Angela stała na chodniku przed
komisariatem i wpatrywała się w główne drzwi. Mróz, który panował na dworze,
drażnił jej zaczerwienione policzki. Śnieg powoli topniał z racji, iż kończył
się luty, lecz zachmurzone niebo przyćmiewało blask słoneczny. Choć dzisiejszego
dnia zaczął się weekend i ulice nie były tak zatłoczone, jak zazwyczaj, Ann nie
spała od rana. W piątek policjanci nie wpuścili jej do budynku, by mogła
porozmawiać z przyjaciółką. Dziewczyna nie wiedziała, co ma myśleć. Emily
obiecała jej, że skończyła z narkotykami. A co najważniejsze, że ich nie
sprzedaje. Kłamała? Szatynka musiała jak najszybciej uzyskać odpowiedź na
pytanie, które zabijało ją od środka. Wzięła głęboki wdech i wypuściła
powietrze przez usta. Przymknęła na moment powieki, lecz po chwili ruszyła
przed siebie. Kiedy weszła do środka, uderzyła ją fala ciepłego powietrza.
Przeszła przez korytarz, gdy nagle usłyszała, że ktoś ją woła.
- Angela! - niewysoki policjant, który siedział za biurkiem i czytał najprawdopodobniej czyjeś akta, uśmiechnął się do niej. - Miło znów cię widzieć.
Dziewczyna podeszła w jego stronę. Szatynka pojawiała się na komisariacie tak często, że wszyscy pracownicy już dawno zapamiętali jej imię.
- Witaj Charles. - odpowiedziała grzecznie. - Ciebie również miło widzieć, choć okoliczności nie są sprzyjające.
- Chyba nie muszę pytać, po co przyszłaś. - stwierdził.
Pokręciła przecząco głową.
- Mogę z nią porozmawiać? - w jej głosie można było wyczuć napięcie.
- Sprawdzę. - powiedział i wstał z krzesła.
W mgnieniu oka zniknął w głębi korytarza. Wrócił po mniej więcej dwóch minutach.
- Możesz. Zaprowadzę cię.
Angela ruszyła za mężczyzną.
Chwilę później stała przed drzwiami prowadzącymi do pokoju przesłuchań. Otworzyła je i weszła do pomieszczenia. Na środku znajdował się niewielki stół i dwa krzesła. Jedno z nich było zajęte przez Emily. Blondynka miała wory pod oczami i niewielkiego siniaka na policzku.
- Co ci się stało? - spytała szatynka, siadając.
- Pokłóciłam się z policjantem. - odpowiedziała głosem tak zimnym, że Ann poczuła, jak przechodzą ją ciarki na plecach.
- Mało ci problemów. - pokręciła głową.
Przez pewien czas w pokoju panowała głucha cisza. Żadna z nich nie chciała zacząć rozmowy. Siedziały i wpatrywały się w siebie. Angela powoli zaczynała się irytować.
- Wyjaśnisz mi to wszystko? - zaczęła.
- Co mam ci wyjaśnić? - blondynka odpowiedziała pytaniem na pytanie.
Ann westchnęła głośno.
- Znów bierzesz. - powiedziała twardo. - Okłamałaś mnie. Mówiłaś, że z tym skończyłaś. Mówiłaś, że nie dilujesz...
- Nie robię tego. - przerwała jej Em.
- Przestań kłamać Emily! - krzyknęła, a do oczu zaczęły napływać jej łzy. - Oszukałaś mnie. Zaufałam ci, a ty to wykorzystałaś. Zawiodłam się na tobie.
- Nie mów tak. - szarooka zacisnęła dłonie w pięści, lecz jej głos pozostawał niewzruszony.
Włoszka przeczesała ręką brązowe włosy i wzięła kilka głębszych wdechów.
- Jak? Nie mów, że nie chciałaś tego robić. Nie okłamuj mnie. - rzekła poważnym tonem. - Wyznaj prawdę.
- Nie sprzedaje. - odparła ze stoickim spokojem.
- Emily, do cholery! Przes...
- Biorę! Dobra? Biorę... - wrzasnęła, a jej wzrok utkwiony był w ścianie. - Biorę, ale nie sprzedaje.
- Od kiedy? - spytała, a jej oczy znów się zeszkliły.
- Jakoś trzy dni przed świętami. - odpowiedziała zgodnie z prawdą.
Angela nie mogła uwierzyć w słowa przyjaciółki. Em od dwóch miesięcy znów zażywa narkotyki, a ona tego nie zauważyła. Przez moment siedziały w głuchej i niekomfortowej ciszy.
- Trzy dni przed świętami wszyscy do nas przylecieli. - przypomniała sobie. - Olympia... to od niej masz?
Blondynka skinęła głową na znak potwierdzenia.
- Dlaczego? - szatynka złapała ją za rękę i ścisnęła mocno. - Dlaczego?!
- Od kiedy biorę, lepiej radzę sobie ze snami. - wyjaśniła.
- Extraño! To przez te twoje ćpanie, masz te koszmary i luki w pamięci! Narkotyki wyżerają mózg, ile razy mam ci to powtarzać?! - Ann puściła dłoń przyjaciółki i zaczęła krzyczeć jak opętana.
- Nie wiesz, jak to jest! - uniosła się Em. - Kłaść się do łóżka ze strachem, że obudzisz się w innym miejscu. Nie w domu, ale gdzieś na dworze?! - uderzyła pięścią w stół.
- Musisz iść na terapię Emily. - powiedziała. - Ja nie potrafię ci pomóc, może psycholog to zrobi.
- Przestań tak mówić! - na twarzy Latynoski, pierwszy raz od początku spotkania, ukazały się jakieś emocje. - Podobno jesteś moją przyjaciółką, a nie wierzysz w to, co mówię. Zrozum, że niczego nie sprzedaje.
- Jak mam wierzyć, skoro ciągle mnie okłamujesz? - spytała.
- Kiedyś było łatwiej. - szarooka nagle zmieniła temat. - Nie było żadnych problemów, żadnych koszmarów, żadnych luk w pamięci.
- Do czego zmierzasz? - Angela przymrużyła oczy.
- Wiesz, kiedy to się zaczęło? - parsknęła. - Po twoich urodzinach. Zgadnij, kto wtedy pojawił się w naszym gronie.
- Przesadzasz mała. - oburzyła się. - Teraz nagle wplątujesz w to Matt’a? Nie masz za grosz przyzwoitości.
- Ale pomyśl tylko, moje koszm...
- Dość Emily. - przerwała jej i uniosła dłoń. - Nie chcę tego słuchać. Wychodzę.
Włoszka wstała z krzesła i odwróciła się.
- Zrobisz coś dla mnie? - spytała Em z wyczuwalną niepewnością w głosie.
Szatynka zatrzymała się przed drzwiami.
- Za mało ci jeszcze pomogłam? - Ann odpowiedziała pytaniem na pytanie.
Blondynka spuściła głowę i milczała przez chwilę.
- Po prostu zabierz mój telefon i portfel. Tobie na pewno oddadzą, bo nie wywołasz żadnych podejrzeń. - prosiła.
- Dlaczego mam to zrobić?
- W portfelu mam fałszywe dowody. Jeśli przyjdzie im do głowy sprawdzenie go, znajdą je, a wtedy spadnie na mnie więcej zarzutów. - wyjaśniła. - Proszę.
Angela przez moment biła się z myślami. Miała dość ciągłych gierek Emily, lecz z drugiej strony mogłoby to pogorszyć jej sytuację.
- Dobrze. - odpowiedziała. - Ale jeśli udowodnią ci winę, nie proś mnie więcej o pomoc.
Gdy to powiedziała, od razu pożałowała swoich słów. Momentalnie zakuło ją w sercu. Nie była w stanie odwrócić się, by spojrzeć przyjaciółce w oczy. Wzięła głęboki wdech i wyszła z pomieszczenia.
Ann stała przed biurkiem i wpatrywała się z wyczekiwaniem na policjanta. Mężczyzna otwierał po kolei każdą półkę, aż znalazł rzeczy osobiste Latynoski. Podał je szatynce i obdarował ją uśmiechem.
- Dziękuję Charles. - powiedziała pewnie i schowała komórkę przyjaciółki do torebki.
- Nie ma sprawy, tylko nie chwal się szefowi. - mrugnął. - Choć z drugiej strony, on też pewnie by ci to oddał. Wszyscy dobrze wiemy, że Extraño płaci twoimi pieniędzmi. - zaśmiał się pod nosem. - Ale czego szef nie wie, to go nie zaboli.
- Jeszcze raz dziękuję. - zapięła kurtkę pod szyję i czym prędzej wyszła z budynku.
Na zewnątrz wciąż panował mróz i zaczął prószyć śnieg. Gdy Angela chciała schować portfel należący do Em, usłyszała, jak coś upada na chodnik. Spojrzała w dół i ujrzała mały kluczyk. Schyliła się i podniosła go. Przyjrzała się uważnie, ale nie rozpoznała przedmiotu. Wyciągnęła z kieszeni komórkę i wybrała numer.
- Cześć skarbie. - usłyszała jego kojący głos. - Byłaś już na komisariacie?
- Tak, właśnie wyszłam. - opowiedziała szybko. - Mógłbyś po mnie przyjechać?
- Oczywiście. - rzekł. - Pojedziemy na obiad? - zaproponował.
Ann zastanowiła się przez chwilę.
- Musisz mnie zawieźć do domu Emily.
Przez chwilę w słuchawce panowała głucha cisza.
- Po co? - spytał z lekko wyczuwalnym oburzaniem w głosie. - Mało masz przez nią kłopotów?
- Zawieziesz mnie, czy mam jechać metrem? - zdenerwowała się.
- Będę za dziesięć minut. - westchnął.
Dziewczyna rozłączyła się i usiadła na ławce koło komisariatu. Musiała pojechać do mieszkania przyjaciółki. Chciała sprawdzić, od czego jest klucz, który przed chwilą znalazła. A także chciała znaleźć dowód, mogący zaprzeczyć lub potwierdzić winę Em. Oparła się plecami i zaczęła czekać na swojego chłopaka.
Angela siedziała na przednim siedzeniu białego Dodge’a Charger’a. Nie odezwała się do Matt’a przez całą drogę. Rozumiała, że chłopak był zły, za to, że tak bardzo stara się pomóc Emily, ale nie mogła nic na to poradzić. Instynkt podpowiadał jej co innego. Nagle auto się zatrzymało, a blondyn wyszedł na zewnątrz. Dziewczyna poszła w jego ślady.
- Nie sądziłam, że zostaniesz. - przyznała.
Niebieskooki popatrzył na nią z troską. Podszedł i złożył delikatny pocałunek na jej ustach.
- Chyba nie sądziłaś, że samej uda ci się przeszukać wszystko do jutra? - zaśmiał się.
Uderzyła go lekko w ramię i odwróciła się, by otworzyć drzwi wejściowe.
- Z zewnątrz ten dom wydaje się jakiś większy. - powiedział.
- Zawsze to powtarzasz. - uśmiechnęła się, gdy wchodzili do środka.
- Ale spójrz tylko. Górne piętro wydaje się o wiele większe. - upierał się.
- Oczywiście, że tak.
Odwiesili kurtki na wieszaki i przeszli do salonu.
- Czego właściwie szukamy? - spytał.
Ann rozejrzała się niepewnie.
- Dowodów. - odparła.
Sprawdzenie salonu, kuchni, tarasu, oraz łazienki na dolnym piętrze zajęło im kilka godzin. Przeszukali każdy kąt, zajrzeli do wszystkich miejsc widocznych i niewidocznych na pierwszy rzut oka. Jedyne co znaleźli, to liczne zapasy alkoholu.
- Gdzie teraz? - spytał Matt, popijając wodę z butelki.
- Zostało jeszcze górne piętro i piwnica, ale do niej nie musimy iść. - odpowiedziała.
- Dlaczego? - zdziwił się.
- W środku są pająki, więc nie ma opcji, by Em tam zeszła. - wyjaśniła szybko. - Właśnie, na wiosnę będziesz musiał pomóc mi tam sprzątnąć. Sama boję się tam wchodzić.
Chłopak w ramach odpowiedzi pocałował ją w policzek. Ruszyli na górne piętro, sprawdzając przy okazji każdy schodek. Oboje postanowili, że najpierw zajrzą do łazienki na korytarzu. Oczywiście nie znaleźli w niej nic podejrzanego, prócz butelek.
- Ona naprawdę ma problemy. - stwierdził blondyn.
- Mi to mówisz? - parsknęła.
- To już trzynasta butelka, a nie przeszukaliśmy jeszcze całego mieszkania. Musisz w końcu coś z tym zrobić.
Szatynka oparła się o wannę. Wiedziała, że jej chłopak ma rację, ale znała Emily. Wiedziała, że nie będzie to proste.
- Co proponujesz? - spytała.
- To, co na samym początku. - domknął drzwiczki od pralki. - Odwyk.
- Powiedz mi, jakim cudem chcesz ją tam zaciągnąć.
Blondyn oparł się o ścianę i spojrzał na nią.
- Albo siłą, albo musisz jej czymś zagrozić, by się zgodziła. Dobrze wiemy, że nie zrobi tego z własnej woli. Nie to, że jestem jakoś szczególnie zadowolony, by jej pomagać. - mruknął pod nosem. - Ale to twoja przyjaciółka i widzę, jak cierpisz, kiedy ona marnuje sobie życie.
- Rozmowę uznam za skończoną. - podniosła się i wyszła z łazienki.
Matthew nie chciał drążyć tematu, ponieważ nie chciał denerwować dziewczyny.
- Gdzie teraz? - zamknął za sobą drzwi od pomieszczenia, z którego właśnie wyszli.
- Ja sprawdzę mój pokój, a ty... - spojrzała na blondyna. - Przejrzyj wszystkie książki. - wskazała na regał, stojący w samym końcu korytarza.
Chłopak popatrzył na nią ze zdziwieniem.
- Emily ma w domu książki?
Ann westchnęła cicho.
- Nie zdziwię się, jeśli któraś z nich będzie wydrążona. - powiedziała. - Choć to głupie, pomysł na skrytkę jest niezły.
- To ona czyta? - zapytał sam siebie.
- Przecież wiesz, że ja tu urzęduję. Te książki są dla mnie. - odpowiedziała szatynka. - Choć jej też się zdarza.
- To ona umie czytać?
Angela spiorunowała go wzrokiem.
- Idź, że. - popędzała go.
Dziewczyna weszła do ‘swojego’ pokoju i zaczęła przeglądać wszystkie szuflady. Sprawdzała, czy któraś z nich nie ma podwójnego dna lub czegoś przyklejonego od spodu. Po swojej przyjaciółce mogła spodziewać się wszystkiego. Choć spędzała w tym domu bardzo dużo czasu, wciąż nie odnalazła wszystkich skrytek Em. Zerknęła do doniczki stojącej na parapecie. Zdjęła zasłony, by sprawdzić, czy nie ma niczego w materiale. Sprawdziła wszystkie szafy i półki, przejrzała ubrania. Nic nie znalazła.
- To ciekawe. - usłyszała głos Matt’a.
- Co takiego? - spytała szybko.
- Książki, które tu ma. - odparł. - Nie spodziewałem się, że takie tu znajdę.
Dziewczyna wyszła na korytarz i oparła się o futrynę.
- Czyli jakie?
- Takie... no wiesz... mądre? - podrapał się po głowie. - Literatura piękna i pełno starych książek.
- Jakieś konkrety? - zaciekawiła się, ponieważ przeczytała już chyba wszystkie książki znajdujące się w tym domu i nie przypominała sobie tych gatunków literackich.
- Wyspa doktora Moreau. - przeczytał tytuł.
Ann zaśmiała się pod nosem.
- To jedna z jej ulubionych. - stwierdziła.
Matthew uśmiechnął się i zrobił zdziwioną minę.
- No co ty? To klasyk. Przecież to jest o...
- Człowieku, który tworzy potwory. - przerwała mu. - Wciąż się dziwisz, że Em uwielbia tę książkę? - zaśmiała się i wróciła do pokoju.
Żmudne poszukiwania nie przynosiły żadnych efektów. Jedyne co znalazła, to pełno pustych, bądź pełnych jeszcze butelek z alkoholem. Siedziała na narożniku w salonie, a w rękach wciąż trzymała kluczyk, który wyleciał z portfela Emily. Nie pasował on do żadnych drzwi znajdujących się w domu. Nie był on też od garażu Matt’a, w którym znajdował się motor blondynki. Zrezygnowana udała się do kuchni, by zrobić sobie coś ciepłego do picia. Po kilku minutach siedziała przy blacie z kubkiem kawy w dłoniach. Przez jej głowę wciąż przebiegały nieprzyjemne myśli, których nie mogła od siebie odgonić. Zaczęła się zastanawiać, dlaczego nie zauważyła, że jej przyjaciółka znów ma problemy. Szarooka potrafiła się dobrze ukrywać, lecz każdy ma chwile słabości i może się potknąć. Angela nie była bez winy. Wyciągnęła z kieszeni Em torebeczkę z białym proszkiem. Zrobiła coś wbrew prawu. Od razu, kiedy funkcjonariusze zabrali blondynkę, Ann w pierwszej kolejności pobiegła do łazienki i spuściła w toalecie zawartość torebki. Pozbyła się dowodów, co równało się z popełnieniem przestępstwa.
- Skarbie! - głos Matt’a przerwał jej rozmyślania. - Chodź tu na chwilę.
Dziewczyna dopiła napój, odłożyła kubek do zlewu i wyszła z kuchni. Szybszym krokiem weszła po schodach i po chwili stała na środku korytarza.
- Ty ciągle przy tych książkach? - oburzyła się lekko. - Mówiłam, żebyś zajrzał do gościnnego.
- Musisz coś zobaczyć. - powiedział i odsunął się od komody. - Pozdejmowałem wszystkie książki i coś tu jest nie tak.
Szatynka podeszła do regałów i przyjrzała się uważnie. Przejechała dłonią po półce, a następnie dotknęła ściany, która lekko ugięła się pod jej dotykiem. Angela cofnęła rękę i spojrzała ze zdziwieniem na swojego chłopaka.
- Spójrz na rogi. - nakazał. - Tapeta jest przyklejona taśmą dwustronną do komody. Z daleka tego nie widać.
- Przestaw to. - poprosiła.
Chłopak użył całej swojej siły, by przesunąć mebel, który wysokością sięgał do sufitu. Wymienili zdezorientowane spojrzenie.
- Drzwi. - powiedziała Ann.
Blondyn podszedł do nich i chwycił za klamkę.
- Zamknięte. - rzekł, gdy spróbował je otworzyć. - Mówiłem, że jej dom wydawał się większy.
- Poczekaj. - rzuciła dziewczyna i po chwili zniknęła z jego oczu.
Zbiegła na dół i podeszła do stołu, na którym leżał kluczyk z portfela Emily. Po chwili znów znalazła się na górze.
- Sprawdź, czy pasuje. - podała go chłopakowi.
Niebieskooki chwycił klucz i włożył go w zamek. Ku ich zaskoczeniu, pasował. Matthew ostrożnie otworzył drzwi. Serce Ann zatrzymało się na moment, gdy zobaczyła, co znajduje się w tajemniczym pomieszczeniu.
- Angela! - niewysoki policjant, który siedział za biurkiem i czytał najprawdopodobniej czyjeś akta, uśmiechnął się do niej. - Miło znów cię widzieć.
Dziewczyna podeszła w jego stronę. Szatynka pojawiała się na komisariacie tak często, że wszyscy pracownicy już dawno zapamiętali jej imię.
- Witaj Charles. - odpowiedziała grzecznie. - Ciebie również miło widzieć, choć okoliczności nie są sprzyjające.
- Chyba nie muszę pytać, po co przyszłaś. - stwierdził.
Pokręciła przecząco głową.
- Mogę z nią porozmawiać? - w jej głosie można było wyczuć napięcie.
- Sprawdzę. - powiedział i wstał z krzesła.
W mgnieniu oka zniknął w głębi korytarza. Wrócił po mniej więcej dwóch minutach.
- Możesz. Zaprowadzę cię.
Angela ruszyła za mężczyzną.
Chwilę później stała przed drzwiami prowadzącymi do pokoju przesłuchań. Otworzyła je i weszła do pomieszczenia. Na środku znajdował się niewielki stół i dwa krzesła. Jedno z nich było zajęte przez Emily. Blondynka miała wory pod oczami i niewielkiego siniaka na policzku.
- Co ci się stało? - spytała szatynka, siadając.
- Pokłóciłam się z policjantem. - odpowiedziała głosem tak zimnym, że Ann poczuła, jak przechodzą ją ciarki na plecach.
- Mało ci problemów. - pokręciła głową.
Przez pewien czas w pokoju panowała głucha cisza. Żadna z nich nie chciała zacząć rozmowy. Siedziały i wpatrywały się w siebie. Angela powoli zaczynała się irytować.
- Wyjaśnisz mi to wszystko? - zaczęła.
- Co mam ci wyjaśnić? - blondynka odpowiedziała pytaniem na pytanie.
Ann westchnęła głośno.
- Znów bierzesz. - powiedziała twardo. - Okłamałaś mnie. Mówiłaś, że z tym skończyłaś. Mówiłaś, że nie dilujesz...
- Nie robię tego. - przerwała jej Em.
- Przestań kłamać Emily! - krzyknęła, a do oczu zaczęły napływać jej łzy. - Oszukałaś mnie. Zaufałam ci, a ty to wykorzystałaś. Zawiodłam się na tobie.
- Nie mów tak. - szarooka zacisnęła dłonie w pięści, lecz jej głos pozostawał niewzruszony.
Włoszka przeczesała ręką brązowe włosy i wzięła kilka głębszych wdechów.
- Jak? Nie mów, że nie chciałaś tego robić. Nie okłamuj mnie. - rzekła poważnym tonem. - Wyznaj prawdę.
- Nie sprzedaje. - odparła ze stoickim spokojem.
- Emily, do cholery! Przes...
- Biorę! Dobra? Biorę... - wrzasnęła, a jej wzrok utkwiony był w ścianie. - Biorę, ale nie sprzedaje.
- Od kiedy? - spytała, a jej oczy znów się zeszkliły.
- Jakoś trzy dni przed świętami. - odpowiedziała zgodnie z prawdą.
Angela nie mogła uwierzyć w słowa przyjaciółki. Em od dwóch miesięcy znów zażywa narkotyki, a ona tego nie zauważyła. Przez moment siedziały w głuchej i niekomfortowej ciszy.
- Trzy dni przed świętami wszyscy do nas przylecieli. - przypomniała sobie. - Olympia... to od niej masz?
Blondynka skinęła głową na znak potwierdzenia.
- Dlaczego? - szatynka złapała ją za rękę i ścisnęła mocno. - Dlaczego?!
- Od kiedy biorę, lepiej radzę sobie ze snami. - wyjaśniła.
- Extraño! To przez te twoje ćpanie, masz te koszmary i luki w pamięci! Narkotyki wyżerają mózg, ile razy mam ci to powtarzać?! - Ann puściła dłoń przyjaciółki i zaczęła krzyczeć jak opętana.
- Nie wiesz, jak to jest! - uniosła się Em. - Kłaść się do łóżka ze strachem, że obudzisz się w innym miejscu. Nie w domu, ale gdzieś na dworze?! - uderzyła pięścią w stół.
- Musisz iść na terapię Emily. - powiedziała. - Ja nie potrafię ci pomóc, może psycholog to zrobi.
- Przestań tak mówić! - na twarzy Latynoski, pierwszy raz od początku spotkania, ukazały się jakieś emocje. - Podobno jesteś moją przyjaciółką, a nie wierzysz w to, co mówię. Zrozum, że niczego nie sprzedaje.
- Jak mam wierzyć, skoro ciągle mnie okłamujesz? - spytała.
- Kiedyś było łatwiej. - szarooka nagle zmieniła temat. - Nie było żadnych problemów, żadnych koszmarów, żadnych luk w pamięci.
- Do czego zmierzasz? - Angela przymrużyła oczy.
- Wiesz, kiedy to się zaczęło? - parsknęła. - Po twoich urodzinach. Zgadnij, kto wtedy pojawił się w naszym gronie.
- Przesadzasz mała. - oburzyła się. - Teraz nagle wplątujesz w to Matt’a? Nie masz za grosz przyzwoitości.
- Ale pomyśl tylko, moje koszm...
- Dość Emily. - przerwała jej i uniosła dłoń. - Nie chcę tego słuchać. Wychodzę.
Włoszka wstała z krzesła i odwróciła się.
- Zrobisz coś dla mnie? - spytała Em z wyczuwalną niepewnością w głosie.
Szatynka zatrzymała się przed drzwiami.
- Za mało ci jeszcze pomogłam? - Ann odpowiedziała pytaniem na pytanie.
Blondynka spuściła głowę i milczała przez chwilę.
- Po prostu zabierz mój telefon i portfel. Tobie na pewno oddadzą, bo nie wywołasz żadnych podejrzeń. - prosiła.
- Dlaczego mam to zrobić?
- W portfelu mam fałszywe dowody. Jeśli przyjdzie im do głowy sprawdzenie go, znajdą je, a wtedy spadnie na mnie więcej zarzutów. - wyjaśniła. - Proszę.
Angela przez moment biła się z myślami. Miała dość ciągłych gierek Emily, lecz z drugiej strony mogłoby to pogorszyć jej sytuację.
- Dobrze. - odpowiedziała. - Ale jeśli udowodnią ci winę, nie proś mnie więcej o pomoc.
Gdy to powiedziała, od razu pożałowała swoich słów. Momentalnie zakuło ją w sercu. Nie była w stanie odwrócić się, by spojrzeć przyjaciółce w oczy. Wzięła głęboki wdech i wyszła z pomieszczenia.
Ann stała przed biurkiem i wpatrywała się z wyczekiwaniem na policjanta. Mężczyzna otwierał po kolei każdą półkę, aż znalazł rzeczy osobiste Latynoski. Podał je szatynce i obdarował ją uśmiechem.
- Dziękuję Charles. - powiedziała pewnie i schowała komórkę przyjaciółki do torebki.
- Nie ma sprawy, tylko nie chwal się szefowi. - mrugnął. - Choć z drugiej strony, on też pewnie by ci to oddał. Wszyscy dobrze wiemy, że Extraño płaci twoimi pieniędzmi. - zaśmiał się pod nosem. - Ale czego szef nie wie, to go nie zaboli.
- Jeszcze raz dziękuję. - zapięła kurtkę pod szyję i czym prędzej wyszła z budynku.
Na zewnątrz wciąż panował mróz i zaczął prószyć śnieg. Gdy Angela chciała schować portfel należący do Em, usłyszała, jak coś upada na chodnik. Spojrzała w dół i ujrzała mały kluczyk. Schyliła się i podniosła go. Przyjrzała się uważnie, ale nie rozpoznała przedmiotu. Wyciągnęła z kieszeni komórkę i wybrała numer.
- Cześć skarbie. - usłyszała jego kojący głos. - Byłaś już na komisariacie?
- Tak, właśnie wyszłam. - opowiedziała szybko. - Mógłbyś po mnie przyjechać?
- Oczywiście. - rzekł. - Pojedziemy na obiad? - zaproponował.
Ann zastanowiła się przez chwilę.
- Musisz mnie zawieźć do domu Emily.
Przez chwilę w słuchawce panowała głucha cisza.
- Po co? - spytał z lekko wyczuwalnym oburzaniem w głosie. - Mało masz przez nią kłopotów?
- Zawieziesz mnie, czy mam jechać metrem? - zdenerwowała się.
- Będę za dziesięć minut. - westchnął.
Dziewczyna rozłączyła się i usiadła na ławce koło komisariatu. Musiała pojechać do mieszkania przyjaciółki. Chciała sprawdzić, od czego jest klucz, który przed chwilą znalazła. A także chciała znaleźć dowód, mogący zaprzeczyć lub potwierdzić winę Em. Oparła się plecami i zaczęła czekać na swojego chłopaka.
Angela siedziała na przednim siedzeniu białego Dodge’a Charger’a. Nie odezwała się do Matt’a przez całą drogę. Rozumiała, że chłopak był zły, za to, że tak bardzo stara się pomóc Emily, ale nie mogła nic na to poradzić. Instynkt podpowiadał jej co innego. Nagle auto się zatrzymało, a blondyn wyszedł na zewnątrz. Dziewczyna poszła w jego ślady.
- Nie sądziłam, że zostaniesz. - przyznała.
Niebieskooki popatrzył na nią z troską. Podszedł i złożył delikatny pocałunek na jej ustach.
- Chyba nie sądziłaś, że samej uda ci się przeszukać wszystko do jutra? - zaśmiał się.
Uderzyła go lekko w ramię i odwróciła się, by otworzyć drzwi wejściowe.
- Z zewnątrz ten dom wydaje się jakiś większy. - powiedział.
- Zawsze to powtarzasz. - uśmiechnęła się, gdy wchodzili do środka.
- Ale spójrz tylko. Górne piętro wydaje się o wiele większe. - upierał się.
- Oczywiście, że tak.
Odwiesili kurtki na wieszaki i przeszli do salonu.
- Czego właściwie szukamy? - spytał.
Ann rozejrzała się niepewnie.
- Dowodów. - odparła.
Sprawdzenie salonu, kuchni, tarasu, oraz łazienki na dolnym piętrze zajęło im kilka godzin. Przeszukali każdy kąt, zajrzeli do wszystkich miejsc widocznych i niewidocznych na pierwszy rzut oka. Jedyne co znaleźli, to liczne zapasy alkoholu.
- Gdzie teraz? - spytał Matt, popijając wodę z butelki.
- Zostało jeszcze górne piętro i piwnica, ale do niej nie musimy iść. - odpowiedziała.
- Dlaczego? - zdziwił się.
- W środku są pająki, więc nie ma opcji, by Em tam zeszła. - wyjaśniła szybko. - Właśnie, na wiosnę będziesz musiał pomóc mi tam sprzątnąć. Sama boję się tam wchodzić.
Chłopak w ramach odpowiedzi pocałował ją w policzek. Ruszyli na górne piętro, sprawdzając przy okazji każdy schodek. Oboje postanowili, że najpierw zajrzą do łazienki na korytarzu. Oczywiście nie znaleźli w niej nic podejrzanego, prócz butelek.
- Ona naprawdę ma problemy. - stwierdził blondyn.
- Mi to mówisz? - parsknęła.
- To już trzynasta butelka, a nie przeszukaliśmy jeszcze całego mieszkania. Musisz w końcu coś z tym zrobić.
Szatynka oparła się o wannę. Wiedziała, że jej chłopak ma rację, ale znała Emily. Wiedziała, że nie będzie to proste.
- Co proponujesz? - spytała.
- To, co na samym początku. - domknął drzwiczki od pralki. - Odwyk.
- Powiedz mi, jakim cudem chcesz ją tam zaciągnąć.
Blondyn oparł się o ścianę i spojrzał na nią.
- Albo siłą, albo musisz jej czymś zagrozić, by się zgodziła. Dobrze wiemy, że nie zrobi tego z własnej woli. Nie to, że jestem jakoś szczególnie zadowolony, by jej pomagać. - mruknął pod nosem. - Ale to twoja przyjaciółka i widzę, jak cierpisz, kiedy ona marnuje sobie życie.
- Rozmowę uznam za skończoną. - podniosła się i wyszła z łazienki.
Matthew nie chciał drążyć tematu, ponieważ nie chciał denerwować dziewczyny.
- Gdzie teraz? - zamknął za sobą drzwi od pomieszczenia, z którego właśnie wyszli.
- Ja sprawdzę mój pokój, a ty... - spojrzała na blondyna. - Przejrzyj wszystkie książki. - wskazała na regał, stojący w samym końcu korytarza.
Chłopak popatrzył na nią ze zdziwieniem.
- Emily ma w domu książki?
Ann westchnęła cicho.
- Nie zdziwię się, jeśli któraś z nich będzie wydrążona. - powiedziała. - Choć to głupie, pomysł na skrytkę jest niezły.
- To ona czyta? - zapytał sam siebie.
- Przecież wiesz, że ja tu urzęduję. Te książki są dla mnie. - odpowiedziała szatynka. - Choć jej też się zdarza.
- To ona umie czytać?
Angela spiorunowała go wzrokiem.
- Idź, że. - popędzała go.
Dziewczyna weszła do ‘swojego’ pokoju i zaczęła przeglądać wszystkie szuflady. Sprawdzała, czy któraś z nich nie ma podwójnego dna lub czegoś przyklejonego od spodu. Po swojej przyjaciółce mogła spodziewać się wszystkiego. Choć spędzała w tym domu bardzo dużo czasu, wciąż nie odnalazła wszystkich skrytek Em. Zerknęła do doniczki stojącej na parapecie. Zdjęła zasłony, by sprawdzić, czy nie ma niczego w materiale. Sprawdziła wszystkie szafy i półki, przejrzała ubrania. Nic nie znalazła.
- To ciekawe. - usłyszała głos Matt’a.
- Co takiego? - spytała szybko.
- Książki, które tu ma. - odparł. - Nie spodziewałem się, że takie tu znajdę.
Dziewczyna wyszła na korytarz i oparła się o futrynę.
- Czyli jakie?
- Takie... no wiesz... mądre? - podrapał się po głowie. - Literatura piękna i pełno starych książek.
- Jakieś konkrety? - zaciekawiła się, ponieważ przeczytała już chyba wszystkie książki znajdujące się w tym domu i nie przypominała sobie tych gatunków literackich.
- Wyspa doktora Moreau. - przeczytał tytuł.
Ann zaśmiała się pod nosem.
- To jedna z jej ulubionych. - stwierdziła.
Matthew uśmiechnął się i zrobił zdziwioną minę.
- No co ty? To klasyk. Przecież to jest o...
- Człowieku, który tworzy potwory. - przerwała mu. - Wciąż się dziwisz, że Em uwielbia tę książkę? - zaśmiała się i wróciła do pokoju.
Żmudne poszukiwania nie przynosiły żadnych efektów. Jedyne co znalazła, to pełno pustych, bądź pełnych jeszcze butelek z alkoholem. Siedziała na narożniku w salonie, a w rękach wciąż trzymała kluczyk, który wyleciał z portfela Emily. Nie pasował on do żadnych drzwi znajdujących się w domu. Nie był on też od garażu Matt’a, w którym znajdował się motor blondynki. Zrezygnowana udała się do kuchni, by zrobić sobie coś ciepłego do picia. Po kilku minutach siedziała przy blacie z kubkiem kawy w dłoniach. Przez jej głowę wciąż przebiegały nieprzyjemne myśli, których nie mogła od siebie odgonić. Zaczęła się zastanawiać, dlaczego nie zauważyła, że jej przyjaciółka znów ma problemy. Szarooka potrafiła się dobrze ukrywać, lecz każdy ma chwile słabości i może się potknąć. Angela nie była bez winy. Wyciągnęła z kieszeni Em torebeczkę z białym proszkiem. Zrobiła coś wbrew prawu. Od razu, kiedy funkcjonariusze zabrali blondynkę, Ann w pierwszej kolejności pobiegła do łazienki i spuściła w toalecie zawartość torebki. Pozbyła się dowodów, co równało się z popełnieniem przestępstwa.
- Skarbie! - głos Matt’a przerwał jej rozmyślania. - Chodź tu na chwilę.
Dziewczyna dopiła napój, odłożyła kubek do zlewu i wyszła z kuchni. Szybszym krokiem weszła po schodach i po chwili stała na środku korytarza.
- Ty ciągle przy tych książkach? - oburzyła się lekko. - Mówiłam, żebyś zajrzał do gościnnego.
- Musisz coś zobaczyć. - powiedział i odsunął się od komody. - Pozdejmowałem wszystkie książki i coś tu jest nie tak.
Szatynka podeszła do regałów i przyjrzała się uważnie. Przejechała dłonią po półce, a następnie dotknęła ściany, która lekko ugięła się pod jej dotykiem. Angela cofnęła rękę i spojrzała ze zdziwieniem na swojego chłopaka.
- Spójrz na rogi. - nakazał. - Tapeta jest przyklejona taśmą dwustronną do komody. Z daleka tego nie widać.
- Przestaw to. - poprosiła.
Chłopak użył całej swojej siły, by przesunąć mebel, który wysokością sięgał do sufitu. Wymienili zdezorientowane spojrzenie.
- Drzwi. - powiedziała Ann.
Blondyn podszedł do nich i chwycił za klamkę.
- Zamknięte. - rzekł, gdy spróbował je otworzyć. - Mówiłem, że jej dom wydawał się większy.
- Poczekaj. - rzuciła dziewczyna i po chwili zniknęła z jego oczu.
Zbiegła na dół i podeszła do stołu, na którym leżał kluczyk z portfela Emily. Po chwili znów znalazła się na górze.
- Sprawdź, czy pasuje. - podała go chłopakowi.
Niebieskooki chwycił klucz i włożył go w zamek. Ku ich zaskoczeniu, pasował. Matthew ostrożnie otworzył drzwi. Serce Ann zatrzymało się na moment, gdy zobaczyła, co znajduje się w tajemniczym pomieszczeniu.
ok
OdpowiedzUsuń