wtorek, 27 grudnia 2016

Rozdział XXI

            Emily od kilku godzin leżała z zamkniętymi oczami. Alkohol już całkowicie opuścił jej organizm. Pragnęła ominąć zbliżającą się rozmowę z szatynką. Wiedziała, że temat tajemniczego pokoju będzie trudny do wyjaśnienia. Miała nadzieję, że po tym wszystkim Angela dalej będzie jej przyjaciółką, rodziną. Uznała, że ukrywając przed nią wszystkie swoje problemy, nie narazi jej na żadne niebezpieczeństwo. „Przecież to dla jej dobra przemilczałam wszystko. To dla jej dobra.” – pomyślała. Z przemyśleń wyrwało ją głośne walenie do drzwi. Po chwili, gdy pukanie nie ustawało, z niechęcią zwlekła się z narożnika, na którym wcześniej leżała i przeszła na korytarz. Przeciągnęła się i przeczesała ręką włosy.
- Rany! Już idę! - krzyknęła, ponieważ pukanie wciąż nie ustawało. - Pali się, czy co?
Gdy otworzyła drzwi, od razu tego pożałowała. Choć na dworze panowała ciemność, lampy uliczne dawały wystarczające światło, by zobaczyć, że przed jej domem stał średniego wzrostu Meksykanin. Miał wory pod oczami i zapadnięte policzki. Wyglądał, jakby nie jadł od kilku dni. Zmierzył dziewczynę morderczym wzrokiem i założył ręce na piersi.
- Perez. - warknęła.
- Extraño. - odpowiedział jej tym samym tonem.
Blondynka oparła się o futrynę.
- Czego chcesz Pedro? - spytała, wciąż mierząc go zabójczym spojrzeniem. - I to w dodatku przed północą?
- Dobrze wiesz, po co przyszedłem. - powiedział.
Miał rację. Wiedziała, dlaczego zjawił się pod jej domem. Po samym jego wyglądzie można było stwierdzić, iż jest na głodzie narkotykowym.
- Nie mam pojęcia. - skłamała. - Może mnie oświecisz? Tylko zrób to szybko, bo zimne powietrze wlatuje do środka.
Chłopak podszedł kilka kroków bliżej. Jasnowłosa nie cofnęła się, choć miała na to wielką ochotę.
- Po prostu daj mi trochę, to zostawię cię w spokoju. - jęknął zdesperowany.
Em uniosła jedną brew i odwinęła rękawy zielonej koszuli, ponieważ na dworze panował lutowy chłód.
- Nie rozumiesz, że nie jestem dilerem? - ściszyła głos.
To, co powiedziała, nie było całkowitą prawdą.
- Przestań ściemniać Extraño. - fuknął i przeczesał włosy ręką. - Dobrze wiem, że to robisz.
Szarooka zaśmiała się gorzko i pokręciła głową.
- Niby skąd? - spytała z uśmiechem.
- Myślisz, że ja ich nie znam? - w jego oczach zapaliły się iskierki. - Że nie wiem, co potrafią zrobić? Co już ci zrobili?
Nagle jej twarz stężała. Przez jej głowę zaczęły przelatywać nieprzyjemne wspomnienia. Przypomniały jej się czerwone ślady, otarcia i siniaki na ciele, które za wszelką cenę starała się ukryć przed przyjaciółką.
- Nie wiem, o czym mówisz. - jej głos był pusty od braku emocji.
- Nie wiesz? - zaśmiał się cicho. - Jeśli w najbliższym czasie nie dasz mi tego, czego chcę, źle się to dla ciebie skończy. Mogę ci to zapewnić.
Dziewczyna momentalnie poczuła rzadko pojawiający się strach. Nie przed brunetem, lecz przed ludźmi, o których mówił.
- Możesz mi zrobić, co ci się żywnie podoba. - warknęła. - Nachodzić mnie, grozić. I tak mnie nie złamiesz.
Nagle usłyszała głosy dochodzące z wnętrza jej domu. Angela wraz z Matt’em wyszli z kuchni i stali na korytarzu. Byli zbyt pochłonięci rozmową, by zauważyć, że Emily już nie śpi.
- Racja, bezpośrednio cię nie złamię. - przyznał. - Skrzywdzę tych, na których ci najbardziej zależy. - zagroził.
Wywróciła oczami i westchnęła ciężko.
- I w tym cały sęk Pedro. - zaśmiała się bez krzty humoru. - Mi na nikim nie zależy. - skłamała.
Meksykanin wychylił się i zmierzył wzrokiem Ann, która wciąż stała w salonie i konwersowała ze swoim chłopakiem, żywo gestykulując rękami.
- No nie powiem... - prychnął. - Niezła jest, jak tak na nią patrzę. Szkoda by było, gdyby jej się coś stało.
Blondynka zacisnęła pięści i starała się uspokoić oddech. Tak bardzo chciała, by nie wyprowadził jej z równowagi, lecz tym razem przegiął. Nikomu nie pozwoli grozić swojej najlepszej przyjaciółce.
- Przeginasz Perez. - warknęła.
- Oh, czyżbym rozzłościła naszą małą Extraño? - parsknął śmiechem.
Twarz dziewczyny powoli zaczynała nabierać czerwonych barw. Choć bardzo tego pragnęła, nie mogła zacząć na niego wrzeszczeć. Skończyłoby się to źle dla wszystkich, a zwłaszcza dla niej.
- Mam cię dość. - syknęła. - Wizyta zakończona.
- Tylko nie zapomnij. - uśmiechnął się. - Masz dwa dni do namysłu. Albo dostanę to, czego chcę, albo ta Włoszka słono za to zapłaci. - cmoknął. - Do zobaczenia skarbie.
Emily nie wytrzymała i trzasnęła z impetem drzwiami. Odwróciła się, a Ann i Matt wpatrywali się w nią ze zdziwieniem, wymieszanym ze złością. Em westchnęła głośno, bo wiedziała, że teraz rozmowa już ją nie ominie.
            Blondynka powolnym krokiem podeszła do narożnika. Czekała na to, aż jej przyjaciółka zacznie krzyczeć. Szatynka świdrowała ją wzrokiem, lecz nie wypowiedziała żadnego słowa. Zastanawiała się, o co dokładnie powinna zapytać. Nie była pewna, czy chce znać odpowiedzi na wszystkie pytania. Niestety ciekawość oraz empatyczna postawa wzięły górę.
- Musimy porozmawiać. - Angela starała się mówić spokojnym tonem.
- A mamy o czym? - Emily spytała, jakby nie zdawała sobie sprawy o wydarzeniu sprzed kilku godzin.
- Byłaś na tyle pijana, by nie pamiętać? - odpowiedziała pytanie na pytanie.
- Nie. - odparła.
Szarooka jak najbardziej starała się uniknąć kontaktu wzrokowego. Dodatkowo irytował ją fakt, iż Matthew jest w pobliżu.
- Więc teraz wyjaśnisz mi to wszystko. - nakazała Ann.
- Jak wiele widziałaś? - spytała, ściszonym, lecz opanowanym głosem.
Angela zrobiła wielkie oczy i podparła się o ramię chłopaka.
- Jak wiele widziałam? Jak wiele? - zaczęła się śmiać. - A co, ukrywasz tam coś jeszcze, czego nie zdążyłam znaleźć? Fabryka metafetaminy, stara bimbrownia, czy nagie striptizerki?
- Przesadzasz. - przerwała jej, a wzrok utkwiła w podłodze, jakby była ona najciekawszym obiektem w pomieszczeniu.
Szatynka zrobiła kilka kroków w jej stronę.
- Ja przesadzam? Ja? - parsknęła. - Masz się wytłumaczyć! Muszę znać prawdę.
Emily odwróciła się i podeszła do akwarium, a następnie nakarmiła rybki.
- Lepiej, jak nie będziesz wiedzieć. - szepnęła, lecz jej przyjaciółka to usłyszała.
- Wiesz, że nie toleruję kłamstw. - zaczęła, a jej oczy zaczynały robić się wilgotne. - Zrobiłam dla ciebie wiele. Mogłabyś się jakoś odwdzięczyć.
- O nic cię nie prosiła. - warknęła Em.
- Racja. O nic nie prosiłaś. - zaśmiała się sztucznie. - Moje dobre serce nie potrafiło ci odmówić, ale dość z tym. Powiesz mi prawdę albo wyjdę z tego domu i już nigdy mnie nie zobaczysz.
Emily po raz pierwszy od początku rozmowy, spojrzała jej w oczy. Brązowe tęczówki, były aż tak ciemne, że przypominały małe węgielki. Dziewczyna nie przypuszczała, że dostanie takie ultimatum. Chciałaby wierzyć, że słowa, które usłyszała, były kłamstwem, lecz po wyrazie twarzy Ann, mogła stwierdzić, iż dziewczyna mówiła prawdę. Nie słysząc odpowiedzi, szatynka ruszyła w stronę drzwi. Gdy już sięgała po kurtkę, usłyszała wołanie.
- Zgoda! - krzyknęła Em i wyrzuciła ręce w górę. - Powiem... tylko nie wychodź. - dodała szeptem.
Angela uśmiechnęła się pod nosem, choć w duchu nie była pewna, czy jej plan zadziała. Wróciła do salonu, oparła się o ścianę i spojrzała na przyjaciółkę.
- Teraz odpowiesz na moje pytania. - rzekła Ann. - Wszystkie.
- Tego nie mogę obiecać. - odparła oschle.
- A to dlaczego? - uniosła jedną brew.
- Tak będzie dla ciebie lepiej. Dla wszystkich. - westchnęła.
Przez chwilę panowała głucha cisza. Chłopak zaczynał się coraz bardziej irytować.
- Więc... kolekcja noży na ścianie? - spytał dobitnie. - Chyba nie do samoobrony? Czy może to ty atakujesz?
- Na twoim miejscu uważałabym na słowa. - syknęła. - A odpowiadając na twoje pytanie, nie do tego są mi potrzebne.
- Może mi jeszcze powiesz, że jesteś kucharzem na zamówienie, te nazwiska i daty, to informacje o twoich pracodawcach, a pinezki na mapie, to miejsca restauracji, w których pracujesz danego dnia? - prychnął z pogardą. - Dlatego potrzebne są ci te wszystkie noże?
Emily zastanowiła się przez chwile.
- Na ten pomysł nie wpadła. - parsknęła. - Tobie nic nie będę mówić.
Blondyn podszedł do niej i popatrzył na nią z góry.
- Niby dlaczego? Przez ciebie moja dziewczyna cierpi. Zasługujemy na to. Powinnaś zrozumieć, że ona...
- Matt. - Angela złapała go za rękę. - Przestań. Proszę, pójdź na górę. Zawołam cię, gdy skończymy rozmawiać.
Chłopak popatrzył na nią ze zdziwieniem.
- Jesteś pewna? - spytał, by się upewnić.
- Tak. - kiwnęła głową. - Nie schodź, jeśli będziesz słyszał krzyki. Dopiero, jak cię zawołam.
Matthew wyminął ją i po chwili był już na schodach. Niedługo później słychać było, jak zamyka za sobą drzwi, od któregoś z pokoi na górnym piętrze.
            Dziewczyny spędziły kilka minut w niekomfortowej ciszy. Żadna z nich nie chciała zaczęć konwersacji. Angela wciąż starała się uporządkować wszystkie fakty w swojej głowie, lecz przez brak informacji, nie było to łatwe.
- Zacznijmy od czegoś prostszego. - powiedziała Ann. - Prochy.
- Mam je od Oly. - odpowiedziała zgodnie z prawdą. - Jak mówiłam na komisariacie, dała mi je przed świętami. Wiedziała, że mam te koszmary, budzę się gdzie indziej... dała mi tego dość sporo. Zapewne sama widziałaś. Ale nie jestem uzależniona. Biorę co dwa, a ostatnio nawet, co trzy dni.  Nie mam z tym problemu.
Szatynka wiedziała, że ostatnie zdanie było kłamstwem. O ile wcześniej nie zwróciła na to uwagi, teraz dobrze widziała wychudzoną twarz przyjaciółki, jak i wory pod oczami, które nie były spowodowane niedomiarem snu. Już kiedyś widziała ją w tym stanie. Zawsze, gdy wracała wspomnieniami do wydarzeń sprzed półtora roku, widziała obraz Emily, którego nie potrafiła wyrzucić z pamięci.
- Dlaczego? - spytała. - Mogłaś powiedzieć, że nie dajesz sobie rady. Pomogłabym ci, a ty wybrałaś gorszą opcję.
- Obie wiemy, że byś nie pomogła. - szarooka przeczesała ręką swoje jasne włosy. - Jesteś mądra, ale nawet ty nie wiesz, co mi jest. Zresztą, mam to pod kontrolą.
- Potrafię pojąć prochy. - przyznała. - Ale trawa? Em, do cholery, dilujesz tym?! Skąd ty to w ogóle masz?!
Jasnowłosa na chwilę przymknęła powieki i wzięła głęboki oddech.
- Hybrydyzacja. - wyjaśniła. - Kupiłam kilka i dzięki hybrydyzacji powstała reszta. Nie pytaj o szczegóły. Na początku tylko ja paliłam. Na rozluźnienie. Później kilka sprzedałam, bo potrzebowałam pieniędzy. Nie chciałam tego robić, ale musiałam.
- Mogłaś powiedzieć, pożyczyłabym ci. - Ann znów okazała swoją dobroduszność, choć wciąż była wściekła.
- Nie tyle, ile potrzebowałam. - Emily uśmiechnęła się smutno. - Rodzice się ode mnie odcięli. Nie wysyłają mi pieniędzy od kilku miesięcy. Rozmawiam z nimi tylko wtedy, gdy sprawy szkolne tego wymagają... albo policja. Plus, musiałam spłacić swoje długi w kilku miejscach.
- Czemu nie powiedziałaś? - jęknęła. - I o jakich długach mówisz?
Szarooka zaczęła krążyć po salonie. Złość powoli zaczynała wstępować w jej organizm. Wiedziała, że nie może wyznać przyjaciółce wszystkiego. Mogłaby znaleźć się w niebezpieczeństwie, a na to Em nie mogła pozwolić.
- Nie mam pojęcia, dlaczego rodzice przestali to robić. - jęknęła. - O długach nie ma co mówić. Prawie wszystkie zostały spłacone i dla własnego dobra, nie powinnaś o nich wiedzieć.
Choć Ann chciała wiedzieć więcej, wolała przestać drążyć ten temat, ponieważ Em mogłaby się całkowicie zamknąć w sobie i nie dowiedziałaby się całej reszty.
- Od razu uprzedzam, że nie powiem ci, po co mi mapa, nazwiska i daty. - wtrąciła Emily. - Niedługo się dowiesz, ale najpierw sama muszę mieć co do tego pewność.
Angela kiwnęła głową, choć chęć wiedzy była silna.
- Fałszywy paszport. - szatynka odsunęła się od ściany i podeszła do stolika, na którym stała jej szklanka z sokiem. - Masz już dwa podrobione dowody, co jak wiemy, jest nielegalne. - upiła trochę i odstawiła naczynie z powrotem na stół, a następnie znów oparła się o ścianę obok schodów. - Na co ci paszport?
Szarooka nie odpowiadała przez chwilę, jakby zastanawiała się nad odpowiedzią.
- To na wszelki wypadek, gdybym musiała wyjechać. - odparła.
- Znów wplątałaś się w ciemne interesy? - Ann zmierzyła ją wzrokiem. - Znowu?
Emily coraz bardziej zaczynała się irytować. Nie lubiła, gdy ktoś zbytnio ingerował w jej sprawy.
- Wciąż próbuję wyjść z tamtych. - przyznała. - Półtora roku temu obiecałam ci, że z tym skończę, ale to nie jest łatwe. Paszport wyrobiłam już wtedy.
- Gdybyś musiała uciekać z kraju, bo dowiedzieliby się, że handlujesz narkotykami. - Włoszka zgromiła ją jednym spojrzeniem.
- Nie handlowałam. - oburzyła się Em. - Kupowałam i później sprzedawałam drożej.
Starsza dziewczyna zaśmiała się do siebie.
- To jak to nazwiesz, skoro to nie handlowanie? - zakpiła.
- Inwestycja.
Emily stanęła obok ściany i oparła się o nią. Uważała, że jej przyjaciółka zadała już za dużo pytań, choć wiedziała, iż po tym wszystkim zasługuje na szczere odpowiedzi. Blondynka zawsze wykorzystywała dobre serce Ann do swoich potrzeb i nigdy nie dawała niczego w zamian. Wiedziała, że nie powinna tak robić, lecz było jej to obojętne. Mała cząstka jej serca dbała o szatynkę, choć było to przez nią niezauważane. Nie potrafiła przyznać, że nie jest aż tak nieczuła na krzywdy, które jej wyrządza.
- Nie pytam o worek treningowy. Lepsze to, niż okładanie ściany. - westchnęła Ann. - Kolekcja noży? Już nawet nie chcę wiedzieć, po co ci, ale powiedz, czy ich kiedyś użyłaś.
Szarooka pokręcił przecząco głową.
- Została jeszcze sprawa pieniędzy i...
- Pieniędzy? - przerwała jej. - Jedyne pieniądze, jakie tam miałam były w sejfie... otworzyłaś go? - ze złości mocno zacisnęła szczękę.
- Nie było to proste. - kiwnęła głową. - Użyłaś skomplikowanego kodu.
- Otworzyłaś mój sejf? - warknęła. - Jakim cudem? Dlaczego?!
Angela zrozumiała, że poruszyła teraz drażliwy temat. Twarz blondynki zaczęła robić się czerwona, co źle wróżyło.
- Zajęło nam to dużo czasu, ale Matt wpadł na pomysł, a ja zgadłam pin. - wyjaśniła, a jej głos zadrżał.
- No oczywiście. - fuknęła. - Elegancik musi się we wszystko wtrącać. Gdyby nie on, nie byłoby tego problemu.
- Gdyby nie on?! - Ann podniosła głos. - Trzymasz pistolet w domu i śmiesz mówić, że to była jego wina?!
Emily odsunęła się od ściany i podeszła do przyjaciółki. Pięści miała zaciśnięte, a jej stalowe tęczówki emanowały chłodem.
- Nigdy go nie użyłam. Mam go na wszelki wypadek. - wycedziła przez zaciśnięte zęby. - I tak, gdyby nie on, byłoby o połowę mniej problemów.
Angela, choć była wyższa o dwa centymetry, czuła się mała przy Latynosce. Nie lubiła, gdy przez Em przemawiała złość.
- Coś ci się zaczyna chyba w głowie mieszać. - powiedziała, choć wiedziała, że powinna uważać na słowa. - Prochy wyżerają mózg i albo już to zrobiły, albo zaczynasz być na głodzie.
- Nie mów tak! - krzyknęła, a jej oddech przyspieszył. - Nie mam problemów!
- Posłuchaj, możemy to naprawić. - powiedziała szybko, widząc, jak blondynka się denerwuje. - Jeśli pójdziesz na odwyk, wszystko się naprawi. Nie powiem policji, o tym, że znaleźliśmy u ciebie ten pokój.
- I tak im nic nie powiesz. - warknęła Em. - Nie zrobisz mi tego!
- Chcesz się założyć?! Mam dość ratowania ciebie! Nie ważne co zrobię, ty i tak nie próbujesz się poprawić. Staram się, jak mogę, a ty masz to wszystko w dupie! Matt miał rację, nie zależy ci na nikim, w tym na mnie, a ja zrobiłabym dla ciebie wszystko!
- Przestań! - wrzasnęła.
Emily wzięła zamach i z impetem uderzyła pięścią w ścianę, kilkanaście centymetrów od twarzy przyjaciółki. Od razu rozbolały ją kostki, lecz nie przejęła się tym. Ann zacisnęła powieki i skuliła się. Momentalnie po jej policzkach zaczęły spływać słone łzy. Jasnowłosa zabrała rękę ze ściany i spojrzała na przerażoną przyjaciółkę.
- Myślałaś, że cię uderzę? - spytała, choć ton jej głosu wykazywał obojętność.
Angela otworzyła oczy.
- Nie. - skłamała.
Em cofnęła się o krok.
- Nie mogłabym. - powiedziała bardziej do siebie niż do Ann. - Myślałaś, że cię uderzę. Nie mogłabym.
- Wtedy też tak myślałam. - przypomniała jej.
Szarooka wróciła pamięcią, do wydarzeń za czasu, kiedy cała ich paczka była w mieście, a ona i Olympia zażywały narkotyki na każdej imprezie. Jasnowłosa nienawidziła siebie za to, co wtedy zrobiła szatynce. Przepraszała ją za niezliczoną ilość razy. Włoszka wybaczyła, lecz od tamtego zdarzenia, czasami się jej obawiała. Zwłaszcza w takich momentach jak ten.
- Wiesz, że wtedy byłam przyćpana! - Em odsunęła się od niej jeszcze bardziej. - Nie mogłabym cię skrzywdzić.
- Kto wie?! - w jej oczach pojawiło się morze łez. - Boję się, Emily. Boję się ciebie, kiedy jesteś w takim stanie! Mówisz, że nic byś mi nie zrobiła. Wtedy też tak mówiłaś i co? Przez ciebie wylądowałam w szpitalu!  - słone krople ciekły jej po policzkach i brodzie, lecz nie zważała na to. - Musisz iść na terapię! Nie mogę dłużej próbować cię ratować, bo nie potrafię tego zrobić. Sama musisz tego chcieć. Masz wybór. Postarać się albo mnie stracić!
Blondynka wpatrywała się w nią i nie wiedziała, co powinna zrobić. Nienawidziła płaczu Ann. Ten widok łamał jej zazwyczaj niewzruszone niczym serce. Gdzieś w głębi wiedziała, że to z jej winy, lecz duma nie pozwalała tego przyznać. Nagle usłyszały, że drzwi na górnym piętrze się otworzyły, a Matt biegnie po schodach na dół.
- Nie mogłem siedzieć tam bezczynnie, słysząc te krzyki. Skarbie... - zobaczył, że dziewczyna jest cała zapłakana. - Coś ty narobiła?! - krzyknął, odwracając się w stronę Latynoski.
- Nie wtrącaj się. - warknęła.
Angela słysząc tę sprzeczkę, rozpłakała się jeszcze bardziej i wybiegła do kuchni.
- Extraño! Widzisz, do czego doprowadzasz! - blondyn znów się uniósł. - Twoje zachowanie ją niszczy! Pójdź na tę cholerną terapię. Zrób to dla niej, nie dla siebie! Wasza przyjaźń jest toksyczna, a to zabija ją od środka. Chcesz mieć Ann na sumieniu?! Ona, aż tak bardzo nic dla ciebie nie znaczy?! Bo przez twoje zachowanie można to wywnioskować!
Emily pierwszy raz widziała Matt’a tak wściekłego. Przez dłuższy moment biła się z myślami.
- Posłuchaj mnie. - zaczęła, gdy jej oddech zaczął się normować. - Pójdę tam, jeżeli obiecasz, że się nią zajmiesz. Że zawsze będziesz obok. Bez różnicy, czy na mieście, czy w kuchni.
Chłopak zrobił zdziwioną minę.
- Przecież na nią uważam. - powiedział.
- Od tego zależy, jak długo przeżyje. - szepnęła sama do siebie.
- Co ty pleciesz.
- Pilnuj ją. - warknęła. - Nie wzywaj policji. To ich rozzłości. Jest ich wielu, są wszędzie... są nieśmiertelni.
Niebieskooki, jakby bał się spytać, tylko kiwną głową na znak zgody. Emily od razu pożałowała tej decyzji, lecz jeśli chce utrzymać przy sobie Ann, musi się na to zgodzić. Czasem rozmyślała, czy nie byłoby lepiej, gdyby szatynka przestała utrzymywać z nią kontakt. Ta opcja wydawała się być bezpieczniejsza, lecz w takich chwilach Em pozwalała sobie na samolubne myślenie, bo wiedziała, że nie poradzi sobie bez pomocy przyjaciółki.
- Ann! - zawołała nieco łagodniejszym głosem.
Po chwili dziewczyna pojawiła się w salonie. Po jej policzkach wciąż spływały łzy. 
- Pójdę na odwyk. - oznajmiła, a na twarzy szatynki ukazał się lekki uśmiech.

1 komentarz:

  1. Wowowo!! Co się dzieje. Emily idzie na odwyk? Co, jak co, ale tego bym się nie spodziewała. Ann przez Emily była w szpitalu? To co ona jej zrobiła?! I ten cały Pedro znów się przypałętał...

    OdpowiedzUsuń