To nie w jej stylu... - wrzuciła monety do automatu. - To znaczy, nie dziwię się, że nie pamięta mojego adresu. - zastanowiła się przez moment. - Coś mi tu nie pasuje.
Włoch przeczesał dłoniom swoje blond włosy.
- Co dokładnie? - spytał zaskoczony. - To, że mnie zaprosiła do siebie, czy to, że była dla kogoś miła? - zażartował.
- Emily nigdy nie lubiła nowych osób. Zawsze trzymała się na dystans lub wszczynała wojnę... kiedyś się nienawidziłyśmy, wiesz? Przez dwa lata uprzykrzania sobie wzajemnie życia. Ale, po co ja ci to opowiadam. - uśmiechnęła się i przybliżyła się bliżej do niego. - Ciebie i tak to nie obchodzi.
- Dlaczego tak mówisz? - posłał jej czarujący uśmiech. - Uwielbiam cię słuchać, a ten temat jest dość ciekawy.
Chłopak wyciągnął rękę po kubek gorącej czekolady, po czym podał go Ann. Włoszka wypiła napój w szybkim tempie, a kubek wyrzuciła do kosza na śmieci.
- Pewnie. - odwróciła się i przeszła kilka kroków.
- Ann. - można było usłyszeć wahanie w jego głosie. - Dlaczego zachowujesz się inaczej niż wcześniej? Kiedy pisaliśmy, byłaś...
- Byłam? Nikt nie jest taki, jak się wydaje. Pozory mylą. - odparła.
Matt zbliżył się do niej i objął ją od tyłu.
- Masz do mnie wyrzuty, bo przyjechałem? - spytał z rozczarowaniem.
Angela milczała. W jej głowie roiło się wiele bajecznych scenariuszy. Chłopak był silny, ale delikatny. Czuła się bezpieczna w jego uścisku. Nie chciała mu o tym powiedzieć. Sama nie wiedziała dlaczego.
- Naprawdę, aż tak przeszkadza ci moja obecność? - przytulił ją mocniej.
- Oj bardzo, bardzo. - zaśmiała się.
Blondyn słysząc to, gwałtownie obrócił dziewczynę tak, że patrzyli sobie w oczy.
- Czyli mam sobie pójść? - przekręcił lekko głowę.
- Jak już to ze mną. - zarzuciła mu ręce na kark. - Bo samego cię nie puszcze.
Patrzyli się na siebie przez dłuższy moment. Ann powoli zatracała się w jego niebieskich jak lód oczach. Zastanawiała się, co powinna zrobić, lecz nie dane było jej dojść do jakiegoś rozwiązania. Matthew nachylił się i złożył delikatny pocałunek na jej ustach. Dziewczyna w pierwszym momencie, nie wiedziała, co się dzieje, lecz odwzajemniła pieszczotę. Po kilku sekundach oderwali się od siebie.
- W takim razie powinienem częściej odchodzić. - rzucił, po czym znów wpił się w jej czerwone usta.
Dopiero po chwili oderwali się od siebie i zaczęli patrzyć sobie w oczy.
- Ile tu zostajesz? - posmutniała.
- A ile chcesz, bym został? - dopytywał, przeczesując ręką jej brązowe włosy.
- Ja bym chciała, żebyś był tu jak najdłużej, ale masz tam swoje życie...
- Zasadniczo... - wtrącił. - To i tak zamierzałem studiować w Nowym York’u. Mogę zaliczać drugi roku tutaj. Carlos także kończy studia w mieście, a to mój jedyny przyjaciel, na którym zależało mi we Włoszech. - nachylił się i dał jej buziaka w nos. - Dlatego mogę zostać tu na trochę. Ewentualnie na kilka lat.
Dziewczyna przez chwilę zastanawiała się, co ma odpowiedzieć. Była bardzo szczęśliwa, że Matt zostaje na dłużej, ale z drugiej strony bała się reakcji swojej przyjaciółki.
- To znaczy, że mogłoby coś z tego wyjść. - stwierdziła cicho.
Chłopak złapał ją za ręce i zrobił krok do tyłu. Wpatrywał się w jej ciemne tęczówki. Nagle uklęknął na jedno kolano, trzymając jej dłonie.
- Angelo Amare, wiem, że pierwszy raz na żywo widzieliśmy się dopiero cztery dni temu, ale jeśli wliczyć Internet, znamy się dość długo. Zdaje sobie sprawę, że może to być za wcześnie, lecz nie mogę dłużej czekać. Czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją dziewczyną? - spytał oficjalnie.
- Yyy... no, e... tak! - pisnęła z radości.
Blondyn wstał i przyciągnął ją do siebie, po czym mocno objął.
- Brak... powietrza. - jęknęła. - Potrzebuję... tlenu. Nie... mogę... oddychać.
Matthew rozluźnił nieco uścisk i zaczął się śmiać. Oboje postanowili przejść się jeszcze trochę. Ciągle trzymali się za ręce. Ann, choć wiedziała, że to głupie, to i tak nigdy nie przyznałaby, że zauroczyła się, poprzez pisanie z kimś przez Internet. Kontaktowali się ze sobą od roku, praktycznie codziennie. Polubiła go, choć wiedziała, że raczej nigdy się nie spotkają. Nie pochwalała tego, że tak szybko zostali parą, choć liczyła na taki obrót akcji. Angela mocniej ścisnęła dłoń blondyna. Wiedziała, że czeka ją trudna rozmowa. Nie miała pojęcia, jak ma powiedzieć Emily, że chodzi z Matt’em. Bała się tej konwersacji, ponieważ wiedziała, że blondynka nie pała entuzjazmem na widok chłopaka, więc tym bardziej nie ucieszy się z tej wiadomości. Kiedyś Em spytała się jej, co by wybrała, miłość czy przyjaźń. Szatynka odpowiedziała, że przyjaźń jest najważniejsza, dlatego obawia się reakcji Latynoski. Co, jeśli zrani perfekcyjnie skrywane przez Emily uczucia? Ann i Matt szli przez park, gdy nagle przystanęli.
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz? - spytał, lekko oburzony.
- Tak, oczywiście. - skłamała.
- Nie wierzę ci. - odparł, spoglądając w jej stronę. - Przez ostatnie dwie minuty mówiłem różne wyrazy, takie jak: liść, tort, śnieg. A ty nie zareagowałaś.
Dziewczyna o oczach ciemnych, jak węgiel, ze smutkiem wpatrywał się w jego niebieskie tęczówki.
- Przepraszam, zamyśliłam się. - puściła jego dłoń i podeszła do drewnianej ławki.
Chłopak zbliżył się do niej i oboje usiedli. Przez chwilę panowała niezręczna cisza, której Włoszka nie chciała przerwać. Blondyn objął ja ramieniem.
- O czym tak myślałaś? - spytał z troską.
Ann zastanawiała się, czy ma mu o tym powiedzieć, choć nie chciała przed nim niczego ukrywać. Zaczęła przyglądać się otoczeniu.
- Boje się Matt. Boję się powiedzieć Em, że jesteśmy razem. Jestem pewna, że nie zacznie piszczeć z radości i nie pogratuluje mi nowego związku. - szepnęła, wtulając się w niego.
- Jeśli chcesz, to możemy powiedzieć jej razem. - zaproponował niepewnie.
Szatynka gwałtownie się od niego odsunęła.
- O nie, nie. - podniosła głos. - To by jeszcze pogorszyło sytuację.
Matthwe spojrzał na nią z ukosa, a ona lekko się speszyła.
- Przepraszam, uniosłam się. - szepnęła. - Po prostu muszę jej to powiedzieć sama.
Chłopak złapał ją za rękę.
- Nie jestem zły. - spojrzał w jej oczy.
Angela uśmiechnęła się niepewnie, po czym blondyn nachylił się i ją pocałował.
- Naprawdę, nie jestem zły. - zapewniał.
Włoszka wzięła głęboki oddech i schowała twarz w dłoniach.
- Ale za to ja zrobiłam coś złego. - jęknęła.
- O czym mówisz? - spytał podejrzliwie.
- Zanim Emily trafiła do szpitala, pokłóciłyśmy się. - zaczęła.
- No, wiem. Mówiłaś już. - odparł. - Nie możesz się obwiniać. Przecież to nie twoja wina, że straciła przytomność.
- Chodzi o to, co jej wtedy powiedziałam. - westchnęła. - Byłam zła, ale nie mogę się tym usprawiedliwiać. Przesadziłam. Powiedziałam... powiedziałam, że dla niej, może już być za późno.
- Na co za późno? - dopytywał.
Szatynka rozejrzała się dookoła, jakby bała się, że ktoś może podsłuchiwać.
- Na ratunek. - odpowiedziała.
Przez dłuższy czas siedzieli na ławce w ciszy, obejmując się. Ann wyciągnęła komórkę z kieszeni i spojrzała na ekran, po czym wstała gwałtownie.
- Coś się stało? - spytał Matt, wstając.
- Mieliśmy wyjść tylko na kilka minut, a nie ma nas od dwóch godzin. - zdziwiła się, że czas tak szybko leciał. - Wracamy. - nakazała.
Chłopak złapał ją za rękę i ruszyli w kierunku szpitala.
Ann puściła dłoń swojego chłopaka i skręciła w kierunku drzwi wejściowych. Przed budynkiem panowała niepokojąca cisza, lecz w środku był kompletny chaos. Lekarze i pielęgniarki biegali po schodach z różnymi przyrządami medycznymi. Szatynka podeszła do okienka z rejestracją z zamiarem spytania, o co chodzi, lecz pracownica nie chciała jej odpowiedzieć. Postanowiła wejść na wyższe piętro. Gdy była na górze zauważyła, że kilku lekarzy wbiegło do sali na końcu korytarza. Ann poczuła niepokój. Jej uwagę przykuł Drake, który stał nieruchomo przed otwartymi drzwiami. W tym momencie, przez jej ciało przeszedł dreszcz. Podeszła trochę bliżej i dopiero wtedy zrozumiała, co się dzieje. Latynos stał przed pokojem, w którym leżała Emily. Dziewczyna przyspieszyła, a po korytarzu roznosiły się głośne krzyki.
- Tracimy ją! - wrzasnął któryś z lekarzy.
Ann dobiegła do drzwi, po czym zajrzała do środka. Serce zabiło jej tak mocno, że miała wrażenie, iż wyskoczy jej z piersi. Wpatrywała się w przyjaciółkę, której właśnie ratowano życie. Tym razem nie miała maski, lecz długą rurkę, która wystawała jej z buzi i była przyczepiona do niewielkiej maszyny. Oznaczało to, że nie była ona w stanie oddychać samodzielnie. Pielęgniarki przysunęły bliżej łóżka metalowy stolik, na którym stał defibrylator. Lekarzy o lnianych włosach wziął dwie elektrody w ręce, a drugi posmarował je żelem.
- Teraz! - niski blondyn przyłożył małe urządzenia do klatki piersiowej Emily.
Ciało dziewczyny gwałtownie drgnęło, lecz bez żadnych rezultatów. Angela była przerażona, a po jej policzkach zaczęły płynąć łzy. Lekarze zaczęli wykonywać kolejne elektrowstrząsy. Jedna z pielęgniarek zauważyła Ann stojącą w przejściu, podbiegła do niej i złapała ją za ramiona.
- Nie możesz tu być, musisz wyjść. - rzuciła pospiesznie.
- To moja przyjaciółka, nie mogę jej zostawić. - jęknęła.
Nagle ktoś pociągnął ją do tyłu, a drzwi do sali się przed nią zamknęły. Obróciła się gwałtownie i zobaczyła Matt’a. Uderzyła go pięścią w ramię.
- To twoja wina! - krzyknęła. - Mieliśmy wyjść tylko na chwilę!
Włoch przyciągnął ją do siebie i przytulił tak mocno, że nie mogła się ruszyć.
- Spokojnie, spokojnie. - powiedział ciepłym i spokojnym głosem.
Dziewczyna rozpłakała się jeszcze bardziej, mocząc przy tym jego białą koszulę.
- Gdybym została, nic by się nie stało. - zaszlochała.
Dopiero po chwili zorientowała się, że Drake wciąż stoi nieruchomo i wpatruje się z zamknięte drzwi. Miał zaciśnięte pięści, co świadczyło o jego żalu, strachu i złości. Ann puściła Matt’a i podeszła do przyjaciela. Przytuliła go, a on dopiero po chwili się poruszył, po czym ją objął.
- Będzie dobrze. - zapewniała go, choć sama nie wierzyła w swoje słowa.
Od godziny Ann wraz z chłopakami siedziała na krzesłach, przed zamkniętym pokojem. Nagle drzwi się otworzyły i z sali wyszły wszystkie pielęgniarki. Szatynka poderwała się i podeszła do lekarza o lnianych włosach. Mężczyzna spojrzał na nią z lekkim smutkiem.
- Udało nam się, ją uratować, ale jest w ciężkim stanie. - powiedział, odchodząc.
Dziewczyna odetchnęła z ulgą. Weszła do pomieszczenia i podeszła do łóżka, na którym leżała nieprzytomna blondynka. Ann znów miała ochotę się rozpłakać, ponieważ zauważyła, że Emily ma na klatce piersiowej odbite dwa czerwone prostokąty. Szarooka wciąż była podłączona pod inkubator. Angela nie wiedziała, co ma myśleć, na ten temat, lecz cieszyła się, że wszystko jest pod kontrolą. Powoli przyłożyła dłoń do twarzy Latynoski.
- Prawie umarłaś. - szepnęła. - Nie rób mi tego więcej.
Pocałowała ją czule w policzek i pierwszy raz ucieszyła się, że blondynka jest nieprzytomna, ponieważ nie mogła narzekać na nadmierny kontakt fizyczny, którego nie lubi.
- Przepraszam, nie mogłem się wcześniej wyrwać. - powiedział, po czym wręczył jej czerwoną różę.
Dziewczyna ziewnęła.
- Siedzę tu tylko od dwóch dni. - prychnęła, maskując uśmiech. - Rozumiem, że nie miałeś czasu.
Ann złapała za łodygę i odłożyła kwiatka na stolik.
- Nie przekupisz mnie byle chabaziem. - próbowała przybrać spokojny wyraz twarzy.
Matt spojrzał na nią spode łba, po czym zaśmiał się cicho. Nagle zaczął rozglądać się po pokoju, jakby czegoś szukał.
- Gdzie Drake? - spytał. - Myślałem, że siedzicie tu razem.
- Pojechał na chwilę do siebie, by się trochę ogarnąć. - odparła po chwili zastanowienia. - Powinien niedługo wrócić.
Blondyn kiwnął głową i ruszył w kierunku łóżka szpitalnego. Spojrzał z ukosa na śpiącą dziewczynę.
- A ona co, dalej się nie obudziła? - w jego głosie można było wyczuć udawaną troskę.
Szatynka spojrzała w stronę przyjaciółki, która leżała na łóżku. Do ciała miała poprzyklejane mnóstwo kabelków, a na twarzy zamiast rurki, miała maseczkę z tlenem.
- Niestety... serce mi pęka, gdy widzę ją w takim stanie. - głos jej zadrżał.
- Tak właściwie, to co się jej stało? - dopytywał, idąc w jej stronę.
Dziewczyna skupiła swój wzrok na maszynie, która ukazuje akcję bicia serca. Doprawdy denerwowało ją to pikanie, choć w duchu cieszyła się, że jest ono przerywane, a nie ciągłe.
- Pokłóciłyśmy się, ja poszłam kawałek dalej i usłyszałam huk. Znalazłam ją już w takim stanie. - próbowała stłumić łzy napływające jej do oczu.
- Ej, nie płacz. - podszedł do niej i chwycił ją za rękę. - To nie twoja.
- Nie widziałeś jej. Nawet ja nigdy nie widziałam jej w takim stanie. Była taka przestraszona i bezbronna, a przecież ona się niczego nie boi. - ciągnęła. - Obawiam się, że z tego nie wyjdzie. Jest częścią mnie... - podniosła wzrok na niego. - Rozumiesz?
- Tak, tak rozumiem. Częścią ciebie. - speszony, próbował uniknąć jej wzroku. - Jak myślisz, dlaczego upadła?
Chłopak podszedł do okna i je uchylił.
- Nie wiem. Lekarze mówili o jakimś zatruciu. - kontynuowała. - Mówiła, że to rzuciła, ale ja już nie wiem, co o tym myśleć... - pokręciła głową.
Blondyn gwałtownie poderwał się i zbliżył się do dziewczyny, po czym delikatnie ją przytulił.
- Czekaj. - uniósł jedną brew. - Co rzuciła?
- Nie, nic. Już nic. - spuściła wzrok.
- Proszę, powiedz. - nakłaniał ją. - Przecież wiesz, że nikomu nie wygadam.
- Oj, Matt. To nie twoja sprawa. - rozluźniła nieco uścisk.
Chłopak był lekko zirytowany tym, że nie dowiedział się, o co chodzi, lecz biorąc pod uwagę psychiczny stan Włoszki, nie chciał bardziej naciskać.
- Dobrze, skoro nie chcesz powiedzieć, to nie. Rozumie. - uśmiechnął się. - Może przejdziesz się ze mną na spacer, tak by trochę oderwać myśli.
Szatynka rozważała przez chwilę jego propozycję.
- Nie wiem. - spojrzała na nieprzytomną przyjaciółkę. - Nie chcę jej zostawiać samej.
- Co ci szkodzi? - zachęcał ją. - Przecież lekarze ciągle tu będą, a Drake niedługo przyjedzie.
- No dobrze, chodźmy. - powiedziała niechętnie. - Ale wróćmy tu zaraz... może się obudzi. Wtedy muszę być obok.
- Wychodzimy tylko na kilka minut. - ścisnął jej dłoń, kierując się w stronę drzwi.
Niedaleko szpitala umieszczony był mały park, do którego się wybrali. Większość drzew została już ogołocona z liści, które leżały na ziemi, nadając złotawy odcień. Ciepłe słońce i zimny wiatr, doskonale utwierdzał fakt, iż jest jesień, a dokładniej druga połowa października. Ann wraz z Matt’em przechadzali się trawiastą ścieżką. Szatynka wciąż trzymała go za rękę. Na początku, panowała niezręczna cisza, lecz dziewczyna postanowiła rozruszać atmosferę.
- Matt... nie mieliśmy jeszcze okazji porozmawiać w cztery oczy. - przystanęła obok automatu z gorącą czekoladą. - Jak Em cię namówiła, żebyś przyjechał? Dlaczego nic nie napisałeś wcześniej?
Chłopak poprawił kołnierz marynarki.
- Najpierw to ja chciałem wyciągnąć od niej twój adres, ale ona mówiła, że mi nie poda, bo sama nie pamięta. - wyciągnął pieniądze i podał je Ann. - Dopiero po jakimś czasie, gdy twoje urodziny się zbliżały, napisała do mnie. Przesłała mi wszystkie szczegóły i tak znalazłem się po jej domem.
- To nie w jej stylu... - wrzuciła monety do automatu. - To znaczy, nie dziwię się, że nie pamięta mojego adresu. - zastanowiła się przez moment. - Coś mi tu nie pasuje.
Włoch przeczesał dłoniom swoje blond włosy.
- Co dokładnie? - spytał zaskoczony. - To, że mnie zaprosiła do siebie, czy to, że była dla kogoś miła? - zażartował.
- Emily nigdy nie lubiła nowych osób. Zawsze trzymała się na dystans lub wszczynała wojnę... kiedyś się nienawidziłyśmy, wiesz? Przez dwa lata uprzykrzania sobie wzajemnie życia. Ale, po co ja ci to opowiadam. - uśmiechnęła się i przybliżyła się bliżej do niego. - Ciebie i tak to nie obchodzi.
- Dlaczego tak mówisz? - posłał jej czarujący uśmiech. - Uwielbiam cię słuchać, a ten temat jest dość ciekawy.
Chłopak wyciągnął rękę po kubek gorącej czekolady, po czym podał go Ann. Włoszka wypiła napój w szybkim tempie, a kubek wyrzuciła do kosza na śmieci.
- Pewnie. - odwróciła się i przeszła kilka kroków.
- Ann. - można było usłyszeć wahanie w jego głosie. - Dlaczego zachowujesz się inaczej niż wcześniej? Kiedy pisaliśmy, byłaś...
- Byłam? Nikt nie jest taki, jak się wydaje. Pozory mylą. - odparła.
Matt zbliżył się do niej i objął ją od tyłu.
- Masz do mnie wyrzuty, bo przyjechałem? - spytał z rozczarowaniem.
Angela milczała. W jej głowie roiło się wiele bajecznych scenariuszy. Chłopak był silny, ale delikatny. Czuła się bezpieczna w jego uścisku. Nie chciała mu o tym powiedzieć. Sama nie wiedziała dlaczego.
- Naprawdę, aż tak przeszkadza ci moja obecność? - przytulił ją mocniej.
- Oj bardzo, bardzo. - zaśmiała się.
Blondyn słysząc to, gwałtownie obrócił dziewczynę tak, że patrzyli sobie w oczy.
- Czyli mam sobie pójść? - przekręcił lekko głowę.
- Jak już to ze mną. - zarzuciła mu ręce na kark. - Bo samego cię nie puszcze.
Patrzyli się na siebie przez dłuższy moment. Ann powoli zatracała się w jego niebieskich jak lód oczach. Zastanawiała się, co powinna zrobić, lecz nie dane było jej dojść do jakiegoś rozwiązania. Matthew nachylił się i złożył delikatny pocałunek na jej ustach. Dziewczyna w pierwszym momencie, nie wiedziała, co się dzieje, lecz odwzajemniła pieszczotę. Po kilku sekundach oderwali się od siebie.
- W takim razie powinienem częściej odchodzić. - rzucił, po czym znów wpił się w jej czerwone usta.
Dopiero po chwili oderwali się od siebie i zaczęli patrzyć sobie w oczy.
- Ile tu zostajesz? - posmutniała.
- A ile chcesz, bym został? - dopytywał, przeczesując ręką jej brązowe włosy.
- Ja bym chciała, żebyś był tu jak najdłużej, ale masz tam swoje życie...
- Zasadniczo... - wtrącił. - To i tak zamierzałem studiować w Nowym York’u. Mogę zaliczać drugi roku tutaj. Carlos także kończy studia w mieście, a to mój jedyny przyjaciel, na którym zależało mi we Włoszech. - nachylił się i dał jej buziaka w nos. - Dlatego mogę zostać tu na trochę. Ewentualnie na kilka lat.
Dziewczyna przez chwilę zastanawiała się, co ma odpowiedzieć. Była bardzo szczęśliwa, że Matt zostaje na dłużej, ale z drugiej strony bała się reakcji swojej przyjaciółki.
- To znaczy, że mogłoby coś z tego wyjść. - stwierdziła cicho.
Chłopak złapał ją za ręce i zrobił krok do tyłu. Wpatrywał się w jej ciemne tęczówki. Nagle uklęknął na jedno kolano, trzymając jej dłonie.
- Angelo Amare, wiem, że pierwszy raz na żywo widzieliśmy się dopiero cztery dni temu, ale jeśli wliczyć Internet, znamy się dość długo. Zdaje sobie sprawę, że może to być za wcześnie, lecz nie mogę dłużej czekać. Czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją dziewczyną? - spytał oficjalnie.
- Yyy... no, e... tak! - pisnęła z radości.
Blondyn wstał i przyciągnął ją do siebie, po czym mocno objął.
- Brak... powietrza. - jęknęła. - Potrzebuję... tlenu. Nie... mogę... oddychać.
Matthew rozluźnił nieco uścisk i zaczął się śmiać. Oboje postanowili przejść się jeszcze trochę. Ciągle trzymali się za ręce. Ann, choć wiedziała, że to głupie, to i tak nigdy nie przyznałaby, że zauroczyła się, poprzez pisanie z kimś przez Internet. Kontaktowali się ze sobą od roku, praktycznie codziennie. Polubiła go, choć wiedziała, że raczej nigdy się nie spotkają. Nie pochwalała tego, że tak szybko zostali parą, choć liczyła na taki obrót akcji. Angela mocniej ścisnęła dłoń blondyna. Wiedziała, że czeka ją trudna rozmowa. Nie miała pojęcia, jak ma powiedzieć Emily, że chodzi z Matt’em. Bała się tej konwersacji, ponieważ wiedziała, że blondynka nie pała entuzjazmem na widok chłopaka, więc tym bardziej nie ucieszy się z tej wiadomości. Kiedyś Em spytała się jej, co by wybrała, miłość czy przyjaźń. Szatynka odpowiedziała, że przyjaźń jest najważniejsza, dlatego obawia się reakcji Latynoski. Co, jeśli zrani perfekcyjnie skrywane przez Emily uczucia? Ann i Matt szli przez park, gdy nagle przystanęli.
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz? - spytał, lekko oburzony.
- Tak, oczywiście. - skłamała.
- Nie wierzę ci. - odparł, spoglądając w jej stronę. - Przez ostatnie dwie minuty mówiłem różne wyrazy, takie jak: liść, tort, śnieg. A ty nie zareagowałaś.
Dziewczyna o oczach ciemnych, jak węgiel, ze smutkiem wpatrywał się w jego niebieskie tęczówki.
- Przepraszam, zamyśliłam się. - puściła jego dłoń i podeszła do drewnianej ławki.
Chłopak zbliżył się do niej i oboje usiedli. Przez chwilę panowała niezręczna cisza, której Włoszka nie chciała przerwać. Blondyn objął ja ramieniem.
- O czym tak myślałaś? - spytał z troską.
Ann zastanawiała się, czy ma mu o tym powiedzieć, choć nie chciała przed nim niczego ukrywać. Zaczęła przyglądać się otoczeniu.
- Boje się Matt. Boję się powiedzieć Em, że jesteśmy razem. Jestem pewna, że nie zacznie piszczeć z radości i nie pogratuluje mi nowego związku. - szepnęła, wtulając się w niego.
- Jeśli chcesz, to możemy powiedzieć jej razem. - zaproponował niepewnie.
Szatynka gwałtownie się od niego odsunęła.
- O nie, nie. - podniosła głos. - To by jeszcze pogorszyło sytuację.
Matthwe spojrzał na nią z ukosa, a ona lekko się speszyła.
- Przepraszam, uniosłam się. - szepnęła. - Po prostu muszę jej to powiedzieć sama.
Chłopak złapał ją za rękę.
- Nie jestem zły. - spojrzał w jej oczy.
Angela uśmiechnęła się niepewnie, po czym blondyn nachylił się i ją pocałował.
- Naprawdę, nie jestem zły. - zapewniał.
Włoszka wzięła głęboki oddech i schowała twarz w dłoniach.
- Ale za to ja zrobiłam coś złego. - jęknęła.
- O czym mówisz? - spytał podejrzliwie.
- Zanim Emily trafiła do szpitala, pokłóciłyśmy się. - zaczęła.
- No, wiem. Mówiłaś już. - odparł. - Nie możesz się obwiniać. Przecież to nie twoja wina, że straciła przytomność.
- Chodzi o to, co jej wtedy powiedziałam. - westchnęła. - Byłam zła, ale nie mogę się tym usprawiedliwiać. Przesadziłam. Powiedziałam... powiedziałam, że dla niej, może już być za późno.
- Na co za późno? - dopytywał.
Szatynka rozejrzała się dookoła, jakby bała się, że ktoś może podsłuchiwać.
- Na ratunek. - odpowiedziała.
Przez dłuższy czas siedzieli na ławce w ciszy, obejmując się. Ann wyciągnęła komórkę z kieszeni i spojrzała na ekran, po czym wstała gwałtownie.
- Coś się stało? - spytał Matt, wstając.
- Mieliśmy wyjść tylko na kilka minut, a nie ma nas od dwóch godzin. - zdziwiła się, że czas tak szybko leciał. - Wracamy. - nakazała.
Chłopak złapał ją za rękę i ruszyli w kierunku szpitala.
Ann puściła dłoń swojego chłopaka i skręciła w kierunku drzwi wejściowych. Przed budynkiem panowała niepokojąca cisza, lecz w środku był kompletny chaos. Lekarze i pielęgniarki biegali po schodach z różnymi przyrządami medycznymi. Szatynka podeszła do okienka z rejestracją z zamiarem spytania, o co chodzi, lecz pracownica nie chciała jej odpowiedzieć. Postanowiła wejść na wyższe piętro. Gdy była na górze zauważyła, że kilku lekarzy wbiegło do sali na końcu korytarza. Ann poczuła niepokój. Jej uwagę przykuł Drake, który stał nieruchomo przed otwartymi drzwiami. W tym momencie, przez jej ciało przeszedł dreszcz. Podeszła trochę bliżej i dopiero wtedy zrozumiała, co się dzieje. Latynos stał przed pokojem, w którym leżała Emily. Dziewczyna przyspieszyła, a po korytarzu roznosiły się głośne krzyki.
- Tracimy ją! - wrzasnął któryś z lekarzy.
Ann dobiegła do drzwi, po czym zajrzała do środka. Serce zabiło jej tak mocno, że miała wrażenie, iż wyskoczy jej z piersi. Wpatrywała się w przyjaciółkę, której właśnie ratowano życie. Tym razem nie miała maski, lecz długą rurkę, która wystawała jej z buzi i była przyczepiona do niewielkiej maszyny. Oznaczało to, że nie była ona w stanie oddychać samodzielnie. Pielęgniarki przysunęły bliżej łóżka metalowy stolik, na którym stał defibrylator. Lekarzy o lnianych włosach wziął dwie elektrody w ręce, a drugi posmarował je żelem.
- Teraz! - niski blondyn przyłożył małe urządzenia do klatki piersiowej Emily.
Ciało dziewczyny gwałtownie drgnęło, lecz bez żadnych rezultatów. Angela była przerażona, a po jej policzkach zaczęły płynąć łzy. Lekarze zaczęli wykonywać kolejne elektrowstrząsy. Jedna z pielęgniarek zauważyła Ann stojącą w przejściu, podbiegła do niej i złapała ją za ramiona.
- Nie możesz tu być, musisz wyjść. - rzuciła pospiesznie.
- To moja przyjaciółka, nie mogę jej zostawić. - jęknęła.
Nagle ktoś pociągnął ją do tyłu, a drzwi do sali się przed nią zamknęły. Obróciła się gwałtownie i zobaczyła Matt’a. Uderzyła go pięścią w ramię.
- To twoja wina! - krzyknęła. - Mieliśmy wyjść tylko na chwilę!
Włoch przyciągnął ją do siebie i przytulił tak mocno, że nie mogła się ruszyć.
- Spokojnie, spokojnie. - powiedział ciepłym i spokojnym głosem.
Dziewczyna rozpłakała się jeszcze bardziej, mocząc przy tym jego białą koszulę.
- Gdybym została, nic by się nie stało. - zaszlochała.
Dopiero po chwili zorientowała się, że Drake wciąż stoi nieruchomo i wpatruje się z zamknięte drzwi. Miał zaciśnięte pięści, co świadczyło o jego żalu, strachu i złości. Ann puściła Matt’a i podeszła do przyjaciela. Przytuliła go, a on dopiero po chwili się poruszył, po czym ją objął.
- Będzie dobrze. - zapewniała go, choć sama nie wierzyła w swoje słowa.
Od godziny Ann wraz z chłopakami siedziała na krzesłach, przed zamkniętym pokojem. Nagle drzwi się otworzyły i z sali wyszły wszystkie pielęgniarki. Szatynka poderwała się i podeszła do lekarza o lnianych włosach. Mężczyzna spojrzał na nią z lekkim smutkiem.
- Udało nam się, ją uratować, ale jest w ciężkim stanie. - powiedział, odchodząc.
Dziewczyna odetchnęła z ulgą. Weszła do pomieszczenia i podeszła do łóżka, na którym leżała nieprzytomna blondynka. Ann znów miała ochotę się rozpłakać, ponieważ zauważyła, że Emily ma na klatce piersiowej odbite dwa czerwone prostokąty. Szarooka wciąż była podłączona pod inkubator. Angela nie wiedziała, co ma myśleć, na ten temat, lecz cieszyła się, że wszystko jest pod kontrolą. Powoli przyłożyła dłoń do twarzy Latynoski.
- Prawie umarłaś. - szepnęła. - Nie rób mi tego więcej.
Pocałowała ją czule w policzek i pierwszy raz ucieszyła się, że blondynka jest nieprzytomna, ponieważ nie mogła narzekać na nadmierny kontakt fizyczny, którego nie lubi.
W końcu rozdział!! <3 Już myślałam, że przestałyście pisać, ale mam nadzieję, że to tylko chwilowy brak weny. Jak widać rozkręca się nowy romans. Emily chyba nie będzie zadowolona. :P Ale ja się pytam, co się z tą Em dzieje?!
OdpowiedzUsuńMasz rację, Em nie będzie szczęśliwa. Wszystko stanie się jasne pod koniec pierwszej serii. :)
OdpowiedzUsuń