niedziela, 20 grudnia 2015

Rozdział VI

            Ann rozmawiała przez komórkę, podczas powrotu z zakupów. Zapięty płaszcz chronił ciało przed zimnem, lecz chłodne powietrze owiewało jej policzki.
- Kiedy cię wypuszczają? - spytała.
- Za jakieś dwa lub trzy tygodnie... a nawet więcej. - odparła smętnie Emily. - Rany, jakie nudy. Nie chce mi się tu tyle siedzieć. - westchnęła.
- No wiesz, w końcu jak się prawie umarło, to się jednak trochę siedzi w szpitalu, nie? - próbowała rozbawić przyjaciółkę.
- No, dobra, ale jestem tu już... dziś jest osiemnasty listopada... - zaczęła mówić sama do siebie. - Czyli jutro będzie dokładnie miesiąc, więc bez przesady. - oburzyła się. - Ciągle mnie pilnują, a zwłaszcza w nocy, gdybym miała jakiś napad, czy coś.
Nagle rozległ się huk.
- Ann, wszystko okej? - spytała Em.
- Tak, tak. - odpowiedziała, zbierając zakupy z klatki schodowej.
- Co to było? - dopytywała blondynka.
Włoszka pochowała wszystkie produkty powrotem do siatek.
- Nic. - odpowiedziała Angela.
- Jak to nic? - zaśmiała się.
- Słońce, oddzwonię później. - wcisnęła czerwoną słuchawkę.
Skierowała się w stronę schodów. Ból w plecach spowodowany częstym sypianiem na niewygodnych, plastikowych krzesłach w szpitalnym pokoju Emily, przysporzył jej kolejnych problemów.
- Ile jeszcze? - westchnęła, kiedy weszła na parter.
Gdy była na trzecim piętrze, podeszła do ciemnych drzwi i wyciągnęła klucze z kieszeni.
- Nareszcie w domu. - powiedziała, wchodząc do przestronnego mieszkanka.
Przeszła przez korytarz do sypialni i rzuciła się na łóżko wraz z torbami. Usnęła w ciągu kilku sekund. Śniło jej się, że Emily i Matthew zostali najlepszymi przyjaciółmi, więc blondynka nie miała już nic przeciwko związkowi Ann i Matt’a. Był to tak piękny sen, że dziewczyna za nic nie chciała go zakończyć. Nagle poczuła ciepły powiew na szyi. Gwałtownie otworzyła oczy i poderwała się. 
- Moja mała Ann. - zobaczyła wysokiego blondyna, którego mina zapowiadała burze. - Ile razy ci mówiłem, że masz zamykać drzwi? - zapytał podniesionym tonem.
- Oj no, byłam zmęczona, usnęłam... - zaczęła się tłumaczyć.
- Czy ty naprawdę nie masz wyobraźni? Jesteś tak głupia? Każdy mógł tu wejść! - zaczął krzyczeć i wymachiwać rękami. - Złodziej, jakiś zboczeniec, albo morderca. Obudziłabyś się w jakimś rowie, o ile w ogóle byś się obudziła.
Włoszka poprawiła swój kremowy sweter.
- Matt, jak zwykle dramatyzujesz. - ziewnęła.
- Kochanie używaj czasem tej swojej pięknej główki. - objął ją i pocałował w czoło. - Zastanów się... co ja bym zrobił bez takiego skarba? 
- Są jeszcze inne. - droczyła się z nim.
- A ty znów swoje. - usiadł obok niej. - Nie chcę innej. Mam ciebie i muszę dbać o twoje bezpieczeństwo. 
- Może jeszcze wczep mi czip, żebyś wiedział, gdzie jestem. - zadrwiła.
Blondyn spojrzał troskliwie w jej ciemne tęczówki, po czym objął ją ramieniem.
- Nie głupi pomysł. - przekomarzał się z nią. - Po prostu nie mieszkasz w jakiejś bezpiecznej dzielnicy. - ciągnął. - Martwię się.
Dziewczyna poprawiła poduszkę.
- Chyba ci się coś pomieszało. Mieszkam niedaleko Queens, a nie Bronx’u.
- To nie zmienia faktu. - upierał się. - Jak nie zaczniesz zamykać drzwi, to się przeprowadzę jeszcze bliżej albo zabiorę cię do siebie.
Szatynka przybliżyła się do niego, po czym delikatnie musnęła jego usta.
- Ta druga opcja bardziej mi się podoba. - posłała mu szczery uśmiech.
Wpatrywali się w siebie przez dłuższą chwilę.
- Tak właściwie... - zaczął nowy temat. - To gdzie są twoi rodzice? Mieszkasz sama?
- Przecież wiesz, że przyjechałam tu kiedyś na wymianę. - odpowiedziała i przykryła nogi puchowym kocem.
Chłopak zastanawiał się przez chwilę. Zdjął z siebie niebieską marynarkę, która pasowała mu do koloru oczu i odwiesił ją starannie na oparcie krzesła, stojącego przy biurku. Po chwili siedział na łóżku obok dziewczyny.
- Napisałaś kiedyś, że przyjechałaś do Nowego York’u trzy lata temu. - odparł. - Nie jesteś pełnoletnia, a jednak mieszkasz tu sama.
Ann pocałowała go krótko.
- Mogłabym ci wszystko opowiedzieć, ale to troszkę potrwa. 
Matt lekko się od niej odsunął i posłał jej szeroki uśmiech.
- Zamieniam się w słuch. - rzekł.
- Ja, Em i Drake, przyjechaliśmy, a właściwie przylecieliśmy trzy lata temu, a Oly, Nina, Alex oraz Nate rok temu.
- To już wiem. - przytaknął. - Jak tu przyjechałaś, to miałaś czternaście lat?
- Nie przerywaj! - szatynka uderzyła go w ramię, a następnie zaczęła kontynuować swoją opowieść. - Tak, miałam czternaście lat. - potwierdziła. - Gdy znaleźliśmy się w Nowym York’u, trafiliśmy do różnych rodzin. Istnieje jakaś ustawa, która mówi o tym, że w rodzinie nie mogą być dzieciaki z tego samego kraju, by mogły one poznać inną kulturę i jakieś tam bzdety. W ten oto sposób ja i Emily trafiłyśmy do jednej rodziny, ponieważ ja jestem z Włoch, a ona z Hiszpanii. Problem był w tym, że nie zbyt się polubiłyśmy. W tym samym roku przyleciał także Drake, z którym zapoznałyśmy się w szkole, gdy ja i Em zaczęłyśmy się kłócić, a o chciał temu zapobiec. Choć jest rok starszy, to i tak mieliśmy razem jakieś spotkania z racji, że byliśmy nowi i w ten sposób zostaliśmy przyjaciółmi. Podczas zakończenia pierwszej klasy, dowiedziałam się, że skoro w tej szkole idzie mi lepiej, niż we Włoszech, to mogę tu zostać dłużej, jeśli rodzice wyrażą na to zgodę. Oni byli szczęśliwi, że dostałam taką szansę, więc pozwolili mi zostać tak długo, jak będę chciała się dalej uczyć.
Chłopak spojrzał na nią z ukosa.
- Nie przeszkadzało im to, że nie widzieli cię od roku? - spytał.
- Przylecieli kilka razy do Nowego York’u, żeby mnie odwiedzić, a ja byłam Wenecji podczas przerwy świątecznej. - powiedziała, po czym zaczęła kontynuować swoją opowieść. - Niestety Em się o tym dowiedziała i żeby mi dopiec, także została. Ten rok był znacznie gorszy od poprzedniego, ponieważ ciągle rywalizowałyśmy i dogryzałyśmy sobie. Bardziej Emily niż ja, ale jednak. Gdy zaczęły się wakacje po zakończeniu drugiej klasy, nasza ‘rodzina’ miała dosyć ciągłych kłótni oraz wybryków Em, więc postanowili, żebyśmy zamieszkały gdzieś indziej. Niestety to nie było do końca możliwe, bo oni ciągle byli za nas odpowiedzialni. - sięgnęła po butelkę wody, która stała na stoliku i napiła się, a następnie podała ją chłopakowi. - Wyszło na to, że ja mam mieszkanie, Emily dom, a nasi rodzice ciągle przysyłają nam pieniądze, więc nie jest to jakiś problem. Tylko że ja mieszkam jakieś dziesięć minut od naszej ‘rodziny’ i oni, co jakiś czas mnie odwiedzają, ponieważ muszą sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Oczywiście, przychodzą do szkoły, jeśli coś się stanie, bo dopóki nie skończymy osiemnastki, są za nas odpowiedzialni. Po tym, jak obie zamieszkałyśmy osobno, nagle nie wiadomo, z jakich powodów zaprzyjaźniłyśmy się. Może dlatego, że ona sobie nie radziła, a ja mam zbyt miękkie serce? - spytała sama siebie. - W tym samym roku przyjechali kolejni ‘wymienni’. Olympia mieszkała z Niną, a Nathaniel z Alex’em, bo wiesz, Włochy i Francja, oraz Hiszpania i Portugalia. Zaprzyjaźniliśmy się wszyscy i w ten sposób stworzyliśmy naszą paczkę. Choć jak sam wiesz, wyjechali jakiś czas temu. - skończyła swoją opowieść, łapiąc oddech.
Chłopak odłożył pustą już butelkę na komodę obok łóżka.
- Jeszcze jedno. - rzekł blondyn. - Skoro masz siedemnaście lat, powinnaś być teraz w ostatniej klasie, a nie przedostatniej.
- Tak, ale, jak sam wiesz, we Włoszech, jak i w innych państwach, poziomy nauki są inne, dlatego musieliśmy powtarzać klasę, by mieć ten sam materiał. - odparła.
Niebieskooki zastanawiał się przez chwilę.
- Nie było to proste, ale chyba wszystko zrozumiałem. - uśmiechnął się, po czym obdarzył ją delikatnym pocałunkiem.
- Poczekaj, zaraz wrócę. - wstała z łóżka i wyszła z pokoju.
Wróciła po kilku minutach i zauważyła, że Matt stoi przed lustrem. Podeszła do niego, a on się odwrócił.
- Posłuchaj Ann, od dawna chciałem ci coś wyznać, ale nie wiedziałem, kiedy nadejdzie odpowiedni moment. - powiedział poważnym tonem, łapiąc ją za ręce. - Gdy poznałem cię przez Internet, od samego początku coś do ciebie poczułem. Wiedziałem, że między nami zaiskrzy. Nasze spotkanie oraz ostatni spędzony czas razem tylko utwierdziło mnie w przekonaniu... - mocniej ścisnął jej dłonie. - Ti amo. - wyznał w ojczystym języku.
Dziewczyna wpatrywała się w niego przez chwilę, zanim dotarły do niej te słowa. Te dwa magiczne słowa, których nie wypowiada się ot tak, wyszły z jego ust. Wiedziała i widziała w jego oczach, że jest to prawda.
- Ja też cię kocham. - mówiąc to, intensywnie wpatrywała się w jego niebieskie tęczówki.
Matthew uśmiechnął się szeroko, po czym objął ją w talii. Drugą ręką odgarnął kosmyk jej brązowych włosów za ucho. Ann czuła jego miętowy oddech na swojej skórze. Włoch pochylił się jeszcze bardziej, a następnie czule ją pocałował. Szatynka odwzajemniła pieszczotę. Uniosła dłoń i wplotła palce w jego jasne włosy. Matt zaczął zagłębiać się w pocałunku, łącząc ich języki. Angela objęła jego ramiona. Po chwili uniósł ją tak, by oplotła nogi wokół jego psa. Przeszli tak przez pokój, po czym rzucił ją delikatnie na łóżko. Po chwili jednak położył się obok niej. Szatynka okręciła się i usiadła na nim okrakiem, przy czym znów złączyła ich usta w gorący pocałunek. Chłopka dotknął rękoma skrawka jej swetra i lekko go uniósł. Ann gwałtownie się od niego oderwała.
- Matt... - zaczerwieniła się lekko. - Chyba nie powinniśmy. - odwróciła wzrok.
- Uważasz, że to za wcześnie? - usłyszała smutek w jego głosie.
Zaczęła zastanawiać się nad jego pytaniem. Chodzą ze sobą dopiero od miesiąca, więc nie uważała tego za stosowne, choć z drugiej strony znają się już od ponad roku. Każda inna dziewczyna od razu by się zgodziła, lecz nie ona.
- Po prostu mam swoje zasady. - westchnęła i zeszła z niego, po czym położyła się obok. - Nie wiem, czy to dobry pomysł.
- Jeśli wolisz z tym poczekać... nie będę naciskał ani nic. - zapewnił spokojnie i lekko się podniósł. - Nie zrobię niczego, na co nie miałabyś ochoty.
Włoszka toczyła bitwę z własnymi myślami. Choć miała pewne obawy, nie chciała czekać.
- Nie chodzi o to, że nie chcę. - zaczęła tłumaczyć. - Ja po prostu nigdy nie...
- Rozumiem. - przerwał jej i pocałował ją w szyję.
Szatynka wciąż nie była pewna, co powinna zrobić. Może powinna lekko nagiąć swoje zasady? Dotknęła ręką jego kołnierza, po czym przejechała dłonią po materiale, zahaczając paznokciami o szyje Matt’a.
- Boję się. - przyznała ze wstydem.
Chłopak zaczął się w nią badawczo wpatrywać.
- Ufasz mi? - spytał łagodnie.
Angela w odpowiedzi rozpięła mu górny guzik białej koszuli.
- Ann... - odsunął się. - Jeśli nie jesteś pewna, to nie musimy.
- Kochasz mnie prawda? - w jej głosie było słychać nutkę niepewności.
- Bardzo. - uśmiechnął się i przybliżył się do niej.
- W takim razie jestem pewna. - posłała mu uroczy uśmiech.
Przybliżył się do niej i delikatnie ją pocałował, a ona w tym czasie rozpinała kolejne guziki. Blondyn przesunął rękoma po jej ciele i złapał za materiał, po czym podwinął sweter do góry, odsłaniając jej biustonosz. Ann szybko uniosła rękę, aby zasłonić klatkę piersiową, lecz dopiero po chwili dotarło do niej, że jest to bezsensowne. Matt pozbył się górnej części garderoby, należącej do dziewczyny, a Włoszka speszona odwróciła wzrok, czując rumieniec, wpływający na jej poliki. Od dawna marzyła o tej chwili, więc nie mogła tego zaprzepaścić. Gdy już rozpięła jego koszulę, on pozbył się jej jednym, sprawnym ruchem. Położył się jeszcze bliżej i zdjął jej sportowy stanik, który po chwili wylądował na podłodze, zaraz obok łóżka. Jej oddech przyspieszył, czerwień zdobiąca jej twarz, nasyciła się. Wzrokiem wrócił do dziewczyny, która z niecierpliwości czekała na ponowny ruch. Brutalnie przywarł do ust młodszej, a ich języki zaczęły walkę o dominację. Chłopak oderwał swoje wargi, od tych Ann, by po chwili zacząć obdarzać jej szyję mokrymi, gorącymi pocałunkami. Schodził coraz niżej. Zostawiał sine ślady na obojczykach, mostku i podbrzuszu Włoszki. Jej oddech był głębszy i szybszy, ciężki do opanowania.Szatynka w tym czasie gładziła dłońmi jego plecy, a jej serce waliło tak mocno, iż myślała, że jeszcze chwila, a wyskoczy ono z piersi. Całując ją, wsadził rękę w bieliznę dziewczyny. Ann zadrżała, a w jej oczach pojawił się strach przed tym, co właśnie ma się zdarzyć.
- Nie bój się. - szepnął i uśmiechnął się do niej.
Ręką masował jej kobiecość, a jego usta pozostawiały ścieżkę mokrych pocałunków w stronę krocza. Gdy dotarł nimi do celu, wyciągnął rękę z jej majtek, które ściągnął zaraz po spodniach. Dziewczyna jęknęła. Podniecony blondyn przejechał po niej palcem i spojrzał na Ann. Nadal była wystraszona. Przysunął swoją głowę do jej kobiecości, szybko i niespodziewanie. Lizał ją i zasysał delikatnie. Szatynka przez pierwszą chwilę odczuwała lekki dyskomfort, ale z biegiem czasu zaczęła odczuwać ogromną przyjemność. Wplotła ręce w jego włosy, gdy poczuła język partnera w sobie. Ciche jęki rozchodziły się po całym pokoju. Oderwał się od niej, alby szybko zdjąć resztę ubrań, które w dalszym ciągu na nim spoczywały. Dziewczyna z przerażeniem i skrępowaniem spojrzała na duże, twarde przyrodzenie Matt'a, który mimo ogromnego podniecenia, obdarzył ją troskliwym spojrzeniem.
- Na pewno tego chcesz? - zapytał.
Włoszka zgryzła dolną wargę, spojrzała na niego z obawami wymalowanymi na twarzy, ale przytaknęła głową z aprobatą. Chłopak wszedł w nią powoli. Z początku nie wykonywał żadnego, nie mając pewności, czy dziewczyna przyzwyczaiła się do tego uczucia. Po chwili jednak przerywając bezczynność, posunął się głębiej, na co młodsza wydała z siebie bolesny jęk. Matt bez głębszego zastanowienia wyszedł z Włoszki, która zaczęła cicho szlochać. Spojrzał na nią z dezorientacją. Nie wiedział, co zrobił źle. Chciał być delikatny. Ich spojrzenia skrzyżowały się, a Ann posłała starszemu łagodne spojrzenie, podwalające mu wykonać kolejny ruch. Chłopak kontynuował. Ann już nie czuła bólu. Wiedziała, że chłopak robi to delikatnie. Zaczęła odpływać, a rozkosz zawładnęła jej ciałem. Coraz głośniejsze jęki wydobywały się z jej ust. Chłopak wykonywał coraz szybsze i poważniejsze ruchy. Obydwoje zatracili się w tym, co robią. Aktualnie liczyli się tylko oni. Ich ciała były połączone w jedność, ich jęki, które stały się jak muzyka dla uszu. Każdy możliwy dotyk, doprowadzający o gęsią skórkę. Matt zaczął szybciej się w niej poruszać, sprawiając im o wiele więcej przyjemności, dzięki której dziewczyna osiągnęła szczyt, a chłopak zaraz po niej. Wyszedł delikatnie ze swojej partnerki i położył się obok jej drobnego ciała, wyrównując oddech.

            Przez długi czas leżała pod kołdrą, wtulona w niego. Wciąż nie mogła uwierzyć w to, co zdarzyło się wcześniej. Wsłuchiwała się w bicie jego serca. Był to przyjemny dźwięk. Nagle usłyszała cichy szelest dochodzący spoza jej pokoju. 
- Słyszałeś to? - spytała.
- Nie, a co? - zdziwił się.
Uznała, że to tylko przesłyszenie. Zaczęła wpatrywać się w ścianę, lecz ciągle nasłuchiwała. Nagle drzwi sypialni gwałtownie się otworzyły, a szatynce mocniej zabiło serce.
- Ann właśnie uciekłam ze szpita... - urwała Emily. Ubrana była tylko w szpitalną piżamę oraz trampki. W jej oczach było widać zdziwienie oraz wściekłość. - To ja może do niego wrócę. - warknęła, po czym wybiegła, zatrzaskując drzwi za sobą.

2 komentarze:

  1. Hahahahahaha no no, takie rzeczy się dzieją, a na końu Emily, takie z buta wjeżdżam :D Tego się nie spodziewałam xD

    OdpowiedzUsuń