sobota, 7 maja 2016

Rozdział XIV

            Emily otworzyła oczy. Znajdowała w pokoju, w którym tapety odchodziły od ścian, a okna były zabite deskami. W powietrzu unosił się zapach wilgoci i rozkładu, który na chwilę przyćmił jej zmysły. Dopiero po chwili zorientowała się, że leży na starym łóżku. Ubrana była w brudną od krwi, koszulę szpitalną. Ręce i nogi miała przypięte pasami.
- Co jest? - jęknęła, zachrypniętym głosem.
Zaczęła się szarpać, lecz nie przynosiło to żadnych skutków. Nagle metalowe drzwi otworzyły się z hukiem, a z okien odleciały deski. Blondynka zaczęła wpatrywać się w korytarz. Ujrzała małe cienie, które coraz szybciej zbliżały się do pokoju. Emily zrobiła wielkie oczy i wzięła głęboki oddech. Drzwiami i oknami zaczęły wchodzić setki dużych, włochatych pająków.
- Nie, nie, nie! - zaczęła krzyczeć.
Coraz mocniej zaczęła szarpać rękami, lecz pasy były mocno zaciśnięte. Na jej nadgarstkach pojawiła się krew. Pająki zbliżały się do łóżka. Strach i panika zawładnęły ciałem dziewczyny. Serce biło tak mocno, jakby miało wyskoczyć jej z piersi. Chciała krzyczeć i wołać o pomoc, lecz tarantule były już na pościeli. Zaczęły wchodzić na jej nogi. Szarooka próbowała je zrzucić, lecz mając przypięte ciało do łóżka, nie było to łatwe. W pomieszczeniu było tyle pająków, że jasne od tynku ściany, były całe czarne. Małe stworzenia oblazły ciało dziewczyny. Blondynka znów chciała wrzasnąć, lecz wtedy jedna z tarantul weszła jej do ust.
            Emily podniosła się gwałtownie. Zaczęła szybko otrzepywać ręce i nogi. Dopiero po chwili zorientowała się, że nie ma na sobie żadnych pajęczaków. Wzięła głęboki oddech i przeczesała ręką włosy. Sięgnęła po komórkę i sprawdziła godzinę. Doprawdy spała zaledwie kilkanaście minut, ale miała wrażenie, że jej sen ciągnął się przez kilka godzin. Utkwiła wzrok w ptakach, które widziała zza wielkiej szyby w apartamencie Matt’a.
- Emily. - powiedziała Ann, wchodząc do salonu. - Wstawaj, przecież musimy wszystko przygotować.
Jasnowłosa wzięła do ręki okulary i założyła je. Wytarła rękawem jeansowej koszuli, wilgotny policzek.
- Znów się obśliniłaś? - zaśmiała się szatynka. - I do tego cały narożnik.
- Śniły mi się pająki, ciesz się, że to tylko ślina. - odparła oschle.
Dziewczyna o brązowych oczach usiadła obok i objęła ją.
- Znów śnił ci się koszmar? - spytała z troską.
- Nie, coś ty. - parsknęła Em. - Zazwyczaj pająki pojawiają się w snach erotycznych.
- Co kto lubi. - Ann dała jej buziaka w policzek. - Ale i tak radziłabym ci wstać, bo zaraz przyjdzie…
Po apartamencie rozległ się dzwonek z windy.
- Bogini nadchodzi! - pisnęła Nina, wchodząc do salonu.
Za nią pojawiła się Olympia, Alex, Nate i Drake.
- Zaczyna się... - jęknęła cicho Emily i wstała, by powitać przyjaciółki.
Pani Perfekcyjna przytuliła dziewczynę.
- Dlaczego, wszystko nie jest jeszcze przygotowane? - spytała piskliwie. - No, ale nieważne. Najpierw muszę przejrzeć cały apartament. Gdzie nasz pan właściciel? - potarła dłonie.
Drzwi od kuchni otworzyły się, a w nich ukazał się niebieskooki blondyn.
- Tutaj jestem! - krzyknął Matt. - Cieszę się, że wszyscy już przyszliście. Carlos jest w trakcie gotowania potraw, a ja chciałbym was oprowadzić po moim mieszkaniu.
Emily ruszyła za przyjaciółmi, lecz Ann złapała ją za rękę.
- Ty zostajesz i szykujesz stół. - nakazała szatynka.
- I miałabym ominąć kpiny Barbie? - prychnęła szarooka. - Nie ma mowy.
Dziewczyna wyminęła przyjaciółkę i ruszyła w stronę schodów.
            Oglądanie mieszkania, pod czujnym okiem Niny, nie obeszło się bez negatywnych komentarzy. Matthew podszedł do ostatnich drzwi i otworzył je.
- A to jest mój pokój. - powiedział skromnie.
Blondynka rozejrzała się po pomieszczeniu, wzdychając głośno.
- Matt twój design jest mocno nie trendy. - spojrzała na niego. - A ten strój... - przewróciła oczami. - Kompletnie passe.
Nina przystanęła przed garderobą, po czym otworzyła drzwi. Przejrzała każde ubranie, po czym spojrzała na blondyna.
- Masz może jeszcze jedną szafę? - spytała z nadzieją w głosie. - Z ubraniami, które są trochę bardziej, no wiesz... fashion.
Drake i Alex zaśmiali się głośno. Właściciel apartamentu ze zmieszaną miną wszedł do pokoju.
- Ale to ciuchy są z najnowszej kolekcji Armatniego. - szepnął ze smutkiem sam do siebie.
- Chyba z lumpeksu zza rogu. - prychnęła Barbie z pogardą. - Mam modowy instynkt, mnie nie oszukasz.
Nie chcąc się kłócić z osobą o tak niskim IQ i wysokim ego, nie skomentował tego i poszedł dalej.
- A mówiłam, że nie będziesz chciał Niny u siebie na święta? - zapytała półgłosem Emily, wychodząc z łazienki. - Ale nie!
Szarooka była ubrana w strój, w którym musiała chodzić przez godzinę, ponieważ był to układ z Matt’em.
            Jasnowłosa siedziała na blacie w kuchni i wyjadała krem z miski.
- Wiesz, że coś musi zostać na ciasto? - spytał Carl z uśmiechem na twarzy.
- To daj mi coś innego. - powiedziała z przekąsem.
Szatyn podszedł do lodówki i wyciągnął z niej talerz, a następnie podał go Em.
- Paella. - pisnęła zadowolona. - Moja mama często to dla mnie robiła, jak byłam mała.
- Rzadko mówisz o swoich rodzicach. - zauważył. - Nie chcieli, byś przyjechała na święta?
Dziewczyna zaczęła jeść hiszpańską potrawę.
- Tak, jak mówiłam. - powiedziała z naciskiem. - Kiedy byłam mała.
Chłopak nie chciał już wchodzić w szczegóły, więc zabrał się za gotowanie. Emily usłyszała krzyki, więc spojrzała za drzwi i zaczęła przysłuchiwać się rozmowie swoich przyjaciół. Barbie zatrzymała się w salonie i patrzyła, to na komody oraz stół, to na choinkę.
- Matt! - krzyknęła oburzona, po czym tupnęła nogą. - Nie masz za grosz wyczucia stylu. Kto daje żółte serwetki do fioletowych bombek?! Rozumiem, że w tym pomieszczeniu jestem jedyną osobą z wyczuciem, ale bez przesady!
- Dajcie białe serwetki i czerwone bombki, bo inaczej Mikołaj nie przyjdzie! - wtrąciła Em, ubrana w świąteczny sweterek, zielone legginsy, czerwone spodenki z szelkami, szpiczaste buty oraz uszy. Latynoska położyła na małym stoliku kubek mleka i talerz pełen ciastek.
- Emi! Co Ty masz na sobie!? - Nina wydarła się, jakby ktoś obdzierał ją ze skóry. - Ach... słabo mi. - osunęła się na narożnik, udając, że mdleje.
- Nina! - jasnowłosa podeszła do leżącej dziewczyny i krzyknęła jej do ucha. - To jeszcze nie wszystko. - szarooka odnalazła guzik na brzuchu, wcisnęła go, a wtedy po całym apartamencie rozniosła się głośna świąteczna melodia.
- Słuchaj kochanie. - Barbie podniosła się i złapała ją za rękę. - Wiem, że tego nie lubisz, ale my naprawdę musimy iść na zakupy. Wezmę wszystkie moje karty kredytowe! - pisnęła zadowolona. - Uznaj to za mój świąteczny dobry uczynek.
- Bez dobrych uczynków na koncie, Mikołaj do ciebie nie przyjdzie. - zauważyła Em.
- No właśnie, a jak usłyszy o tym, że pomogę ogarnąć ci… - spojrzała z obrzydzeniem na jej strój. - Garderobę, to na pewno dziś przyjdzie.
- To po świętach idziemy. - odparła szarooka, a Barbie pocałowała ją w policzek.
Latynoska uśmiechnęła się nieśmiało i odsunęła szybko.
- Emily! - krzyknął Nathaniel. - Wiesz, że Nina cię omamiła, prawda?
Dziewczyna spojrzała na niego ze złością.
- Jak będziesz się tak zachowywał, to do ciebie Mikołaj też nie przyjdzie. - warknęła.
- Przecież w Hiszpanii nie przychodzi Mikołaj. Prezenty dostaje się szóstego stycznia. - zauważył Nate.
- Ale teraz nie jesteśmy w Hiszpanii. - szarooka puściła mu oczko.
- A tak poza tym. - wtrąciła nagle Olympia. - We Francji nie obchodzi się Wigilii.
- Ale teraz nie jesteśmy we Francji. - zachichotała Nina.
Nathaniel uniósł ręce w ramach kapitulacji.
            Gdy wszystko było uszykowane, przyjaciele usiedli przy stole. Matt zapalił w kominku, a Carlos nosił potrawy. Kiedy wszystkie znalazły się na stole, wysoki szatyn zdjął fartuch i usiadł obok nich.
- Mamy tu owoce morza takie jak kalmary, ośmiornica, ostrygi i małże. Siedem rodzajów ryb. Karczochy, zupa migdałowa, indyk i pieczone jagnię. Lasagne z anchois i parmezanem. A także marcepan, rabanadas, arroz doce, bolo rei i turrony. - powiedział Carl, wskazując kolejno na potrawy. - Chciałem, by każde z was, miało dania ze swojego kraju.
- Jesteś mistrzem. - Alex poklepał go po ramieniu. - Zrobiłeś moje ulubione desery.
- Starałem się. - Carlos zrobił się czerwony na twarzy.
Przyjaciele usiedli do stołu i zabrali się do kolacji.
            Po pewnym czasie Nina wstała i złapała za kieliszek. Wstała od stołu i stuknęła w niego łyżeczką.
- Chciałabym coś ogłosić. - powiedziała poważnym tonem.
- O nie. - jęknęła Olympia.
- Mianowicie… ja i Oly od niedawna jesteśmy przyrodnimi siostrami! - pisnęła.
Emily zakrztusiła się sokiem.
- Jak to? - spytał Matt.
- Moja mama i jej tata, mieli jakieś wspólne interesy. - Barbie opowiadała z zafascynowaniem. - No i wyszło na to, że teraz jesteśmy siostrami.
- To dlatego, jak do ciebie dzwoniłam, Olympia była we Francji. - zauważyła Em.
- Ja naprawdę nie chciałam tam być. - jęknęła Włoszka.
- Oj, siostruś nie przesadzaj. - powiedziała żartobliwie blondynka.
Wszyscy zaczęli się śmiać, a Oly zajęła się jedzeniem deseru.
            Po godzinie Ann i Em pozbyły się strojów elfa i ubrały normalne ciuchy. Wszyscy leżeli na narożniku. Emily jako jedyna siedziała po turecku na ziemi, opierała się plecami o stolik do kawy i wpatrywała się w ogień, który rozprzestrzeniał się w kominku. Nagle ktoś usiadł koło niej.
- Super, że Carl zrobił hiszpańskie potrawy. - powiedział Drake. - Miło było poczuć się jak w domu.
Blondynka nie do końca się z nim zgadzała. Choć urodziła się w Barcelonie, to Nowy York uważała za swój dom. Spojrzała na chłopaka. Brązowe włosy opadały mu na czoło, a w jego piwnych oczach odbijały się płomyki. Okręcił głowę i uśmiechnął się do niej.
- Też uważam, że to było miłe. - odparła.
Szatyn przybliżył się do niej i objął ja ramieniem.
- Gdy otrzymałem zaproszenie, trochę się zdziwiłem, że zgodziłaś się na święta z Matt'em. - szepnął.
Dziewczyna zastanowiła się przez chwilę.
- Uznajmy, że to było pod przymusem. - spojrzała na Ann, która rozmawiała wraz ze swoim chłopakiem.
- Wciąż nie wiem, czemu go nie lubisz. To równy gość.
- Niczym mnie jeszcze nie przekonał. - powiedziała oschle.
Siedzieli przez chwilę w milczeniu.
- Emi! - krzyknęła Nina.
Latynoska obrzuciła ją złowrogim spojrzeniem.
- Przestań mnie tak nazywać! - odkrzyknęła Em.
- Idź do kuchni, patrzeć czy Mikołaj nie leci. - rzucił Alex.
- Przecież w salonie są okna na całą ścianę. Tu lepiej widać. - zauważyła szarooka.
- Ale tu jest komin, a Mikołaj nie przychodzi, jak ktoś jest w pokoju. - zaśmiała się Olympia.
Blondynka wstała gwałtownie, złapała Drake’a za rękę i pobiegła w do kuchni. Podeszli do okna i stanęli przy nim.
- Wiem, że to głupie… - zaczęła rozmowę. - To, że wierzę w Mikołaja.
- Wcale nie. - uśmiechnął się.
- Wcale tak. - droczyła się z nim. - I wiem, że się z tego śmiejecie. - oparła się o ścianę i utkwiła wzrok w Central Parku. - Ale to chyba dlatego, że… z rodzicami praktycznie nie obchodziliśmy świąt. Co roku mówili, że muszą zostać w pracy dłużej. Kiedyś im wierzyłam, dopóki nie dowiedziałam się, że chodzili sobie do restauracji na kolację. - mówiła cichym, choć twardym, pozbawionym uczuć głosem. - W Nowym York’u, od kiedy ja i Ann zamieszkałyśmy razem… ona spędziła ze mną wszystkie święta. Nawet zanim zaczęłyśmy się przyjaźnić. - podwinęła rękawy w koszuli.
- Rozumiem. - spojrzał na nią z troską. - Chcesz, by święta były idealne, a w idealnych świętach jest Mikołaj.
- Dokładnie. - odparła.
Nie lubiła rozmawiać o uczuciach i o tym, ile zawdzięcza przyjaciółce. Tematu o rodzicach unikała jak ognia. W tym momencie tylko przy Drake'u czuła się dość swobodnie, by o tym mówić. Spojrzała na niego i parsknęła śmiechem.
- Schyl się, poprawię ci kołnierz. - nakazała.
Chłopak, ponieważ był o głowę wyższy, ugiął kolana. Blondynka wyciągnęła ręce i poprawiła mu materiał koszuli.
- Dzięki. - powiedział, a następnie uśmiechnął się chytrze. - Spójrz w górę.
Emily wykonała jego polecenie i uniosła wzrok. Ujrzała gałązkę jemioły. Szatyn przybliżył się do niej i objął ją w talii. Nachylił się i złożył szybki pocałunek na jej ustach. Dziewczyna poczuła w brzuchu tysiące motyli, a nogi ugięły jej się w kolanach. Gdy odsunęli się od siebie czuła, że jest cała czerwona na twarzy. Otworzyła usta, by coś odpowiedzieć, lecz wtedy usłyszała głosy z salonu.
- Emily! Chodź coś zobaczyć. - zawołał Carlos.
Szarooka stanęła na palcach i dała Drake’owi buziaka w policzek, po czym wybiegła z kuchni. Jej oczom ukazał się stos kolorowych kartonów, leżących pod choinką.
            Przyjaciele przez kilkanaście minut rozdzielali prezenty, a następnie zabrali się za odpakowywanie ich.
- Piłka do kosza. - ucieszył się Alex. - A moja ostatnio się przebiła.
- Zestaw małego chemika dla zaawansowanych. - rzekł Nathaniel, gdy otworzył swój prezent. - Któż by się tego spodziewał.
Barbie wzięła niewielkie różowe pudełko i otworzyła je.
- Szpachelka? - zdziwiła się. - Olympia pewnie mówiła wam, że będę mieć u siebie remont. Jakie to miłe z waszej strony. - uśmiechnęła się.
- Raczej do tego tynku na ryju. - zaśmiała się Emily.
Ann uderzyła ją lekko w ramię. Em wzięła prezent zapakowany w szary papier i zaniosła go Carl’owi. Chłopak otworzył pudło, a na jego twarzy zagościł ciepły uśmiech.
- Fartuch z napisem ‘najlepszy kucharz’. - przeczytał nadruk. - Dziękuję ci. - dał jej buziaka w policzek.
Latynoska uśmiechnęła się nieśmiało.
- W końcu robisz mi codziennie obiady. Musisz jakoś wyglądać. - zaśmiała się cicho.
- Zestaw do makijażu! - pisnęła Nina.
Em pokręciła głową i wróciła do reszty. Złapała jedno z prezentów Ann i wręczyła go jej.
- Otwórz. - zaczepiła ją.
Szatynka rozerwała kolorowy papier. Delikatnie wzięła do ręki złotą bransoletkę, do której były przyczepione na dwóch przeciwnych końcach, dwie litery „A i E”. W oku Ann pojawiła się łza, przez co Emily się speszyła, bo nie wiedziała, czy kupiła dobry prezent. Blondynka zapięła przyjaciółce bransoletkę na nadgarstku.
- Podoba ci się? - spytała nieśmiało Em.
Dziewczyna energicznie pokiwała głową.
- Najlepszy prezent, jaki dostałam. - Angela pocałowała ją w policzek.
Szarooka zrobiła się czerwona na twarzy. Nagle Matt usiadł obok nich.
- Patrz Ann, to dla nas obojga. - chłopak otworzył opakowanie. - Czy to…
- Dwa bilety na Grecji. Na tydzień. W lutym, podczas ferii. - powiedziała powoli szatynka. - Ale jak… kto… Em?
- Wesołych świąt. - przytuliła przyjaciółkę. - Musicie w końcu ode mnie trochę odpocząć.
- Ale jak… skąd ty miałaś tyle kasy? - spytał zszokowany Matt.
- Ym… oszczędności. - skłamała.
- Kocham cię. - Angela złapała ją za rękę.
Jasnowłosa posłała im ciepły uśmiech. Tak naprawdę chciała spędzić tydzień bez Elegancika, choć to, że nie będzie Ann, było minusem. Postanowiła jednak, że udając miłą, jej przyjaciółka uwierzy, że polubiła Matt'a, choć nie było to prawdą. Blondyn przyniósł kilka prezentów, które należały do Emily.
- Otwieraj. - powiedział ochoczo.
Szarooka zaczęła wyciągać przedmioty z opakowań. Najpierw zmarszczyła brwi, a następnie zrobiła wielkie oczy. Czarna skórzana kurtka oraz spodnie. Wysokie buty w jej rozmiarze, rękawice także skórzane. Z ostatniego pudła wyjęła kask motocyklowy.
- Na cholerę mi to? - zdziwiła się.
Nina podeszła do niej i wręczyła jej plik kartek. Szarooka przejrzała kilka z nich.
- Kurs na naukę jazdy. - przeczytała. - Przecież ja…
Ann przytuliła ją.
- To jeszcze nie wszytko. - szepnęła szatynka.
Nagle drzwi windy otworzyły się. Drake wprowadził do salonu nowy, lśniący, czarny motocykl.
- Mikołaj istnieje! - pisnęła Em i podbiegła do maszyny, która miała przyczepioną naklejkę z napisem „Yamaha fz6”. - Przecież to najnowszy model... to dla mnie?
- Jeśli tylko zdasz na prawko. - powiedział Matt. - Na razie będzie stał w moim garażu, żeby cię nie podkusiło.            Emily otworzyła oczy. Znajdowała w pokoju, w którym tapety odchodziły od ścian, a okna były zabite deskami. W powietrzu unosił się zapach wilgoci i rozkładu, który na chwilę przyćmił jej zmysły. Dopiero po chwili zorientowała się, że leży na starym łóżku. Ubrana była w brudną od krwi, koszulę szpitalną. Ręce i nogi miała przypięte pasami.
- Co jest? - jęknęła, zachrypniętym głosem.
Zaczęła się szarpać, lecz nie przynosiło to żadnych skutków. Nagle metalowe drzwi otworzyły się z hukiem, a z okien odleciały deski. Blondynka zaczęła wpatrywać się w korytarz. Ujrzała małe cienie, które coraz szybciej zbliżały się do pokoju. Emily zrobiła wielkie oczy i wzięła głęboki oddech. Drzwiami i oknami zaczęły wchodzić setki dużych, włochatych pająków.
- Nie, nie, nie! - zaczęła krzyczeć.
Coraz mocniej zaczęła szarpać rękami, lecz pasy były mocno zaciśnięte. Na jej nadgarstkach pojawiła się krew. Pająki zbliżały się do łóżka. Strach i panika zawładnęły ciałem dziewczyny. Serce biło tak mocno, jakby miało wyskoczyć jej z piersi. Chciała krzyczeć i wołać o pomoc, lecz tarantule były już na pościeli. Zaczęły wchodzić na jej nogi. Szarooka próbowała je zrzucić, lecz mając przypięte ciało do łóżka, nie było to łatwe. W pomieszczeniu było tyle pająków, że jasne od tynku ściany, były całe czarne. Małe stworzenia oblazły ciało dziewczyny. Blondynka znów chciała wrzasnąć, lecz wtedy jedna z tarantul weszła jej do ust.
            Emily podniosła się gwałtownie. Zaczęła szybko otrzepywać ręce i nogi. Dopiero po chwili zorientowała się, że nie ma na sobie żadnych pajęczaków. Wzięła głęboki oddech i przeczesała ręką włosy. Sięgnęła po komórkę i sprawdziła godzinę. Doprawdy spała zaledwie kilkanaście minut, ale miała wrażenie, że jej sen ciągnął się przez kilka godzin. Utkwiła wzrok w ptakach, które widziała zza wielkiej szyby w apartamencie Matt’a.
- Emily. - powiedziała Ann, wchodząc do salonu. - Wstawaj, przecież musimy wszystko przygotować.
Jasnowłosa wzięła do ręki okulary i założyła je. Wytarła rękawem jeansowej koszuli, wilgotny policzek.
- Znów się obśliniłaś? - zaśmiała się szatynka. - I do tego cały narożnik.
- Śniły mi się pająki, ciesz się, że to tylko ślina. - odparła oschle.
Dziewczyna o brązowych oczach usiadła obok i objęła ją.
- Znów śnił ci się koszmar? - spytała z troską.
- Nie, coś ty. - parsknęła Em. - Zazwyczaj pająki pojawiają się w snach erotycznych.
- Co kto lubi. - Ann dała jej buziaka w policzek. - Ale i tak radziłabym ci wstać, bo zaraz przyjdzie…
Po apartamencie rozległ się dzwonek z windy.
- Bogini nadchodzi! - pisnęła Nina, wchodząc do salonu.
Za nią pojawiła się Olympia, Alex, Nate i Drake.
- Zaczyna się... - jęknęła cicho Emily i wstała, by powitać przyjaciółki.
Pani Perfekcyjna przytuliła dziewczynę.
- Dlaczego, wszystko nie jest jeszcze przygotowane? - spytała piskliwie. - No, ale nieważne. Najpierw muszę przejrzeć cały apartament. Gdzie nasz pan właściciel? - potarła dłonie.
Drzwi od kuchni otworzyły się, a w nich ukazał się niebieskooki blondyn.
- Tutaj jestem! - krzyknął Matt. - Cieszę się, że wszyscy już przyszliście. Carlos jest w trakcie gotowania potraw, a ja chciałbym was oprowadzić po moim mieszkaniu.
Emily ruszyła za przyjaciółmi, lecz Ann złapała ją za rękę.
- Ty zostajesz i szykujesz stół. - nakazała szatynka.
- I miałabym ominąć kpiny Barbie? - prychnęła szarooka. - Nie ma mowy.
Dziewczyna wyminęła przyjaciółkę i ruszyła w stronę schodów.
            Oglądanie mieszkania, pod czujnym okiem Niny, nie obeszło się bez negatywnych komentarzy. Matthew podszedł do ostatnich drzwi i otworzył je.
- A to jest mój pokój. - powiedział skromnie.
Blondynka rozejrzała się po pomieszczeniu, wzdychając głośno.
- Matt twój design jest mocno nie trendy. - spojrzała na niego. - A ten strój... - przewróciła oczami. - Kompletnie passe.
Nina przystanęła przed garderobą, po czym otworzyła drzwi. Przejrzała każde ubranie, po czym spojrzała na blondyna.
- Masz może jeszcze jedną szafę? - spytała z nadzieją w głosie. - Z ubraniami, które są trochę bardziej, no wiesz... fashion.
Drake i Alex zaśmiali się głośno. Właściciel apartamentu ze zmieszaną miną wszedł do pokoju.
- Ale to ciuchy są z najnowszej kolekcji Armatniego. - szepnął ze smutkiem sam do siebie.
- Chyba z lumpeksu zza rogu. - prychnęła Barbie z pogardą. - Mam modowy instynkt, mnie nie oszukasz.
Nie chcąc się kłócić z osobą o tak niskim IQ i wysokim ego, nie skomentował tego i poszedł dalej.
- A mówiłam, że nie będziesz chciał Niny u siebie na święta? - zapytała półgłosem Emily, wychodząc z łazienki. - Ale nie!
Szarooka była ubrana w strój, w którym musiała chodzić przez godzinę, ponieważ był to układ z Matt’em.
            Jasnowłosa siedziała na blacie w kuchni i wyjadała krem z miski.
- Wiesz, że coś musi zostać na ciasto? - spytał Carl z uśmiechem na twarzy.
- To daj mi coś innego. - powiedziała z przekąsem.
Szatyn podszedł do lodówki i wyciągnął z niej talerz, a następnie podał go Em.
- Paella. - pisnęła zadowolona. - Moja mama często to dla mnie robiła, jak byłam mała.
- Rzadko mówisz o swoich rodzicach. - zauważył. - Nie chcieli, byś przyjechała na święta?
Dziewczyna zaczęła jeść hiszpańską potrawę.
- Tak, jak mówiłam. - powiedziała z naciskiem. - Kiedy byłam mała.
Chłopak nie chciał już wchodzić w szczegóły, więc zabrał się za gotowanie. Emily usłyszała krzyki, więc spojrzała za drzwi i zaczęła przysłuchiwać się rozmowie swoich przyjaciół. Barbie zatrzymała się w salonie i patrzyła, to na komody oraz stół, to na choinkę.
- Matt! - krzyknęła oburzona, po czym tupnęła nogą. - Nie masz za grosz wyczucia stylu. Kto daje żółte serwetki do fioletowych bombek?! Rozumiem, że w tym pomieszczeniu jestem jedyną osobą z wyczuciem, ale bez przesady!
- Dajcie białe serwetki i czerwone bombki, bo inaczej Mikołaj nie przyjdzie! - wtrąciła Em, ubrana w świąteczny sweterek, zielone legginsy, czerwone spodenki z szelkami, szpiczaste buty oraz uszy. Latynoska położyła na małym stoliku kubek mleka i talerz pełen ciastek.
- Emi! Co Ty masz na sobie!? - Nina wydarła się, jakby ktoś obdzierał ją ze skóry. - Ach... słabo mi. - osunęła się na narożnik, udając, że mdleje.
- Nina! - jasnowłosa podeszła do leżącej dziewczyny i krzyknęła jej do ucha. - To jeszcze nie wszystko. - szarooka odnalazła guzik na brzuchu, wcisnęła go, a wtedy po całym apartamencie rozniosła się głośna świąteczna melodia.
- Słuchaj kochanie. - Barbie podniosła się i złapała ją za rękę. - Wiem, że tego nie lubisz, ale my naprawdę musimy iść na zakupy. Wezmę wszystkie moje karty kredytowe! - pisnęła zadowolona. - Uznaj to za mój świąteczny dobry uczynek.
- Bez dobrych uczynków na koncie, Mikołaj do ciebie nie przyjdzie. - zauważyła Em.
- No właśnie, a jak usłyszy o tym, że pomogę ogarnąć ci… - spojrzała z obrzydzeniem na jej strój. - Garderobę, to na pewno dziś przyjdzie.
- To po świętach idziemy. - odparła szarooka, a Barbie pocałowała ją w policzek.
Latynoska uśmiechnęła się nieśmiało i odsunęła szybko.
- Emily! - krzyknął Nathaniel. - Wiesz, że Nina cię omamiła, prawda?
Dziewczyna spojrzała na niego ze złością.
- Jak będziesz się tak zachowywał, to do ciebie Mikołaj też nie przyjdzie. - warknęła.
- Przecież w Hiszpanii nie przychodzi Mikołaj. Prezenty dostaje się szóstego stycznia. - zauważył Nate.
- Ale teraz nie jesteśmy w Hiszpanii. - szarooka puściła mu oczko.
- A tak poza tym. - wtrąciła nagle Olympia. - We Francji nie obchodzi się Wigilii.
- Ale teraz nie jesteśmy we Francji. - zachichotała Nina.
Nathaniel uniósł ręce w ramach kapitulacji.
            Gdy wszystko było uszykowane, przyjaciele usiedli przy stole. Matt zapalił w kominku, a Carlos nosił potrawy. Kiedy wszystkie znalazły się na stole, wysoki szatyn zdjął fartuch i usiadł obok nich.
- Mamy tu owoce morza takie jak kalmary, ośmiornica, ostrygi i małże. Siedem rodzajów ryb. Karczochy, zupa migdałowa, indyk i pieczone jagnię. Lasagne z anchois i parmezanem. A także marcepan, rabanadas, arroz doce, bolo rei i turrony. - powiedział Carl, wskazując kolejno na potrawy. - Chciałem, by każde z was, miało dania ze swojego kraju.
- Jesteś mistrzem. - Alex poklepał go po ramieniu. - Zrobiłeś moje ulubione desery.
- Starałem się. - Carlos zrobił się czerwony na twarzy.
Przyjaciele usiedli do stołu i zabrali się do kolacji.
            Po pewnym czasie Nina wstała i złapała za kieliszek. Wstała od stołu i stuknęła w niego łyżeczką.
- Chciałabym coś ogłosić. - powiedziała poważnym tonem.
- O nie. - jęknęła Olympia.
- Mianowicie… ja i Oly od niedawna jesteśmy przyrodnimi siostrami! - pisnęła.
Emily zakrztusiła się sokiem.
- Jak to? - spytał Matt.
- Moja mama i jej tata, mieli jakieś wspólne interesy. - Barbie opowiadała z zafascynowaniem. - No i wyszło na to, że teraz jesteśmy siostrami.
- To dlatego, jak do ciebie dzwoniłam, Olympia była we Francji. - zauważyła Em.
- Ja naprawdę nie chciałam tam być. - jęknęła Włoszka.
- Oj, siostruś nie przesadzaj. - powiedziała żartobliwie blondynka.
Wszyscy zaczęli się śmiać, a Oly zajęła się jedzeniem deseru.
            Po godzinie Ann i Em pozbyły się strojów elfa i ubrały normalne ciuchy. Wszyscy leżeli na narożniku. Emily jako jedyna siedziała po turecku na ziemi, opierała się plecami o stolik do kawy i wpatrywała się w ogień, który rozprzestrzeniał się w kominku. Nagle ktoś usiadł koło niej.
- Super, że Carl zrobił hiszpańskie potrawy. - powiedział Drake. - Miło było poczuć się jak w domu.
Blondynka nie do końca się z nim zgadzała. Choć urodziła się w Barcelonie, to Nowy York uważała za swój dom. Spojrzała na chłopaka. Brązowe włosy opadały mu na czoło, a w jego piwnych oczach odbijały się płomyki. Okręcił głowę i uśmiechnął się do niej.
- Też uważam, że to było miłe. - odparła.
Szatyn przybliżył się do niej i objął ja ramieniem.
- Gdy otrzymałem zaproszenie, trochę się zdziwiłem, że zgodziłaś się na święta z Matt'em. - szepnął.
Dziewczyna zastanowiła się przez chwilę.
- Uznajmy, że to było pod przymusem. - spojrzała na Ann, która rozmawiała wraz ze swoim chłopakiem.
- Wciąż nie wiem, czemu go nie lubisz. To równy gość.
- Niczym mnie jeszcze nie przekonał. - powiedziała oschle.
Siedzieli przez chwilę w milczeniu.
- Emi! - krzyknęła Nina.
Latynoska obrzuciła ją złowrogim spojrzeniem.
- Przestań mnie tak nazywać! - odkrzyknęła Em.
- Idź do kuchni, patrzeć czy Mikołaj nie leci. - rzucił Alex.
- Przecież w salonie są okna na całą ścianę. Tu lepiej widać. - zauważyła szarooka.
- Ale tu jest komin, a Mikołaj nie przychodzi, jak ktoś jest w pokoju. - zaśmiała się Olympia.
Blondynka wstała gwałtownie, złapała Drake’a za rękę i pobiegła w do kuchni. Podeszli do okna i stanęli przy nim.
- Wiem, że to głupie… - zaczęła rozmowę. - To, że wierzę w Mikołaja.
- Wcale nie. - uśmiechnął się.
- Wcale tak. - droczyła się z nim. - I wiem, że się z tego śmiejecie. - oparła się o ścianę i utkwiła wzrok w Central Parku. - Ale to chyba dlatego, że… z rodzicami praktycznie nie obchodziliśmy świąt. Co roku mówili, że muszą zostać w pracy dłużej. Kiedyś im wierzyłam, dopóki nie dowiedziałam się, że chodzili sobie do restauracji na kolację. - mówiła cichym, choć twardym, pozbawionym uczuć głosem. - W Nowym York’u, od kiedy ja i Ann zamieszkałyśmy razem… ona spędziła ze mną wszystkie święta. Nawet zanim zaczęłyśmy się przyjaźnić. - podwinęła rękawy w koszuli.
- Rozumiem. - spojrzał na nią z troską. - Chcesz, by święta były idealne, a w idealnych świętach jest Mikołaj.
- Dokładnie. - odparła.
Nie lubiła rozmawiać o uczuciach i o tym, ile zawdzięcza przyjaciółce. Tematu o rodzicach unikała jak ognia. W tym momencie tylko przy Drake'u czuła się dość swobodnie, by o tym mówić. Spojrzała na niego i parsknęła śmiechem.
- Schyl się, poprawię ci kołnierz. - nakazała.
Chłopak, ponieważ był o głowę wyższy, ugiął kolana. Blondynka wyciągnęła ręce i poprawiła mu materiał koszuli.
- Dzięki. - powiedział, a następnie uśmiechnął się chytrze. - Spójrz w górę.
Emily wykonała jego polecenie i uniosła wzrok. Ujrzała gałązkę jemioły. Szatyn przybliżył się do niej i objął ją w talii. Nachylił się i złożył szybki pocałunek na jej ustach. Dziewczyna poczuła w brzuchu tysiące motyli, a nogi ugięły jej się w kolanach. Gdy odsunęli się od siebie czuła, że jest cała czerwona na twarzy. Otworzyła usta, by coś odpowiedzieć, lecz wtedy usłyszała głosy z salonu.
- Emily! Chodź coś zobaczyć. - zawołał Carlos.
Szarooka stanęła na palcach i dała Drake’owi buziaka w policzek, po czym wybiegła z kuchni. Jej oczom ukazał się stos kolorowych kartonów, leżących pod choinką.
            Przyjaciele przez kilkanaście minut rozdzielali prezenty, a następnie zabrali się za odpakowywanie ich.
- Piłka do kosza. - ucieszył się Alex. - A moja ostatnio się przebiła.
- Zestaw małego chemika dla zaawansowanych. - rzekł Nathaniel, gdy otworzył swój prezent. - Któż by się tego spodziewał.
Barbie wzięła niewielkie różowe pudełko i otworzyła je.
- Szpachelka? - zdziwiła się. - Olympia pewnie mówiła wam, że będę mieć u siebie remont. Jakie to miłe z waszej strony. - uśmiechnęła się.
- Raczej do tego tynku na ryju. - zaśmiała się Emily.
Ann uderzyła ją lekko w ramię. Em wzięła prezent zapakowany w szary papier i zaniosła go Carl’owi. Chłopak otworzył pudło, a na jego twarzy zagościł ciepły uśmiech.
- Fartuch z napisem ‘najlepszy kucharz’. - przeczytał nadruk. - Dziękuję ci. - dał jej buziaka w policzek.
Latynoska uśmiechnęła się nieśmiało.
- W końcu robisz mi codziennie obiady. Musisz jakoś wyglądać. - zaśmiała się cicho.
- Zestaw do makijażu! - pisnęła Nina.
Em pokręciła głową i wróciła do reszty. Złapała jedno z prezentów Ann i wręczyła go jej.
- Otwórz. - zaczepiła ją.
Szatynka rozerwała kolorowy papier. Delikatnie wzięła do ręki złotą bransoletkę, do której były przyczepione na dwóch przeciwnych końcach, dwie litery „A i E”. W oku Ann pojawiła się łza, przez co Emily się speszyła, bo nie wiedziała, czy kupiła dobry prezent. Blondynka zapięła przyjaciółce bransoletkę na nadgarstku.
- Podoba ci się? - spytała nieśmiało Em.
Dziewczyna energicznie pokiwała głową.
- Najlepszy prezent, jaki dostałam. - Angela pocałowała ją w policzek.
Szarooka zrobiła się czerwona na twarzy. Nagle Matt usiadł obok nich.
- Patrz Ann, to dla nas obojga. - chłopak otworzył opakowanie. - Czy to…
- Dwa bilety na Grecji. Na tydzień. W lutym, podczas ferii. - powiedziała powoli szatynka. - Ale jak… kto… Em?
- Wesołych świąt. - przytuliła przyjaciółkę. - Musicie w końcu ode mnie trochę odpocząć.
- Ale jak… skąd ty miałaś tyle kasy? - spytał zszokowany Matt.
- Ym… oszczędności. - skłamała.
- Kocham cię. - Angela złapała ją za rękę.
Jasnowłosa posłała im ciepły uśmiech. Tak naprawdę chciała spędzić tydzień bez Elegancika, choć to, że nie będzie Ann, było minusem. Postanowiła jednak, że udając miłą, jej przyjaciółka uwierzy, że polubiła Matt'a, choć nie było to prawdą. Blondyn przyniósł kilka prezentów, które należały do Emily.
- Otwieraj. - powiedział ochoczo.
Szarooka zaczęła wyciągać przedmioty z opakowań. Najpierw zmarszczyła brwi, a następnie zrobiła wielkie oczy. Czarna skórzana kurtka oraz spodnie. Wysokie buty w jej rozmiarze, rękawice także skórzane. Z ostatniego pudła wyjęła kask motocyklowy.
- Na cholerę mi to? - zdziwiła się.
Nina podeszła do niej i wręczyła jej plik kartek. Szarooka przejrzała kilka z nich.
- Kurs na naukę jazdy. - przeczytała. - Przecież ja…
Ann przytuliła ją.
- To jeszcze nie wszytko. - szepnęła szatynka.
Nagle drzwi windy otworzyły się. Drake wprowadził do salonu nowy, lśniący, czarny motocykl.
- Mikołaj istnieje! - pisnęła Em i podbiegła do maszyny, która miała przyczepioną naklejkę z napisem „Yamaha fz6”. - Przecież to najnowszy model... to dla mnie?
- Jeśli tylko zdasz na prawko. - powiedział Matt. - Na razie będzie stał w moim garażu, żeby cię nie podkusiło.
Dziewczyna spojrzała na niego.
- Dzięki. – rzuciła niedbale.
Chłopak kiwnął głową. Olympia odchrząknęła.
- Nie jemu dziękuj, tylko mnie. To, ja chodziłam po wszystkich salonach we Włoszech, żeby załatwić ci ten prezent.
Emily wtuliła się w przyjaciółkę, która ku zaskoczeniu także mocno ją objęła.
- Ale jeśli zobaczę, że jedziesz po pijaku… - zaczął Matt.
- Tak, tak wiem. Pójdę do więzienia. - Em uniosła ręce.
- Na odwyk. - poprawił ją.
Szarooka uniosła ręce w geście poddania.
- Od dziś nie piję. - powiedziała szybko. 
Wszyscy zaczęli się głośno śmiać.
- Jasne, bo ktoś w to uwierzy. - rzuciła, rozbawiona Ann.
Dziewczyna spojrzała na niego.
- Dzięki. – rzuciła niedbale.
Chłopak kiwnął głową. Olympia odchrząknęła.
- Nie jemu dziękuj, tylko mnie. To, ja chodziłam po wszystkich salonach we Włoszech, żeby załatwić ci ten prezent.
Emily wtuliła się w przyjaciółkę, która ku zaskoczeniu także mocno ją objęła.
- Ale jeśli zobaczę, że jedziesz po pijaku… - zaczął Matt.
- Tak, tak wiem. Pójdę do więzienia. - Em uniosła ręce.
- Na odwyk. - poprawił ją.
Szarooka uniosła ręce w geście poddania.

- Od dziś nie piję. - powiedziała szybko. 
Wszyscy zaczęli się głośno śmiać.
- Jasne, bo ktoś w to uwierzy. - rzuciła, rozbawiona Ann.

3 komentarze:

  1. No nareszcie! Rozdział! W końcu Emily i Drake <3 A szpachelka w prezencie dla Niny, wygrała wszystko. :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Sen był świetny, ale aż mnie skręcało podczas czytania xD A rozdział jak zwykle super!

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział super. Kiedy kolejny?

    OdpowiedzUsuń